Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ARTUR HAJZER: Zima dla zuchwałych
wtorek 21.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ARTUR HAJZER: Zima dla zuchwałych



Spójrz za okno i wyobraź sobie kilkumetrowe warstwy śniegu na chodnikach, słupek rtęci zbliżający się do dolnej granicy termometru i potworny wiatr, który nie pozwala złapać oddechu. Chce Ci się opuścić ogrzewane pomieszczenie? Bo niektórym tak.

W końcu grudnia wyruszyła w najwyższe góry świata wyprawa Polskiego Związku Alpinizmu w ramach programu sportowego Polski Himalaizm Zimowy. Cel jest jasny: pierwsze zimowe wejście na Broad Peak (8047 m). Położony w Karakorum ośmiotysięcznik jest 12. pod względem wysokości szczytem świata. O tej porze roku panują tam mrożące krew w żyłach warunki atmosferyczne.

Kierownikiem wyprawy i pomysłodawcą programu sportowego, mającego na celu pokonanie przez Polaków niezdobytych dotąd zimą szczytów Korony Himalajów, jest Artur Hajzer. Swoją przygodę z górami rozpoczął jako 12-latek. Dziś ma na koncie sześć szczytów ośmiotysięcznych (w tym trzy nowymi drogami). W 1987 roku wraz z Jerzym Kukuczką dokonał pierwszego zimowego wejścia na Annapurnę (8091 m). Prócz spektakularnych osiągnięć górskich może pochwalić się własną firmą produkującą sprzęt turystyczny – HiMountain. Tuż przed wyjazdem w Karakorum Artur Hajzer rozmawia z nami o górach, życiu i... szyciu.

Ultramaryna: Imię i nazwisko? Artur Hajzer.

Zawód? Krawiec.

Jesteś kierownikiem wyprawy i spiritus movens całego zamieszania funkcjonującego pod nazwą Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015. Skąd pomysł? W latach 70. Andrzej Zawada wymyślił dyscyplinę: himalaizm zimowy. W swojej wizji praktycznie wyprzedził epokę o dwie dekady. Wówczas prawie nikt nie podejmował tego wyzwania. Dopiero niedawno świat się zorientował, że osiem szczytów zimą w Himalajach zdobyli Polacy, następnie jeden w 2009 roku Denis Urubko z Kazachstanu i Włoch Simone Moro. Z tego rachunku wynika, że pozostało ich już tylko pięć i zrobił się ruch. Tej zimy działać będzie aż pięć wypraw z całego świata, w tym nasza. Polskich wypraw zimowych odbyło się w historii przeszło 30, osiem zakończyło się sukcesem. Polacy napierali znacznie bardziej niż jakakolwiek inna nacja. Podejrzewam, że wszystkie zimowe wyprawy innych krajów razem wzięte nie dadzą liczby 30.

Brałem udział w kilku wyprawach zimowych w Karakorum i Himalajach, za czasów komuny i w XXI wieku. Na podstawie tych dwóch grup doświadczeń wyrobiłem sobie opinię, co trzeba zrobić, żeby wejść w Karakorum na 8000 metrów. Zasadniczą trudność stanowi spora różnica w warunkach pogodowych między Karakorum a Himalajami i szczytami w Nepalu czy Tybecie.

Zimowa wyprawa na Broad Peak (2009), II obóz na 6200 m


Co zatem trzeba zrobić? Po pierwsze, doświadczenia ostatnich lat nauczyły mnie, że dobrej pogody nie będzie. Trzeba się nastawić na atak w niepogodzie, gdzie największym wrogiem jest wiatr. Przez cały okres zimy do Karakorum przyklejony jest tzw. jet stream, czyli ruch masy powietrza wynikający z obrotu kuli ziemskiej. Mówiąc krótko: nie przestaje wiać. Przy prędkości powyżej 120 km/h temperatura odczuwalna na ciele wynosi minus 70 stopni. Trudno coś takiego wytrzymać w warunkach arktycznych, a co dopiero w wysokogórskich. Zakładam jednak, że musimy sobie z tym poradzić. Dla porównania standardowe wyprawy letnie nie podejmują akcji przy wietrze o sile 60 km/h. Dla naszej wyprawy to będzie najsłabszy wiatr, jaki może się przytrafić.

W zimie jest znacznie mniej czasu na atak, zamiast 15 godzin ma się od sześciu do ośmiu. Dlatego ogromną wagę przywiązuję do szybkości. Ukułem na tę okazję termin „atletyka wysokogórska”. Duży wysiłek wkładamy w trening, nasz trener lekkoatleta wyciska z nas siódme poty.

Kolejna sprawa: program może być zrealizowany tylko przez nowe pokolenie alpinistów, specjalnie w tym celu przygotowane. Może to zabrzmieć okrutnie, ale nie widzę tu miejsca dla weteranów. To samo się tyczy wspinaczy zagranicznych, którzy moim zdaniem są niezdolni do działania w zespole i niejednokrotnie w historii byli czynnikiem skutecznie rozmontowującym wyprawy.

Jest jeszcze element, o którym myślę, ale na razie go nie wprowadziłem. Mianowicie na wyprawy powinny jeździć dwie nowe kategorie osób: psycholog sportu i kucharz. Pakistańczycy niestety nie mają elementarnego pojęcia o sztuce kulinarnej, zabijają każdą potrawę. Im dłużej ktoś to wytrzyma, tym lepszym jest zawodnikiem.

Jaką funkcję miałby pełnić psycholog sportu? Mieliśmy zajęcia z treningu mentalnego, które prowadziła psycholog sportu – Aleksandra Piechnik. Taki trening ma na celu wyrobienie we wspinaczach umiejętności samokontroli. Mówiąc językiem taternickim chodzi o to, żeby zawodnik widział, że psycha siada nie tylko u kolegi, ale też u niego samego. Wszystkie obiektywne okoliczności (wiatr, potencjalne zagrożenia) są odczuwane subiektywnie – to, co dla jednego bezpieczne, drugiemu może wydawać się groźne.

Bardzo często czynnikiem, który rozkłada wyprawy na łopatki, są prognozy pogody. Zawodnik, któremu aktualnie siada psycha, dostrzega w danej prognozie tylko sygnały do niepodejmowania akcji, podczas gdy ktoś inny interpretuje ją jako bardzo korzystną. Mieliśmy taką sytuację podczas tegorocznej wyprawy na Nanga Parbat. Dwa zespoły przebywały w obozie szturmowym. Na podstawie tej samej prognozy pogody jeden zespół się wycofał, a drugi – Ola Dzik i Marcin Kaczkan, podjął decyzję o ataku. No i Kaczkan finalnie stanął na wierzchołku.

Z takimi decyzjami bywa bardzo trudno, bo brak tu obiektywnego klucza. Jest parę zasad takich jak „po opadzie większym niż 20 cm przez 24 godziny nie wychodzimy”, jednak jest ich bardzo niewiele. W treningu mentalnym chodzi o to, aby subiektywną barierę przesunąć jak najdalej.


Wyprawa na Nanga Parbat (2010), płaskowyż Nanga Bazin podczas powrotu z IV obozu do bazy


Kto ma szansę stanąć na wierzchołku? Zakładam, że kiedy na Broad Peaku wyjdziemy na grań, zacznie się prawdziwa rozgrywka. Tam jak dmuchnie, to jesteś w Chinach. Więc jak już będziemy na grani, to trzeba po prostu iść na całość. Zawodnicy z takim zacięciem mają szansę.

Zespół jest młody, za rok lub dwa będzie można wystawić jeszcze lepszy skład. Ale jeśli nie osiągniemy celu w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat, to trzeba się będzie zastanowić czy zdobycie ośmiotysięcznika zimą w Karakorum jest w ogóle możliwe dla homo sapiens.

Rozumiem, że zasada „no risk, no fun” ma w przypadku himalaizmu zimowego szerokie zastosowanie? Obecnie jest odwrót od tego, aby ponosić w górach jakiekolwiek ryzyko, a przecież w fundamentach alpinizmu leży fakt, że człowiek coś tam ryzykuje. Przyszła mi na myśl wypowiedź Reinholda Messnera, który dokonał na własny użytek podziału alpinizmu na epoki. Lata 80. określa epoką przygody, natomiast to, co mamy teraz, nazywa epoką utartej ścieżki. Na ośmiotysięczniki wchodzi się już nie nowymi drogami, a chodnikiem wydeptanym przez wyprawy komercyjne.

Polacy odnosili zimowe sukcesy przeszło 20 lat temu, niejednokrotnie szli ostro po bandzie, balansując na krawędzi ryzyka. Paradoksalnie wychodzi jednak na to, że himalaizm zimowy jest bezpieczniejszy od letniego, ponieważ zimą np. zagrożenie lawinowe jest o wiele niższe. Podczas 30 polskich wypraw zimowych zginęły dwie osoby (zerwana lina i obrzęk płuc). Zimowe wspinanie w samym Karakorum jest jednak znacznie trudniejsze – średnia temperatura jest o 10 stopni niższa niż w Nepalu, do tego dochodzi wspomniany jet stream. Negatywną rolę odgrywa też bliskość morza, Zatoki Perskiej. Stąd nad Karakorum napływają ciepłe masy powietrza i pogarsza się gradient ciśnieniowy, co wpływa na tę miażdżącą siłę huraganów.

Wojtek Kurtyka określił himalaizm zimowy Sztuką Cierpienia, która daje mało satysfakcji, a dużo bólu. Dlaczego to robisz? Dla powodzenia u kobiet i sławy. I żeby żona mnie bardziej kochała.

Co jeszcze twoim zdaniem odróżnia dawną działalność wysokogórską od dzisiejszej? Wychodzi na to, że miałem i mieliśmy niepowtarzalne szczęście od Boga, że urodziliśmy się i żyliśmy w komunie. Paradoksy komuny dały nam coś, czego współczesny kapitalizm już nie daje – wolność myślenia. Za komuny bycie taternikiem to był jeden z nielicznych dobrych sposobów na życie, teraz tych sposobów jest więcej, dlatego przy agresywnym wspinaniu pozostało relatywnie mniej osób.

W latach 80. uprawianie alpinizmu wiązało się z prestiżem, korzyściami materialnymi, ale i wartościami duchowymi. Dziś pozostały nam tylko wartości duchowe. (śmiech)

A jakie okiem fachowca zaszły zmiany w odzieży i sprzęcie używanym w wysokich górach? Zmiany idą małymi kroczkami. Jakby wziąć taką kurtkę puchową z lat 80. i porównać ze współczesną, to może będzie w niej trochę czystszy puch i lepszy materiał pokrycia. Nie wiem dlaczego nikt przez tyle lat nie wymyślił czegoś tak funkcjonalnego jak kombinezon puchowy. To jest zmiana czysto konstrukcyjna, ale jednak trochę mała jak na 20 lat czasu.

Zrobiliśmy teraz zupełnie nowe kombinezony, ponieważ na Nanga Parbat w 2007 i na Broad Peaku w 2009 te standardowe nie wytrzymały zderzenia z rzeczywistością. Wpadałem w hipotermię i poważnie się obawiałem, że mogę zejść z tego świata. Poddaliśmy więc model gruntownej przeróbce. Teraz każdy szew jest podklejany, żeby nie było penetracji wiatru.

Poważne zmiany w technologiach są gdzie indziej: buty, liny, sprzęt tlenowy, sprzęt łączności. Obecnie tlen jest trzy razy lżejszy i wydajniejszy (chociaż my akurat go nie stosujemy). Łączność satelitarna daje bliskość psychologiczną ze światem, z bazą. Możesz np. zadzwonić do żony i zapytać co na obiad.

Najpierw Alpinus, teraz HiMountain, zdajesz się być człowiekiem sukcesu. Kiedy zacząłeś szyć odzież outdoorową? Moim pierwszym poważnym produktem szytym na zamówienie była uprząż wspinaczkowa dla Jurka Kukuczki na wyprawę w Tiricz Mir ’78. Sprawdziła się, a miałem wtedy zaledwie 14 lat.

Natomiast dziś, jeśli miałbym się zastanowić, co ja umiem w mojej firmie robić, na co wpływam albo co bym umiał robić, gdyby tej firmy nie było, to właśnie krawiectwo jest odpowiedzią. Kiedyś robiłem to wszystko sam, a teraz umiem odpowiednio wpłynąć na projektantów i menedżerów. To stało się za sprawą znajomości rynku turystycznego i krawiectwa, które wyniosłem z domu rodzinnego. Do tego dochodzi ogólna życiowa prawda: „obyś wykonywał pracę, którą lubisz” to po pierwsze, po drugie, jak się działa z pasją, to pieniądze przychodzą z tego same. I tutaj się nic, ponad te życiowe powszechnie znane prawdy, ciekawego nie wydarzyło.

Co na celowniku w przyszłym roku? Trzeba by się może przymierzyć do tego K2. Oczywiście zobaczymy, jak nam teraz pójdzie, ponieważ projekt Polski Himalaizm Zimowy jest pięcioletni, ale co roku musi zostać przedłużony przez Ministerstwo Sportu i Turystyki.

Trzymamy kciuki.


***


Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015


Program sportowy opracowany przez Artura Hajzera, zatwierdzony i współfinansowany przez Ministerstwo Sportu i Turystyki. Program wspiera także Fundacja im. Jerzego Kukuczki.

Polska ma pozycję światowego lidera w dziedzinie himalaizmu zimowego. Od 1980 roku do tej pory zimą zostało zdobytych dziewięć z 14 ośmiotysięczników, w tym osiem przez Polaków (jeden w składzie polsko-włoskim). Monopol przełamał dopiero w 2009 roku kazachsko-włoski duet zdobywając Makalu.

Niezdobyte zimą pozostają: K2 (8611 m), Nanga Parbat (8126 m), Gasherbrum I (8080 m), Gasherbrum II (8034 m) i Broad Peak (8051 m). Ich zdobycie to główny cel programu. Wszystkie wymienione wierzchołki położone są na terenie Pakistanu – w Karakorum i w Himalajach Zachodnich.

Program zakłada wyłonienie i przygotowanie osób, które w najbliższych latach będą zdolne zdobyć kolejny ośmiotysięcznik zimą. W 2010 roku odbyła się letnia wyprawa treningowa na Nanga Parbat (na wierzchołku stanęli Artur Hajzer, Marcin Kaczkan i Robert Szymczak), a w końcu grudnia wyruszyła ekspedycja na Broad Peak.

>>> www.polskihimalaizmzimowy.pl

tekst: Marta Nendza | zdjęcia: archiwum A. Hajzera (na pierwszym zdjęciu: A. Hajzer na tle K-2 w 2005 podczas wyprawy letniej na Broad Peak 8047 m)
ultramaryna, styczeń 2011













KOMENTARZE:

2013-07-10 13:00
Artur Hajzer nie żyje.
10lipca2013

2011-02-02 11:45
2 lutego wyprawa w składzie Simone Moro, Denis Urubko i Cory Richards dokonała pierwszego zimowego wejścia na Gasherbrum II - pierwszego zimowego wejścia na ośmiotysięcznik znajdujący się w Karakorum.
m.

2011-01-20 00:37
"Wczoraj po zapręczowaniu odcinka w kierunku obozu 2 cała czwórka zeszła do bazy. Dziś grupa helikopterowa wylądowała bez problemów na lodowcu. Kierownik Artur Hajzer po inspekcji przekazał: 'Baza blisko ściany na wysokości 4850 m, bardzo dobrze zorganizowana, full wypas i klar.W messie dywany i 20 stopni plus' Chłopcy rozbijają namioty osobiste i przygotowują sprzęt."
m.

2011-01-18 23:49
dobrze poczytać o temacie. dla bardziej dociekliwych - mark twight "całuj albo zabij"..
muody

2011-01-11 12:08
Rewelacja ostatnich czasów :)
Ramadżun


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet