Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | Reprezentacja w utrwalaniu kadrów
czwartek 27.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
Reprezentacja w utrwalaniu kadrów



Nocne rozmowy o tym, jak wygląda świat zza obiektywu i pasja do nieruchomych obrazów połączyła ich w przygranicznej, czeskiej Opawie. Teraz są nową jakością w polskiej fotografii. Spojrzeniem z perspektywy Śląska dostrzegają to, czego inni nie potrafią lub nie chcą zobaczyć.

„STARA SZKOŁA”
Instytut Twórczej Fotografii w Opawie istnieje zaledwie dwie dekady, a już zapracował sobie na miano jednej z najlepszych szkół w Republice Czeskiej. Prestiż uczelni przyciąga studentów niemal z całej Europy, a najliczniejszą ich grupę tworzą Ślązacy. Na liście absolwentów można znaleźć jednych z najbardziej utalentowanych współczesnych fotografów: Rafała Milacha i Grzegorza Klatkę, a także Piotra Szymona, znakomitego, ale nieżyjącego już niestety artystę i pedagoga. Kolejni będą bronić swoich dyplomów w niedalekiej przyszłości. Na pierwszy rok studiów zostało niedawno przyjętych aż 12 Polaków!

Instytut, w którym spędzą kilka najbliższych lat, ma opinię miejsca wyjątkowego. Określa się go często mianem „starej szkoły”, jednak bynajmniej nie ze względu na długowieczność, lecz na klasyczne podejście do nauki fotografii. Michał Łuczak miał możliwość studiowania również w Niemczech, ale o szkole w Opawie ma znacznie lepsze zdanie: „Bardzo dużo rozmawialiśmy między studentami, całymi nocami. To było niezwykle inspirujące. W czeskiej szkole była pasja. Mam wrażenie, że bycie fotografem jest tam sprawą drugoplanową, przynajmniej ja tak tę szkołę rozumiałem i tak mi to pasowało. Mało zawodowych spraw, a za to więcej twórczych uniesień” – wspomina z nostalgią.

Michał Jędrzejowski, który wciąż studiuje w Czechach, też chwali swoją obecną uczelnię: „Dzięki wykładowcom, jak i studentom, których tam spotkałem, nauczyłem się rozumieć, co jest tak naprawdę ważne w fotografii, co można dzięki niej przekazać i na jak wiele sposobów można to zrobić. Opawa uczy przede wszystkim indywidualizmu i różnych form wypowiedzi”.

AUTOPORTRET ŚLĄSKA
Jednym z najistotniejszych tematów poruszanych przez śląskich twórców jest miejsce, w którym się wychowali i z którym związani są emocjonalnie. Jedni, jak choćby Arkadiusz Gola i Jacek Hajduga, portretują środowisko górniczo-hutnicze, inni, jak Marcin Liberski i Andrzej Marczuk, wybrali eseje fotograficzne o kulturze Śląska.

Mieszkający obecnie w Warszawie Michał Łuczak sfotografował jakiś czas temu rodzinny Nikiszowiec. W swoich zdjęciach stara się opowiedzieć o Śląsku poprzez konkretnych ludzi, z imienia i nazwiska. Z sentymentem, ale i z żalem obserwuje zachodzące na jego terenie zmiany: „Śląsk zawsze był fotografowany jako region, nigdy jako osobista opowieść. Mam do niego sentyment. Szkoda mi niektórych rzeczy, które odchodzą. Wszystkie miasta w Polsce są coraz bardziej do siebie podobne. Centra handlowe są w tym samym stylu. Wszędzie stal, szkło i beton. W mieszkaniach IKEA. Śląsk miał inny charakter”.

Pochodzący z Gliwic Rafał Milach, który ma na koncie m.in. nagrodę World Press Photo za cykl zdjęć poświęcony emerytowanym cyrkowcom, wcześniej również fotografował Śląsk i też zaintrygowała go jego metamorfoza. Swoją pracę dyplomową na ASP poświęcił dokumentacji śląskiej rzeczywistości. Fotografie opublikował w albumie „Szare”. „Śląsk, który sfotografowałem, to Śląsk, który znika, taki, jakiego praktycznie już nie ma. Teraz, jako że rzadko mam okazję tutaj wracać, widzę dokładniej, jak bardzo wszystko się zmienia. Każdy przyjazd dostarcza nowych zaskoczeń – miejsca, które tak doskonale pamiętam, znikają w zastraszającym tempie” – opowiadał w jednym z wywiadów.

Milach, który kilka lat temu przeniósł się do stolicy, planuje wrócić z aparatem w swoje rodzinne strony. Chciałby pokazać współczesny Śląsk i uchwycić moment zmian, który dla niego jest najistotniejszy.

TEKTUROWE TROFEA
Wielu absolwentów, ale również obecni studenci opawskiego ITF mogą pochwalić się prestiżowymi nagrodami za dotychczasowe osiągnięcia. Co ciekawe w rozmowach z nimi zamiast euforii i entuzjazmu pojawia się duży dystans do tego typu wyróżnień. Najważniejsza według nich jest konsekwencja w dążeniu do własnego stylu oraz przekazywanie tego, co ma się do powiedzenia za pomocą obrazów.

Michał Jędrzejowski, laureat Grand Press Photo, mówi wprost: „Ta nagroda, jak i każda inna, niczego raczej nie zmienia. Poza miłym akcentem, bankietem i wpisem w CV zdjęcia wcale nie stały się lepsze. Cały czas najbardziej ciekawi mnie dokument i chyba tak już zostanie, nawet bez kolejnych nagród”.

Natomiast Michał Łuczak, finalista Magnum Expression Award, do pozytywnych aspektów startowania w konkursach dodaje możliwość zdobycia funduszy na realizację kolejnych projektów, podzielając jednocześnie pogląd swojego kolegi po fachu: „Jak nie dostawałem nagród, to było mi przykro, a jak zacząłem dostawać, nabrałem do nich ogromnego dystansu. Nie traktuję konkursów jako wyroczni. Fotografia to nie sport”.

Dla najbardziej utytułowanego z tej trójki Rafała Milacha zdobycie World Press Photo łączyło się automatycznie z nadaniem mu statusu artysty przez opiniotwórcze media. Natomiast dla niego samego zmiana była niewielka, ale jednak niezwykle ważna: „Nikt do mnie nie dzwonił i nie mówił, że da mi kolejne zlecenie dlatego, że otrzymałem nagrodę. Pomogła mi ona nabrać większej pewności siebie, w jakimś sensie potwierdziła wartość mojej pracy. Choć oczywiście gdybym jej nie dostał, to nadal robiłbym zdjęcia”.

FOTOREPORTER PO PRZEJŚCIACH
Praca w ekstremalnie ciężkich warunkach i narażanie własnego życia dla zrobienia wyjątkowego zdjęcia, które poruszy ludzkie sumienia – tak niejednokrotnie wyglądał zawód fotoreportera w przeszłości. I chociaż studenci fotografii często marzą o podjęciu się tej trudnej i odpowiedzialnej profesji, powinni mieć świadomość, że najlepsze czasy dla fotoreportażu skończyły się już w latach 70. XX wieku.

Grzegorz Klatka, autor około 50 takich prac, które wykonał na kilku kontynentach, określa dzisiejszych fotoreporterów bardziej ilustratorami treści pisanych niż niezależnymi dziennikarzami (jak bywało dawniej) i przytacza ciekawe porównanie: „Widzę pewne podobieństwa roli fotoreportera do roli drzeworytnika w XIX-wiecznej prasie. Drzeworytnik dostawał materiał w postaci zdjęcia, które interpretował, używając swojego rzemiosła i efekt jego pracy publikowała gazeta. Posiadał niezbędny fach, ale nie miał wpływu na treść zawartą w obrazie. Po prostu przenosił obrazy już wcześniej wymyślone”.

Według niego ambitnym projektom fotograficznym pozostaje obecnie przede wszystkim forma książkowa. Fotoreportaż w prasie drukowanej praktycznie przestał istnieć. Internet ze względu na swoją ogromną rozległość i możliwość prezentacji obrazu ruchomego też nie wydaje się dla niego idealnym miejscem. Jaka jest zatem przyszłość zawodowej fotografii? „Być może będziemy karmieni anonimowym obrazem ruchomym, nagrywanym przez satelity i samobieżne kamery bezobsługowe, podczas gdy obraz statyczny, zamrożony, stanie się synonimem śmierci i średniowiecza. Może wtedy właśnie pojawi się ktoś dociekliwy i zada dawno zapomniane pytanie: ‘Czy koń w kłusie odrywa wszystkie nogi od ziemi?’ I wszystko zacznie się od początku” – kończy swoją wypowiedź Grzegorz Klatka.

FOTOGRAFIA W CZASACH YOUTUBE
Twarda z niej sztuka. Film, który miał być jej katem, nie zniszczył fotografii przez ponad sto lat. Historia pokazała, że dobre zdjęcia obronią się same, ale XXI wiek przyniósł ze sobą kolejną rewolucję, tym razem cyfrową. Obecnie żyjemy w czasach, w których aparaty wbudowane w telefony komórkowe pozwalają robić zdjęcia niemal każdemu i to praktycznie w każdym momencie. Problemem wydaje się być przede wszystkim jakość takich produkcji i skala ich wykorzystania np. w coraz bardziej popularnych portalach społecznościowych.

Wspomniany wcześniej Grzegorz Klatka uważa, że nie powinniśmy się obawiać amatorskiej fotografii, bo samo zjawisko jest inspirujące, a prędzej czy później każdy amator fotografowania z czasem ulepszy swój warsztat albo znudzi się mechanicznym pstrykaniem: „Kiedy zminiaturyzowano kamery, a taśma celuloidowa zastąpiła szklane płyty, okazało się, że dziecko może robić zdjęcia. Jednym z takich dzieci był Jacques Henri Lartigue. Dziś ikona w fotografii, jeden z prekursorów nowoczesnego reportażu. Fotografia wtedy na tym skorzystała, skorzysta i teraz” – przekonuje, powołując się na przykład z przeszłości.

Do grupy młodych i utalentowanych fotografów, którzy szkołę w Opawie dopiero chcieliby rozpocząć, zalicza się mieszkający w Tychach Radek Kaźmierczak. W katowickim Hotelu Monopol udało mu się namówić na krótką sesję zdjęciową samego Davida Lyncha (jedna z fotografii jest dodatkiem do tego wydania Ultramaryny). On sam przyszłość dla siebie widzi w zachowaniu równowagi pomiędzy fotografią komercyjną i autorską. Myśli też o wyjeździe do stolicy, bo Warszawa daje większe możliwości rozwoju.

Michał Łuczak również przyznaje, że zarabia różną fotografią. Śluby i architektura to jedne z możliwości. Jego zdaniem trzeba zawsze starać się robić jak najlepsze zdjęcia. Poleca warsztaty fotograficzne i przestrzega przed doradcami z forów internetowych.

Nauka od najlepszych to najskuteczniejszy sposób na osiągnięcie dobrych wyników. Każdy z wymienionych fotografów ma swojego mistrza lub ulubionych twórców, do których nawiązuje, z których czerpie inspiracje do własnych poszukiwań i bez których trudno byłoby mu osiągnąć tak wysoki poziom. W opawskiej szkole dzielili się tymi doświadczeniami i zdobywali kolejne. Następne pokolenie będzie wzorować się właśnie na nich.

WARTO POPATRZEĆ
Solidna i silna reprezentacja śląskich fotografów, składająca się ze studentów oraz absolwentów czeskiego Instytutu Twórczej Fotografii przedstawi swoje dokonania w Rondzie Sztuki, podczas trwającej od 11 marca do 14 kwietnia wystawy >>> czytaj więcej. Większość z prac będzie miała charakter reportażu i dokumentu ukazującego Śląsk, a to idealna okazja, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o miejscu, które jutro nie będzie już takie samo.

tekst: Roman Szczepanek | zdjęcie powyżej: Michał Łuczak (z cyklu „Biały dom”)
ultramaryna, marzec 2010













KOMENTARZE:

2011-04-24 14:27
I'm not easily impressed. . . but that's imperssnig me! :)
QVGYqALLDDrJkaLduGR


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone