Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ALTERNATYWNY BYTOM: Świry kontra pani Krysia
czwartek 27.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ALTERNATYWNY BYTOM: Świry kontra pani Krysia

Idea „jechać do Bytomia” napawa mnie niechęcią od czasów, kiedy po raz pierwszy skasowałem samodzielnie bilet tramwajowy, decydując, że drugi koniec torów ma więcej ciekawych rzeczy do zaoferowania. Lata minęły, z różnych książek podowiadywałem się o historii, znaczeniu, kulturze Bytomia, w żaden sposób jednak nie zmieniło to mojej opinii o tym mieście.

Patrząc przez okna tramwaju, tuż za Rozbarkiem widzę miasto, w którym z jednej strony nadal nie skończyła się II Wojna Światowa, z drugiej straszą resztki socjalizmu, a z trzeciej wychyla się getto biedy. Idealna lokacja do teledysku Kazika do piosenki „Polska”: „jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy”.

Stąd też pierwsza reakcja na projekty Alternatif Turistik (o którym pisaliśmy w poprzednim numerze) i Made In Bytom była pełna powątpiewania. Bo jak to – ściągać ludzi do Bytomia i wmawiać im, że to fajne miasto, w którym można się dobrze bawić? Na jakiej podstawie, tak właściwie? Skąd w ogóle pomysł, że to właśnie Bytom, nie któreś z okolicznych, bardziej zadbanych, spokojniejszych miast, które też mają przecież do zaoferowania postindustrialne ruiny, da się w nich jednak bezpiecznie chodzić po zmroku? Żeby się tego dowiedzieć, umówiłem się na wywiad z Przemo Łukasikiem, szefem studia architektonicznego Medusa Group, który obok Marcina Dosia z Będzin Beat oraz Stanisława Rukszy, szefa bytomskiej galerii Kronika, jest jednym z współorganizatorów serii różnych projektów, próbujących zaprezentować Bytom od nowej strony. Kolejny przejazd Katowicką, chwila błądzenia po brudnych zaułkach w centrum, aż wreszcie staję przed wielką, czarną bramą…


UMÓWIŁEM SIĘ NA WYWIAD Z PRZEMO ŁUKASIKIEM... | ...AŻ WRESZCIE STAJĘ PRZED WIELKĄ, CZARNĄ BRAMĄ.


Ultramaryna: Dlaczego Bytom?
Przemo Łukasik:
Tak właściwie nie wiem. Ani się tu nie urodziłem, kilka razy musiałem stąd uciekać, między innymi przed WKU, potem mieszkałem kilka lat za granicą, skąd wróciłem nie do Warszawy, Krakowa czy Poznania, tylko do Bytomia. Choć właściwie nie wiem dlaczego. Tak się jakoś porobiło. Jednak powrót z Paryża do Bytomia był świadomą decyzją.

Myślisz, że możesz coś zrobić z tym miastem, jakoś zaznaczyć w nim swoją obecność? Nie chcę robić niczego dla miasta, jest to po prostu miejsce, na którym mnie i wielu innym ludziom bardzo zależy. Kiedy tylko zacząłem mówić pośród znajomych, że Bytom jest miastem, w którym można coś zrobić, ujawniło się wiele osób, które pomimo tego, że od lat mieszkają gdzie indziej, wciąż czują ogromny sentyment do tego miejsca i tak jak ja wierzą, że Bytom da się lubić i że ma on ogromny potencjał. W moich oczach jest to jedno z najpiękniejszych miast, może jest to piękno nieco przyprószone, ale jest go tutaj wszędzie pełno.

Hm… mieszkam obok od dobrych parunastu lat i przyznam się szczerze, że Bytom i piękno to pojęcia, które dla mnie się wzajemnie wykluczają. Jakbyś przekonał do tego miasta kogoś takiego jak ja? Najlepszym sposobem chyba będzie wybranie się na którąś z naszych imprez czy wycieczek. Ten program, który organizujemy, przy którym pracuje ogromna rzesza świetnych ludzi, cały projekt Made In Bytom, rozpoczynający się od Alternatif Turistik, to właśnie sposób na to, aby poznać lepiej to miasto. Kiedy ostatnio rozmawiałem z Marcinem Dosiem, to opowiadał, że na wycieczki, jakie proponuje przyjeżdżają ludzie z przeróżnych stron, na przykład z Białegostoku. Ale pojawiają się na nich również mieszkańcy Bytomia, którzy ze zdziwieniem na nowo odkrywają swoje miasto, z zaskoczeniem trafiając do miejsc, których nigdy wcześniej nie widzieli. Sam zresztą mieszkając tutaj, jeżdżę ze swoim siedmioletnim synem po najróżniejszych dzielnicach Bytomia, zaglądam do miejsc, które w opinii sąsiadów uchodzą za niezbyt bezpieczne i na każdym kroku odkrywam to miasto od zupełnie innej strony.

Dla mnie Bytom ma coś, co większość miast już utraciła, cechę, której nie potrafię znaleźć we Wrocławiu, Krakowie czy Paryżu. Przez ostatnie lata ze względu na to, że nie działo się tu zupełnie nic, a miasto powoli zamieniało się w ruinę, udało się zachować pewnego rodzaju autentyzm, charakter. Nieodnowione kamienice, dziury w bruku – to wszystko powoduje, że panuje tutaj specyficzny klimat. To nie jest miejsce przygotowane na przyjęcie milionów turystów, choć oczywiście historycznie, w sensie dorobku, zabytków w niczym nie ustępuje najważniejszym pod tym względem miastom w Polsce. Można tu chodzić całymi dniami i zawsze znaleźć coś ciekawego – czy będą to przykłady secesji, czy architektury poprzemysłowej. My chcemy pokazać również, że łączą się tu dwie tradycje, bo z jednej strony Bytom to zabytki industrialne, z drugiej miasto, w którym na każdym kroku istnieją prężne instytucje kulturalne, z marką rozpoznawalną w całej Polsce – jak galeria Kronika oraz na świecie – jak Śląski Teatr Tańca, dzięki któremu ludzie dowiadują się o istnieniu takiej miejscowości.

A nie masz takiego wrażenia, że organizując rzeczy typu zawody w turbogolfa, wycieczki po hałdach czy koncerty zespołów typu 8rolek, przyciągacie dość specyficzny typ odbiorcy, nie oferując jednak zbyt wiele przeciętnemu mieszkańcowi Bytomia, przysłowiowej pani Krysi, która nadal nie ma niczego, za co mogłaby polubić swoje miasto, poczuć z niego dumę? Nie. Pani Krystyna ma swoje festyny, ma Dni Bytomia, Noc Świętojańską i tym podobne imprezy, głównie w okresie letnim. I to jest jej miasto, ona tym żyje. Dla mnie natomiast Bytom, dzięki tej autentyczności, charakterowi, o którym wspomniałem wcześniej, jest miejscem przyciągającym różnych frików, ludzi, którzy szukają jakiejś alternatywy. Mnóstwo ludzi przyjeżdża tu z całej Polski w poszukiwaniu takich wrażeń, jakich nie znajdą na odnowionych rynkach, pomiędzy wyremontowanymi kamienicami. Takich właśnie, którzy szukają miejsc niepodobnych do innych, gdzie udało się zachować jakąś autentyczną substancję.

Nie obawiasz się jednak, że w pewnym sensie tworzycie takie dość dziwne getto? Wiesz, z jednej strony macie tych zwykłych mieszkańców z ich problemami, sporym bezrobociem, koniecznością mieszkania w ruinach, z drugiej zaś odgradzacie się solidną, czarną bramą, za którą pojawiają się jacyś dziwni goście, słychać jakąś chorą muzykę… Faktycznie, brama jest pewnego rodzaju buforem, z drugiej strony jednak nie wydaje mi się, żeby ludzie odbierali nas jak jakichś dziwolągów. Trzeba zrozumieć jedno – cały projekt Made In Bytom to nie jest plan, to nie są elitarne, alternatywne wydarzenia rozpisane według kalendarza, tylko inicjatywa otwarta. Naszym pomysłem na ten program jest totalna improwizacja. Masz rację, mówiąc, że tego rodzaju imprezy przyciągają specyficzny typ odbiorcy, jednak przygotowując i Alternatif Turistik, i Made In Bytom, rozmawialiśmy zarówno z władzami miasta, jak i jego mieszkańcami. Miasto zresztą samo zakupiło 10 rowerów na wycieczki po Bytomiu, a dzięki ogromnej pracy Marcina Dosia i Stacha Rukszy, którzy wymyślili Alternatif Turistik, są też szanse, że ta nasza przysłowiowa pani Krysia spróbuje spojrzeć na swoje miasto od innej strony.

Rozumie to na przykład pani prezydent miasta, bez której pomocy na pewno wielu rzeczy nie moglibyśmy zrobić. Pomysły takie, jak robienie warsztatów dla dzieci, budowa hostelu na Bobrku to są wszystko próby wyjścia do ludzi. Poprzez Made In Bytom chcemy też wyciągnąć na powierzchnię rzeczy, które się w tym miejscu dzieją. Interesują nas wszystkie zjawiska, które pokazują splot przemysłu i kultury, rzeczy typu parkour, breakdance – wystarczy zresztą wstukać w YouTube „parkour bytom” i sam zobaczysz, ile dzieciaków się w to angażuje, jaka tworzy się subkultura, która próbuje po swojemu oswoić to miasto, mimo że z powodów socjalnych, finansowych są jakoś tam spychani na margines. Takie właśnie rzeczy chcemy pokazywać. Oczywiście, idziemy trochę pod prąd i żaden z nas – ani Ruksza, ani Dosiu, ani ja – nie może zagwarantować, że to się uda. Chcemy jednak pokazywać taki właśnie Bytom, pokazać tych ludzi, którzy robią coś dla siebie. Próbujemy po prostu zbudować jakąś formułę, spiąć te wydarzenia logiem Made In Bytom. Myślę, że część mieszkańców w ten sposób pozna swoje miasto na nowo, przyjrzy mu się, jak to się mówi, od zadku i zobaczy coś ponad ruiny Rozbarku czy rudery na Katowickiej.


PRZECIERANIE ALTERNATYWNYCH SZLAKÓW ROWEROWYCH, BYTOM-STOLARZOWICE.
PRZEWODNIK: MARCIN DOŚ (U GÓRY)


MIASTO ZRESZTĄ SAMO ZAKUPIŁO 10 ROWERÓW NA WYCIECZKI PO BYTOMIU...


Na koniec pytanie tradycyjne: co dalej? Co dalej? Nie wiemy, co dalej. Wiemy tylko jedno – nie chcemy wszystkiego firmować logiem Made In Bytom. Nie wiemy, czym się to skończy, chcemy znajdować różnych ludzi, poszukiwać maniaków, którzy zjeżdżają tu, żeby jeździć zabytkowymi tramwajami, kolejką wąskotorową, tych, którzy opiekują się bunkrami i zabytkami militarnymi. Pod tym logiem może się zmieścić naprawdę mnóstwo rzeczy, choćby coś w rodzaju campingu industrialnego, gdzie przez internet można będzie sobie zarezerwować kontener mieszkalny, który będzie ustawiany każdego dnia w innym, ciekawym miejscu Bytomia. Chcemy po prostu pomysłów promujących Bytom inny niż na reklamowych billboardach, a być może wtedy zajrzy do nas ta przysłowiowa pani Krystyna i spróbuje zrozumieć, za co ci wszyscy dziwni ludzie tak strasznie lubią to miasto. I to będzie sukces nasz i Bytomia.

***
Sukcesem jest chyba też to, że po zakończeniu rozmowy nie włączyłem sobie jak zawsze opcji „świńskim truchtem na tramwaj i z powrotem, do miejsc bardziej przystępnych”, tylko po raz pierwszy tak właściwie zapodałem sobie spokojny spacer po Bytomiu, starając się nie patrzeć na niego jak na miasto dotknięte klątwą, syfem i ubóstwem. Wąskie zaułki zamiast straszyć, zaczęły mnie zaciekawiać, zrujnowane kamienice pokazały kilka niesamowitych architektonicznych detali, Rozbark z żałosnej ruiny stał się miejscem, które być może wkrótce zostanie kolejnym symbolem miasta, w którym rodzą się pomysły na to, jak sprzedać wielowiekową historię wzlotów i upadków, nie kończąc na kostce Bauma i podświetlanych fontannach. A na przystanku przemiła pani Krysia poczęstowała mnie fajką.

tekst: Marceli Szpak | zdjęcia: Andrzej Kłodnicki (2), Małgorzata Grabowiecka (4)
ultramaryna, maj 2009



>>> program Alternatif Turistik (trwa do 20.05) tutaj i na www.kronika.org.pl








KOMENTARZE:

2010-07-21 20:26
Pewnie to także sposób na polubienie swego miasta. Można "sprzedać "także ruiny! Tylko dla mnie...chociaż już tutaj dawno nie mieszkam,to przepiękne miasto.Czyste,schludne,wspaniałe. I trzeba było tylko 50 lat,by je tak zniszczyć!! Wojna...nie tutaj nie było jej trzeba.Zrobili to ludzie,mieszkańcy.A może Państwo?? Okropne,bolesne-przynajmniej dla mnie.Pokazujcie ruiny.Osobiście wolę zachować w pamięci piękno powojennego Bytomia. Ale Wam chwała za chęci,za umiłowanie miasta.
Jan

2009-05-25 17:54
jeszcze niedawno szczytem awangardy w promocji miast były bilbordy reklamowe, a teraz proszę! niektórrzy urzędnicy szybko uczą się jak kreatywnie i tanio zrobić ferment wokół swojego miasta. bravo dla ludzi którym się chce!
sławoj

2009-05-16 21:29
Bytom da się lubić
bywacz


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone