Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ASI MINA: Joanna w Krainie Czarów
wtorek 21.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ASI MINA: Joanna w Krainie Czarów

Asi Mina jest artystką osobną. Jej wizja muzyki opiera się na złożonym światopoglądzie. Piosenki Asi Bronisławskiej przekazują bowiem sporo prawdy o rzeczywistości z autorskiej, bardzo osobistej perspektywy.

Bycie matką dodatkowo ją uwrażliwiło i właśnie o domowym mikrokosmosie jest jej poprzedni album „Wszystko mam! Tylko gdzie?”. Najnowsza płyta „Wybiegły!” jest natomiast zbiorem bajek-przypowieści podanych z dużym rozmachem i w intrygujący sposób, dzięki udziałowi w tym projekcie orkiestry (patrz: Świeża Crew, str. 4). Wydawnictwa artystki tworzone są także z niezwykłą dbałością o szatę graficzną (o którą troszczy się jej brat Wojciech Kucharczyk, znany też jako The Complainer) i stanowią dzieła sztuki same w sobie.

Nie można zapomnieć o tym, że Asia bardzo duży nacisk kładzie na edukacyjny charakter swoich działań. Prowadzi warsztaty, podczas których muzyka jest często tylko pretekstem, by rozwijać wyobraźnię dzieci. O ukochanych bajkach, intuicji, nowej płycie oraz innych ciekawych i ważnych sprawach rozmawiamy z artystką.

Ultramaryna: Jakie są twoje ulubione bajki?
Asi Mina:
Moje ulubione to te muzyczne, do słuchania. Dzisiaj słuchałam po raz kolejny „Pinokia” w adaptacji Wiesława Opałka z muzyką Ryszarda Sielickiego. Jerzy Bończak jest Pinokiem. Jest to bajka genialna, wychowałam się na niej, moje dzieci też. Jeremi, mój młodszy syn, lubi słuchać jej przed snem. Kolejna bajka to „Piotruś Pan” także Wiesława Opałka z muzyką Janicza. Do realizacji jej zaangażowani są super aktorzy, do tego muzyka – gra cała orkiestra, śpiewa chór dziecięcy. Podoba mi się to, że zaangażowano poważną machinę po to, aby opowiedzieć dzieciom bajkę. Teraz bajki na płytach to często tylko słabo wykorzystany syntezator i głos.

Bajki, które lubię, są przeważnie zrealizowane w latach 70. Jestem przekonana, że gdybym ich kiedyś nie słuchała, byłabym zupełnie innym człowiekiem. Mieliśmy taki rytuał w dzieciństwie z rodzeństwem, że leżeliśmy wieczorem w łóżkach, a obok stał adapter i tylko wołaliśmy: mamo przewróć płytę na drugą stronę. I tak przy bajkach zasypialiśmy. Słuchaliśmy „Ptasiego Radia”, „Tymoteusza Rymcimcim” czy „Tadka Niejadka”.

Dla mnie bajka to rzeczywistość zamknięta w abstrakcyjnej formie. Tak, jak pisał Bettelheim w książce „Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni”, bajki poznane w dzieciństwie mają duży wpływ na nasze relacje, „są elementarzem, z którego dziecko uczy się czytać we własnym umyśle”. Czysta psychologia. Stąd bierze się moje nie do końca zrozumienie dla starych bajek disneyowskich. Posługują się one zbyt wielkimi uproszczeniami i schematami myślowymi. Zanim nawiązali współpracę z wytwórnią Pixar, bajki te promowały ocenianie po pozorach: czarny – zły, różowy – dobry itd., a tego w dzisiejszych czasach należy oduczać.

„Wybiegły!”, jak kiedyś powiedziałaś, to takie bajki dla ludzi, bez podziału na dzieci i dorosłych. Opowiedz, jaki był główny powód powstania całego konceptu? Główny powód to realizacja marzeń. Sama chciałam poczuć się jakbym była w bajce. Jeśli w coś mocno wierzysz, to jest wtedy duża szansa, że inni także w to uwierzą. Chciałam opowiedzieć swoją bajkę. Ta płyta jest dla mnie szczególna, bo jestem tam ja: Asi Mina, ale nie ma za dużo wokalu, epatowania głosem. Jest sporo miejsca dla wyobraźni.

Jest tam też element bardzo charakterystyczny dla twojej twórczości, czyli podskórny niepokój. Piosenki z „Wybiegły!” są oczywiście kolorowe i w większości dosyć pogodne. Ale skąd ten niepokój, dotykający słuchacza czasami bardzo osobiście? Wszystko, co robię, musi być bardzo szczere. Inaczej nie będę tego w ogóle robić. Musi też być osobiste i intymne. Jestem optymistką, ekstrawertyczką i bardzo lubię ludzi. A ten niepokój bierze się z dużej empatii. Z takiego przeczuwania rzeczy przez pory w skórze. Dla mnie zawsze na pierwszym miejscu jest człowiek. Na przykład w tym momencie bardziej interesuje mnie to, jak się czujesz niż to, że rozmawiamy o płycie. Mam tak jakby zepsute filtry. Wszystko się na mnie wylewa, dotyka mnie. Nie mogę się tak do końca cieszyć światem.

Na płycie jest ten niepokój, bo boimy się różnych rzeczy. Świat nas odpycha i wzywa jednocześnie. Tak jak w bajkach braci Grimm. Nie potrafimy nigdy oderwać oczu od tego, co jest bardzo piękne i od tego, co jest bardzo brzydkie. Ja w sztuce lubię coś, co jest tego pomieszaniem. To tak jak z czarnym humorem, kiedy opowiadamy o trudnych sprawach w wesoły sposób. Albo tak jak jest z limerykami. Łatwiej jest się pogrążać, ale warto podnieść głowę i powiedzieć o trudnościach, by wywołać dyskusję.

Czy „Wybiegły!” jest takim antropologicznym przewodnikiem po rzeczywistości – świat zwierząt jest pokazany z ludzkimi problemami? Tak, zwierzęta są tylko pretekstem do rozmowy o życiu. To mogłaby być płyta o owocach, śmieciach etc. Ten projekt miał też mieć kontekst europejski. Dla mnie Europa to różnorodność i siła, która w niej drzemie. A zwierzęta są sposobem, by dotrzeć także do dzieci. Jednocześnie zwierzęta są bardzo wyświechtanym motywem w sztuce, ale myślę, że udało mi się uniknąć kontekstu np. Brzechwy.

Jak już wybrałam teksty Lecha Janerki o zwierzętach, to zaczęłam szukać takich stworzeń, o których dzieci nie wiedzą, typu aksolotl. Jest tam taki tekst: „środek transparentny, miękka hibernacja”. Gdybym pisząc to myślała o tym, że odbiorcą będą dzieci, nie używałabym takich słów. Ja się nigdy nie zastanawiam jak tworzę, czy tego będzie akurat słuchał pięcioletni chłopczyk i czy on będzie wiedział, o czym ja śpiewam. Już po fakcie myślę sobie, że ten mały człowiek pójdzie do taty lub mamy i zapyta się: co to jest transparentne? Co to jest hibernacja? I rodzice mu wytłumaczą. Sprowokuję rozmowę. I jest tutaj ten wątek edukacyjny.

No właśnie, wątek edukacyjny przejawia się w twojej twórczości też przez to, że twoi uczniowie uczestniczą w twoich projektach, a także, że w bardzo fajny sposób postrzegasz edukację przez sztukę. Orkiestra Leopolda, która gra na płycie, to nie są bezpośrednio moi uczniowie. Są to młodzi ludzie, którzy uczą się w Państwowej Ogólnokształcącej Szkole Muzycznej II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. Orkiestrę instrumentów dętych prowadził tam mój wujek, ś.p. Leopold Perek. Była to niezwykła postać. Przez 40 lat grał na klarnecie w Zespole Pieśni i Tańca Śląsk. Był otwarty na różne muzyczne poszukiwania.

Historia związana z pracą nad płytą, od której nie da się uciec, to fakt, że w czasie kiedy po kilku miesiącach prób rozpoczęliśmy nagrania mój wujek zmarł. Ta smutna sytuacja mocniej nas związała i zmotywowała, żeby zrobić to najlepiej jak potrafimy. Leopold Perek był niesamowitym muzykiem i muzykantem z bogatą wyobraźnią. Praca z młodzieżą, którą wykonaliśmy z dyrygentem, aranżerem i współtwórcą części utworów – Piotrem Steczkiem, który przejął orkiestrę, moim bratem – producentem Wojciechem Kucharczykiem, moją agentką Moniką Wacławską i Zbyszkiem Olko – realizatorem dźwięku to był swego rodzaju warsztat, trwający przez pół roku. Nazywam to takim wewnętrznym podkopem w systemie szkolnym. Granie tylko równo i szybko mnie nie interesuje.

I tutaj trafiamy na kolejny ważny element twojej twórczości, czyli intuicję. Takie szukanie siebie w dźwiękach do tego stopnia autorskie, że twoje piosenki – chociaż różnorodne – są rozpoznawalne jako twoje dzieła. Czy intuicja jest kluczem do muzyki Asi Miny? Tak. Kiedyś na konferencji w Izraelu w ramach festiwalu c.sides opowiadaliśmy o swoich inspiracjach. W dyskusji brał udział między innymi Casper i Rasmus z Efterklangu i ja. Główne pytanie brzmiało: jakie są nasze inspiracje, od czego zaczynamy tworzyć? U mnie zawsze jest tekst i dotychczas nie było innej opcji. Muszę wiedzieć, o czym chcę opowiedzieć. Muzyka dodaje kolejnego wymiaru słowom. Jeśli nagrywam piosenkę, to musi to wynikać z jakiegoś silnego bodźca. Nie nagram nigdy albumu tylko dlatego, że rynek tak funkcjonuje, że trzeba o sobie często przypominać. Pierwszą płytę nagrałam po urodzeniu mojego pierwszego syna, a „Wybiegły!”, co jest zupełnie śmieszne, powstała na zamówienie Narodowego Instytutu Audiowizualnego w ramach programu kulturalnego Polskiej Prezydencji w UE. Dostałam wolną rękę, więc wybiegłam! Intuicja jest zawsze w mojej muzyce, bo traktuję ją jako komunikat, który do tego jest mocno emocjonalny.

Jak udało ci się przekonać Lecha Janerkę, by podarował ci teksty na płytę? Janerka, jego muzyka pojawiła się w moim życiu we wczesnej młodości dzięki Wojtkowi, który kupował winyle – i jednym z pierwszych był album „Historia podwodna”. Wbrew zakazom podkradałam tą płytę i uwielbiałam jej słuchać. Uzmysłowiła mi ona, że można opowiadać historie w muzyce w inny sposób. Trochę nie rozumiałam tekstów Janerki, ale czułam podskórnie te ogromne emocje. Janerka był więc od dawna osobą, z którą chciałam nawiązać współpracę. Tym bardziej, że jest totalnym outsiderem, który zawsze robi swoje. Nie ma go medialnie, broni się przed tym. Jest po prostu wiarygodny. Śpiewa o pewnych rzeczach i taki też jest. Jest bardzo czujną osobą, która utrzymuje się z grania, ale nie nagina do rzeczywistości.

Kiedyś w Zachęcie w Warszawie zobaczyłam książkę „Puszka Cacuszko” Janerki i ucieszyłam się, że zrobił coś dla dzieci. Mam tak, że w stosunku do osób, które niezwykle cenię, jestem nieobiektywna. W drodze z Warszawy strasznie się ubawiłam tymi wierszykami. I tak książka przeleżała dwa lata. Kiedy dostałam zaproszenie od Narodowego Instytutu Audiowizualnego, by kuratorować scenę dziecięcą EUgeniusz na inaugurację Prezydencji w Warszawie i żeby stworzyć coś specjalnie na tę okazję, to od razu pomyślałam o tych tekstach. Zadzwoniłam więc do Janerki i zapytałam czy on nie miałby czasu przerobić tych wierszyków na piosenki i czy możemy zrobić to razem. Ta pierwsza rozmowa była dosyć długa, bo okazało się, że jesteśmy podobnie skonstruowani psychicznie i rozmowa zeszła od razu na bardzo osobiste tematy. Momentalnie on był dziadkiem swoich wnuków, ja byłam matką swoich synów. Janerka powiedział, że już jest za stary i nie wie czy przetrwa zimę, a tu trzeba lekkości i finezji. Opowiedział mi, jak raz grał w przedszkolu u córki czy u wnuczki, że to mu wystarczy raz na zawsze i że wątek z dziećmi w jego przypadku jest już definitywnie zakończony. Stanęło na tym, że nie jest zainteresowany.

Jak odłożyłam telefon, przyszła mi do głowy myśl: kurczę, a może ja sama te piosenki zrobię. Napisałam więc do niego maila z tą propozycją. Odpisał: „świetny pomysł, przyklepuję”. Wybrałam więc sobie z jego książki teksty, które najbardziej mi odpowiadały, a sama dopisałam drugą połowę. I okazało się, że niektórzy mają trudność w odgadnięciu, które teksty są moje, a które Janerki. To dla mnie wielki komplement. Kiedy mu dziękowałam za współpracę, on mi odpowiedział: „coś ty – to ja dziękuję, że się zainteresowałaś moimi wierszykami”. Kończąc wątek Janerki zdradzę, że w książeczce dołączonej do płyty są tukany narysowane przez wnuczkę Janerki – Paulę.

A skąd się wzięła Asi Mina? Ten projekt jest sumą wszystkich twoich doświadczeń scenicznych? Najpierw była Asia w szkołach muzycznych, potem w kołach teatralnych. Mając o sześć lat starszego brata byłam wszędzie zabierana, przyuczana. Dzięki temu od dzieciństwa chodziłam na wystawy i koncerty. Wojtek założył w liceum plastycznym grupę Ptaszek. Działała ona na styku syntezy sztuk: muzyki, teatru i plastyki. I właśnie tak się wkręcałam w działania artystyczne. Od pomocnika obsługi sceny, aż do ostatniego spektaklu, w którym miałam już nawet małą rolę. To było kompletnie inne doświadczenie niż szkoła, dzięki któremu dowiedziałam się, że można inaczej. Zostałam zarażona. Potem skończyłam Studium Teatralne Doroty Pomykały i Studium Animatorów Kultury w Opolu.

W 1994 roku Wojtek zaproponował mi udział w zespole Bębniarze z Kraju Mołr, który później zmienił nazwę na Mołr Drammaz. Przez ten projekt przewinęły się różne ciekawe postaci m.in. Macio Moretti i Jacek Staniszewski. Teraz z perspektywy czasu widzę, że ten zespół przetarł szlaki dla muzyki offowej w Polsce. Dla mnie to była niezła szkoła życia: śpiewanie bez mikrofonu, trasy koncertowe. Dzięki Mołr Drammaz uświadomiłam sobie, że muzyka może być też formą autoterapii. Wchodzisz na scenę i krzyczysz o rzeczach, o których nawet boisz się szepnąć w domu. Takie odreagowanie. Nie traktowałam nigdy publiczności jak śmietnik, to chodziło o eksplozję energii, wyrzucania emocji z siebie, o sposób na podzielenie się problemami, które potem okazywały się bliskie także innym ludziom.

Jak urodziłam mojego pierwszego syna Kajetana, moja aktywność spadła. Macierzyństwo mnie bardzo wciągnęło, zdziwiło i zafascynowało. Przerwa trwała parę lat, ale potem Wojtek przekonał mnie, bym nagrała płytę jako Asi Mina. Śmieję się, że Asi Mina to takie moje drugie dziecko. Po drodze studia pedagogiczne, dalej było granie z The Complainerem, a teraz jestem tutaj.

I ukazała się, płyta „Wszystko mam! Tylko gdzie” bardzo bliska rzeczywistości... Ja to nazywam na swoje potrzeby: muzyczny realizm magiczny. Wraz z pojawieniem się na świecie dziecka skończyłam nagle podróżowanie i takie szalone życie wypełnione wolnością. Nagle musiałam poszukać inspiracji w gotowaniu ryżu, w oddechu synka, w szafce, w karmieniu, w cellulitisie. Przefiltrowałam rzeczywistość, którą mam w domu i przeniosłam to na kompozycje. Teraz dochodzę do wniosku, że żal mi tamtej płyty. Wtedy nie wiedziałam, co z nią zrobić, jak ją wypromować, pokazać ludziom. Mały nakład został wyprzedany, dlatego teraz w kontekście „Wybiegły!” będę się starać o wznowienie tego albumu, który moim zdaniem nie zestarzał się przez te lata.

Lubisz bardzo współpracować z różnymi muzykami. Jednym z nich jest Artur Rojek. Jak doszło do tej kolaboracji? Jak mówiłam wcześniej, ja nie spotykam muzyków tylko ludzi. Szczerze mówiąc nie słuchałam nigdy Myslovitz. I Artur o tym wie. Ja lubię Artura.

W tym roku na Offie staliśmy uśmiechnięci razem z Arturem i jego żoną w reżyserce dźwięku na koncercie Omara Suleymana. Jak widziałam z góry ten tłum szczęśliwych, tańczących ludzi, pomyślałam sobie, że obojętnie co by nie mówić, to sprawianie ludziom tak wielkiej radości jest autentycznym dobrem.

Nasza współpraca wyniknęła z tego, że Artur przy okazji nominacji Wojtka do nagrody Cegły Janoscha napisał, że ciekawy jest, co wyniknęłoby z naszej współpracy. Chodziło o The Complainera. Więc się go zapytaliśmy czy nie zaśpiewałby z nami w trzech kawałkach. Powiedział, że tak. Pojechałam do niego, zapukałam. To była taka trochę abstrakcyjna sytuacja, widzieliśmy się wtedy pierwszy raz. A ja usiadłam z gitarą u niego w kuchni i zaśpiewałem mu piosenki „Metkę” i „Substytuty”. On powiedział, że mu się podobają. I nagraliśmy je razem. A żeby było śmieszniej w utworze „Love Sexy” dośpiewał nam piękne chórki! To było fajne i szczere, na zasadzie: czemu nie?

Kiedy otwierasz się na ludzi, wszystko staje się możliwe.

tekst: Adrian Chorębała | zdjęcia: Ola Ostaszewska-Smit
ultramaryna, wrzesień 2011







>>> www.asimina.mikmusik.org
>>> Orkiestra Leopolda w dziale Świeża_Crew


Mamy dla Was albumy Asi Miny „Wybiegły!”. Aby zdobyć jeden z nich należy w komentarzu do artykułu zamieścić autorską bajkę ze zwierzęciem w roli głównej w poetyce piosenek Asi Miny. Limit objętościowy 1000 znaków ze spacjami, jeden autor może zamieścić do trzech bajek. Wpis należy opatrzyć swoim imieniem i nazwiskiem lub nickiem oraz adresem e-mail. Podanie adresu jest wymagane, można dokonać zapisu z [at] lub ze spacją. Konkurs trwa do północy 25.09. Jury nagrodzi pięciu autorów najciekawszych bajek.

Biorąc udział w konkursie zgadzasz się na przetwarzanie swoich danych osobowych przez Ultramarynę w celu przeprowadzenia konkursu.








KOMENTARZE:

2011-09-26 12:11
Dziękujemy za bajki, do zwycięzców odezwiemy się drogą mailową :)
redakcja

2011-09-26 00:02
To jest bajka błyskawiczna, aby zdążyć przed północą. Był sobie Struś Pędziwiatr. miiig miiiig i znikł :)
karol

2011-09-25 22:40
Swego czasu był sobie paw. A ordynarny i wulgarny był on do granic wszelkiej przyzwoitości. A bezczelny i arogancki był aż do szpiku kości. Szacunkiem on innych nie darzył najmniejszym, z obelgami na ustach przemierzał świat. Aż natknął się na swej drodze na drozdy i króliki, na żyrafy i chomiki, żółwie i korniki. Wszystkich perfidnie zmieszał z błotem, a naurągał się niesłychanie na panów i na panie. Zmaltretowane i zasmucone zwierzęta w ramach odwetu zmówiły się pokrzywdzone, aby narobić pasztetu. Chwytając pawia za ogon, wyrwały mu wszystkie piórka i został paw z niczym innym jak płatem gołego naskórka. Zwierzęta tak harowały, oj harowały z przytupem i paw został bez odzienia i ma teraz gołą … ;-)
Anna Wierzchosławska

2011-09-09 13:22
Pewnego słodkiego dnia na podwórzy zauwazyłem małego psa, był cichy i spokojny. Tak wskazywała jego postawa oraz biedne oczy, które mówiły mi "weź mnie". Nie mogłem postąpić inaczej. W domu trzymałem już male ptaszki, które lubiły męskie towarzystwo, pomyslałem: To jest to ! Stworze w domu ekskluzywne Zoo, w którym bede trzymał tylko swoje stworzenia. Po drodze do domu postanowiłem pozbierać trochę patyków dla latających stworzen, żeby nie czuły się odrzucone i czym preędzej pobiegłem do domu. W moim mieszkaniu czekał już stworzony specjalnie na te okazje koncert, małe ptaszki obdarzone piskliwym glosem ćwierkały tak głosno, że sąsiedzi martwili się o swoje uszy. ja i pies bylismy zadowoleni
przemek budnik

2011-09-09 13:00
Pewnego słodkiego dnia na podwórzy zauwazyłem małego psa, był cichy i spokojny. Tak wskazywała jego postawa oraz biedne oczy, które mówiły mi "weź mnie". Nie mogłem postąpić inaczej. W domu trzymałem już male ptaszki, które lubiły męskie towarzystwo, pomyslałem: To jest to ! Stworze w domu prywatne i bardzo ekskluzywne Zoo, w którym bede trzymał tylko swoje i bardzo kochane stworzenia. Po drodze do domu postanowiłem pozbierać trochę patyków dla latających stworzen, żeby nie czuły się odrzucone i czym preędzej pobiegłem do domu. W moim mieszkaniu czekał już stworzony specjalnie na te okazje koncert, małe ptaszki obdarzone piskliwym glosem ćwierkały tak głosno, że sąsiedzi martwili się o swoje uszy, Mi to nie przeszkadzało, kocham taką muzyke. Kiedy zabłąkany piesek dostał karme i napił się białego mleczka od razu uszy postawiły mu się na baczność, od razu zostalismy przyjaciólmi, pierwszej nocy jeszcze trochę płakał. Podejrzewam,ze tęsknił za starym życiem,ale niestety wnioskowalem, że ktos go zostawił, ponieważ miał smycz na szyi i troche sinikaów. Juz teraz nikt nie zrobic mu krzywdy. Kanarki w klatce polubily nawet jego szczekanie
przemek budnik


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet