Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | KAMP!: Bezcenne DIY
wtorek 25.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
KAMP!: Bezcenne DIY

„Najgorętszy debiut płytowy roku” – tak piszą media o pierwszym krążku zespołu Kamp! (premiera: 23.11). Trio w składzie: Michał Słodowy, Tomek Szpaderski i Radek Krzyżanowski pracowało nad tym albumem ponad dwa lata. Efekt ich pracy pokazuje, że warto było czekać.

Dostaliśmy od zespołu muzykę, która z jednej strony jest dojrzałą autorską wypowiedzią, z drugiej zawiera zawodowe „zachodnie” brzmienie, czerpiące ze światowych patentów, z trzeciej – jest przebojowa, co jest oczywistą pochodną tanecznych ciągot. A poza tym są to absolutnie urzekające piosenki z ogromną dawką emocji i intrygujących melodii. Z tą spójną propozycją zespół jest gotowy na podbój zagranicznych rynków. Przed katowickim koncertem promującym płytę „Kamp!” rozmawiamy z Radkiem Krzyżanowskim.

Ultramaryna: Debiutancki album nagraliście własnym sumptem, czy to wyraz niezależności? Nie znaleźliście wydawcy, który dałby wam wolność w podejmowaniu kluczowych decyzji?
Radek Krzyżanowski:
To nie tyle kwestia wolności, tylko ogólnych warunków. Pod każdym względem lepiej wychodzimy na tym, że album wydajemy sami – wszystkie prawa zostają po naszej stronie, możemy z tym materiałem zrobić co chcemy, nie związujemy się na dłuższy czas z jednym labelem, mamy wpływ na każdy aspekt naszej działalności. Nie ma co ukrywać, że pod względem finansowym też wygląda to kilka razy lepiej. A satysfakcja z DIY jest bezcenna.

Jakie brzmienie chcieliście uzyskać na tej płycie? Dla mnie jest to trochę świadome odejście od przebojowej taneczności w stronę zwartej całości, nie przypadkowego zbioru przebojów. Czy nagrywając płytę mieliście w głowach obraz całości? Jaki koncept wam przyświecał? Koncept był od początku jeden – stworzyć album, który będzie spójny, nawet kosztem przebojowości. Mamy dość konserwatywne podejście do LP – cenimy dramaturgię i flow, postrzegamy album jako logiczną całość, a nie jedynie zbiór fajnych utworów. Choć nigdy tego nie rozważaliśmy, album mogliśmy wydać jeszcze w 2009 roku, zbierając utwory z pierwszej epki, singla „Breaking A Ghost’s Heart” i dorzucając dwa utwory-zapchajdziury. Sens takiego działania byłby niewielki, więc trzeba było wstrzymać oddech. Na dwa lata.

Zwrot, który wykonaliśmy przy okazji singla „Heats” wymusił przedefiniowanie naszego stylu, a ponieważ jest to bardziej proces niż rewolucja, trzeba było poczekać dłuższą chwilę i zobaczyć, gdzie nas ten proces zaprowadzi. Jako trzon płyty obraliśmy trzy wydane już utwory oraz „Melt” i „Sulk”, które powstały w pierwszej połowie 2011. Do tego trzonu pisaliśmy kolejne utwory, aż do ostatnich „Sirocco” i „Lux Lisbon”. Ułożenie playlisty i zrobienie przejść zostawiliśmy sobie na koniec.

W jaki sposób tłamsiliście w sobie wyczuwalną wcześniej inspirację latami 80.? Niespecjalnie się nad tym zastanawialiśmy, tak samo jak nie czuliśmy w sobie przymusu do tłumienia jakichkolwiek inspiracji. I tak wiadomo, że większość odbiorców będzie postrzegać nas przez pryzmat lat 80., niezależnie z której epoki te inspiracje czerpiemy.

Tak czy inaczej, jesteśmy wychowani na muzyce lat 80. – radio grało, a my pilnie słuchaliśmy i notowaliśmy. Po latach, już jako świadomi słuchacze, wróciliśmy do tej muzyki i okazało się, że ta wrażliwość do nas przemawia najgłębiej. Okres ten należałoby jeszcze rozciągnąć do drugiej połowy lat 70., bo to chyba najpłodniejsze i najdziksze lata w historii muzyki rozrywkowej. Na pewno bez kilku artystów nasz album wyglądałby zupełnie inaczej. Albo by go nie było.

W jaki sposób liczne koncerty wpływają na wasze aktualne brzmienie? Tu nie ma jakiegoś konkretnego przełożenia. Atmosfera koncertów ewidentnie przekłada się na to, jak brzmimy na koncertach. Brzmienie studyjne to bardziej wynik naszej codzienności, która z rock’n’rollem czy techno niewiele ma wspólnego.

Jaki wpływ na brzmienie miał Bartek Szczęsny, który zrealizował ostateczny miks płyty? Po co było wam potrzebne spojrzenie z zewnątrz? Bartek wykonał fantastyczną robotę, na którą nam zabrakło pary, cierpliwości i sprzętu. Po dwóch latach tworzenia i szlifowania materiału wiedzieliśmy, że chcemy znaleźć zewnętrznego miksera, który ze świeżym uchem podejdzie do naszych piosenek, ale będzie również w stanie przełożyć naszą wizję na konkretne brzmienie. Rozważaliśmy opcje krajowe i zagraniczne, stanęło na Bartku. Znał nasz materiał, wiedział co chcemy osiągnąć, no i mieliśmy do niego blisko. Przesiedzieliśmy u Bartka w sumie osiem dni, wspólnie podejmowaliśmy większość decyzji. Były spory, były dyskusje, ale Bartek ani razu nie stracił cierpliwości, a mógłby – marudzimy i jesteśmy chaotyczni. Na pewno łatwiej mu się pracowało kiedy wyjechaliśmy, tym bardziej, że wszystkie ogólne założenia udało się zrealizować.

Przeszkadzają wam ogromne oczekiwania branży muzycznej związane z waszą płytą? A może was stymulują? Na gruncie intelektualnym cała ta atmosfera nie miała na nas wpływu, postrzegaliśmy to jako normalny, showbiznesowy proces. Gdybyśmy mieli zwariować, stałoby się to w 2009 roku, kiedy ciśnienie dopiero zaczynało rosnąć i zewsząd słyszeliśmy dobre rady. Oczywiście łatwo przegapić swój czas, ale gorzej jest wydać słabą płytę w idealnym momencie. Bardzo nam się podoba to, co zrobili Air France. Na ich płytę czekano tyle lat, a oni, nie mogąc zrobić jej w satysfakcjonujący ich sposób, po prostu rozwiązali się, żegnając się wspaniałym singlem.

Jakie emocje chcieliście przekazać przez wasze piosenki na tym albumie? Dla mnie wyczuwalna jest duża doza melancholii, szczypta wakacyjnej beztroski... Emocje, których doznaje słuchacz, są kwestią wtórną, choć oczywiście najczęściej pokrywają się z naszym odbiorem. Do utworów, jako nośnika emocji, nie podchodzimy intencjonalnie, nie zakładamy sobie żadnych wytycznych – tu ma być smutno, a tu euforycznie. To po prostu samo się dzieje – wynika z aranżacji, użytych barw czy zależności melodyczno-harmonicznych. Jesteśmy raczej laikami w kwestii teorii muzyki, ale czasami udaje się nam odnaleźć w gąszczu dźwięków na klawiaturze. Na pewno lubimy używać kontrastów, uciekamy od jednoznacznego wydźwięku utworów. Jeśli motyw jest wesoły czy skoczny, to szukamy melancholii w melodii, jeśli zimny – ciepłego brzmienia i przestrzeni, jeśli nowoczesny – jakiegoś sampla z vinyla. A to ma później konkretne przełożenie na odbiór. Czyli wychodzi na to, że trochę tej intencji jednak jest.

Jaki ustrój panuje w zespole? Macie ustalone role przy komponowaniu piosenek czy demokratycznie omawiacie wszystkie pomysły? Demokratyczny, każdy ma wpływ na wszystkie aspekty. Kompozycja to działka Tomka i moja, ale to też nie jest tak, że zaszywamy się w swoich sypialniach i tworzymy pomysły, które potem przynosimy na próbę jako gotowe utwory. Muzyka najczęściej powstaje przy okazji wspólnych jammów, które trwają po kilkadziesiąt minut każdy. Układ perkusja, bas, klawisz + dwa wokale sprawdza się najlepiej i przynajmniej 3/4 piosenek w ten sposób powstało.

Gracie razem już pięć lat. Jaka jest dla was najgorsza rzecz w byciu muzykami? Okresy chaosu w życiu codziennym, nieregularność, kiepskie jedzenie na trasie. Ale generalnie nie mamy na co narzekać. To i tak dość przyjemne dobrodziejstwo inwentarza.

Super zremiksowaliście „Dancing Shoes” Brodki, dodając jej piosence Kamp!owy sznyt. Co musi was przekonać, by zremiksować utwór innego artysty? Dobrze napisany request, dobry track albo pieniądze. A najlepiej wszystko naraz.

tekst: Adrian Chorębała
ultramaryna, grudzień 2012





>>> www.facebook.com/kampmusik









KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone