Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MAREK LECHKI: Po cichutku
wtorek 19.06.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MAREK LECHKI: Po cichutku



Marek Lechki sprawia wrażenie zamkniętego w sobie. Waży każde swoje słowo, na pytania odpowiada spokojnie, cierpliwie, jak gdyby słyszał je po raz pierwszy. Ale nie ma się co łudzić. Dziennikarze uparcie pytają ciągle o to samo. Jak to się stało, że czekał z debiutem prawie dziesięć lat, jak to możliwe, że postanowił sam sobie swój film wyprodukować, czy obraz jest rozliczeniem z własnym życiem, pokoleniem, wyniesionymi z domu traumami i co znaczy ten tytuł. I jeszcze, dlaczego grają w nim serialowi aktorzy. Reżyser raz za razem odpowiada, że to nie takie proste, nie takie oczywiste, że to tak nie działa…

Marek Lechki, rocznik 1975, powinien już od dawna być autorem kilku filmów i jednym z najgorętszych nazwisk polskiej kinematografii. Jest jednak zaledwie debiutantem, za to z dwoma rewelacyjnymi tytułami na koncie, co w końcu ma nie byle jakie znaczenie. Kiedy w 2002 roku w ramach telewizyjnego cyklu „Pokolenie 2000” pokazał swoje – świetne! – „Moje miasto”, krytykom zaparło dech w piersiach. Serca publiczności podbijały wtedy w kinach: „Zemsta” Wajdy, „Dzień świra” Koterskiego, „Pianista” Polańskiego oraz „Chopin. Pragnienie miłości” Antczaka i wydawało się, że przyszłość polskiego kina należy do wysokobudżetowych, nakręconych z rozmachem, wielkich produkcji. A tu – w małym, telewizyjnym filmie – pojawił się reżyser, który mówił o rzeczach ważkich jak gdyby szeptem, cichuteńko, z zadziwiającą trafnością punktując strachy i lęki swoich rówieśników. Właśnie skończył reżyserię na katowickim Wydziale, właśnie napisał scenariusz, który, niemal natychmiast, trafił do realizacji. Co więcej – nie ukrywał, że interesuje się kinem ambitnym, robieniem sztuki, że praca nad filmem jest dla niego podróżą, po trochu odkrywaniem siebie. Szczęściarz. Posypały się świetne recenzje, pochwały, nagrody. Posypały się też propozycje zarabiania „łatwych” pieniędzy, które Lechki, z konsekwencją i uporem godnym lepszej sprawy odrzucał.

Przez dekadę zderzał się z rzeczywistością. Okazało się, że błyskotliwy film telewizyjny to za mało, aby dopiąć budżet dobrze zapowiadającej się fabuły. Lechki najpierw starał się zainteresować swoim pomysłem producenta, później producent starał się znaleźć środki na realizację. Bezskutecznie. Poszukiwania szły na tyle opornie, że reżyser postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i samodzielnie wyprodukować swój film. Łatwo powiedzieć, bardzo trudno wykonać. Połączenie dwóch funkcji wymagało niezwykłego samozaparcia, ale też myślenia o sprawach, którymi zazwyczaj twórca nie zawraca sobie głowy. Praca nad filmem trwała rok i był to najtrudniejszy rok w życiu Lechkiego. Rok morderczej pracy bez wytchnienia, stresu i napięcia. Udało się. „Erratum” powstało za śmieszną kwotę (niewiele ponad milion złotych), ale nie ma w nim kompromisów.

Ograniczenia budżetowe wpłynęły jednak na przykład na stronę wizualną filmu, który nie był kręcony na taśmie 35 mm, ale cyfrowo, przy użyciu kamery RED One. Stalowe szarości są efektem żmudnej postprodukcji, której wymaga materiał „wychodzący z RED-a”. Przemysław Kamiński, absolwent katowickiej operatorki, z którym Lechki współpracował już przy „Moim mieście”, uczynił z ograniczenia atut, co widać w niemal każdym ujęciu „Erratum”. Wybór Tomasza Kota – bez dwóch zdań wspaniałego w głównej roli – nie był wynikiem kalkulacji. Lechki znał aktora jeszcze ze studiów, z okresu, kiedy Wydział współpracował z krakowską PWST i to tam, lata temu, Kota wypatrzył. Ma zresztą rękę do aktorów, bo kto podejrzewał, że od lat zamknięty w sitcomowej szufladzie Ryszard Kotys (ojciec głównego bohatera) może stworzyć tak subtelną i głęboko poruszającą kreację.

„Erratum” cicho, bez rozgłosu objechało pół festiwalowego świata, od Pusan po Saloniki. Marek Lechki dalej mieszka w małym miasteczku pod Wrocławiem. Ale coraz częściej bywa w Warszawie i kręci tam „Plebanię”, o czym mówi dziennikarzom otwarcie. Bo już nikomu nie musi udowadniać, że jest prawdziwym artystą.

tekst: Joanna Malicka | na zdjęciu: Marek Lechki na planie „Erratum”
ultramaryna, lipiec/ sierpień 2011












KOMENTARZE:

2011-07-24 22:12
Pan Marek dał się poznać na spotkaniu po projekcji Erratum jako człowiek z pasją opowiadający o filmie, biła od niego skromność i pokora a zarazem siła! Życzę Panu Markowi łatwiejszej drogi w realizacji kolejnych filmów! Przede wszystkim aby nie trzeba było pukać do tak wielu drzwi w celu zebrania budżetu.
edytha slot

2011-07-18 10:49
lubię to
:)

2011-07-16 20:23
aż miło czytać takie recenzje,tym bardziej że jest synem mojej siostry Ani
miki.s

2011-07-15 23:12
Rozmawiałem z nim, wspaniały człowiek. Myśle, że będzie o nim głośno za pare lat.
jacek


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
ŚLĄSKA FILMÓWKA: Katowicka Nowa Fala
Laurki mają to do siebie, że ociekają słodyczą i trudno w nie uwierzyć. Na szczęście z okazji 40. rocznicy istnien... >>>

SONBIRD: Śpiewamy w języku, w którym śnimy
Dawid, Kamil, Maciek, Tomasz – znają się jakby od zawsze, choć grają ze sobą dopiero trzy lata; koncertują n... >>>

SEÑOR COCONUT: Najlepszy bal na świecie
Atom TM, Atom Heart, Geeez’n’Gosh, Flanger, Señor Coconut – dziesiątki pseudonimów, kilka gru... >>>

RAFAŁ MILACH: Wątpię w fotografię
Zaczynał na Śląsku, teraz fotografuje od Islandii do Azerbejdżanu, wykłada w Czechach i wystawia od Berlina po Japon... >>>

JADWIGA JANOWSKA: Sztuka snapshotów
Dziś każdy jest fotografem. Wystarczy mieć konto na Instagramie, by tak o sobie myśleć. Nie każdy jednak potrafi... >>>
komentarze: 1

MIROSŁAW NEINERT: Poza bufetem
Aktor, reżyser. Kiedyś namiętnie palił fajkę, dziś od czasu do czasu zapala kubańskie cygaro. Z wyboru, duszy i se... >>>

MATEUSZ ZNANIECKI: Lubię, gdy scena mnie zaskakuje
Aktorstwa uczył się w łódzkiej filmówce. Ćwiczył deklamację wiersza, gdy w tym samym czasie w głowie rodziły się pie... >>>

WALEK NENDZA: Siedem paszportów
Prawdziwy człowiek gór. Wieloletni instruktor Polskiego Związku Alpinizmu, działacz Klubu Wysokogórskiego w Katowi... >>>

KAROLINA OŚKA: W poszukiwaniu różnorodności
Klasycznie przeszła liczącego 1000 metrów wysokości Freeridera na kultowym El Capitanie, ma za sobą pierwsze polsk... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone