Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | 2. Festiwal Nowe Horyzonty Cieszyn 18-28 lipiec 2002
piątek 15.12.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
2. Festiwal Nowe Horyzonty Cieszyn 18-28 lipiec 2002

Sto osiemdziesiąt trzy powody, dla których watro jeszcze oglądać ambitne kino.

Ambitne kino brzmi dziś zbyt autorytatywnie, ale jakich słów użyć określając repertuar cieszyńskiego festiwalu? Postawiony przed tym problemem zdecydowałem się pozostać przy tym terminie i nie korzystać z nazwy "kino niekomercyjne" gdyż, jakie kino jest tak naprawdę niekomercyjne. Ten rodzaj filmów ma poza moją skromną osobą wielu miłośników. Takie imprezy jak Kazimierz, Łagów, ostatnio znów Koszalin i oczywiście Cieszyn itd. tylko potwierdzają postawioną tezę. Słusznie uważa się, iż filmowa mapa Polski powiększa się mnożąc różne festiwale i przeglądy – zresztą Śląsk ma w tym swój niemały udział. Jako "kinofil" - delikatne uzależnienie od X muzy, czyli "kinomanię" przeszedłem już dawno - szukałem najbogatszej propozycji programowej wśród krajowych festiwali. Firmę Gutek Film znają wszyscy, których filmowe menu wykracza poza dania według przepisów ze słonecznej Kalifornii.

Jej spiritus movens - Roman Gutek - dyrektor artystyczny sześciu festiwali w Kazimierzu Dolnym od dwóch lat staje w szranki na własnym podwórku. Sanok 2001 był festiwalowym eksperymentem, którego niewątpliwy sukces utwierdził pana Gutka w kontynuowaniu wybranej drogi. Bożonarodzeniowa kartka z przecudną twarzą Amelii informowała, że Nowe Horyzonty z odległych Bieszczad trafiły do Cieszyna. Rytuał, któremu bez wahania poddałem się zanim zostałem tzw. uczestnikiem, miał swój początek i finał w Internecie. Posiadając doświadczenia z Sanoka wydrukowałem wiele stron z opisami filmów, zabrałem krople do oczu i dostęp do całych oszczędność, tak na wszelki wypadek, gdyby stoisko z kasetami było równie kuszące jak rok temu. Przywiozłem ostatecznie jedną kasetę, ale wkrótce swój błąd naprawię. Prawdziwy szok zastał mnie nie tylko w hotelu, gdzie, oprócz strzeżonego parkingu czekał pokój, choć z pękniętym oknem, lecz największego doznałem w biurze festiwalowym. Piękny budynek Domu Narodowego mieszczący się na samym Rynku nie odstraszył paraliżującą kolejką, wręcz przeciwnie dostałem wszystko, ale opłata za katalog była lekką przesadą. Darowany czas należało poświęcić na ostateczny "rozkład jazdy". Plan, jak co roku zakładał pełne percepcyjne zaangażowanie - 47 filmów. Dzisiejszy bilans to tylko 44, trzy niedokończone. Próbując opisać profil festiwalu Nowe Horyzonty trzeba uzupełnić nazwę – Nowe Horyzonty Międzynarodowych Festiwali Filmowych. Nie krytykuję tu selekcjonerów, których dobór filmów uwarunkowany jest wieloma czynnikami m.in. ilością nagród, widownią, własnymi gustami. Roman Gutek podkreślał, że program dobierano przede wszystkim pod względem artystycznego kina pojawiającego się tylko na festiwalach i często nie trafiającego do naszych kin. To powód mojej podróży do kina pozarepertuarowego. Zaproponowano wyjątkowo ciekawy program, choć z kilkoma twórcami chętnie bym porozmawiał używając niekoniecznie parlamentarnych słów. Głównym cyklem były filmy konkursowe, jego widzowie mogli poczuć władzę jurora wobec bezbronnych produktów reżyserskiej wyobraźni. Wybrano siedemnaście filmów z Francji, Anglii, USA (kino związane z Sundance), Niemiec, Austrii, Rosji, Iranu, Japonii, Tajwanu, Australii, Polski (w roli koproducenta). Głosowanie odbywało się za pomocą specjalnie wydrukowanych przez Pocztę Polską kratek pocztowych. Oceniano w skali od 1 do 5 (pachnie to szkołą, ale rozumiem - ułatwienie w liczeniu punktacji).

W teatrze im. Adama Mickiewicza odbyła się prapremiera polska najnowszego filmu Pedro Almodóvara Porozmawiaj z nią, otwierająca oficjalnie festiwal. Hołdowano dobrej tradycji z Sanoka, rozpoczęto i zakończono festiwal prapremierą. Nie byłby to żaden szczególny wieczór w kinie, gdyby nie niespodzianka organizatorów. Otóż po puszczeniu reklam części sponsorów i patronów medialnych, których zobaczenie po roku przerwy ma niepowtarzalny urok odczuwany nie tylko przez autora tej impresji, ale i liczną publiczność (Jednakże największymi oklaskami oraz uroczystą recytacją obdarzono reklamę społeczną, która pojawiła się dopiero na sensach kolejnych filmów. Dotyczyła akcji "Cała Polska czyta dzieciom dwadzieścia minut dziennie, codziennie". To dość niesamowite wrażenie, kiedy prawie całe kino recytuje kolejne kwestie. Szczególnie teatr im. Mickiewicza dosłownie drżał i zapewne mury tej szacownej świątyni sztuki nie były już dawno wprawiane w takie wibracje.), drugi festiwal Nowe Horyzonty uznano za otwarty, zgasły światła i zamiast filmu na białym ekranie pojawił się w dużym zbliżeniu sam Pedro. Trudno opisać szaleństwo publiczności. Hiszpański reżyser po krótkiej wymianie zdań z Romanem Gutkiem łamaną polszczyzną otworzył ostatecznie drugi festiwal Nowe Horyzonty. Oczywiście nie była to telekonferencja, lecz jedynie nagrany na kamerę cyfrową krótki wywiad, sam fakt zaistnienia takiej sytuacji prowokuje do napisania, że to wspaniały pomysł! Film Almodóvara, który podbije polską publiczność, jest zręcznie zbudowaną fabułą opartą na prawdziwych historiach kobiet żyjących w stanie śpiączki, doprawioną hiszpańskością według Almodóvara w najlepszym wydaniu. Następnie po prawie godzinnej przerwie widzom podano Nosferatu symfonia grozy Friedrich Murnau’a i Psa andaluzyjskiego Luisa Buňuela. Rolę tapera pełnił wybitny pianista Leszek Możdżer. Kino nieme wzbogacało program festiwalu, ale z zasłyszanych opinii mogę uznać, że wymieniony pokaz był najlepszy, chociaż Brzdąc Charles’a Chaplina z muzyką Myslovitz podobno wypadł równie dobrze.

Festiwalowa codzienność zaczyna się porannym seansem – wielu pije jeszcze przedtem kawę - o 10:00. Pominę tak błahy fakt jak posiłki. Potem czas mija szybko do późnych godzin wieczornych, reszta nocy jest równie ciekawa. Chwile przerwy pomiędzy filmami należy poświęcić na przeczytanie festiwalowej gazety – doskonały pomysł organizatorów – wzbogacającej wiedzę przed wybranymi projekcjami. Pierwsze dwa obejrzane filmy decydują w dużym stopniu o odbiorze następnych. Nawet cudowny poranny seans mogą czasami zepsuć dwa następne i kolejny ogląda się z trudem. Na drugich Nowych Horyzontach działała pewna reguła. Słabsze, a nawet fatalne filmy były często puszczane w środku dnia. Jeżeli ktoś chciałby znaleźć słabą stronę festiwalu, to moim zdaniem jedyna. Wieczorne seanse, szczególnie ostatnie, miały wbić widza w fotel oraz doprowadzić go do uczucia głodu, który zaspokoi tylko kolejny dzień w kinie. Zadanie nie było łatwe, ponieważ po przebrnięciu przez bardzo monotonne kino tajwańskiego reżysera Tsai Ming – Lianga, którego nazwałbym twórcą arcynudnym, nawet jak na kinematografię azjatycką, bądź dotykających różnych zboczeń od geriofilii (Japón Carlosa Reygadasa) po pedofilię (jak mi opisano Krople wody na rozpalonych kamieniach François Ozona) brakowało ochoty na cokolwiek. Dodam jeszcze wyjątkowo trudny, przerażający i bardzo dobry film Hundstage Ulricha Seidl’a. Ów głód festiwalowy wywołał niewątpliwie najnowszy obraz Waltera Salesa (reżysera Dworca nadziei) pt. W cieniu słońca - opowieść o rodzinnej vendetcie skąpanej w brazylijskim upale wprawiającym w charakterystyczny bohaterom kina latynoamerykańskiego trans miłości – przemocy - erotyki lub Matka boska morderców Bareta Schroedera, będący fabularyzowanym dokumentem z upadłego, kolumbijskiego miasta rządzonego przez narkotykowe gangi, gdzie katedra jest miejscem spotkań handlarzy narkotyków i ćpunów, a każdy udany przemyt do USA uświetniają sztuczne ognie rozświetlające ciemności nocy. Tragiczne historie nie zdominowały wieczornych pokazów. Misternie skonstruowana fabuła Ośmiu kobiet wspominanego Ozona rozbawiała publiczność lekkim, francuskim humorem. Jednakże pesymizm towarzyszy wielu twórcom, cóż takim tendencjom hołdują wielkie festiwale, być możne nawet światowe kino.

Konkursowe kino stanowiło niewielką namiastkę, przyznam, że sam zobaczyłem tylko dziesięć filmów. Próbowałem dotrzeć, świadomy niepowodzenia moich działań, do każdego cyklu festiwalowego. Nie mam zamiaru streszczać, co mnie ominęło, proponuję odwiedzić stronę festiwalu www.nowehortyzonty.com.pl. Chwała za bogactwo programowe: od niedostępnych filmów azjatyckich po kompletne retrospektywy Andy Warhola, łącznie z pięcio i półgodzinnym Sleep, wszystkimi filmami włoskiego skandalisty i geniusza Pier Paolo Pasoliniego, którego Salo czyli 120 Sodomy wzbudza nadal nieodwracalną traumę, Tekeshi Kitano nazywanego japońskim Tarantino. Dopiero pełny ogląd jego filmów pozwala dostrzec jego postrzeganie świata jako komika i samuraja poruszającego się po nowoczesnej metropolii i poddaje pod wątpliwość jego amerykański przydomek.

Największym wydarzeniem, oprócz specjalnego pokazu dwóch filmów Danny Boyle'a, nakręconych dla BBC, był przyjazd nieznanego powszechnie Aleksandra Sokurowa, chociaż uczestnikom z Sanoka jego film Moloch zapewne utkwił w pamięci. Pokazano przedostatni obraz reżysera pt. Cielec, którego surowej oceny nie pojmuję, cóż demokracja. Poświęcono mu także osobny cykl "Podróże i elegie", w których znalazł się film pt. Moskiewska elegia o życiu i śmierci wielkiego Andrieja Tarkowskiego. Filmy Sokurowa są wspaniałe, lecz trzeba doświadczyć ich osobiście, natomiast spotkanie z reżyserem nosiło znamię spotkania z mistrzem. Dalszego znamię? Trudno dzisiaj uwierzyć w minione kino mistrzów, a wrażenie kompletnie odmiennych światów nie ułatwia kontaktu. Świat Sokurowa jest niesamowity jak rosyjska literatura końca XIX stulecia, muzyka Czajkowskiego, bezkresne lasy Syberii i tajemnicza morska mgła spowijająca japońskie wyspy. Jego filmy opisujące wielkich zbrodniarzy XX wieku i ich popleczników: Hitlera w Molochu i Lenina w Cielcu przedstawiają jednostki upadłe, umierające, których dawno opuściła charyzma porywająca miliony, a przede wszystkim – co wyjaśnił podczas spotkania reżyser – ludzi pustych w środku, bez duszy. Rosyjska arka Sokurowa ma zostać zakupiona przez firmę Gutek, wtedy okaże się jak odbierany jest ten, dla mnie genialny, rosyjski reżyser.

Pisząc swoją impresję chciałbym podzielić się całym i entuzjazmem i rozgoryczeniem, jakie towarzyszyło mi przez jedenaście festiwalowych dni, niestety zamysł to niewykonalny. Wyniki konkursu są zadawalające jak na tak młodą widownię, która zapełniała sale kinowe. Aparaty ortodontyczne były jednym ze znaków rozpoznawczych tej publiczności, wśród której czasem odczuwałem ciężar wszystkich przeżytych lat. To budujące, jak postępuje krajowa stomatologia, ale - co szczególnie miłe – oni naprawdę oglądali filmy. Przyznam rację Romanowi Gutkowi, że braki w kulturze filmowej polskiego, młodego widza dotyczące kulturowych różnic niezbędnych do przyswojenia dłużyzn kina azjatyckiego i irańskiego, specyficznej mimiki twarzy, ruchów aktorów, języka należy koniecznie nadrobić, wtedy ich oceny byłyby bardziej przemyślane. Śledząc wypowiedzi widowni skrzętnie zbierane przez festiwalową gazetkę zauważyłem budzącą niepokój niekonsekwencję. Można ją streścić cyt. "film mi się nie podobał, oceniam na 5". Początki bywają trudne. Sam przyznam, że poznane dopiero w Sanoku kino irańskie zmieniło moje pojmowanie współczesnego kina. Akcentem dopełniającym powyższe wywody o młodej publiczności jest wypowiedź zasłyszana na zamykającej konferencji prasowej. W małym pomieszczeniu Domu Narodowego powietrze gęstniało w przeciwieństwie do atmosfery. Niewiele można było zarzucić organizatorom, sam wytknąłem brak planszy proszącej przed każdym pokazem o wyłączenie telefonów komórkowych. Seansom towarzyszyła istna symfonia dzwonków, a usłyszany motyw przewodni z trylogii Ojciec Chrzestny na japońskim filmie Eureka - interesującej medytacji na temat przemocy - długo będę wspominać. Jeżeli podczas trzeciej edycji Nowych Horyzontów pojawi się plansza prosząca o wyłączenie komórek, mam w tym swój udział. Jednakże najciekawsze pytanie konferencji zadała dziewczyna o brązowych włosach, cyt.: "Brakowało mi imprezy integrującej uczestników festiwalu czy będzie taka w przyszłym roku?". Roman Gutek wydał się tym pytaniem wyraźnie zakłopotany. Pomijam fakt bogatego wyboru różnych knajp i fakt istnienia klubu festiwalowego na samym Rynku - Pod dobrą datą. Gutek odpowiedział pytaniem: "Chodziło pani o dyskotekę czy coś w tym rodzaju?". Ona odpowiedziała: "Nie wiem, to niech pan Gutek wymyśli". Trochę obawiam się tych pomysłów. Osobiście przyznam brakowało dyskusji po filmach, ale jak zorganizować takie spotkanie dla większego grona? Zdarzały się bowiem półgodzinne przerwy między seansami. Jedno z kin było oddalone dwadzieścia minut pieszo od Rynku - głównego miejsca akcji festiwalu. Pozostały miłe dyskusje w gronie znajomych przy wiadomych, bezalkoholowych trunkach o złocistej barwie (tu chciałbym złożyć protest, ponieważ świadomy braku czasu na zagraniczne wojaże, miałem nadzieję zastać ofertę produktów bliskich sąsiadów, ale większą albo jakąkolwiek mam w pobliskich hipermarketach niż w Cieszyńskich pubach).

Refleksje pofestiwalowe są bardzo pozytywne, chociaż nie opuszcza mnie świadomość małej dyktatury firmy Gutek Film - z konkursowych filmów siedem, w tym trzy pierwsze miejsca, wprowadzi na ekrany właśnie ten dystrybutor, nie liczę pokazu otwierającego i zamykającego festiwal. Deserem był, tym razem bez obecności reżysera, oskarowy film Denis’a Tanović’a Ziemia niczyja. Za rok zapewne pojadę do Cieszyna i być możne znowu znajdę Sto osiemdziesiąt trzy powody, dla których watro jeszcze oglądać ambitne kino.

Tekst: Jan Oslislo








KOMENTARZE:

2006-12-26 20:06
jezu kuzdie o co wam chodzi!!! ja nie wiem matko!!
niewazne

2006-06-26 19:03
hotele cieszyn
hotele cieszyn

2006-06-26 19:02
wp
wp

2005-08-07 17:36
no ja sie nie bede rozdrabniac-nie wiem o co tym ludziom tam chodzi
jojo

2005-08-07 17:35
no ja sie nie bede rozdrabniac-nie wiem o co tym ludziom tam chodzi
jojo

2003-09-01 20:54
bardzo dobry artykuł....oby takich więcej...pozdrowienia dla ultramaryny
monte christo

2002-08-12 21:05
... a ja się zakochałam w tym "arcynudnym" i bardzo "monotonnym" kinie tajwańskim reżysera Tsai Ming – Lianga... pozdrawiam lafemme
lafemme


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MACIEJ OBARA: Muzyka to nie bieg przez płotki
Pochodzi z Jeleniej Góry, ale to Katowice wykształciły go i dały mu przyjaźnie trwające do dziś. Stały się wrotami... >>>

MICHAŁ REJNER: Z bytomskiej ulicy na chicagowskie salony
Historia jak z amerykańskiego filmu. Nikomu nieznany malarz samouk otrzymuje propozycję wystawienia swoich obrazów w pre... >>>

JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone