Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | LOMOGRAFIA: Lomo Sapiens
piątek 31.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
LOMOGRAFIA: Lomo Sapiens



Wyobraź sobie japońskiego turystę z początku lat 80. Jaki jest jego główny atrybut? Aparat fotograficzny. Lekki, poręczny i prosty do bólu – wprost idealny, by zabrać go ze sobą na wakacje.

Jest rok 1982, generał Igor Petrowitsch Kornitzky, prawa ręka ministra Obrony Narodowej i Przemysłu ZSRR, dostarcza mały japoński aparat kompaktowy swemu koledze zarządzającemu kombinatem Leningradskoje Optiko-Mechaniczeskije Obiedienie (na co dzień produkującym optyczny sprzęt dla armii i służby zdrowia). Niebawem grupa konstruktorów zostaje wydelegowana do stworzenia socjalistycznego odpowiednika popularnego wówczas w świecie aparatu fotograficznego typu małpka.

PIERWSZE: ZAWSZE MIEJ LOMO PRZY SOBIE*
Pierwsze, wykonane z plastiku aparaty, które opuściły taśmę produkcyjną, okazały się czymś znacznie bardziej wyjątkowym. Produkt na każdą kieszeń, w której przy okazji zgrabnie się mieścił, bardzo szybko stał się hitem. Bez lampy błyskowej i z wyjątkowo jasnym obiektywem pozwalał uzyskać niezwykle plastyczne efekty, obrazkowe symbole sprawiły obsługę urządzenia dziecinnie prostą. Niestety dekadę później wraz z zalewem rynku przez aparaty z Zachodu i Azji leningradzka linia produkcyjna została zamknięta, a wysłużone LOMO powędrowało do sklepów ze starociami.

DRUGIE: RÓB ZDJĘCIA O KAŻDEJ PORZE DNIA I NOCY
I teraz właśnie nadszedł moment, aby wyobrazić sobie austriackiego turystę z początku lat 90.

Dwoje z nich – studenci wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, odwiedzając Pragę, w jednym z takich sklepów ze starociami odnaleźli i tym samym odkryli na nowo dla świata małe cudo radzieckiej myśli technicznej – Lomo Compact Automat, w skrócie zwane LC-A.

TRZECIE: LOMOGRAFIA NIE JEST DODATKIEM DO TWOJEGO ŻYCIA, JEST JEGO CZĘŚCIĄ
Po wywołaniu pierwszych filmów Matthias Siegl i Wolfgang Stanzinger odkryli, że niepozorna pamiątka – aparat fotograficzny LC-A robi przepiękne, tętniące żywymi kolorami, zwariowane, dynamiczne i cudnie niedoskonałe zdjęcia. Zakochali się i postanowili rozwijać myśl lomograficzną, co w efekcie doprowadziło do powstania w 1992 roku Międzynarodowego Stowarzyszenia Lomograficznego. Cztery lata później spotkali się z ówczesnym merem Petersburga – Władimirem Putinem, który wydał decyzję o wznowieniu produkcji aparatu LOMO. Z czasem Austriacy odkupili prawa do marki i rozpoczęli własną produkcję klasycznego modelu LC-A.

CZWARTE: PSTRYKAJ Z BIODRA!
Dziś lomografia ma swoich miłośników na całym świecie. Podobno można wśród nich znaleźć nawet Roberta Redforda, Laurie Anderson, Briana Eno, Helmuta Langa, Brada Pitta, Michaela Schumachera, a nawet Dalajlamę. Ruch lomograficzny prężnie rozwija się także w naszym kraju – Polska Ambasada Lomografii (Lomografia.pl) krzewi myśl austriackich założycieli, a także promuje i wspiera wszelkie akcje. Jej główna kwatera, założona przez jednego z prekursorów lomo w Polsce – Mirka Ragana, mieści się w Katowicach.

PIĄTE: PODCHODŹ NAJBLIŻEJ, JAK SIĘ DA
Hasło promocyjne głosi: Future is analog. Produkowane przez firmę Lomography aparaty wyglądają naprawdę ultranowocześnie. Proste w konstrukcji modele, wzorowane na optyce pierwowzoru przyciągają uwagę ciekawymi kształtami i intensywnymi kolorami. Fotografować, w zależności od indywidualnych potrzeb i fantazji, można puszką na sardynki, rybim okiem, wieloobiektywowymi modelami Lubitel, Supersampler, Actionsapler, Oktomat czy Pop9. Są modele specjalnie przystosowane do multiekspozycji, fotografowania obiektów w ruchu i do panoram, na kliszę 35 mm (standardową) lub 120 mm, a do tego dochodzi jeszcze multum akcesoriów. Dosłownie: do wyboru, do koloru. Po topornym designie rodem z ZSRR nie zostało śladu.

SZÓSTE: NIE MYŚL!
Aparat noszą zawsze przy sobie. Uprawiają lomografię na własną rękę lub w połączeniu z wielką społecznością podobnych sobie maniaków. Ci drudzy z ustrzelonych obrazków tworzą lomościany, wystawy, biorą udział w warsztatach, udzielają się na forach i publikują zdjęcia w internecie. Krąg ludzi z zapamiętaniem oddających się lomowaniu stale się poszerza, mimo że hobby to wcale nie należy do tanich. Zaangażowanie przekłada się na efekty wizualne, jednak żadna z napotkanych przeze mnie osób na pytanie, czy w odniesieniu do lomo czuje się artystą lub profesjonalnym fotografem, nie odpowiedziała twierdząco. Uważają się po prostu za entuzjastów lomografii.

SIÓDME: BĄDŹ SZYBKI!
Bartek Frączek z teamu Lomografia.pl kiedyś zużywał 20 filmów tygodniowo. Obecnie zszedł do rolki dziennie, którą wykorzystuje nawet wtedy, gdy nie wychodzi z domu – w pralce, wannie, pod wodą w umywalce. Przy sobie nosi zawsze ok. pięciu ulubionych aparatów. Choć nie umie pływać, uzbrojony w obudowę podwodną niewiele myśląc wbija się do wody. Lomo pomogło mu też przełamać lęk wysokości i nieumiejętność jazdy na nartach. Mówi, że mimo swojej nieśmiałości dzięki lomo poznaje mnóstwo ludzi, często oni sami chcą go poznać. „Uwielbiam tą niedokładność, błąd, nieczystość, zaskoczenie. Coś, co powoduje, że człowiek otwiera oczy i albo mówi wow, albo się brzydzi. Nie lubię przewidywalności, sam też żyję tak, że nie wiem, co się jutro stanie”.

Kinga Pinkston bez swojej pierwszej Smeny nie wychodziła nawet do sklepu pod domem. Jest zakochana w multiekspozycjach, aparat pozbawiony tej funkcji nie ma u niej szans. Lomo uczy ją cierpliwości i daje największą radość, chciałaby już zawsze móc robić zdjęcia na luzie i nie stresować się efektami. „Jedziesz na wakacje z cyfrą, wracasz z milionem zdjęć. Ile razy je oglądasz?” – pyta retorycznie Mirek Ragan. Lomo uczy też szacunku dla naciśnięcia spustu.

ÓSME: NIE MUSISZ WIEDZIEĆ CO AKURAT SFOTOGRAFOWAŁEŚ
Moda na określoną estetykę sprawiła, że w dzisiejszych czasach każdy może pstrykać lomo telefonem lub za pomocą prostych narzędzi przerabiać zdjęcia w komputerze. Ekipa z Lomografii.pl jest w tym temacie jednomyślna – kto nie przeżył pełnego napięcia oczekiwania pomiędzy ustrzeleniem foty, oddaniem filmu do fotolabu, a otrzymaniem zupełnie zaskakujących odbitek (względnie skanów w formacie cyfrowym), ten nie ma bladego pojęcia o lomowaniu.

DZIEWIĄTE: I PÓŹNIEJ TEŻ NIE MUSISZ TEGO WIEDZIEĆ
„Lomografia to powrót do przygody, do tego, co jest w fotografii niepewne. Całkowite odejście od cyfrowej dokładności. Czasem określa się ją jako sposób fotografowania dla ludzi, którzy lubią być zaskakiwani i poszukują niespodziewanych efektów. Niektóre z aparatów lomo, zwłaszcza modele wieloobiektywowe, są tak skonstruowane, że nie bardzo jest możliwość zobaczyć fotografowany przedmiot, zatem nie sposób przewidzieć ostatecznych rezultatów. Plastikowe obiektywy nie gwarantują powtarzalnej jakości, a każda sztuka aparatu jest swoista i może zaskakiwać efektami” – mówi Bogna Świątkowska z warszawskiej Fundacji Bęc Zmiana. Gdy prawie dziesięć lat temu trafiła na aparat lomo przywieziony z Japonii i przede wszystkim na wykonane nim zdjęcia, od pierwszego wejrzenia cała filozofia lomografii stała się dla niej jasna. Od tamtego czasu Bęc Zmiana jest jednym z głównych ośrodków propagujących nurt w kraju.

„Wśród ludzi, którzy szukają u nas aparatów, jest tyle samo zajawkowiczów, dla których lomo wiąże się ze stylem życia, co osób, które świadomie i profesjonalnie lub półprofesjonalnie zajmują się lomografią. Pierwsi to zazwyczaj młodzi ludzie, filozofia lomo implikuje ich sposób widzenia świata – spontaniczny, bez przytłaczających ram czy nakazów. Druga grupa, znając nieprzewidywalność i możliwości tych aparatów jako narzędzi fotograficznych, w bardzo przemyślany sposób używa ich do realizacji swoich projektów. Generalnie można powiedzieć, że lomo jest dla wszystkich, którzy sprzeciwiają się kontroli. Nie kontrolować jest przyjemnie i ludzie to lubią. Mnie w lomografii niezwykle pociąga błąd, czynnik ludzki. Należy pamiętać, że mamy tu do czynienia z analogową techniką zapisu. Użycie kliszy generuje kolejne warstwy omylności, zbiegów okoliczności, przypadków – nieprzewidziane zaburzenia i interwencje pozostające poza możliwością naszej ingerencji. Do tego dochodzi moment napięcia, kiedy się sprawdza, co się wydarzyło – dreszcz emocji znajomy pokoleniu, które wyrastało w zgrzebnej rzeczywistości świata fotografii analogowej. Ten stan niepewności, a potem spotkanie z zarejestrowanym obrazem, jest przyjemnym zwieńczeniem wysiłku, który lomografujący podejmują”.

DZIESIĄTE: ŁAM WSZYSTKIE ZASADY
Otworzyć oczy, przestać myśleć i zacząć fotografować, a przede wszystkim mieć z tego nieopisaną frajdę – oto istota lomowania. „Zachwyca mnie zatrzymywanie momentu – mówi Mateusz, uczestnik warsztatów lomograficznych, w których mam przyjemność uczestniczyć. „W klasycznej fotografii wszystko sobie przygotowujemy i ten moment, nawet w naszej pamięci, trwa dłużej niż moment lomograficzny, nad którym się w ogóle nie zastanawiamy. Ten, dopiero kiedy odczekamy i dostaniemy go w formie obrazu, staje się momentem, nad którym możemy kontemplować”. Spacerujemy, rozmawiamy, a zalany słońcem Chorzów wydaje się nierzeczywisty. Pstryk, naciskam spust.

* 10 złotych zasad lomo

tekst: Marta Nendza | zdjęcie: Bartłomiej Frączek
ultramaryna, listopad 2011





LUBIĄ LOMO:

Lampart Kobieta Kot (projektantka/ ilustratorka): za nieprzewidywalność.

Pinkston (Lomografia.pl, wysypisko.wordpress.com): za bezczelne ignorowanie perfekcji.

Drośka (artystka): bo jest lekkie i przyjemne – życie takie powinno być.

Madlena: bo to anarchia fotografii. Nieskomplikowanymi aparatami można wykonać dobre zdjęcia, zyskać ciekawe, kolorowe efekty, które często potrafią zaskoczyć. „Zasady nie istnieją, wszystko, co robisz, zależy tylko od Ciebie”.

Krzysiek (fotograf): pozwala mi uciec od ładnych i poukładanych obrazków, jest dla mnie pewnego rodzaju odskocznią od „normalnej” fotografii.

Łukasz (Lomografia.pl): bo jest zajawkowe!

Marta: w przeciwieństwie do facetów, zawsze jest mnie w stanie zaskoczyć.

Tomek (informatyk): za kolory jak w pierwszej kolorowej telewizji w latach 70.

Lech (instruktor kitesurfingu, fotograf): nie ściemnia i nic nie udaje. Nie jest nastawione na idealne odwzorowanie, tylko na przekazywanie emocji.

Ewa (galeria Rondo Sztuki): za nieprzewidywalne efekty przypadkowych cyknięć i za nonsensowny tryb działania.

Tomek (architekt, jojko+nawrocki): lubię lomo i ogólnie fotografię analogową, bo jest w niej bardzo dużo emocji i nostalgii... Chyba dlatego.

Wojtek (muzyk i artysta, The Complainer): lubię lomo, bo jest lomowate.

Wojtek (inżynier): pani z fotolabu mi się bardzo podoba, a jej moje foto przygody. I nikt mordy do wyświetlacza nie wtyka.

Ania (kulturoznawczyni): lubię lomo i pierogi ruskie.

Przemek (Lomografia.pl, loveanalogowe.blogspot.com): lubię lomo... A co tu kończyć. Sekwencja doskonała w swojej prostocie!

Yaga: bo to tajne przejście do świata po drugiej stronie lustra.

Anka: lubię lomo, bo z lomo nie wiadomo.




LOMOŚCIANA:
Aleksandra Lampart (Sprocket Rocket), Anka Markowicz (LC-A), Anna Sielska (Diana Mini), Bartek Frączek (wszystkie modele lomo), Dorota Kondek (Actionsampler), Ewa Surowiec (FishEye, Smena Symbol), Katarzyna Jendrośka-Goik (Actionsampler), Krzysztof Glistak (Smena 8M, otworek własnej roboty), Lech Cichoń (Diana Mini, FishEye), Łukasz Siekanowicz (Supersampler, Diana Mini, FishEye), Madlena Tlałka (FishEye w podwodnej obudowie), Marta Grzechu Warta (Lomo 135M), Marta Nendza (Colorsplash), Mateusz Sądaj (FishEye, Diana Mini), Mirek Ragan (FishEye), Przemek Jeżmirski (Diana F+, FishEye), Renata Starowicz (Diana Mini), Tomasz Berezowski (Diana Mini, Vilia Auto), Tomasz Pawione Szymczyk (Supersampler) Wojtek Kucharczyk (Diana Mini), Yaga Nowak (LC-A, Sprocket Rocket), Zuza Waltoś (FishEye)



USTRZEL KOLORY MIASTA! Konkurs na miejską fotografię w estetyce lomo. Nadesłane obrazki oceni jury złożone z członków załogi Lomografii.pl i redakcji Ultry. Nagroda główna: aparat Spinner do niepowtarzalnych 360° panoram, >>> dowiedz się więcej.









KOMENTARZE:

2012-05-15 15:01
Ten typ aparatu maiał dedykowaną obudowę do zdjęć podwodnych wykonaną z duralu.Posiadam taką, przystosowałem ją (bezinwazyjnie) do stosowania wraz z cyfrakiem Canona.Łomo automat z dorobioną soczewką +2 D mocowaną na pierscionku( po usunięciu systemu zamykania obiektywu) czeka w szufladzie na lepsze czasy.
nurek

2011-12-09 12:20
"Igor Petrowitsch Kornitzky" Po polsku się to pisze Igor Pietrowicz Kornickij; on zresztą nie był żadną "prawą ręką ministra Obrony Narodowej i Przemysłu ", ale wiceministrem przemysłu obronnego. "Leningradskoje Optiko-Mechaniczeskije Obiedienie" Leningradskoje Optiko-Miechaniczeskoje Objedinienije jeśli już. Zresztą LC-A nie był pierwszym radzieckim kompaktem z automatyką ekspozycji (wcześniej były np. Siluet Elektro, Siluet Automat, Vilia Auto, Orion EE itp.) - raczej pierwszym miniaturowym aparatem automatycznym.
Jimbo


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone