Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | JAMIROQUAI: Kosmiczni kowboje w Spodku
sobota 15.12.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
JAMIROQUAI: Kosmiczni kowboje w Spodku

Rozmawiamy z perkusistą grupy Jamiroquai, Derrickiem McKenzie.
Ultramaryna: Jaki jest twój ulubiony styl w muzyce i jak się to odbija w brzmieniu Jamiroquai?
Derrick McKenzie:
Osobiście preferuję funk, soul, disco i także trochę rocka. A sposób, w jaki to czego słucham rzutuje na muzykę Jamiroquai, polega chyba na tym, że te gatunki najbardziej mnie kręcą i jakoś zmieniają mój styl grania. Ponadto wiele zależy od tego, czego słucham kiedy nagrywamy album – często ma to na mnie ogromny wpływ.

Muzyka Jamiroquai wyróżnia się przede wszystkim sposobem, w jaki mieszają się w niej różne gatunki muzyki. Jak uzyskujecie taki efekt? Chyba chodzi o to, że nie nakładamy na siebie żadnych ograniczeń. Wiele zależy od tego, jak ktoś zaczyna tworzyć dany utwór. Można zacząć od hip-hopowego bitu, jak w przypadku „King for a Day” i później nałożyć na to coś bardziej klasycznego. Tak zrobił wtedy Toby, który po prostu bawił się z dźwiękiem, nie robił tego na poważnie i nagle wyszedł z tego całkiem udany kawałek. Dla nas robienie muzyki to w pewien sposób zabawa, miksujemy wszystko co nam wpadnie w ucho, nie zważając na styl. Natomiast kiedy wchodzi w grę brzmienie elektroniczne, wtedy do akcji wkraczają Paul, Jay i Toby, którzy wyciskają z tych rzadkich, trudnych do zdobycia klawiszy i innych urządzeń szalone dźwięki, które charakteryzują brzmienie Jamiroquai.

Kto był twoim idolem jeśli chodzi o perkusistów? Czy miałeś okazję z którymkolwiek z nich się spotkać? Na pewno jest to Billy Coven, który gra na perkusji od bardzo wielu lat. Pochodzi ze Stanów, ale teraz mieszka w Szwecji. Niestety nigdy nie miałem okazji go spotkać, ale bardzo bym chciał. On był jednym z pierwszych perkusistów, którzy grali na podwójnym bębnie basowym – to były naprawdę szalone rockowe dźwięki. Innym perkusistą, którego chciałbym poznać jest Harvey Manson, który nagrywał wiele muzyki filmowej i pracował m.in. z Chakka Khan. On głównie nagrywa w studiu i muszę przyznać, że jego styl grania wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Granie na bębnach to pewnie ogromny wysiłek fizyczny. Czy jesteś na specjalnej diecie i wykonujesz jakieś ćwiczenia fizyczne? Jasne, chodzę na siłownię 4 lub 5 razy w tygodniu po około dwie godziny. Podnoszę ciężary, biegam i wykonuję wiele innych ćwiczeń. Szczególnie lubię bieganie. Moim celem jest osiągnięcie dystansu połowy maratonu olimpijskiego, jeśli uda mi się to zrobić, to będę bardzo z siebie dumny. Jeśli chodzi o dietę, to staram się jeść dużo warzyw i ryb. W ciągu dnia jadam sporo owoców i piję dużo wody – około 3 litrów dziennie.

Jak postrzegasz swoją rolę perkusisty w Jamiroquai, skoro w waszym brzmieniu słychać wiele syntetycznych dźwięków? Czy jest w tym wszystkim miejsce na zwykłą perkusję? Myślę, że moja rola jest całkiem istotna. Chociaż używamy wielu automatów perkusyjnych, jak Roland TD10 lub Yamaha DTX, to jednak mimo wszystkich możliwości, które one dają mój wkład jest bardzo ważny. Zazwyczaj odbywa się to w taki sposób, że nagrywam krótką partię perkusji i później jest ona obrabiana komputerowo. Najpierw kroją ten kawałek na krótsze części i wykorzystują później wybrane fragmenty w utworze. Tak było na przykład kiedy nagrywaliśmy „Stop, don’t panic” – nagrywali moją perkusję przez jakieś 5 minut, a potem wybrali najlepsze części, wprowadzili do komputera i zloopowali. Podobnie było w przypadku „Supersonic” – kiedy słucha się tego kawałka ma się wrażenie, że to żywe instrumenty i o to właśnie nam chodzi.

Czy wszyscy w zespole macie ten sam gust muzyczny? Czy zdarza wam się spierać o muzykę? Wszyscy słuchamy praktycznie tego samego: funku, jazzu, elektroniki i dance’u. Być może dlatego nie zdarza nam się sprzeczać o muzykę. A jeśli już to bardzo rzadko. Wtedy po prostu nakłaniamy siebie nawzajem do posłuchania czegoś innego.

Możesz nam zdradzić jak przebiega proces pisania piosenek? Czyje pomysły są preferowane? Zazwyczaj wygląda to tak, że ja proponuję jakiś beat, Toby wychodzi z jakimś akordem, a Jay wymyśla jakąś melodię. I może się to zacząć od każdego członka zespołu. Następnie nasze pomysły nagrywamy i później jeszcze nad nimi pracujemy. Czasami zdarzało się tak, że Toby miał jakiś akord, ale nie mieliśmy całej melodii, więc musieliśmy trochę improwizować i nagrywać to co nam się wydawało najbardziej odpowiednie. Za 3-4 razem w końcu zdajesz sobie sprawę z tego czy całość brzmi ok i co można ewentualnie zmienić. To jest po prostu proces eliminowania najgorszych fragmentów – te, które się nie nadają zostają wyrzucone lub odłożone na później, bo mogą się kiedyś przydać. Wszystkie te pomysły odnośnie muzyki powstają oczywiście mniej więcej w tym samym czasie, dopiero potem, na samym końcu Jay pisze słowa do muzyki. Jay nadzoruje cały proces nagrywania albumu i pilnuje, aby wszystko szło w tym samym kierunku, żeby nie było na jednej płycie różnych stylów, ponieważ to nie jest dobre. On czuwa nad wszystkim i to słychać w naszej muzyce.

Jamiroquai jest przez wiele osób utożsamiany wyłącznie z postacią Jay Kay’a, czy reszty zespołu to nie wkurza? Nie, absolutnie. Nie chodzi nam o to, żeby być w centrum zainteresowania. My po prostu kochamy grać muzykę i być w zespole, kumplować się. I to nam wystarcza. Oczywiście Jay Kay ma podpisany kontrakt z Sony Music, a my jako członkowie Jamiroquai mamy podpisane kontrakty z Jay’em i tak to działa. Pieniądze są z tego przyzwoite, więc nie można narzekać i wściekać się z byle powodu. Możesz mi wierzyć, że nie byłbym dobrym frontmenem, Jay robi to znacznie lepiej, a ja wolę grać z tyłu na bębnach.

Jaką dałbyś radę młodym perkusistom? Ćwicz ciężko, ćwicz najwięcej jak tylko możesz i wierz w siebie. Musisz wierzyć w to, co możesz zrobić i nie słuchaj innych, którzy mówią ci, że nie potrafisz tego dokonać. Staraj się grać tyle koncertów, ile tylko możesz, nawet jeśli nie dostaniesz za to pieniędzy. Zawsze to jakieś doświadczenie.

Jaką imprezę po koncercie wspominasz najmilej? Czy pamiętasz z niej cokolwiek? Najlepsze after party było w Argentynie, w klubie Tequila, który należy do mojego przyjaciela Oswaldo. To jeden z najlepszych klubów w Buenos Aires. Wpuszcza do niego jedynie wybrane osoby, ale nikogo sławnego tam nie uświadczysz. Po prostu, klub dla zwykłych ludzi. Impreza była świetna, super muzyka, wyśmienite drinki i wspaniali ludzie.

Rozmawiali: Agnieszka Psiuk, Kordian Wesołowski [Ultramaryna czerwiec 2002]






teksty
PRACOWNIA EDUKACJI ŻYWEJ: Jesteśmy ostatnim pokoleniem, dla którego natura jest naturalna
Coraz częściej podnosi się w publicznym dyskursie fakt, że przyroda w pozytywny sposób oddziałuje na człowieka. Modn... >>>

DANNY FIELDS: Danny mówi
Danny Fields – legenda zza kulis amerykańskiego przemysłu muzycznego, bohater tysiąca anegdot i licznych podpi... >>>

DAWID PODSIADŁO: Co przeżyte, to zaśpiewane
Z Dawidem Podsiadło, wokalistą będącym chlubą Dąbrowy Górniczej, rozmawiamy o osobistym charakterze właśnie wydane... >>>
komentarze: 15

JACEK BOŃCZYK: Dobrze się dzieje
Jacek Bończyk to w światku piosenki aktorskiej jedno z najważniejszych nazwisk. Pamiętny zwycięzca Przeglądu Piosenk... >>>

DZIELNICA BRZMI DOBRZE: Katowickie dzielnice brzmią bardzo dobrze
Tytuł Miasta Muzyki UNESCO zobowiązuje! Na szczęście w Katowicach dobrych dźwięków nie brakuje. Wystarczy tylko umieć je... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2018
10.08.2018
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2018
2.07.2018
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone