Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | Energia Spotyka Kulturę
środa 13.12.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
Energia Spotyka Kulturę

Spory i kontrowersje są zawsze. Ale burza, jaka przetoczyła się przez Śląsk, dyskusje i kłótnie warte były chyba lepszej sprawy. Pomysł, żeby Katowice zawalczyły o miano Europejskiej Stolicy Kultury pojawił się późno, później niż w innych miastach i wielu uważało go za zupełne szaleństwo. Dziś, w przeddzień oficjalnej inauguracji projektu, Katowice uważane są za czarnego konia i już poważnie liczą się w europejskim wyścigu.

Kto nie wierzy, niech koniecznie przeczyta przewodnik po najciekawszych wydarzeniach – nawet pobieżna lektura podniesie niedowiarków na duchu. Za organizacją całości stoi sztab ludzi, ale pewnie niewiele by zrobili, gdyby nie Marek Zieliński, człowiek-instytucja, który z pasją opowiada o swojej idealistycznej wierze w sztukę. I w końcu rozmowa z Susanne Skipiol z Zagłębia Ruhry, która wyjaśnia, jak region bardzo podobny do naszego zmienił się dzięki ESK. Może jednak nam się uda?



MAREK ZIELIŃSKI: Esencja Sztuk Kameralnych
Marek Zieliński, od lat szef Instytucji Kultury Ars Cameralis, człowiek odpowiedzialny za zamienienie Katowic w Europejską Stolicę Kultury, mógłby być pisarzem. Ale nie chce, bo – jak mówi – do pisania nie wystarcza sam talent. „Zawsze cyzeluję każde zdanie, przerabiam, poprawiam, ciągle wydaje mi się niedoskonałe, dopisuję, przepisuję, więc napisanie powieści mogłoby mnie zabić. Pisarzem nie zostanę, sztuki uprawiać nie będę. Ale mogę wspierać artystów i pokazywać efekty ich pracy tym, którzy chcą stykać się ze sztuką z najwyższej półki” – mówi. Wywiadów udziela niechętnie, chociaż nie boi się dziennikarzy. Mówi barwnie, erudycyjnie, odwołuje się do literatury i filozofii, nadużywa porównań. Jaki jest naprawdę? Choć znam go od lat – nie wiem.

Ultramaryna: Marku, skąd się u ciebie wzięło zainteresowanie sztuką daleką od masowości, wysoką? Skąd ta skłonność do poszukiwań, do intelektualnych wycieczek, ostatnio jakby niemodnych?

Marek Zieliński
: Kiedyś klucza do życia szukałem przede wszystkim w literaturze, wydawało mi się, że obcowanie ze słowem rozwieje wszystkie moje wątpliwości egzystencjalne. Przypadek sprawił, że zainteresowałem się barokiem, zacząłem zgłębiać sztukę i kulturę tamtego okresu. Im więcej wiedziałem, tym mocniej uświadamiałem sobie, że samo osadzenie czegoś w danej epoce, dość umownie nazwanej na przykład barokiem, niczego jeszcze nie tłumaczy, niczego nie załatwia. Moje zainteresowanie sztuką, którą nazywasz wysoką, wynika z tego, że poczułem się częścią pokolenia w pewnym sensie straconego, odciętego od tego, co na świecie stało się naturalnym elementem życia każdego mojego rówieśnika należącego do elity intelektualnej. Pęknięcie, które widziałem na początku, stało się jakąś gigantyczna czarną dziurą. Oczywiście to, co działo się po naszej stronie żelaznej kurtyny też bywało awangardowe, ważne… Jednak poczucie braku, odcięcia było rzeczywiste i dotkliwe.

Imprezy, które przygotowujesz, zawsze są elitarne, skierowane do wąskiego grona odbiorców. Czemu sztuka wartościowa nie trafia do masowych odbiorców? I dlaczego elity z takim trudem odkrywają sztukę trudną? W pewnym stopniu winny jest system edukacji, który bardzo powoli próbuje dostosować się do zmieniających się warunków. Przedziwne, że od pięciu lat Europa jest otwarta, taniej wyjechać do Londynu niż do Warszawy, taniej przeżyć jeden dzień w Berlinie niż w Krakowie – a mimo wszystko wciąż rzadko ludzie wykorzystują możliwość uczestniczenia w europejskiej kulturze. Może właśnie ten kontakt sprawi, aby zaczęli mieć inne potrzeby.

Ale przecież ci ludzie to twoi widzowie. Skąd w nich wzięła się potrzeba stykania się z – co tu kryć – niszową sztuką? Często się nad tym zastanawiam. Na zdarzenia Festiwalu Ars Cameralis przychodzą bardzo różni i bardzo dziwni odbiorcy, których łączy potrzeba odkrywania i poszukiwania – mimo że oferujemy przede wszystkim sztukę niszową. Wierzymy w sens zapraszania do dialogu z tym, co nieznane, chcemy inspirować do odkrywania nowych obszarów sztuki. I przynosi to efekty, bo z roku na rok przybywa festiwalowej publiczności. Oczywiście zapraszamy także wykonawców, których koncerty czy spektakle gwarantują frekwencyjne sukcesy. Ale nie to jest celem – lub nie to jest istotą wyzwania. Staramy się szukać. I zawsze znajdują się odbiorcy, którzy podążają za nami, których bawi odwracanie się od znanego. Pamiętasz, jak Osioł mówił do Shreka: nie idź w kierunku światła, to niebezpieczne. Sztuka komercyjna z samej zasady uwodzi ludzi. Kiedy się jest organizatorem każdej wielkiej imprezy kulturalnej, bardzo łatwo ulec tej pokusie. Sięga się po gwiazdy mediów, ma się zagwarantowaną publiczność i bezpieczne wpływy kasowe. Ale zmianę w sztuce zawsze przynosiły zjawiska marginalne, peryferyjne, „nowe fale”, które z perspektywy zmieniały wszystko. Chcemy docierać do odbiorców, którzy nie czują odruchu stadnego. To mogą być ci, którzy nie mają już w domach telewizorów, bo „oglądanie” świata przeniosło się do Internetu, to ci, którzy ciągle czytają, zmagają się ze sobą, są chorzy na duszę, na te 21 gramów, które ciągle im ciąży.

Wychodzi z ciebie Don Kichot, który walczy z kulturą masową, bo wierzy jeszcze w ideały, wierzy w sztukę i w intelektualistów. Nie, nie masz racji. Nie chciałbym przyjmować jakiejkolwiek postawy romantycznej, a to, o czym mówisz, nierozerwalnie z taką postawą się łączy. Nie wierzę też, że tak łatwo można kogoś nauczyć rozumienia i odbioru sztuki wysokiej. Żadna edukacja nie pomoże otworzyć się na sztukę, jeżeli zabraknie wrażliwości. Twórcy tasiemcowych seriali, władający umysłami milionów, powinni pamiętać, że być może rozwój kultury zależy od kilku tysięcy odbiorców muzyki poważnej i kina eksperymentalnego.

Pięknie to brzmi, ale jak te mądrze brzmiące słowa przekładają się na twoją codzienną pracę? Co innego wierzyć w intelektualistów, a co innego codziennie walczyć o dofinansowania czy przychylność rozmaitych instytucji. Z każdym rokiem czuję coraz większe wsparcie ludzi – także tych, z którymi pracuję. Są też oczywiście wymierne efekty, które da się zmierzyć, policzyć. Na przykład popularność Bellmera, który niespodziewanie stał się ikoną. Albo oczywisty dzisiaj zachwyt nad mistrzostwem Kronos Quartet – kiedy zaprosiliśmy artystów po raz pierwszy, niewielu wiedziało, jaką muzykę grają. Dziś publiczność już się z nią oswoiła. Odkrywanie Witolda Szalonka czy zeszłoroczna wystawa wideoartów „Labirynt pamięci”... Przykłady można mnożyć, ale to – wierz mi – nie ma niczego wspólnego z donkiszoterią. Jeśli idziesz na nowy film Gusa van Santa, Lecha Majewskiego czy Woody’ego Allena, to wiesz mniej więcej, czego się spodziewać. Wybierając którąś z propozycji Ars Cameralis też wiesz, czego oczekiwać. Ale pamiętaj, że wiele naszych wyborów może wydawać się zaskakujących i odkrywczych tylko polskiej publiczności. Prezentujemy zjawiska doskonale już opisane i przyswojone w Europie lub na świecie. Niejednokrotnie pokazujemy rzeczy, które mają już swoją markę, są kultowe, ale u nas zupełnie nieznane. Niejednokrotnie artyści przyjmują zaproszenie na Śląsk, gdyż utrwaliła się marka Ars Cameralis. Wystarczającą rekomendacją są nazwiska tych, którzy już byli naszymi gośćmi i którzy przekazali o nas pozytywną opinię. Często łączy się to z zaskoczeniem, że gdzieś na krańcach Europy organizuje się taki festiwal. A dla nas coraz częściej liczy się ślad, który pozostaje – materialny w postaci książek, druków, katalogów i mentalny, uczuciowy, emocjonalny. Nie można zapomnieć także o tym, że Festiwal Ars Cameralis wypromował młodych śląskich artystów. Z Wojtkiem Kucharczykiem, Maćkiem Obarą, Sławkiem Rumiakiem, Justyną Kucharczyk współpracowaliśmy, kiedy jeszcze byli na studiach. Z Orkiestrą Kameralną Miasta Tychy Aukso realizowaliśmy projekty na długo przed tym, nim zespół Marka Mosia zdobył wyjątkową pozycję na muzycznej scenie.

Jakie myślenie będzie ci towarzyszyć w przygotowaniach do walki o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury dla Katowic? Najważniejszą rzeczą w projekcie ESK jest konieczność otwarcia się na Europę, z całym bagażem konsekwencji, które narzucą konieczność zmiany mentalnej i zbudowanie tożsamości w pełni europejskiej. Z tym się wiąże szereg inicjatyw o charakterze edukacyjnym. Z drugiej strony mieszkańcy Katowic i Śląska oczekują atrakcyjnego programu artystycznego, zestawu efektownych propozycji i ofert.

Mówi się, że łatwo dogadujesz się z ludźmi. Lubię postawę Czechów, którzy zawsze – zanim powiedzą, że coś jest złe lub głupie, pytają „dlaczego”. Mnie się ogromnie podobają ludzie, którzy chcą się zadziwiać światem i nie boją się pytać.

Jak się uda i staniemy się Europejską Stolicą Kultury to… Przeżyjemy coś fantastycznego. ESK jest rodzajem projektu społeczno-edukacyjnego, który ma zmienić rzeczywistość. Projekt nie obejmuje wyłącznie propozycji koncertów, spektakli, wystaw, przeróżnych przeglądów lub festiwali. To skomplikowany węzeł, to kocioł, w którym pierwszoplanowa jest jednak edukacja i przygotowanie publiczności do obcowania z kulturą i sztuką. Ogrody to słowo klucz, dotykające czegoś, co jest bliskie każdemu człowiekowi, otwierające najważniejsze.

A jeśli się nie uda? Jeśli się nie uda, to i tak będziemy mieli kilka znakomitych wydarzeń, a publiczność, którą zaprosimy, pozostanie z nami na dłużej.

Dziękuję za rozmowę.

tekst: Joanna Malicka | zdjęcie: Radek Kaźmierczak
ultramaryna, maj 2010




W rozmowie z Susanne Skipiol, przedstawicielką biura RUHR.2010, pytamy o trudności, radości i zmiany, jakie wygrany tytuł przyniósł jej miastu i regionowi >>> przeczytaj


>>> obejrzyj szczegółowy program inauguracji








KOMENTARZE:

2011-01-28 11:31
Jeśli Pan Zieliński robi aż tyle, ile w wywiadzie wymienia, dlaczego mieszkańcy Województwa Śląskiego nic o nim, jak również o Ars Cameralis nie wiedzą? Gdzie plakaty, informacje o imprezach itp. przejawy działalności? Czy Pan Marek Zieliński nie jest przypadkiem synem ś.p. Jana Przemszy-Zielińskiego? To by wiele wyjaśniało...
skra

2010-05-12 23:47
grawitacja płonie (;
pro:me:us


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MACIEJ OBARA: Muzyka to nie bieg przez płotki
Pochodzi z Jeleniej Góry, ale to Katowice wykształciły go i dały mu przyjaźnie trwające do dziś. Stały się wrotami... >>>

MICHAŁ REJNER: Z bytomskiej ulicy na chicagowskie salony
Historia jak z amerykańskiego filmu. Nikomu nieznany malarz samouk otrzymuje propozycję wystawienia swoich obrazów w pre... >>>

JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone