Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
niedziela 17.11.19

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
PRZEDMARAŃCZA: Człowiek z kamerą

„Przedmarańcza (ang. Beforange) – to, co istniało przed Marańczą. Dla jasności: XXI wiek to okres Pomarańczy (Postmarańczy) – zaledwie bladego cienia tego, czym była Przedmarańcza. Daleki krewny Przedmidora”.



W najwyższym stopniu zaintrygowani, o Przedmarańczy rozmawiamy z jej założycielem Aleksandrem Kozłowskim – młodym i utalentowanym twórcą krótkich form filmowych ze Świętochłowic.

Czym zajmuje się Przedmarańcza? Kierowaniem kamer na różne rzeczy i sklejaniem tego, co z tych kamer wyjdzie. A wychodzą zwykle ładne rzeczy.

Skąd to się wzięło? W skrócie: kiedy zorientowałem się, że za coś trzeba jeść, a jako raper nie zarobię na frytki, postanowiłem zabrać się za inną rzecz, która mi wychodzi – filmy. I pyk, mija siedem lat od tamtego czasu. Jako raper nadal nie zarobiłem ani grosza, a filmy okazały się całkiem fajnym sposobem na życie.

When I say hip, you say... hop! Wychowałem się na tej muzyce. Słyszałem chyba każdą ważną płytę z lat 90. z USA. A że w domu była tylko Polonia 1, to nie miałem dostępu do teledysków. Musiałem więc wyobrażać je sobie sam. To dobry trening. Z drugiej strony znajomość twórczości naszych raperów pomaga w zrozumieniu ich filmowych potrzeb. Współpracuję z najważniejszymi śląskimi wytwórniami hip-hopowymi: MaxFloRec, Fandango i Gopside, a także z twórcami takimi jak Fokus, Abradab czy Afro Kolektyw. Poza tym nie zamykam się muzycznie. Stale współpracuję z lokalnym przedstawicielem sceny folkowej – zespołem Beltaine czy indie-rockowym odkryciem – Nell.

Co najbardziej lubisz w swojej pracy? W zakresie moich zawodowych obowiązków znajduje się m.in. jeżdżenie po pustyni na dachu jeepa, przekonywanie Gutka, żeby nie chadzał tak blisko krawędzi dachu Spodka i budowanie miniaturowych kosiarek do trawy. To całkiem sympatyczne zajęcia. Ostatnio, kiedy z moją współpracowniczką Kavą wylewaliśmy wino na białe kartki i tusz do akwarium, naszło nas takie zdziwienie: „ej, czaisz, że ktoś nam za to płaci?”.

Artystyczne osiągnięcia? „Róża wiatrów” Pokahontaz i „Wraca monster” Buki. „Różę” zrobiliśmy pod ogromną presją czasową, a jednak udało nam się m.in. zmienić Świętochłowice w postapokaliptyczną ruinę i obrócić kilka osób w słupy soli. „Monster” to pierwszy w Polsce klip wykonany techniką rysunku strumieniowego, jego odbiór był niezwykle pozytywny.

Muzycy pomagają w tworzeniu klipu czy pozostawiają ci wolną rękę? Fajne jest to, że większość osób, z którymi współpracuję, ma do mnie spore zaufanie w temacie klipów, ale jednocześnie często dorzuca swoje pomysły. „Darkside” Rahima pisaliśmy razem, mając potem spory ubaw z interpretacji i nadinterpretacji treści. Fokus dorzucił pomysł na słupy soli w „Róży wiatrów”, Miuosh zwykle przychodzi z zarysem swojego pomysłu do dopracowania, a Grubson zmienia cały scenariusz na planie (i przy okazji wymyśla 20 innych klipów). Widzę więc spore zaangażowanie w temat teledysków – artyści traktują je jako rozszerzenie swojej twórczości.

Dobre zdjęcia to jedno, jest także efektowna postprodukcja... Teledyski to przede wszystkim nieograniczone możliwości wprowadzania nowych pomysłów. Muzycy mają większą tolerancję na innowacje niż np. wydziały promocji urzędów miast. Stąd wspomniany rysunek strumieniowy i inne nowatorskie dziwactwa, które z czasem dopiero przenoszę na swoje bardziej komercyjne produkcje. Z drugiej strony klip to nie zawsze efekty i nowatorskie pomysły, a czasem to po prostu ładny obraz. Lubię też wierzyć, że ludzie oczekują w klipach fabuły, więc staram się ją przemycać tam, gdzie to możliwe.

W związku z Górnym Śląskiem. Chociaż brzmi to dość banalnie – kocham Śląsk. Zwłaszcza kocham jego normalność. Pewnie nie mógłbym mieszkać w tych pseudo europejskich, hipsterskich miastach, gdzie pija się tylko latte machiato i rozmawia o tym czy wąsy są trendy, czy passe. Śląsk jest nienachalny, zwykły i niczego nie udaje. A poza tym jest piękny. Całe to szaleństwo architektoniczne jest piękne. Dlatego nie rozumiem, dlaczego dziewięciu na dziesięciu niezależnych filmowców ze Śląska wychodzi z domu tylko w szare, dżdżyste dni, żeby filmować smutne mordy zagubionej młodzieży na tle rozsypanych familoków. Przecież te rozsypane familoki są takie fotogeniczne w słoneczne dni!

tekst: Marta Nendza | zdjęcie: Kava
ultramaryna, luty 2013









>>> www.przedmarancza.pl









KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej dzień tygodnia zaczynający się na literę s:
teksty
MUZEUM HISTORII KOMPUTERÓW I INFORMATYKI: Uratowane spod wiaty
Na pierwszym planie pulpit operatora komputera Odra 1304 (rok prod. 1968), na drugim - komputer Odra 1305 (1975) wraz... >>>

PIOTR WÓJCIK: Śląskie crime story
Piotr Wójcik debiutuje właśnie jako autor kryminału „Wina”, który zaczyna cykl „Metropolia”... >>>

PAULINA PLIZGA: Od wodzisławskiego hasioka po paryskie trash couture
Tworzyła recyclart, zanim to było modne, choć nie chce definiować swoich projektów przez pryzmat trendów. Kiedy w... >>>

BARTOSZ PILAWSKI: Granice nie istnieją
W 2017 roku pokazał swoją pierwszą kolekcję. Dziś projektant i założyciel marki Pilawski ma za sobą prezentację w... >>>
komentarze: 1

JERZY JAN POŁOŃSKI: Nie pytaj mnie o cyrk
Obejmujący we wrześniu scenę Teatru Miejskiego w Gliwicach Jerzy Jan Połoński znany jest z tego, że nieignorującym... >>>

BARBARA RUPIK: Malarstwo zaklęte w filmie
Spośród ok. 2 tys. zgłoszeń prezentujących dorobek 366 szkół filmowych z całego świata do tegorocznego konkursu... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2019, wszystkie prawa zastrzeżone