Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ŁOWCY REKORDÓW
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ŁOWCY REKORDÓW

Prawdopodobnie każdy z nas coś kiedyś zbierał, przynajmniej w dzieciństwie. Niejedna podstawówka żyła emocjami związanymi z obrotem różnymi skarbami, wygrywanymi czy też wymienianymi, a najlepszy z tego wszystkiego był chyba smak tryumfu towarzyszący zdobyciu wymarzonego artefaktu.

Charakter młodzieńczych kolekcji był determinowany czasem, na który młodość kolekcjonerów przypadała. Kapsle i puszki po piwie, pudełka po papierosach czy też etykiety wszelkiej maści i kalkomanie stopniowo były wypierane przez obrazki z gum Turbo i Donald, resoraki, karteczki czy też pokemony. Na bardziej dojrzałe kolekcje mogły składać się znaczki, monety, minerały, winyle lub kasety magnetofonowe. Tkwiące w ludziach umiłowanie do zbieractwa może czasem generować problemy, z drugiej jednak strony fundamentem niejednej niewyobrażalnej fortuny bywają właśnie kolekcje...

Kolekcja łosi, pamiątek wojaka Szwejka, samowarów czy też plotek? A może dziwne rekordy – w biegu po schodach, podbijaniu głową piłki na siedząco, dmuchaniu gumy balonowej? Rekord w rzucie na odległość kierpcem, gumofilcem albo wałkiem, mistrzostwa w rzucie młotkiem do telewizora, a może rzucie winogronem do ust partnera? Panie i Panowie – można i tak!

PAN DIONIZY I KSIĘGA NIECODZIENNA
Kto kiedykolwiek zapuścił się w przyległości katowickiej ulicy Słowackiego, miał szansę natrafić na placyk z tablicą opatrzoną intrygującym napisem: „Zaułek kontrolerów”. Właśnie tutaj mieści się siedziba redakcji księgi „Polskie rekordy i osobliwości”. Wydawana corocznie od dziesięciu lat księga stanowi dokumentację wszelkich niezwykłych poczynań Polaków, a jej lektura jest procesem tyleż cieszącym, co edukacyjnym.

W przedmowie do jubileuszowego wydania księgi Dionizy Zejer – redaktor naczelny, pisze: „Wyznam szczerze, że przy gromadzeniu materiałów do pierwszego wydania nie byłem pewien czy znajdziemy 100 rekordów. Jednak rzeczywistość przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. Zabawiłem się w podliczenie rekordów i osobliwości, które ukazały się na stronach wszystkich wydań. Okazało się, że to astronomiczna ilość znacznie przekraczająca sześć tysięcy!”

Księga jest wydawana na zlecenie Towarzystwa Kontroli Rekordów Niecodziennych, w którym pan Dionizy zajmuje stanowisko Kontrolera Wszystkich Kontrolerów. Jak mówi: „początki Towarzystwa tkwią w magii cyfry dziewięć, co okazało się dopiero potem i wcale tego nie planowaliśmy. Mianowicie dziewiątego dnia, dziewiątego miesiąca 1999 roku o godzinie 19.00, dziewięć osób zebrało się w Rabce i postanowiło stworzyć towarzystwo, które uchwyci w ramy organizacyjne wszelkiego typu niecodzienne poczynania na terenie Polski. W siedzibie redakcji mieści się centrum zarządzania rekordami, tylko w naszym pokoju jest pełna wiedza tycząca już osiągniętych rekordów albo nowe kategorie rekordów, które można ustanowić”. Impulsem do stworzenia księgi były organizowane przez Towarzystwo zawody w jeździe na sprowadzonych z Nowej Zelandii, do dzisiaj jedynych w Europie, wyścigowych klozetach. Obecnie Towarzystwo liczy sobie 181 członków rozsianych po całej Polsce.

Dla Adama Bielowskiego z Katowic, który od kilku lat pracuje w redakcji księgi, najbardziej pociągające są rekordy techniczne, takie jak np. największa hulajnoga (18,36 m dł.). Adam lubi też różne smaczne rekordy, jak gigantyczny lód na patyku (2 m bez patyka). Spośród pozostałych kategorii najbardziej upodobał sobie osobliwy płaszcz z własnych włosów Ludwiki Drapińskiej z Warszawy.

Bohaterami każdego wydania są niezwyczajni ludzie kolekcjonujący nietypowe rzeczy bądź uprawiający niecodzienne hobby. Poprosiliśmy kilku rekordzistów z Górnego Śląska, aby opowiedzieli nam o swoich pasjach.


PAN EWALD: ROWEREM PRZEZ ŻYCIE
Na niezwykłą kolekcję pana Ewalda Bereski z Tychów składa się... wszystko, cokolwiek tylko ma związek z rowerem. Izba rowerowa, czyli niewielki pokój w mieszkaniu państwa Beresków mieści w sobie przeszło 200 miniatur rowerów wykonanych z różnych tworzyw, około 2000 kart pocztowych z całego świata, odznaki, puchary, książki, ale przede wszystkim unikatowe przedmioty wykonane własnoręcznie przez pana Ewalda z części rowerowych: klamkę z rowerowych pedałów, lampę z koła, zegary z zębatek, wałek do ciasta z hamulcami i wiele innych. „Żona mi mówi, żebym już więcej nie kupował, bo tu jest tak ciasno, więc jak coś kupię, to wstawiam między te rowery. Gdy ona się z reguły zorientuje dopiero za jakiś tydzień, przekonuję, że to już stare. Tak ją nabieram, bo sobie nie mogę odmówić”.

Kiedy pan Ewald poznał swoją żonę – panią Teresę, szczęśliwie się złożyło, że ona też lubiła jeździć. A gdy przyszły na świat ich dwie córki, jedną pan Ewald woził na siodełku, a drugą pani Teresa w koszyku na kierownicy. Całkiem niedawno państwo Bereskowie obchodzili Złote Gody. Po mszy w zabytkowym kościółku przeszli przez szpaler z pompek i odjechali na rowerach wraz z orszakiem złożonym ze 120 cyklistów!

Pasja pana Ewalda narodziła się w młodości. Wspomina pierwszy poniemiecki rower, na którym trzeba było jeździć pod rurką, bo był duży. Została z niego lampa, którą pan Ewald przerobił na lampkę biurową. Po przejściu na emeryturę pan Ewald zawodowo zajął się turystyką rowerową, wstąpił do klubu „Gronie” w Tychach i tak już od 20 lat uczestniczy we wszystkich zlotach i rajdach. Poza tym wraz z panią Teresą zwiedzili w siodełku pół Europy: Czechy, Austrię, Niemcy, Szwajcarię, Danię, Francję, Belgię, Holandię...

Obecny rower pana Ewalda to kalifornijski Marin, w międzyczasie były jeszcze: czeska Eska i polski Wagant, a ze wszystkich obecnych w domu jednośladów nazbierało się sporo części i to właśnie stało się impulsem do tworzenia niezwykłych przedmiotów. W okresie Bożego Narodzenia w domu państwa Beresków pojawia się jedyna w swoim rodzaju „choinka z przerzutką”, wykonana z obręczy i ustrojona w łożyska, odblaski, zębatki i łańcuchy. Nie choinkowe, a rowerowe.

Mając 82 lata pan Ewald średnio w sezonie przejeżdża około 100 kilometrów dziennie, lubi spać pod namiotem i już studiuje mapy przed wakacyjnymi wojażami. Bez dwóch zdań jest to forma godna pozazdroszczenia. Jak sam mówi: „dzięki rowerowi to życie nam nie jest ani nudne, ani nic. Dobrze się czuję, poznałem mnóstwo ludzi i zwiedziłem więcej niż samochodem. Raz sobie idę w Kopenhadze, a nagle mnie ktoś klepie i mówi: Bonjour Ewaldo. Okazało się, że poznałem go we Francji i zapamiętał, że zbieram pocztówki”.


PANI EWA I ŻABOTERAPIA
Żaby mają dla chorzowianki Ewy Wróblewskiej ogromne znaczenie. Zaczęło się od tego, że 18 lat temu poszukiwała loga na wizytówkę swojego gabinetu rehabilitacji. Postawiła na płaza, który rechocze, bo to dobrze korespondowało z jej pracą terapeutki manualnej oraz ze słowem rehabilitacja. Później zaczęło się kolekcjonowanie.

Pierwszą żabkę otrzymała od syna, a potem już poszło. Stopniowo żabki opanowały jej gabinet, stając się nieodłączną częścią życia zawodowego właścicielki. Pacjenci obdarowują ją żabami z całego świata, a dzieci rysują obrazki. Każdy dzielny mały pacjent opuszczając gabinet otrzymuje żabkę. Wzmianka w „Polskich rekordach i osobliwościach” pojawiła się, gdy Dionizy Zejer z bólem w plecach pojawił się w gabinecie pani Ewy. Wówczas ona zajęła się jego kręgosłupem, a on jej rekordową kolekcją.

Kolekcja pani Ewy liczy sobie przeszło 2000 żab. Było ich więcej, ale niedawno pożar strawił część eksponatów. Poza tym, jak mówi sama właścicielka, „w pewnym momencie kolekcjoner zaczyna dokonywać selekcji i zatrzymuje tylko ulubione lub najcenniejsze eksponaty, a części się pozbywa”. Ulubioną żabą spośród posiadanych jest dla pani Ewy pluszowy Kermit, który podróżuje z nią samochodem. Kiedyś jeździła małym Fiatem, nomen omen, zielonym.

PAN ALFRED I REKORDOWE WĄSY
Wąs, zdaniem pana Alfreda Zienkiewicza, pomaga w życiu i w interesach. Imponujący rekordowy wąs mierzy aż 92 cm! Pan Alfred pielęgnuje go od przeszło 20 lat, a o tym, jak to się zaczęło, opowiada: „gdzieś w okolicach stanu wojennego z kolegą zrobiliśmy potężną objazdówkę po Europie. Byłem po dwóch tygodniach mocno zarośnięty i stwierdziłem, że się nie golę. Później, jak pojawił się Wałęsa, pomyślałem, że może będę miał dłuższe wąsy od prezydenta”. I tak już zostało.

Pan Alfred, który w maju ukończył 60 lat, jest człowiekiem niezwykle zajętym. Prowadzi w Świętochłowicach firmę, udziela się w wielu miejscach i kończy studia licencjackie, na których jest przewodniczącym samorządu studenckiego. Kiedy go odwiedziliśmy, był świeżo po zdaniu ciężkiego egzaminu z prawa geologicznego i górniczego.

Wąsy sprawiają, że pan Alfred jest rozpoznawalny, stanowią reklamę zarówno firmy, jak i osoby. Jak sam mówi: „gdybym postępował w życiu nie fair, to natychmiast bym się ogolił”. Posiadanie najdłuższych wąsów w kraju ma też jednak mniej świetlane strony, np. przy całowaniu wchodzą do nosa, ale jak mówi pan Alfred, można się przyzwyczaić... Wąsy trzeba też odpowiednio pielęgnować, myć, po jedzeniu trzeba sprawdzać, ile z obiadu w nich zostało. Zdarzało się, że zimą podczas biegania wąsy pana Alfreda zamarzały, kształtem upodobniając się do kłów morsa. A latem na plaży trzeba było zaplatać je w warkocze, aby nie przeszkadzały w kąpielach słonecznych.

Z kart księgi rekordów i osobliwości wyglądają ku nam niezwyczajni ludzie, zjawiska i fakty. To niepomierna potrzeba wyzwań i ciągłego podnoszenia poprzeczki sprawiła, że księga wciąż żyje, a jej lektura zadziwia i fascynuje. Zapytany o swoje największe hobby pan Dionizy Zejer odpowiada: zbieranie rekordów. „W przypadku mojej osoby tak wspaniale się złożyło, że moim hobby jest praca zawodowa. Jakoś tak trafiłem w swoje gusta, że mogę pracować z wielką pasją, zadowoleniem i radością. Nic mnie tak nie bawi, jak wykreślenie starego rekordu i naniesienie nowego”.

tekst: Marta Nendza | zdjęcia: Radek Kaźmierczak
Ultramaryna lipiec/ sierpień 2010



>>> zobacz też www.rekordy-polskie.pl









KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet