Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | WIOLA BIAŁK: Postać jest najważniejsza
środa 13.12.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
WIOLA BIAŁK: Postać jest najważniejsza

Taki dar, jaki ma Wiola Białk, po prostu się nie zdarza. Świetna solistka musicalowa i operowa, i bardzo dobra aktorka dramatyczna. Znana z tego, że nawet grając role składające się z czterech linijek na krzyż kreuje przyciągające wzrok postaci i koncertowo „kradnie spektakl” odtwórcom bohaterów tytułowych.

Tak jest chociażby w „Annie Kareninie”, gdzie Wiola gra Kitty Szczerbacką. Gdy mąż zalewa ciężarną Kitty pretensjami o przelotny błysk oka na widok niemal przypadkowej osoby, a Wiola cedzi: „Kostia, przesadzasz”, w tym zaprzeczeniu zamyka całą gamę uczuć na kartach powieści rozpisanych na wielostronicową dyskusję – współczucie dla partnera nieradzącego sobie ze swoimi emocjami; strach przed ich irracjonalnością i może nawet pretensje do nieszczęsnej kuzynki Anny Arkadiewnej, że obojgu tę irracjonalność uświadomiła.

Z tego rodzaju perełek składają się też role Wioli w „Jekyllu & Hydzie”, a zwłaszcza w „Ragtime” – w końcu Sarah to prawie postać niema, a kwestie Matki składają się wyłącznie z niedomówień.

Z Wiolą Białk rozmawiamy tuż przed premierą jej monodramu „Bulwar zdradzonych marzeń” w reżyserii Roberta Talarczyka.

Ultramaryna: Jak to się stało, że skusiła cię myśl o spektaklu z tak różnorodnymi piosenkami?
Wiola Białk:
Zaczęło się od pomysłu poddanego przez Ewę Zug, która jest kierownikiem muzycznym spektaklu, aby sięgnąć po piosenki Barbry Streisand.

O! Zaproponowała je, bo rzadko kto je śpiewa, pewnie dlatego, że wymagają dużej rozpiętości głosu. Reżyser – Robert Talarczyk – z początku się zgodził, ale kiedy ich dłużej posłuchał, przyznał, że on jednak nie czuje tego materiału.

W sumie ostała się w przedstawieniu choćby jedna piosenka Barbry Streisand? Nie, bo przez jakiś czas miały być to jednak piosenki Marianne Faithfull. Pojawiło się jeszcze wiele pomysłów i wiele kolejnych wersji spektaklu – na przykład, że to będzie opowieść o trzech różnych kobietach na trzech etapach życia. Potem – że o kobiecie i trzech mężczyznach, jeszcze później – że wszystkich trzech zagra jeden i ten sam aktor. Ostatecznie jednak Robert Talarczyk specjalnie do tego spektaklu napisał zupełnie nowy monodram i dobrał do niego takie piosenki, które pasują do przeżyć bohaterki.

A kiedy już myślałaś nad interpretacją tych piosenek, chodziło ci głównie o to, żeby z nich wydobyć ciekawe efekty, na które stać tylko szkoloną sopranistkę? Zupełnie nie, bo gdy gram w teatrze najważniejsza jest postać. Nawet jeśli w piosence są elementy sprzeczne z jej motywacjami, chociażby przez konstrukcję harmoniczną piosenki, przez narastanie albo opadanie napięcia, zawsze góruje postać. Zresztą jako widz też wolę brud emocji od krystalicznych dźwięków.

Więc jak pracujesz nad rolą? Wyobrażasz sobie konkretną, otaczającą cię przestrzeń, na przykład to ponure okienko na poczcie, na której pracuje twoja bohaterka? W ogóle dorabiasz sobie takie szczególiki? Tak, ale trudno mi o tym opowiadać, bo to jest bardzo niedookreślone. Nie wyobrażam sobie realistycznego, konkretnego budynku, za to zawsze mam mnóstwo skojarzeń. Czasem są to kolory, czasem jakieś inne cechy nastroju, ale naprawdę trudno byłoby mi na bieżąco referować czy to, co sobie w danym momencie wyobrażam, jest bardziej zielone czy niebieskie, wietrzne czy zwichrowane.

A skoro monodram jest o bolesnych teatralnych zawodach, powiedz mi czy masz jakieś zawiedzione teatralne marzenie? Chyba czymś takim był „Ragtime”. Bardzo wiele sobie po tej sztuce obiecywaliśmy. Szkoda tego potencjału, bo cały zespół dał z siebie wszystko. Zresztą to akurat zostało docenione – dostaliśmy w Gdyni nagrodę za zbiorową kreację. Wiem, że się nie udało z miliona najróżniejszych przyczyn i że tak się czasem po prostu zdarza – ale jednak żal…

tekst: Pola Sobaś-Mikołajczyk | zdjęcie: archiwum GTM
ultramaryna, wrzesień 2011




„Bulwar zdradzonych marzeń”, scenariusz i reżyseria Robert Talarczyk, choreografia Jakub Lewandowski, kierownictwo muzyczne Ewa Zug, dekoracje i wizualizacje Bartosz Skoczkowski, kostiumy Barbara Malinka. Występują: Wiola Białk i zespół instrumentalny Gliwickiego Teatru Muzycznego.
>>> przeczytaj więcej o spektaklu

prapremiera: 30 września 2011, godz. 19.00, Gliwicki Teatr Muzyczny, Kino Amok – Scena Bajka









KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MACIEJ OBARA: Muzyka to nie bieg przez płotki
Pochodzi z Jeleniej Góry, ale to Katowice wykształciły go i dały mu przyjaźnie trwające do dziś. Stały się wrotami... >>>

MICHAŁ REJNER: Z bytomskiej ulicy na chicagowskie salony
Historia jak z amerykańskiego filmu. Nikomu nieznany malarz samouk otrzymuje propozycję wystawienia swoich obrazów w pre... >>>

JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone