Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | STĘSKNIONA ŻONA GÓRNIKA I INNE NIESZCZĘŚCIA czyli stereotyp Śląska w filmach
poniedziałek 24.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
STĘSKNIONA ŻONA GÓRNIKA I INNE NIESZCZĘŚCIA czyli stereotyp Śląska w filmach

O Boże, gdzie ty mieszkasz! – wykrzyknął mój krakowski znajomy podczas tegorocznego festiwalu w Gdyni. Oglądaliśmy właśnie „Boisko bezdomnych” Kasi Adamik. Potem „Senność” Magdaleny Piekorz. Potem (w cyklu nagrodzone na festiwalach) „Benka” Roberta Glińskiego i „Gorący czwartek” Michała Rosy. I „Barbórkę” Macieja Pieprzycy. I „Moje miasto” Marka Lechkiego. I choć większość z nich to świetne filmy, już nie mieliśmy siły niczego więcej oglądać, bo wyszło na to, że jestem córką bezrobotnego górnika, mieszkam w rozpadających się familokach Nikiszowca, a moim hobby są spacery po hałdach i zbieranie węgla.

Filmowe mody przychodzą i odchodzą, ale ta trzyma się mocno. Śląsk we współczesnych polskich filmach to zlepek schematów, stereotypów i banałów, znanych autorom bardziej z opowiadań znajomych niż z autopsji. Jak gdyby reżyserzy i scenarzyści przyjeżdżali na Śląsk, przechodzili przez dworzec, jechali na wycieczkę (koniecznie autobusem miejskim) do Rudy Śląskiej i wracali do Warszawy z poczuciem, że oto otarli się o prawdziwą biedę i o rzeczywisty margines społeczny – a więc to, czego u siebie nie mają, a o czym opowiadać warto. Większość reżyserów widzi Śląsk jedynie przez pryzmat zamkniętych kopalń i całych tabunów górników (dodajmy: koniecznie bezrobotnych), jak gdyby nikt na Śląsku nie parał się innym zajęciem. Nawet jeśli pojawiają się filmy, w których bohaterowie walczą o jakiś lepszy los, to i tak są górnikami z dziada pradziada. Daleka jestem od idealizowania Śląska i patrzenia na niego przez pryzmat galerii handlowych i sztucznych uśmiechów hipermarketowych sprzedawców, ale czy w innych rejonach Polski nie ma bokowisk, biednych dzielnic i ludzi bez przyszłości? Nie mam też nic przeciwko górnikom i ich rodzinom, ale czy naprawdę jedynie losy fedrujących pod ziemią pokoleń budują naszą lokalną rzeczywistość?

Nie ma co ukrywać – poważne sprawy, takie jak przywiązanie do tradycyjnych wartości, są wciąż dla części Ślązaków istotne. Kłopot w tym, że dziś wszystko się tu miesza i przenika, a w polskim kinie dalej rządzą uogólnienia. Kiedy więc w kadrze pojawiają się kopalniane szyby i hałdy, możemy mieć stuprocentową gwarancję, że będziemy oglądać film o ludziach bez perspektyw, tkwiących w marazmie i biedzie. Co więcej, najprostszą drogą do zasygnalizowania widzowi, że nasz bohater pochodzi z najstraszniejszych i najmroczniejszych rejonów naszego kraju (czyli z Nikiszowca, Zabrza, Rudy Śląskiej lub podobno najmodniejszych w branży Lipin) jest nauczenie go kilku zwrotów po śląsku, zazwyczaj wypowiadanych z kiepskim i sztucznym akcentem.

Ilustracji takich niefortunnych pomysłów mamy na pęczki. Ot, na przykład wspomniany już film Kasi Adamik, która w sympatycznym skądinąd „Boisku bezdomnych” jednego z bohaterów (granego przez Bartosza Topę) unieszczęśliwia śląskim pochodzeniem. Górnik (to imię postaci) wraca do rodzinnego domu, brnie przez „nikiszowskie” (chyba) błota, by w końcu dowlec się do smutnej rzeczywistości swojego osiedla. Osiedle właśnie się rozpada, na podwórkach suszy się bielizna, a wszystko wygląda, jakby świat zatrzymał się w XIX wieku. W smutnym, maleńkim mieszkaniu czeka na Górnika stęskniona żona – prosta, ale szlachetna kobieta. Bo na szczęście w większości wypadków okazuje się, że Ślązacy choć prości, obdarzeni są nienagannie ukształtowanym kośćcem moralnym. Swoją drogą Adamik nie oszczędziła też głównego bohatera, byłego zawodnika Górnika Zabrze wrzuconego (dosłownie) do pociągu Intercity w stronę Warszawy na stacji Ruda Śląska Chebzie (licentia poetica i science fiction w jednym), który nie musi mieć akcentu, więc zachowuje wiarygodność.

Nie ma sensu pastwić się nad filmem Adamik, ale nie ulega wątpliwości, że to właśnie taki obraz Śląska w polskim filmie jest idealnym przykładem stereotypu, jaki od kilku lat z powodzeniem budują reżyserzy. Większość z nich – jak na przykład Sławomir Fabicki – ma ambicje pokazania świata bardzo realistycznie, dosłownie, wręcz turpistycznie, bez upiększania i przymilania się widzowi. Ale przesadzają. Nie znają realiów, oglądają Śląsk pobieżnie i wydaje im się, że zebranie dokumentacji oraz zrobienie kilku zdjęć w „podejrzanych” dzielnicach zamyka sprawę osadzenia historii wśród ludzi straconych szans. W rezultacie mamy rozwiązania nijak nie przystające do rzeczywistości, bo „złapane” przypadkiem, nie zawierające półtonów, a co za tym idzie – banalne. Rodzą się potem takie opinie, jak to streszczenie „Z odzysku” autorstwa Marcina Kamińskiego z portalu Filmweb: „Wychowywany bez ojca 19-letni Wojtek mieszka na Śląsku. Tam świat ma szary kolor, a wśród upadłych kopalń i dzielnic nędzy trudno patrzeć z wiarą w przyszłość. Nawet miłość jest tu trudniejsza.” Ale co można napisać o filmie, w którym bohater staje przed wyborem: praca u gangstera albo w rzeźni?

Nieszczęsny stereotyp ma w polskim kinie długą tradycję zapoczątkowaną przez słynną trylogię (a jeśli liczyć „Śmierć jak kromka chleba”, to tetralogię) Kazimierza Kutza. Rzadko jednak pamiętamy, że Kutz opisywał świat, który odszedł. Sensem jego kina był zapis rzeczywistości, której już nie ma lub która właśnie odchodzi, której nie sposób zatrzymać i której zatrzymywać nie ma sensu. Nie ma jednak co ukrywać, że to dzięki filmom Kutza reszta kraju uświadomiła sobie, że nigdzie nie ma takich kopalń jak u nas...

Nim nadeszła moda na biedny Śląsk przez moment błysnął promień nadziei. Po „Wojaczku”, a przede wszystkim po absolutnie fantastycznym „Angelusie” (w którym gwara nie brzmiała ani jak rynsztokowy slang, ani jak recytacja rodem z Mazur) wydawało się, że reżyserzy – oszołomieni zainteresowaniem, jakie towarzyszyło premierom obu filmów Lecha Majewskiego – wyruszą na poszukiwania Śląska mitycznego i magicznego jednocześnie. Poszukiwanie legend skończyło się jednak równie szybko, jak się zaczęło i właściwie nikt nie poszedł drogą Majewskiego. Są jednak jaskółki nadziei, jak „Co słonko widziało” Michała Rosy, „Drzazgi” Macieja Pieprzycy czy – zeszłoroczny zwycięzca nowohoryzontowego konkursu Nowe Filmy Polskie – „Raj za daleko” Radosława Markiewicza, gdzie naturszczycy mówią pięknie brzmiącą gwarą, a cała historia jest ciepła i pogodna. Miejmy nadzieję, że takich filmów będzie więcej, bo trudno całymi godzinami tłumaczyć, że na Śląsku też rosną drzewa, są jakieś uczelnie i nie wszyscy ojcowie to górnicy...


tekst: Joanna Malicka
ultramaryna, październik 2008



>>> przeczytaj także wywiad z Maciejem Pieprzycą








KOMENTARZE:

2009-01-28 13:09
Moja rodzina pochodzi z dziada pradziada ze Śląska, nawet mój dziadek nie był górnikiem. Ja sama mam wkształcenie artystyczne.Faktycznie moja hanyska rodzina może być przykładem że tu mieszkali i mieszkają nie tylko górnicy.Mam dwie kumpele które mieszkają na Nikiszu i żadna nie jest z patologicznej rodziny. No ale... śląsk to pustka kulturalna, gdzie jedynie powodzeniem cieszą się koncerty, oczywiście darmowe -tak zwane spędy przy piwie na trawce.(np:Gwarki, czy dni Bytomia lub Chorzowa), gdzie w sumie o kultuę trudno. W galeriach pustki, na wernisażach zawsze te same twarze, a i tych mało, o klubach dyskusyjnych czy wieczorkach poetyckich nie słyszałam,jak chodzę do teatru to raczej z rzadka trafiam na pełne widownie. Mogłabym tu się tu rozpisywać, tylko po co, jest jak jest i sami jesteśmy winni sobie. Natomiast wcale nie dziwie się przyjezdnym że tak odbierają naszą aglomeracie, Katowice wyglądają fatalnie i w ogóle nie rozumiem czemu ludzie tak ochoczo głosowali na Uszoka, skoro nic nie robił . Nawet w tym roku na święta Katowic porządnie nie udekorowano. Kocham tą ziemie i nie wyobrażam sobie mieszkać gdzieś indziej(mój mąż- gorol, puka się w głowę i mówi że jestem nienormalna)i dlatego tym bardziej przykro mi na to wszystko patrzyć .
ola

2009-01-22 11:31
do hanysa: stary, Ty mylisz decentralizację z rozbiciem dzielnicowym. A w UE o przebiegu autostrad nie decydują samorządowcy, tylko ekologiczne lewactwo (ci to się dopiero liczą ze zdaniem społeczności lokalnych; przykład-Augustów). Jeśli stołeczność Warszawy to centralizacja, to stołeczność Brukseli to megacentralizacja, w dodatku dewiacyjno-lewacko-prusacka. A co do dróg powiatowych, to już teraz o ich przebiegu decydują samorządowcy (cząsto robiąc to fatalnie). I bzdurą jest twierdzenie, że jak polityk samorządowy mieszka blisko ludzi, to o nich dba; właśnie w samorządach powstają najgorsze, najbardziej uciążliwe dla zwykłych ludzi sitwy i jeśli nie będą one miały nad sobą żadnego bata w postaci władzy centralnej, to będą właściwie niezniszczalne. Zaś zamożność bierze się nie z rozbijania struktur państwa, ale z niskich podatków i prostego prawa, a żeby to nastąpiło, to trzeba zniszczyć system okrągłostołowy i konstytucję z 1997 r. A miłość do PRL-u to domena okrągłostołowców; Okrągły Stół zakonserwował w Polsce dużą część PRL-u.
lutek

2009-01-22 11:13
do >>hanysa
lutek

2009-01-22 11:05
do >>hanysa
lutek

2008-12-19 10:49
Przykłady bardzo trafne. Tylko pytanie: czy to dobrze czy źle? To już raczej zalezy od pogladów. Nasze są rózne, ja Cię nie przekonam do swojego proregionalnego stanowiska, Ty mnie nie przekonasz do swojego centralistycznego. Wolę, żeby o tym czy obok mojego domu przejdzie trasa ekspresowa czy o wybudowaniu szpitala decydował polityk, który mieszka w okolicy (lub w sąsiednim mieście) i zna lokalne warunki. Nie chcę żeby decydował o tym polityk z centrali, który nie ma o tym pojęcia. Ciekawy jestem jakby się czuli mieszkancy Warszawy, gdyby o ich losach, o ich okolicy decydowali np. politycy z Poznania czy Bydgoszczy. Czemu Polacy tak boją się samorządności regionów? Przecież to zdrowe podejście, "oddanie władzy w ręce ludu". Skąd te przywyczajenia do centralistycznej władzy - jak w PRLu?
hanys

2008-12-18 12:23
Pisząc "w Europie robi się tak,że regiony mają większą samorządność" masz, jak mniemam, na myśli Unię Europejską, a ta organizacja ma pod względem tradycji i ideologii więcej wspólnego z bolszewią niż z Europą i europejskością. I UE żeczywiście promuje regionalizmy, ale nie dla dobra zwykłych, mieszkających tam ludzi, tylko dlatego, że regionom łatwiej narzucać brukselsko-berlińsko-paryskie dyrektywy, niż całym krajom; skutki tego będziemy oglądać najprawdopodobniej w ciągu dekady, gdy od Hiszpanii odpadną Katalonia, Baskonia, być może Galicja(tendencje separatystyczne, mniejsze lub większe, są jeszcze w 14 regionach Hiszpanii), od Wielkiej Brytanii-Szkocja (a być może w jej ślady pójdzie i Walia), od Francji-Korsyka (a po powstaniu państw: baskońskiego i katalońskiego zapewne skrawki tych regionów, znajdujące się po stronie francuskiej będą chciały się przyłączyć do "macierzy"; ruchy separatystyczne są też w celtyckiej Bretanii), od Rumunii-zamieszkany w dużej części przez Węgrów Siedmiogród; Bratankowie jątrzą w południowej Słowacji i w Serbskiej Wojwodinie (Serbia, na swoje szczęście, nie jest jeszcze w UE), istnienie Belgii to kwestia kilku lat; chyba więcej przykładów nie trzeba.Koleżko >>hanys
lutek

2008-12-15 13:05
lutosław nakręć o tej teorii spiskowej film. na pewno znajdzie odbiorców wśród Polaków szukających spisków na każdym kroku. domyslam się, że Gazeta Wyborcza należy do "szarej sieci" oplatającej Polskę ;). W Europie robi się tak, że regiony mają większą samorządność (Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania) i zarządzają w znacznej mierze same sobą. Rola państwa ogranicza się do polityki zagranicznej i kilku innych kwestii, którymi zajmujący się np. budową dróg lokalnych, szpitali, centrów kultury region nie musi zaprzątać sobie głowy. A "Oberschlesien" to nic innego jak odwołanie do wielokulturowej (w tym wypadku pruskiej) tradycji Śląska - nie tylko Górnego.
hanys

2008-12-03 17:47
czorny jak wągiel!
666

2008-12-03 14:55
to dopiero czarny scenariusz!
kot

2008-12-03 12:40
Nie ma, kretyni, żadnej polskiej kinematografii, jest kinematografia michnikowszczyzny, która, funkcjonując od czasu Okrągłego Stołu, kręci filmy mające na celu zakompleksianie, upokarzanie i odbieranie poczucia własnej wartości oraz dumy narodowej Polaków-nie tylko ze Śląska. Ogromna część tej kinematografii opowiada o nieudacznikach, żulach, dewiantach, debilach, zgwałconych dziewczynach, patologicznych rodzinach itp., mieczkających w rozpadających się obskurnych miejscach takich jak sypiące się kamienice, blokowiska, familoki, czy wsie; i nie dotyczy to wcale tylko Śląska, bo jest to inżynieria społeczna wobec całej Polski (vide "Cześć Tereska" czy "Edi"). Na Śląsku ma to zjawisko jeszcze dodatkowy aspekt: tu michnikowszczyzna próbuje rozbić spójność narodu polskiego poprzez dzielenie Polaków na rdzennych("Ślązaków", którym w "Gazecie Wyborczej", w niemieckich gazetach polskojęzycznych i na portalach, wmawia się, że nie są żadnymi Polakami, że są krzywdzeni, a w ogóle to są prawie Niemcami vide popularne ostatnio hasełko "Oberschlesien"; w ten sposób wywołuje się w nich poczucie frustracji, pretensji i w końcu nienawiści wobec Polski i ich własnej, dotychczas, polskości) i nierdzennych(Polaków). Działania te można nazwać depolonizacją poprzez regionalizację tożsamości. Żeby Polacy ze Śląska w przyszłości już nie jako jeden naród, ale jako "Ślązacy" i "Polacy" naparzali się między sobą jak Tutsi i Hutu. A że narody można sztucznie tworzyć, pokazuje przykład Mołdawii, gdzie z tamtejszych Rumunów Rosja Sowiecka zrobiła naród mołdawski. Warto też odnotować, że przy operacji depolonizacji Śląska widać coraz wyraźniej współpracę michnikowszczyzny ze środowiskami niemieckimi (czyżby World Jewish Congress odwdzięczał się Niemcom za płacone od kilkudziesięciu lat przez RFN i przemysł niemiecki ponadstumiliardowe "odszkodowania"?). Tak więc , na koniec warto zaznaczyć przewrotność michnikowszczyzny: najpierw jej funkcjonariusze w kinematografii kręcą filmy, przedstawiające obraz Śląska jako obskurny, a potem jej funkcjonariusze w mediach-zwłaszcza w "Gazecie Wyborczej"-wypisują jak to strasznie jest przedstawiany Śląsk w "polskich filmach"(te filmy są tak samo polskie, jak "Gazeta Wyborcza"-przedstawiciele innego narodu tym kierują, bynajmniej nie polkiego). A potem gdzieś w okolicy pojawia się projekt autnomii(najpierw autonomia, potem secesja, a na końcu przyłączenie do Rzeszy). TAK TO SIĘ ROBI W UNII EUROPEJSKIEJ!!!
lutek

2008-11-17 20:45
Dzięki za ten tekst! Mieszkam i studiuję na Śląsku dopiero od czterech lat, ale mimo że jestem gorolem, nie czuję się tu całkiem obco. Lubię czasem wsiąść do pociągu w Katowicach, wysiąść parę stacji dalej, powłóczyć się po ulicach i wrócić. Lubię wejść do małego sklepu i posłuchać, jak sprzedawca mówi gwarą. Lubię klimat starych dzielnic, zamglony i zadymiony, i róże na kamienicy poczty na Nikiszowcu. I nie widzę jakoś ulic pełnych zrezygnowanych ludzi bez perspektyw, bieda taka jak i gdzie indziej, ni mniej , ni więcej. Dlatego zastanawiało mnie to, że obraz kreowany przez kino, ale też przez dokumenty telewizyjne ( mroczne reportaże np. z dzielnicy Bobrek w Bytomiu , brrrr ) odbiega tak od mojego. Ale cieszę się, że to nie mój świat przez różowe okulary, ale też wasze zdanie :) Dzięki
El*a

2008-10-16 09:42
fajnie ,że ktoś W KOŃCU to zwerbalizował. Obawiam się ,że niestety nie dotyczy to tylko Śląska .. patrząc na przekrój naszej kinematografii promowanej jako ta "z wyższej" półki jesteśmy krajem i narodem żywcem wyciągniętym z hip-hopowego tekstu o beznadziei otaczającej ławkę , z której tyłka niemożność jest podnieść. Wiatr nam ciągle w oczy i kłody pod nogi. Tacy biedni i zniewoleni patrzymy tępo w przyszłość jak wyczekuje się tramwaju na "Zantce" . Bezsilni ,niesamodzielni, w głębi serca szlachetni...Doprawdy można mieć tego powyżej uszu. Paradoksalnie świat z Angelusa bliższy jest realiom niż wszystkie te razem wzięte filmy z manierą naturalistyczną, które z naturą mają tyle wspólnego co wypchana wiewiórka na telewizorze.
zuza

2008-10-14 17:37
>zgadzam się całkowicie z komentarzem redaktora naczelnego REAKTORA naczelnego, nie reDaktora (nick niżej to nie literówka). Szczegóły (i zarazem próba odczarowania negatywnego wizerunku naszego regionu) na uppersilesia.blogspot.com (niestety z powodu braku czasu rzadko aktualizowany, ale na szczęście mamy informator regionalny ULTRAMARYNA). Opcjonalnie zapraszam do społeczności internetowej i przyjaciół naszego regionu na MySpace: myspace.com/uppersilesia
reaktor naczelny

2008-10-12 12:51
Nie sztuka zobaczyć brzydotę, sztuką jest dostrzec piękno. Mieszkam na Śląsku i potrafię dostrzec piękno tego miejsca. Poza tym, Polacy!!! Wyobraźcie sobie, że mój tata jest motorniczym! Wierzycie?! Zobaczcie, nie jest górnikiem!!! Wyobrażenie Polaków na temat Śląska wynika z NIEWIEDZY i NIEZNAJOMOŚCI świata. Przyjedź, zobacz (wszystko, a nie że ktoś przyjedzie poogląda specjalnie akurat te najgorsze dzielnice i pojedzie z powrotem), oceń i poczytaj. Typowi starzy Ślązacy, zaś twierdzą, że tzw. gorole (czyli Polacy poza Śląskiem) są snobami i interesuje ich TYLKO kasa. I co na to Polacy? Jak się czujecie?
Sakina

2008-10-12 11:21
Dobrze, że są ludzie, którzy są w stanie łamać stereotypy dotyczące regionu w którym mieszkam. Jak dla mnie polskie kino powinno pokazywać to jak cała ta biedota z Polski szczególnie z Mazur, przyjeżdżała na Śląsk za kawałkiem chleba. I że już prawdziwych Ślązaków już nie ma i gwara nasza została zniszczona przez goroli. To powinno się nakręcić! To jak Sosnowiec z "dziury zabitej dechami" stał się drugim największym miastem w aglomeracji. To, że pokazują biedę to również pokazują nie tylko Ślązaków ale również Polaków, którzy myśleli że Śląsk będzie dla nich ziemią obiecaną. I oczywiście zgadzam się całkowicie z komentarzem redaktora naczelnego.
Awatif

2008-10-08 15:16
Brawo! Oby więcej takich tekstów w Ultramarynie! Stereotyp biednej krainy węgla i stali to mit. Mamy wspaniałych reżyserów, fotografików, aktorów, plastyków, muzyków, informatyków czy architektów. Na szczęście są jeszcze takie osoby jak Pieprzyca. Dzięki nim Polska może zobaczyć nasz region w nieco cieplejszym świetle.
reaktor naczelny


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone