Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | KATARZYNA SOBAŃSKA I MARCEL SŁAWIŃSKI: Scenografia z asekuracją
środa 29.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
KATARZYNA SOBAŃSKA I MARCEL SŁAWIŃSKI: Scenografia z asekuracją

Tandem, duet, dwuosobowy team. Jakkolwiek nazwać współpracę Marcela Sławińskiego i Katarzyny Sobańskiej jedno jest pewne: rozumieją się niemal bez słów, świetnie uzupełniają, a do tego wspólnie dzielą tę samą życiową pasję – scenografię.

We dwoje pracują przy przedstawieniach teatralnych, kinowych filmach czy telewizyjnych reklamówkach. Razem odbierają też nagrody. Są laureatami m.in. Złotej Maski za dekoracje do musicalu „Oliver!” Magdaleny Piekorz, Orła Polskiej Akademii Filmowej za scenografię do filmu „Młyn i Krzyż” i dwukrotnie Złotego Lwa za wspomnianą produkcję Lecha Majewskiego oraz głośny film Agnieszki Holland „W ciemności”. Niedawno odtworzyli na ekranie śląskie realia przełomu wieku w bijącej rekordy frekwencyjne produkcji „Jesteś Bogiem”. Wspólnie prowadzą także Pracownię Scenografii na Wydziale Malarstwa ASP w Katowicach. Zapracowani i rozchwytywani znaleźli chwilę, aby opowiedzieć o tej niełatwej, ale dającej ogromną satysfakcję profesji.

Ultramaryna: W jaki sposób doszło do waszej współpracy?
Marcel Sławiński: Spotkaliśmy się na planie filmowym. Kasia wcześniej pracowała w filmie, ja natomiast zaczynałem swoją ścieżkę zawodową od pracy w teatrze dramatycznym i operze. Było to dla nas inspirujące spotkanie poparte wymianą naszych doświadczeń, które zaowocowało współpracą i trwa do dzisiaj.

Trudniej w tym zawodzie pracować w pojedynkę?
Katarzyna Sobańska:
Scenograf jest tym artystą, który z natury rzeczy powinien z radością pracować w zespole. Jest to sztuka odnajdywania własnej przestrzeni kreatywnej. Jesteśmy w dużej mierze odpowiedzialni nie tylko za metaforę i piękno ożywianego obrazu, ale za technikę czy technologię potrzebną do zbudowania go. Od momentu, kiedy współdziałamy z Marcelem mam uczucie, że muszę mieć dwa razy lepsze pomysły i dwa razy więcej przyjemności w ich realizacji. Mam też wrażenie, że wreszcie mogę rozmawiać ze sobą na głos. Zawsze zastanawiam się, gdy pytają nas o ten „duet”. To trochę jak z himalaistą, który nie powinien się tłumaczyć, iż przyjemniej jest wspinać się na najwyższe szczyty z tzw. „asekuracją”.

Zapytam w takim razie o podział zadań. Czy istnieje?
MS:
W zasadzie nie. Jest to współpraca oparta na zaufaniu, ponieważ to warunek sine qua non, by powstała jakaś wartość we wspólnym działaniu zwłaszcza na polu sztuki, kiedy każdy twórca jest przeświadczony głęboko, że jego prawda jest jedyna i ostateczna. My również musieliśmy się nauczyć kompromisu i tej wymiany energii. Praktycznie to niekończący się proces. W sztuce jest wiele przykładów, kiedy współpraca, praca w duecie przynosiła wymierne efekty. Odrobina rywalizacji bywa stymulująca i zarazem napędzająca, a wzajemne uzupełnianie się w procesie realizacyjnym bardzo pomaga.

Co stanowi inspirację w waszej pracy?
MS:
Każdy projekt ma swoją specyfikę, swój własny klucz, więc do każdego staramy się znaleźć inny zestaw inspiracji, które uruchomią naszą wyobraźnię. Źródła inspiracji mogą być wszędzie, zarówno w odniesieniach do malarstwa, architektury, ale i w świecie, który nas otacza. To misterna układanka, do której długo się dochodzi. Aż skrystalizuje się coś, co nazywamy projektem scenografii. Trzeba być czujnym i dobrze się poruszać we współczesnych zjawiskach w obszarze sztuki oraz być na bieżąco z nowoczesnymi środkami wyrazu, które wzbogacają nasz warsztat twórczy. Mam tu na myśli nowe technologie jak np. multimedia, które coraz częściej stają się językiem wypowiedzi scenografa zarówno w widowiskach, ale i teatrze dramatycznym czy operowym.

Czy można się czegoś nauczyć od studentów?
KS:
Z wielką przyjemnością i wręcz satysfakcją spotykamy młodych ludzi, których udaje nam się zarazić „bakcylem” tego trudnego, ale ciekawego zawodu. Kontakt ze studentami uczy nas... studiowania z nimi, czujności, by nie poczuli się oszukani. Na pewno nie bez znaczenia jest fakt, że jesteśmy praktykami zawodu, a więc teoria, technologia jest poparta siłą naszych błędów i sukcesów.

A czy jest wyczuwalna różnica między podejściem kobiet a mężczyzn do tematu scenografii. Z kim pracuje się łatwiej?
KS:
Reżyserki może czasem są bardziej drobiazgowe, mają jednak więcej szacunku i zwyczajnego ciepła dla pracujących z nimi ekip filmowych. Ale i wśród pań, i panów zdarzają się niełatwe „potwory”. Muszę podkreślić jednak fakt, że miałam po prostu ogromne szczęście spotykać na swojej drodze ciekawych i zdolnych reżyserów, którym zawdzięczam możliwość rozwoju i wiarę, że w sztuce można się przyjaźnić. Tak było z nieżyjącym już Piotrem Łazarkiewiczem oraz jego żoną Magdą Łazarkiewicz czy Agnieszką Holland.

W jaki sposób przebiegała praca na planie filmu „Jesteś Bogiem”?
MS:
Praca była dla nas niezwykle interesująca, ale stawiająca przed nami wysokie wymagania. Pamiętam, że wspólnie z Leszkiem Dawidem i operatorem Radkiem Ładczukiem długo rozmawialiśmy, jak powinna wyglądać strona wizualna tego filmu. Należy pamiętać, że jest to już kino historyczne, choć minęło zaledwie kilkanaście lat od czasu, kiedy powstała Paktofonika. Środowisko muzyczne, zwłaszcza hip-hopowe jest bardzo kreatywne i oprócz charakterystycznej muzyki, tekstów stworzyło indywidualny i zarazem niepowtarzalny alfabet symboli i znaków. Dlatego bardzo nam zależało na wejściu w ten świat najdogłębniej, jak można, aby pokazać prawdę o tych ludziach oraz o przestrzeni, w jakiej się wychowali. Dla nas przestrzeń to scenografia.

Gdzie odbywały się zdjęcia?
MS:
Cała ekipa, jak w wojsku, skoszarowana była przez ponad dwa miesiące w Hotelu Katowice, który sam w sobie jest wielkopłytowym blokiem. To też tworzyło swoistą atmosferę. Akcja naszego filmu rozgrywana była m.in. na katowickim osiedlu w Bogucicach, a więc w prawdziwym otoczeniu naszych bohaterów. To miejsce już też jest inne, szare bloki zmieniły swoją „skórę” w kolorowe kubistyczne formy, które teraz mają być bardziej przyjazne dla człowieka. W scenografii dbaliśmy zarówno o makroskalę, jak i najmniejszy detal. Jako ciekawostkę dodam, że pokój Magika nie zmienił się od tamtego czasu. Więc drzwi, które zagrały w filmie, są oryginalnymi drzwiami z jego pokoju.

Która ze scenografii była największym wyzwaniem? Wojenny Lwów w filmie „W ciemności”, XVI-wieczne Niderlandy w „Młynie i Krzyżu”, a może coś zupełnie innego?
KS:
Do każdej produkcji podchodzimy jak do wyzwania czy swoistego egzaminu. Oczywiście z czasem nabieramy doświadczenia, praktyki, znamy różne czarodziejskie sztuczki potrzebne w tym fachu. Filmy, które pojawiają się w pytaniu, są raczej przykładem, jak to wyzwanie może stać się spełnieniem marzeń scenografa. Są to po prostu te szczególne i niestety rzadkie przypadki, kiedy wiemy, że mamy możliwości i przestrzeń artystyczną taką, aby plastyka obrazu filmowego była istotnym jego elementem. Często ubolewamy, że w polskim kinie jest niewiele scenariuszy, które na to pozwalają. Czasem jednak większym wyzwaniem bywa skomponowanie dekoracji i scenografii do prostego współczesnego obrazu tak, by widz mimo wszystko w pozakadrowej pamięci pozostał z wrażeniem realiów magicznych. Nie wyobrażam sobie rutyny w zawodzie scenografa.

Czy proces tworzenia scenografii w teatrze i filmie różni się zasadniczo od siebie?
MS:
Teatr bez wątpienia ma swoją magię, ponieważ sięga najczęściej po metaforę, ale praca w filmie, która jest najbardziej wymagająca i nie ukrywam wyczerpująca, daje mnóstwo satysfakcji, zwłaszcza te projekty, które mają potencjał w warstwie wizualnej. Staramy się dbać zarówno o kształt, formę, jak i metaforę plastyczną, która jest czymś naturalnym w teatrze, pamiętając, że naszym kadrem nie jest okno sceny, a kadr kamery. Stąd wiemy, że każdy element scenografii musi być dopracowany, ponieważ kamera potrafi być okrutna w zbliżeniach i wytknąć nam wszystkie niedociągnięcia i mankamenty. Mieliśmy szczęście również do projektów komercyjnych, reklamowych, które były dla nas wyzwaniem od strony kreacji plastycznej i dawały szansę na twórcze spełnienie w tym niełatwym obszarze, nie lubiącym słowa „sztuka”.

No właśnie, oprócz projektów stricte artystycznych na waszym koncie są również realizacje komercyjne.
MS:
Udało nam się zrealizować parę interesujących projektów na poziomie quasi artystycznym dysponując do tego budżetem, który mógł nam na to pozwolić. Kilka z nich, jak na przykład oprawy ramówkowe dla stacji TVN i TVP, otrzymało prestiżowe nagrody na zagranicznych festiwalach w tej branży.

KS: Z wielką przyjemnością realizujemy filmy reklamowe, bo w tych 30 sekundach jest czasem większy potencjał projektowy, plastyczny niż w niejednym, stricte artystycznym dziele. Wspomniane spoty są przykładem na kapitalną możliwość kreacji w tym obszarze. Jednym słowem odnajdujemy się w zróżnicowanej materii scenografii z satysfakcją, bo scenografia dzisiaj to niezwykle eklektyczna i szeroka płaszczyzna działania.

Marzy się wam jakiś konkretny, jeszcze niezrealizowany projekt?
KS:
Ciągle marzę i za każdym razem wierzę, że będzie mi dane jeszcze takie realizować. Ale to są dobre marzenia, a nie niespełnienia. Na pewno chciałabym zrobić piękne dekoracje w operze, może filmy, o których widz nie tylko polski pamiętał będzie ze względu na scenografię. „Widzę scenografią”, która jest dla mnie wszędzie i często myślę, czy znajdę pretekst, by w tym miejscu stanęła kamera, a ja już to wszystko pięknie „urządzę”. Marzy nam się czasem na pewno piękny budżet.

MS: Chciałbym dalej móc robić to, co robię, ciągle się rozwijając, bo każdy projekt to nowe wyzwanie i nowe doświadczenie. Oczywiście chcielibyśmy też mieć dalej szczęście do ludzi, z którymi przyjdzie nam współpracować, aby czuć stale ten dreszcz emocji czytając nowy scenariusz sztuki, filmu czy libretto i móc spełnić się tworząc scenografię, jakiej jeszcze nikt nie wymyślił. To wspaniałe uczucie, kiedy z pasją pracuje się nad nowym projektem mającym potencjał i dającym szansę na radość tworzenia.

Zatem jaki będzie ten najbliższy?
MS:
Już za kilka dni rozpoczyna się ciekawy projekt z uznanym reżyserem, ale niech to pozostanie niedopowiedziane…

tekst: Roman Szczepanek | zdjęcia: Radosław Kaźmierczak
ultramaryna, listopad 2012













KOMENTARZE:

2015-02-23 09:26
W ostatniej odpowiedzi chodzi oczywiście o „Idę” Pawła Pawlikowskiego :)
red.


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone