Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ADAM POMIAN, GRZEGORZ NOWAK: W przededniu rewolucji. O Hipnozie, Fantomie i paru innych sprawach.
czwartek 22.06.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ADAM POMIAN, GRZEGORZ NOWAK: W przededniu rewolucji. O Hipnozie, Fantomie i paru innych sprawach.

W brawurowy sposób połączyli jazz, dobre jedzenie i sztukę, odnosząc przy okazji sukces biznesowy. Grzegorz Nowak i Adam Pomian współpracują ze sobą niemal dwie dekady, a zaczynali skromnie od małego, lokalnego pubu. Dzisiaj mogą pochwalić się katowicką Hipnozą, bytomskim Fantomem, który wraca właśnie po liftingu oraz osobliwą kawiarnią Jazz Cafe przy chorzowskim Teatrze Rozrywki. O rewolucjach nie tylko w menu, słabości do triathlonu oraz japońskim DJ-u, który stał się przyczynkiem do powstania Festiwalu Nowa Muzyka opowiada nam jego współorganizator i znacznie bardziej medialna połowa wspomnianego duetu.

TRUDNE POCZĄTKI
Ultramaryna: Może zaczniemy chronologicznie…
Adam Pomian:
Nie pytaj tylko, jak to wszystko się zaczęło. Znowu będę musiał mówić, że było to 18 lat temu. (śmiech)

No właśnie, to miałem na myśli. Jaki był ten pierwszy lokal? Miejsce nazywało się Ryczące Dwudziestki i było prowadzone przez pochodzący z Bytomia zespół szantowy o tej samej nazwie, który po paru latach lepszych i gorszych zdecydował się je odstąpić. Wtedy lokal przejął Grzegorz, a ja do niego chwilę później dołączyłem.

I razem otworzyliście Złotego Żuka na bytomskim rynku? Tak, otwieraliśmy go w dobrych czasach dla sceny yassowej i tego typu koncerty organizowaliśmy wspólnie z sąsiadującą z nami Galerią Kronika. To zaszczepiło we mnie miłość do muzyki z pogranicza jazzu, ale historia Złotego Żuka nie trwała długo. Nie mogliśmy w tym miejscu dalej prowadzić działalności, a chcieliśmy ją kontynuować, bo okazała się całkiem niezłym pomysłem na biznes. Przenieśliśmy się trochę dalej od centrum. I tak powstał Fantom – w miejscu, gdzie znajduje się Bytomskie Centrum Kultury.

FANTOM: REAKTYWACJA
W tamtym okresie w zasadzie nie mieliście konkurencji, ale Fantomowi wiodło się różnie.
W 2011 zamknęliśmy Fantoma z powodu dużego remontu Bytomskiego Centrum Kultury i mieliśmy ponad roczną przerwę w działalności, ale w tej chwili przygotowujemy nasz lokal do ponownego otwarcia. Choć długo zastanawialiśmy się z Grzegorzem, czy wrócić. Wszystko przeciągało się w czasie, jednak emocje i sentyment do tego miejsca wzięły górę nad chłodną kalkulacją. Mam nadzieję, że w grudniu/ styczniu będziemy mogli zaprezentować Fantoma w trochę innej formule.

Czym będzie się różnił ten nowy od starego? Przede wszystkim wystrojem, dlatego zaprosiliśmy naszych przyjaciół z bytomskiego studia Medusa: Przema i Łukasza, którzy zdecydowali się nam pomóc i wspólnie zaaranżować go trochę inaczej. Fantom ma spełniać teraz wiele funkcji: być miejscem koncertów, spotkań towarzyskich, wystaw. Chcemy pójść też w stronę designu użytkowego. Mamy na to możliwości, bo w sąsiedztwie znajduje się sala, która nadaje się do takich celów. Będziemy dzielić ją z Bytomskim Centrum Kultury. Myślę, że tym samym robimy kolejny krok naprzód w naszej działalności klubowej, bo czasy się zmieniają, a Fantom i Hipnoza mają już trochę lat. Jesteśmy przekonani, że te miejsca wymagają powiewu świeżości nie tylko w karcie menu.

BYTOM MIMO WSZYSTKO
Dużo trudniej pewnie prowadzić taki biznes w Bytomiu niż w Katowicach, które przeżywają w ostatnich latach prawdziwy boom.
Sytuacja w Bytomiu też się zmienia, ale w znacznie wolniejszym tempie. Ja przebywam większą część dnia, miesiąca, roku w Katowicach, pracując. Poza Hipnozą mam jeszcze biuro More Music Agency na ulicy Wojewódzkiej, które jest organizatorem festiwalu Nowa Muzyka.

Nadal mieszkasz jednak w Bytomiu. Nie myślałeś o przeprowadzce? Zastanawiałem się nad tym kilka razy. Był taki moment, szczególnie parę lat temu, kiedy rozważałem przeprowadzkę do Katowic, ale nie lubię się poddawać. Na razie nie planuję wyjazdu z tego miasta, tutaj jest mój dom, rodzina, tutaj moja sześcioletnia Zuza chodzi do przedszkola. Cały czas mam nadzieję, że w Bytomiu będzie coraz lepiej.

W Katowicach za to na pewno jest większa konkurencja. Na Mariackiej wysypało lokalami… Jest kilka fajnych miejsc, do których często chodzę, przede wszystkim Len Arte, gdzie serwują kuchnię włoską. Ale wydaje mi się, że moda na Mariacką powoli mija. Konkurencja faktycznie jest coraz większa. Kilka lat temu w Katowicach byliśmy w zasadzie tylko my i Gugalander. Teraz ludzie są bardziej świadomi, mają większy wybór. Szczególnie w większych miastach więcej wymagają, a mniej rzeczy są w stanie docenić.

Jazz Cafe w chorzowskim Teatrze Rozrywki to także twoje wspólne przedsięwzięcie z Grzegorzem. Wielkie wrażenie robi aranżacja wnętrza. Skąd taki pomysł? To również zasługa Medusy. W twórczy sposób wykorzystane zostały stalowe profile do montażu płyt kartonowo-gipsowych. Co do samego miejsca, trochę jestem zły na siebie, że design jest okej, ale brakuje tam naszego zaangażowania. Jeśli w teatrze są organizowane spektakle lub koncerty, w klubie pojawiają się ludzie, ale jeśli się nic nie dzieje, u nas podobnie. Nie pomaga też lokalizacja. Są pomysły na to, jak ściągnąć fajne osoby do tego lokalu. Wszystko wymaga czasu i środków finansowych. To nie jest łatwy moment dla branży gastronomicznej.

KŁOPOTY Z MENU
Wasza renoma w dużej mierze opiera się na dobrym jedzeniu. To właśnie przepis na sukces?
Myślę, że lokali bez jedzenia jest coraz mniej i ciężko przędą. Szczerze mówiąc, często zastanawiam się nad naszą kartą menu, która nie jest do końca taka, jaką chciałbym, żeby była. Rewolucja miała nadejść nie raz, ale ludzie przyzwyczajeni są do dań, które zamawiają. Nawet proste zabiegi z naszej strony powodowały ich częste oburzenie np. dlaczego coś nie ocieka tłuszczem tak, jak ociekało przez ostatnie 10 lat?! (śmiech) Mimo to chcemy trochę poeksperymentować w Bytomiu i wprowadzić poważne zmiany w karcie menu. Oczywiście będziemy musieli pozostać jednocześnie przy naszych zapiekankach. Centrum Kultury w Katowicach powoli także przymierza się do generalnego remontu. Byłby to dla nas dobry moment, żeby otworzyć nową Hipnozę i wykonać podobny ruch do tego z Fantomem, a w międzyczasie skuteczność wszystkich tych nowych rzeczy i pomysłów wypróbować.

Hipnoza jest postrzegana jako gwarant jakości, ale mam wrażenie, że stała się jednocześnie miejscem, do którego chodzi się niezależnie od tego, co się w niej dzieje, a to prowadzi do sytuacji, w której np. przypadkowi ludzie rozmawiają w trakcie koncertów. Faktycznie, był taki moment. Nie czuliśmy się z tym dobrze i strasznie nam to przeszkadzało. Myślę, że nie ma już tego problemu w Hipnozie albo ten problem jest zdecydowanie mniejszy: zwracamy uwagę, prosimy o ciszę ze sceny, cały czas staramy się, by ludzie zainteresowani koncertem mogli wysłuchać go w jak najbardziej komfortowych warunkach. Pozostali od jakiegoś czasu spotykają się w palarni. (śmiech)

ZASŁUGA JAPOŃSKIEGO DJ-A
Od kilku lat klimaty klubowe przenosisz w plener, organizując Festiwal Nowa Muzyka. Jak do tego doszło? Festiwal jest poniekąd kontynuacją miejsca, które już nie istnieje, czyli klubu Elektro. Tam staraliśmy się pokazywać i grać nową muzykę elektroniczną. Wspólnie z Mirkiem Matyasikiem (muzyk znany jako C.h. District – przyp. red.), działającym w obrębie tego nurtu, a także przy współpracy portalu Nowa Muzyka Krzyśka Stęplowskiego postanowiliśmy zaprosić młodych twórców świeżej elektroniki właśnie do klubu Elektro. Ustaliliśmy datę imprezy, ale na miesiąc, dwa przed tym wydarzeniem otrzymaliśmy ofertę zorganizowania koncertu DJ-a Krusha, o którego długo się staraliśmy. On z kolei mógł wystąpić u nas tylko i wyłącznie w tym samym terminie. Obie daty niefortunnie się zbiegły i nastąpił zgrzyt, bo z jednej strony prowadziliśmy zaawansowane prace nad maleńkim festiwalem, a z drugiej – okazało się, że mamy niepowtarzalną szansę na występ kultowego, japońskiego producenta i DJ-a. Wybrnęliśmy z tego, decydując się na znalezienie innego miejsca i zrobienie z Nowej Muzyki znacznie większej imprezy. W ten sposób trafiliśmy do Szybu Wilson.

Potem przenieśliście się do Cieszyna i znów wróciliście do Katowic… Cieszyn stracił wtedy Nowe Horyzonty, natomiast Adam Godziek, mój wspólnik z More Music Agency, pracował przy organizacji imprez muzycznych właśnie dla tego festiwalu. Doskonale znał miasto i to on zachęcił mnie, żeby tam pojechać i podziałać. Nie wiem, dlaczego nie spróbowaliśmy przekonać do naszego pomysłu władz Katowic. Myślę, że to jeszcze nie były te czasy. Dopiero chwilę później zaczęło się dziać więcej tutaj na miejscu.

Mam wrażenie, że Nowa Muzyka i Off Festival coraz bardziej zbliżają się muzycznie do siebie. Podkupujecie sobie artystów? Często spotykamy się u jednego agenta z zapytaniem o tych samych artystów, ale staramy się rozmawiać, pracować razem.

Masz jakieś marzenie związane z festiwalem? Jesteśmy po bardzo konkretnych rozmowach z dyrekcją Muzeum Śląskiego. W 2013 roku odbędzie się ósma edycja Nowej Muzyki i marzymy o tym, żeby na stałe osiąść w jednym miejscu. Częsta zmiana lokalizacji powoduje to, że czujemy się trochę, jakbyśmy co roku organizowali nowy festiwal. Dużo niespodzianek, dużo stresu z tym związanego. Pomysłów na rozwój jest wiele. Chcemy otworzyć się bardziej na inne formy sztuki, nie tylko muzykę i myślę, że te wszystkie projekty będziemy mogli realizować w naszym docelowym miejscu, czyli w nowym Muzeum Śląskim, na terenie dawnej Kopalni Węgla Kamiennego Katowice. Niebawem powstanie tam również nowa siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej PR. Nie mogę się tego doczekać.

NA JEDNEJ Z AMERYKAŃSKICH WYSP
Poza pracą razem z Grzegorzem dzielicie wspólną wielką pasję, jaką jest triathlon. Opowiesz o tym coś więcej? To bardzo wymagająca dyscyplina sportu, połączenie pływania, kolarstwa i biegania. Jest to dyscyplina, w której nie ma miejsca na znużenie, do tego wszystkiego dochodzi jeszcze trening mentalny. Chcąc wystartować w zawodach na najdłuższym dystansie, a do takiego się właśnie przygotowujemy, jest on równie istotnym elementem całości przygotowań. Trenowanie tego sportu to nie tylko budowanie techniki, wytrzymałości, ale też pewności siebie, zaufania w swoje możliwości. Myślę, że połączenie tych wszystkich elementów jest niesamowite. Triathlon to w pewnym sensie również styl życia, wymaga mnóstwa godzin ciężkiej pracy, najczęściej dwóch treningów w ciągu dnia, często sześć razy w tygodniu: rano basen, wieczorem bieganie lub trening kolarski. Czasami zastanawiam się, czy zaangażowanie się w tę dyscyplinę (a ona niestety wymaga tego od nas) nie spowoduje, że w pewnym momencie ucierpi na tym cały nasz biznes. Jednak satysfakcja z ukończenia zawodów triathlonowych, szczególnie tych długodystansowych, jest potężna.

Są takie, w których szczególnie chciałbyś się zmierzyć? Co roku odbywają się zawody na jednej z amerykańskich wysp. Sam start w nich jest marzeniem wszystkich, którzy uprawiają tę dyscyplinę. Może w kategorii wiekowej M50, czyli za kilkanaście lat, kto wie? (śmiech).

tekst: Roman Szczepanek | zdjęcia: Radosław Kaźmierczak
ultramaryna, grudzień 2012










KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone