Mur i wieża c.d.
Zapis powitania wygłoszonego w strugach deszczu w Ohelu, nieopodal wybudowanego tzw. kibucu Muranów, czyli scenografii do nowego filmu Yael Bartany. Kilka osób pytało mnie już o jego prawdziwe znaczenie i moje intencje, pozwalam sobie więc poniżej przytoczyć w całości treść tego wystąpienia. Jutro zamieszczę również „potencjalny wywiad z przyszłości” z Yael, który to został wykonany przez 14-letniego Marka Maja, jednego ze statystów biorących udział w filmie Mur i wieża.

yael2

Nawet najbardziej nieprawdopodobne scenariusze mogą się ziścić, uruchamiane siłą tłumionych lęków, ale i niewyrażalnych fantazji.

W 2007 roku Yael Bartana zrealizowała film „Mary koszmary”, którego protagonista nawoływał do pustych trybun warszawskiego stadionu: Dziś ze znudzeniem patrzymy na nasze podobne do siebie twarze. Na ulicach wielkich miast wypatrujemy obcych i wsłuchujemy się w ich mowę. Tak, dziś już wiemy, że nie możemy żyć sami. Potrzebujemy innego, a nie ma innego bliższego nam niż wy! Przybywajcie! Ci sami lecz odmienieni. Zamieszkajmy razem.
To wezwanie zostało wysłuchane. Stojące za nami drewniane ogrodzenie i wznosząca się nad warszawskim skwerem wieża kibucu są świadectwem niespodziewanego powrotu. Nie jest to jednak powrót dostojny i zwycięski. Jest on przepełniony wątpliwościami, niewiarą, wahaniem. Oto defilada, która wkracza tylnym wejściem, bez fanfar i wciągania flagi na maszt. Niewiele ma wspólnego z inwazją. Może to raczej pochód duchów, których nie spodziewaliśmy się już nigdy ujrzeć? A może materializacja tęsknot za światem odebranym nam bezpowrotnie, raz na zawsze?
Prosta drewniana konstrukcja i dużo niepewnych konotacji, nachalnych skojarzeń, a może i nieczystych myśli. Co może się jeszcze wydarzyć? Jakich nieznajomych przyjdzie nam gościć pod swoim dachem? Jakie ponieść musimy koszty?
Nie wiemy i niekoniecznie chcemy się tego dowiedzieć.

„Mur i wieża” wpisuje się w kontinuum kłopotliwych relacji między Nimi i Nami. Wyraża ten długo tłumiony strach przed powrotem dawno nie widzianego znajomego, który to przez te wszystkie lata przeszedł nieprawdopodobną metamorfozę. Nie poznajemy już go, nie potrafimy spojrzeć mu w oczy.
To lęk przed ofiarą, która może powrócić i upomnieć się o swoje.
Tym bardziej, że my także czujemy się ofiarami, a nasze umiłowanie spokojnego życia bez ryzyka boleśnie nas uwiera, wysysa z nas powietrze. Wiemy, że nasz dawno nie widziany sąsiad nie zachował dobrych wspomnień z tego miejsca. Że ma nam wiele rzeczy za złe. Ale mimo to powraca. Wzmocniony złymi doświadczeniami, pracą, nowym/starym językiem, jeszcze inną wojną.

„Mur i wieża” jest rodzajem ćwiczenia ze snucia ideologiczno-historycznych hipotez. Jest podróżą w czasie i operacją na bezwładnie przelewającym się cielsku historii. Artystka cofa się do początków żydowskiego osadnictwa na Bliskim Wschodzie, ale i do czasów pionierskich farm żydowskich w przedwojennej Polsce. Sięga też w przyszłość – wyimaginowany świat migracji, polityczno-geograficznych przesunięć, rozpadu rzeczywistości jaką znamy. Yael zarysowuje mało prawdopodobny ciąg dalszy, który wielu Polaków może napełnić przerażeniem, w innych zaś obudzić nadzieję na mentalny przełom i rozbicie siermiężnego jednonarodowego monolitu. Odwołuje się, w surowej dosłowności, do tego co miało/mogłoby/powinno się spełnić, do scenariusza wydobytego z muzealnych archiwów, który mógłby zostać podtrzymywany przy życiu tylko jakąś formą ogólnonarodowej psychoterapii. Sięga do niemożliwego, obarczonego tak dużym błędem, że jego zaistnienie byłoby cudem. Ale zatrzymajmy się na chwilę. Jako naród zaprawiony w doświadczaniu cudów, przyjmijmy i taki wariant. Wariant Ich/Naszego powrotu.

To propozycja na czasy wyczerpania. Optymizm wygasa. Obiecane raje zostały sprywatyzowane. Jabłka i arbuzy z kibuców nie są już tak dorodne, dzieci tak posłuszne w swym nieposłuszeństwie, a kobiety i mężczyźni tak podobni do siebie. To czas przeszły niedoskonały. Czy będzie nam łatwiej ze świadomością, że cudzy sen, który skrycie podziwialiśmy, nie okazał się aż tak kolorowy?
Może wdrożymy go więc po swojemu, na nowo, na własny użytek?

Ale po co jątrzyć rany, patroszyć pamięć? Być może po to, by jeszcze raz zadać jedno z najważniejszych pytań, które stawiają dziś artyści, filozofowie, pisarze – czy PRZYSZŁOŚĆ może pomóc PRZESZŁOŚCI? A jeśli te fantasmagoryczne podróże w czasie, igranie z historią i jej kanonami nie pomogą odczarować przeszłości, to niech przynajmniej wyobrażanie sobie tego, co ma nadejść JUTRO, pozwoli nam lepiej zrozumieć mechanizmy konstruowania DZISIAJ. Bartana przypomina też o tym, w jakiej rzeczywistości możemy znaleźć się nie oglądając się do tyłu, zawsze patrząc przed siebie, szukając nowych rozwiązań, wciąż uporczywie powtarzając te same błędy. Parafrazując „wychodząc z cudzych snów, znajdując się we własnych koszmarach.” Zawsze, bezpowrotnie, ślepo. Bez zwycięzców, ale pozostawiając za sobą ofiary i dławiący kolejne pokolenia niepokój.

Chciałbym więc przywitać fikcyjnych przybyszy! Nowych osadników, których obecność jest ucieleśnieniem fantazji na temat historii równoległej, rzeczywistości odbitej i zdeformowanej przez nasze lęki, ale i przez nasze niewyrażalne pożądanie. Mierzymy się z jedną z wielu potencjalnych przyszłości, jakich możemy doświadczyć, porzucając swój bezpieczny, znajomy, jednowymiarowy świat.

Przybysze, witajcie!

yael1

Kibuc Muranów, fot. Bartek Stawiarski


Subscribe to comments Both comments and pings are currently closed. |
Post Tags: , ,

Browse Timeline


Comments are closed.