Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MYSLOVITZ: Psychodeliczne mleko
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MYSLOVITZ: Psychodeliczne mleko

Myslovitz nagrali płytę, która zapewne umocni ich pozycję na polskim rynku muzycznym. Świeże, psychodeliczne brzmienie wprawia wszystkich w zachwyt podczas koncertów. Sukces nowej płyty wydaje się być przesądzony.

Ultramaryna: Czy uważacie, że trzeba mieszkać w Warszawie, aby zaistnieć na polskim rynku muzycznym?
Artur Rojek:
Myślę, że nie. My jesteśmy akurat przykładem zespołu, który nigdy nie mieszkał w Warszawie. Dobra muzyka zawsze się obroni.
Przemek Myszor: Jeśli chodzi o zespoły ze Śląska to myślę, że nie ma najmniejszego problemu. Mamy dobre połączenie kolejowe ze stolicą i w każdym momencie można się tam znaleźć. Ale oczywiście trzeba tam złapać jakiś kontakt.
Artur: Ale ten kontakt najlepiej złapać poprzez swoją twórczość. Jeśli masz coś wartościowego i interesującego do zaoferowania, to na pewno taki kontakt się znajdzie. Jeśli jednak chcesz robić coś ponadto, angażować się w inne projekty...
Przemek: Na przykład prowadzić program w telewizji.
Artur: ...to tak, mieszkanie na Śląsku jest wykluczone, trzeba mieszkać tam.

Jak wy – ludzie ze Śląska – widzicie ten cały warszawski światek artystyczny? Czy macie wśród niego znajomych, przyjaciół? Czy przyjaźnicie się z innymi zespołami?
Przemek:
Oczywiście mamy tam wielu znajomych, których lubimy i którym ufamy. To nie jest tak, że wszyscy tam mają tą samą twarz, jest tam na pewno wielu outsiderów, czyli ludzi którzy są całkiem normalni.

To z którymi artystami, zespołami, niekoniecznie z Warszawy, się przyjaźnicie?
Artur:
Nie mamy jakichś zażyłych przyjaźni z innymi zespołami. Są zespoły, które nam bardziej odpowiadają, niektóre mniej. A z kim tak bardziej...?
Przemek: Na pewno z Andrzejem Smolikiem. Znamy się z chłopakami z T.Love, uważamy, że są całkiem normalnymi ludźmi.
Artur: Najlepsze są młode zespoły: Cool Kids of Death są zajebiści. Homosapiens – też bardzo fajni kolesie.
Przemek: Futro i Kasia Nowicka, z którą zresztą znamy się od bardzo dawna, bo jeszcze z czasów, kiedy pracowała w Sony. Generalnie wszyscy artyści z Sissy Records, które prowadzi Paweł Jóźwicki, nasz bardzo dobry przyjaciel.
Artur: Nie ma znaczenia miejsce, w którym mieszkasz – czy to Warszawa, czy Gdańsk, fajne osobowości zawsze na siebie trafią.
Przemek: No i oczywiście chłopaki z Negatywu.

Bardzo często słyszy się, że takie imprezy jak np. Fryderyki są wcześniej ustawiane. Czy zgadzacie się z tym stwierdzeniem?
Artur:
Nie, nie sądzę.
Przemek: Tak, wydaje mi się, że tak. Może nie są aż tak manipulowane jak pierwsze edycje, ale pozakulisowe rzeczy mają tam na pewno miejsce.
Artur: Mimo wszystko uważam, że taka impreza jak Fryderyki jest bardzo potrzebna. Może ona wygląda wieśniacko, dlatego, że organizatorzy próbują z tego zrobić jakieś nowe rozdanie nagród Grammy, próbują przyciągnąć uwagę widzów jakimś lukrem, wielką pompą, co najczęściej Polakom nie wychodzi. Jednak to właśnie tam ludzie mają szansę po raz pierwszy usłyszeć o różnych zespołach. Programy muzyczne i prasa muzyczna nie docierają do wszystkich, a taka impreza prezentowana w drugim programie TV, w dobrym czasie jest bardzo pożyteczną rzeczą. Jedyne, co tam może drażnić, to sposób organizacji i prowadzenia tej imprezy.
Przemek: No i oczywiście te kwestie, które poruszaliśmy wcześniej, czyli kto te nagrody przyznaje i na jakich zasadach się to dzieje. Są jakieś dziwne kapituły, które ustawiają te nominacje i dlatego wielu artystów się od tej nagrody odwraca. Chociaż dalej ona znaczy bardzo wiele, jednak mogłaby znaczyć dziesięć razy więcej, ale zostało to niestety zaprzepaszczone już na samym początku.

Co to jest Korova Milky Bar, skąd pomysł na taką nazwę dla waszej nowej płyty?
Artur:
Korova Milky Bar to miejsce, gdzie spotyka się gang Malcolma McDowella w filmie „Mechaniczna pomarańcza” Kubricka. Każdego wieczoru spotyka się tam czterech gangsterów spędzających wieczory na popijaniu mlecznych drinków, które działają na nich bardzo pobudzająco, wywołując w nich uczucie nienawiści i chęci destrukcji.

Czym różni się „Korova Milky Bar” od „Miłości w czasach popkultury”?
Przemek:
Mamy nadzieję, że wszystkim, choć na pewno będzie to też jakaś kontynuacja. Na pewno będzie różnić się brzmieniem, ponieważ znacznie wzbogaciło się nam instrumentarium i zmieniliśmy też sposób gry na niektórych instrumentach. Inna będzie też zawartość tekstowa i melodie.

Czy zamierzacie już całkowicie odejść od szybkich, energetycznych utworów na rzecz muzyki bardziej melancholijnej i transowej?
Artur:
Nie! Nasza nowa płyta jest pełna piosenek. Jest tam 13 klasycznych utworów, może zaaranżowanych troszeczkę inaczej niż na poprzednich płytach, ale w dalszym ciągu są to klasyczne piosenki z ładnymi melodiami i dobrymi aranżacjami. Jeśli chodzi o rzeczy bardziej psychodeliczne, mniej aranżowane, a bardziej improwizowane, to już niedługo, bo za parę miesięcy ukarze się płyta, która będzie jakby drugą częścią „Korova Milky Bar”, tam będzie można posłuchać właśnie takiego grania. Nagraliśmy prawie siedem godzin muzyki, zamierzamy wykroić z tego tę lepszą część, która miała inny charakter od „Korova Milky Bar” i zamieścimy ją właśnie na tym albumie.

Po raz pierwszy wasza trasa obejmie również zachodnią część Europy, w jakich miastach będziecie grać?
Artur:
29 kwietnia wystąpimy w Londynie w klubie Borderline, w maju mamy grać na festiwalu Rock im Palast w Berlinie, a 21 maja wyjeżdżamy na siedem koncertów jako support Simple Minds.

Dlaczego Simple Minds? Lubicie ten zespół?
Artur:
Myślę, że nie ma dużego znaczenia z kim będziemy grać. Chodziło tylko o to, abyśmy mogli zagrać z jakimś dużym zespołem i pokazać się. Myślę, że lepiej grać z Simple Minds, niż na przykład ze Scooterem. Dostaliśmy taką propozycję i nawet się w ogóle nie zastanawialiśmy, dzięki temu będziemy mogli zagrać siedem koncertów w całej Europie – to jest dla nas najważniejsze.

Jakie to będą miasta?
Przemek:
Mediolan, Vigo, Paryż, jeszcze gdzieś w Szwajcarii, Hiszpanii. Myślę, że najważniejsze jest, że będziemy mieć fajną wycieczkę. Poza tym będziemy mogli sprawdzić, jak robi się koncerty w profesjonalnym, zachodnim stylu. Będziemy mogli się dużo nauczyć i nazbierać nowych doświadczeń.

Wielu polskich wykonawców próbowało zaistnieć na zachodnim rynku. Zawsze były wielkie nadzieje i prawie nigdy nic z tego nie wychodziło. Czy liczycie na to, że będziecie tymi pierwszymi którym się to uda?
Artur:
Tak, jesteśmy kolejnym zespołem, który czegoś takiego próbuje, jednak nie chciałbym, aby ktoś traktował to co ma się nam przytrafić jakoś zobowiązująco.
Przemek: Bo przecież może się okazać, że zagramy trasę, przyjedziemy do Polski i na tym się to wszystko skończy, najwyżej będziemy potem opowiadać jak graliśmy z Simple Minds w piłkę i wygraliśmy 10:0. Bierzemy pod uwagę, że to wszystko może się skończyć tylko na miłych wspomnieniach, dlatego nie chcemy nikogo nastawiać na jakąś większą akcję i rozbudzać nadziei.

Czy płyta z angielskimi tekstami, którą ostatnio nagraliście jest przeznaczona tylko na europejski rynek, czy wyjdzie też w Polsce?
Artur:
Tak, nagraliśmy EP-kę przeznaczoną tylko na rynek zachodnioeuropejski. Traktujemy ją czysto promocyjnie, ma to być materiał, który będziemy mogli pokazać w momencie, gdy zaczniemy grać koncerty na zachodzie.
Przemek: Wszędzie tam, gdzie pojedziemy, trafi wcześniej nasza EP-ka, dzięki temu może ktoś usłyszy nas wcześniej w radiu. Mówię może, bo wcale nie jest powiedziane, że ktoś to puści.

rozmawiał: Bartosz Chrząszczak
ultramaryna, maj 2002

Zespół Myslovitz tworzą: Artur Rojek (wokal, gitara), Przemek Myszor (gitara), Wojtek Kuderski (perkusja), Jacek Kuderski (gitara basowa, śpiew), Wojtek Powaga (gitara). Artur Rojek oprócz Myslovitz śpiewa także w zespole Lenny Valentino, współpracował też z Andrzejem Smolikiem i zespołem Ścianka. Ich nowa – piąta w karierze – płyta pt. „Korova Milky Bar” ukazała się w maju.






teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet