Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | HENRYK MIKOŁAJ GÓRECKI: Symfonia dla mistrza
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
HENRYK MIKOŁAJ GÓRECKI: Symfonia dla mistrza



Drugi po Chopinie, zawód: kompozytor, ale z przymiotnikiem wybitny, na liście muzycznych geniuszy dzieli miejsce z Princem, wypełniał sale szybciej od Rolling Stonesów, sprzedał ponad milion egzemplarzy jednego dzieła, jednak nawet na swoim ukochanym Śląsku przez ostatnie lata Henryk Mikołaj Górecki żył w cieniu światowej sławy. Wspomina go Lech Majewski, a my piszemy dla niego spóźnioną symfonię, którą, jako Polacy, jesteśmy mu winni.

CZĘŚĆ I
(szybka – allegro sonatowe)

Dla świata odkryli go Brytyjczycy i zdaniem wielu melomanów to swoisty rewanż za udział Polaków w bitwie o Anglię. Wszystko za sprawą „III Symfonii”, zwanej również „Symfonią pieśni żałosnych”, do której pisania Henryk M. Górecki przystąpił jesienią 1976 roku. Choć zdołał ukończyć ją jeszcze tego samego roku, sławę przyniosła mu dopiero 15 lat później, kiedy to ponownie została nagrana i wydana przez amerykańską wytwórnię Elektra Nonesuch. Dzięki temu po latach znalazła się nie tylko w prywatnych kolekcjach miłośników muzyki klasycznej, ale również na listach przebojów, sprzedając się w ponad milionowym nakładzie!

W tej najbardziej znanej wersji dzieło zostało wykonane przez orkiestrę London Sinfonietta pod dyrekcją Amerykanina Davida Zinmana, a partię wokalną wykonała znakomita śpiewaczka operowa Dawn Upshaw. Sławę „III Symfonii” po części zawdzięczamy również niemieckiej rozgłośni Südwestfunk z Baden-Baden, która w połowie lat 70. zleciła polskiemu kompozytorowi napisanie dzieła. Swoją najwybitniejszą pracę Górecki zadedykował żonie, a poświęcił ofiarom Holocaustu.

CZĘŚĆ II
(wolna – w formie wariacji lub pieśni)

Lech Majewski, reżyser filmowy i teatralny, jak również poeta, pisarz i malarz, miał okazję kilkakrotnie współpracować z Henrykiem M. Góreckim i, jak opowiada, dla niego to człowiek, który odcisnął niezwykłe piętno na świecie. Muzyka kompozytora pojawiła się w jego słynnym filmie „Wojaczek”, jak również towarzyszyła instalacji „Wypadek”, prezentowanej w Galerii Sztuki Współczesnej BWA w Katowicach.

W marcu przyszłego roku polską premierę będzie miał najnowszy film Lecha Majewskiego „Młyn i krzyż”, także z muzyką skomponowaną przez Góreckiego. „On był zafascynowany podjęciem przeze mnie tematyki Petera Bruegla, kibicował mi bardzo i z dużą serdecznością dał mi muzykę do tego filmu” – wspomina reżyser.

Więcej mówi o wyreżyserowanym przez Juliana Schnabla, znanego z „Motyla i skafandra”, filmie „Basquiat”, który produkował i oparł na własnej książce. Ideą tego kultowego nowojorskiego filmu, opowiadającego historię wybitnego twórcy graffiti i malarza Jeana-Michela Basquiata, było przedstawienie istoty piękna, wiążące się ze snami głównego bohatera: „Julian wcześniej zajmował się malarstwem. Puściłem mu ‘III Symfonię’ Góreckiego i to go zachwyciło. Ta symfonia jest właśnie w filmie symbolem piękna. Spotykając się z Henrykiem Góreckim, rozmawialiśmy o tym, jak uratować, jak stworzyć piękno”.

Lech Majewski wspomina również moment, w którym uświadomił sobie ogromną popularność muzyki polskiego kompozytora w Stanach: „Wspólnie z Janem Kaczmarkiem chcieliśmy się dostać na jego koncert w Hollywood Bowl, które może pomieścić kilkanaście tysięcy ludzi. Wcześniej byliśmy tam na Rolling Stonesach i choć przyszliśmy w ostatniej chwili, siedzieliśmy na przyzwoitych miejscach. Myśleliśmy, że na Góreckiego będą za darmo wpuszczać, bo przyjdzie niewielu i gdy, na tydzień przed koncertem, na billboardach pojawił się napis ‘sold out’, odebraliśmy to, jako trick reklamowy, lecz okazało się prawdą” – opowiada reżyser „Angelusa”. Dzięki długim zabiegom i pomocy filharmonii w Los Angeles ostatecznie znalazły się dla nich bilety. Chociaż zasiedli daleko od sceny, wrażenie, jakie zrobił widok wypełnionego po brzegi amfiteatru i odbiór „hollywoodzkiej” publiczności zapadł im głęboko w pamięć: „To był największy szok kulturowy, jaki przeżyłem. W skupieniu i z nabożną czcią ludzie wsłuchiwali się w te ciche dźwięki. Na początku nie słyszeliśmy nawet, że oni zaczęli grać, bo siedzieliśmy kawał drogi od orkiestry. Gdyby powiedziano mi, że na Góreckiego zabraknie biletów w Hollywood Bowl, nie w jakieś maleńkiej salce, stwierdziłbym, że to absolutna fikcja i nigdy w życiu coś takiego nie jest w stanie się zdarzyć”.

Jako autora tego tekstu podobny szok spotkał mnie w trakcie wyszukiwania materiałów o zmarłym niedawno kompozytorze. Okazało się, że przeważają te w języku angielskim. Na hasło „Górecki” już sama Wikipiedia daje dobre porównanie, bo o wiele więcej można dowiedzieć się z tej niepolskiej. I chociaż Joanna Wnuk-Nazarowa, dyrektor Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach określa go drugim, obok Chopina, najsłynniejszym Polakiem na świecie, to nad Wisłą geniusz z Żelazowej Woli nadal pozostaje dla wielu jedynym znanym twórcą muzyki klasycznej.

Lech Majewski produkował również nagrania chóralne Henryka M. Góreckiego, zarejestrowane w Katedrze Chrystusa Króla w Katowicach i napisał wstęp do tego wydawnictwa. Pisząc o fenomenie odbioru jego twórczości zagranicą i u nas, sam doświadczył tego zadziwiającego dysonansu, organizując jedno z urodzinowych spotkań Góreckiego. „W Filharmonii Śląskiej, która może pomieścić 400 osób, było przynajmniej 1/3 wolnych miejsc. Po tym, jak w Hollywood ludzie zabijali się o bilety, tutaj, w jego rodzinnych Katowicach sala, można powiedzieć, świeciła pustkami! Niestety, jeśli spytać kogoś na ulicy o Góreckiego, niewielu będzie wiedzieć, kto to taki” – kończy swoją wypowiedź reżyser.

Marek Moś, dyrektor Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy Aukso, która żegnała wielkiego Polaka w trakcie ceremonii pogrzebowej ostatnim życzeniem – „Metamorfozami” Richarda Straussa, napisał po jego odejściu: „Był osobą, która pokazała mi, jak intensywnie należy słuchać utworu. Jak ważne, a może najważniejsze, jest to, co pomiędzy dźwiękami. Jak niezgłębiony jest obszar odkrywania muzyki. Jak odpowiedzialnie powinno się Jej służyć. Jak nie wolno godzić się na bylejakość”.

CZĘŚĆ III
(taneczna lub bardzo szybka – menuet lub scherzo)

Kim naprawdę był człowiek, który na całym globie podbił serca milionów słuchaczy? Przyszedł na świat jako syn kolejarza, Ślązaka z dziada i pradziada, 6 grudnia 1933 roku w małej wiosce Czernica, w powiecie rybnickim. Nigdy naprawdę nie poznał matki, zmarłej dokładnie w dwa lata po jego narodzinach, ale odziedziczył po niej miłość do muzyki. W młodości próbował uczyć się gry na jej fortepianie. Pokochał polskie Tatry.

Po przeprowadzce do miejscowości Rydułtowy zastała go II wojna światowa. Edukację muzyczną rozpoczął dopiero w wieku 19 lat od Szkoły Muzycznej w Rybniku, potem ukończył Państwową Wyższą Szkołę Muzyczną w Katowicach i kontynuował studia muzyczne w stolicy Francji. Pierwszy sukces odniosło jego „Epitafium” do słów Tuwima na „Warszawskiej Jesieni” w 1958 roku.

Lata 60. to okres, w którym twórczość Góreckiego, podobnie jak Pendereckiego, wpisuje się w kierunek sonoryzmu, zaliczany do nurtu Drugiej Awangardy. Charakteryzował się on wydobywaniem nietradycyjnych brzmień z tradycyjnych instrumentów np. skrobaniem po pudle wiolonczeli. Melodia, rytm i harmonia ustępowały różnego rodzaju eksperymentom. W 1969 roku wraz z dziełem „Muzyka staropolska” nastąpił zwrot w twórczości Góreckiego w stronę gatunków wokalno-instrumentalnych, inspirowanych muzyką ludową, głównie z wykorzystaniem tekstów o tematyce sakralnej. Powtarzalność fraz i motywów muzycznych sprawiła, że zaczęto kojarzyć te dokonania z minimalizmem, określając je mianem „nowej prostoty” i w tym właśnie duchu utrzymana jest słynna „III Symfonia”.

CZĘŚĆ IV
(szybka – rondo, wariacje lub allegro sonatowe)

Wojtek Waglewski powiedział kiedyś, że „III Symfonia” jest dla niego dowodem na istnienie Boga. Dla kina odkrył ją francuski kryminał „Policja” z 1985 roku. Potem pojawiła się w „Bez lęku” Petera Weira, „Basquiacie – tańcu ze śmiercią”, „Dowcipie” Mike’a Nicholsa, „Grze Ripley’a”, włoskim filmie „Jak Bóg nakazuje”, szwedzkim „Mamucie”, a nawet w mafijnej „Rodzinie Soprano”.

Lista artystów, dla których muzyka Henryka M. Góreckiego stała się inspiracją, ciągle się wydłuża. Dzięki „III Symfonii”, która na liście „Billboardu” wyprzedziła Stinga i Nirvanę, został ikoną popkultury. Brytyjski dziennik „The Telegraph” umieścił go pośród największych geniuszy, na jednej pozycji z Princem, przed Leonardem Cohenem, Davidem Bowie i Georgem Lucasem >>> zobacz całą listę.

Zdaniem dziennikarza muzycznego Bartka Chacińskiego siłą jego kompozycji jest to, że nie można łatwo przypisać ich do jednego stylu, są dość klasyczne, proste i ponadczasowe: „Oprócz Pendereckiego żaden inny polski kompozytor nie wpłynął tak bardzo na wyobraźnię twórców muzyki rozrywkowej”. Zauważa przy tym, że: „symboliczne jest jednak to, że Góreckiego pożegnały na swoich łamach zagraniczne serwisy zajmujące się sceną niezależną, a ich polskie odpowiedniki ten fakt zignorowały”.

Do fascynacji Góreckim przyznaje się Jonny Greenwood, gitarzysta Radiohead oraz wokalista post-rockowej grupy Mogwai, Stuart Braithwaite. Trip-hopowy duet Lamb nagrał piosenkę „Gorecki”, w którym wykorzystał fragmenty „III Symfonii”. Björk „zaraziła” nią swojego ówczesnego chłopaka Goldiego, a ten napisał utwór „Mother” inspirowany twórczością Polaka. Na swojej płycie cytowała go również niemiecka krautrockowa grupa Faust. Niedawno zespół The National grając koncert w chorzowskim Teatrze Rozrywki złożył muzyczny hołd Henrykowi M. Góreckiemu. Sporo tych wpływów przeniknęło do muzyki rozrywkowej za pośrednictwem Kronos Quartet i jego lidera Davida Harringtona, z którym Górecki stale współpracował i który po jego śmierci powiedział: „Nie ma osoby w świecie muzyki, będącej w stanie go zastąpić”.



NIEDOKOŃCZONA SYMFONIA
Na szczęście pozostało to wszystko, co po sobie zostawił – dźwięki, które będą służyć również następnym pokoleniom. Światowa premiera „IV Symfonii”, która miała odbyć się w tym roku w Londynie, ze względu na chorobę kompozytora została odwołana. W kuluarach jednak mówi się już o nowych interpretacjach Góreckiego przez Laurie Anderson i Kronos Quartet, a może Philip Glass zrobi to z kimś zupełnie innym? Jesteśmy niemal pewni, że zainteresowanie poza granicami Polski muzyką Henryka Mikołaja Góreckiego będzie teraz jeszcze większe.

„Nigdy nie piszę dla słuchaczy. Myślę o swoich odbiorcach i mam im coś do przekazania, ale to również publiczność musi włożyć trochę wysiłku w to, żeby ta muzyka do niej dotarła” – powiedział w jednym ze swoich nielicznych wywiadów wielki kompozytor. Mamy wrażenie, że skierował te słowa przede wszystkim do swoich rodaków.

tekst: Roman Szczepanek | zdjęcie: Aga Psiuk; reprodukcja fragmentu partytury za zgodą Polskiego Wydawnictwa Muzycznego, Kraków







>>> zobacz zdjęcia i relacje z koncertu Kronos Quartet z udziałem Henryka Mikołaja Góreckiego w Katowicach w 2007 r.
>>> The National na Festiwalu Ars Cameralis pamięci Henryka Mikołaja Góreckiego
>>> zobacz profil Henryka Mikołaja Góreckiego na stronie Polskiego Wydawnictwa Muzycznego
>>> zobacz i przeczytaj więcej o „Symfonii pieśni żałosnych”










KOMENTARZE:

2015-06-09 23:28
Wspaniały tekst:)
ewelina


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet