Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
środa 18.09.19

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ŁUKASZ CZUJ: Teatr jest formą obiektywną

Łukasz Czuj jest reżyserem od zadań specjalnych. Jego zainteresowania koncentrują się wokół absurdu w służbie ludzkości. Służbie trudnej i brudnej, bo ze spektakli Czuja płynie wniosek, że absurd zwykle kwitnie i służy za ostatnią deskę ratunku w warunkach ekstremalnych, w opresyjnych państwach, w atmosferze zbliżającej się zagłady. Stąd u Czuja fascynacja twórczością Oberiutów („Tango Oberiu”), dekadencją niemieckiego kabaretu lat 30. („Opowieści jedenastu katów”) czy groteską u Bułhakowa („Mistrz i Małgorzata”). Jednym z projektów, do których od dawna się przygotowuje, jest realizacja dramatu „Komedia obozowa” Roya Kifta, opartego na historii kabaretu Karuzela działającego w getcie w Terezinie. Z reżyserem rozmawiamy tuż przed premierą przegotowywanej przez niego adaptacji „Przygody fryzjera damskiego”.


Artur Święs w tytułowej roli

Ultramaryna: Na ile „Przygoda fryzjera damskiego” jest przedstawieniem uniwersalnym, a na ile czerpie z tła powieści, to znaczy z pokazanego w krzywym zwierciadle klimatu frankistowskiej Hiszpanii?

Łukasz Czuj: Nie przenosimy jej w żadne inne realia. Oddech faszystowskiego systemu pozostaje w tle. Jest on zresztą podobny do tego, co się stało u nas. My też wyszliśmy z podobnego systemu i ten system pozostał nam w głowach, zachowaniach, sposobie myślenia, pewnych systemach wartości. Hiszpanie zmagali się z czymś niemal identycznym, choć u nich miało to formę bardziej agresywną. Mamy oczywiście zupełnie inne korzenie, ale ten stan wychodzenia z opresji wygląda u nas bardzo podobnie.

Tyle że kiedyś wspomniałeś, że my nie potrafimy sobie z tym stanem w podobny sposób poradzić. A przecież reakcją na absurd PRL-u były u nas filmy Barei. Absurd tamtego czasu zaczęliśmy odkrywać post factum. Filmy Barei zaistniały w pełni dopiero, gdy rzeczy, o których się w tych filmach mówiło, już nie istniały. Dopiero wtedy dostrzegliśmy ich walory artystyczne. Natomiast jakoś nie potrafimy sobie opisać obecnej rzeczywistości, nie potrafimy spojrzeć na nią w innych kategoriach, zobaczyć jej groteskowość. Wszystko jest bardzo serio, bardzo poważnie, pełne rzekomo głębokiej analizy, która w gruncie rzeczy okazuje się szalenie powierzchowna, bo czasami sprowadza się tylko na przykład do opisywania mechanizmów politycznych.

A może to sprzężenie zwrotne? Kiedy rzeczywistość sama w sobie jest absurdalna, nie mamy ochoty odreagowywać absurdu absurdem, więc zamiast wsypywać go sobie jeszcze do sztuki, idziemy w martyrologię? Może to stąd popularność „Katynia” i obchodów powstań wszelakich? Myślę, że to raczej wynika z tak zwanej łatwizny. Łatwo jest obchodzić święta narodowe i pochylać się nad bohaterskimi czynami, bo to dość oczywiste. Nikt nie może się skrzywić na to, że na przykład na nowo odkrywamy Katyń. Nawet nie wolno nam się krzywić.

Wracając do „Przygody...”, muzyka Jacka Łągwy idzie raczej wzdłuż akcji spektaklu czy ją kontrapunktuje? Ma jakby dwa oblicza. Czasem jest rodzajem kontrapunktu, a czasem jest motorem, jakby mechanizmem rozkręcającym szaleństwo tego świata. Wbrew pozorom w spektaklu nie ma wiele muzyki. To nie jest musical. Muzyka jest tu pewnym elementem świata przedstawionego, ale nie jest to element podstawowy.

Nie sądzisz, że na tle pozostałych twoich dokonań „Przygoda...” będzie pozycją najlżejszą? Pozornie tak, ale tylko pozornie, dlatego, że sięgamy w odrobinę inne rejony niż Mendoza. W książce Fryzjer jest właściwie bohaterem bez twarzy. Nie ma imienia ani nazwiska. W spektaklu on ma już konkretną twarz, jest w konkretnym wieku i ma konkretną perspektywę życiową. To oddziałuje na cały spektakl. Nie przypadkiem główną rolę gra niemal mój rówieśnik. W pewnym momencie zaczynamy tę historię czytać przez siebie. I staje się ona pomysłem na ucieczkę przed normalnym, zwykłym życiem w szaleństwo, w jakąś dziwaczną fikcję. Książka ma narrację pierwszoosobową, więc to narrator tworzy cały ten świat, i tworzy go także sposób, w jaki narrator o nim mówi. Ten świat jest zamknięty w języku, więc jest to coś skrajnie subiektywnego. Teatr jest formą obiektywną. Coś, co znajdowało się w głowie narratora, nagle z niej wyłazi i rozłazi się nam na całą scenę, a wtedy zaczyna dominować nawet nad narratorem.

tekst: Pola Sobaś-Mikołajczyk | zdjęcie: Tomasz Zakrzewski
ultramaryna, maj 2008



„Przygoda fryzjera damskiego” – Łukasz Czuj na podst. powieści Eduardo Mendozy; adaptacja i reżyseria Łukasz Czuj, teksty songów Michał Chludziński, muzyka Jacek Łągwa, scenografia Michał Urban, ruch sceniczny Maćko Prusak, kierownictwo muzyczne Jerzy Jarosik. Wyst.: Artur Święs (gościnnie), Anna Sroka (gościnnie), Jarosław Czarnecki, Mirosław Książek, Anna Ratajczyk, Elżbieta Okupska, Maria Meyer i in.

prapremiera: 16 maja 2008
>>> czytaj więcej








KOMENTARZE:

2008-05-21 18:05
szkoda że kolejne przedstwaienie na śląsku, które się fajnie zapowiada jest słabe... ale się wybiore żeby sprawdzić osobiście;)
mucha

2008-05-20 13:21
Nareszcie pojawiły się komentarze dotyczące premierowego spektaklu.Mam nadzieję, że nie zostaną usunięte jako niewygodne i widzowie nie będą już wprowadzani w błąd, że "oglądają komedię z przepięknymi songami"PoLECAM PRZECZYTANIE KSIążKI, BO SZKODA CZASU NA TEN SPEKTAKL.NIESTETY...
rtv12

2008-05-20 13:12
Dawno nie oglądałem tak nieudanego spektaklu!Może reżysera należy zmienić lub doedukować?!!Szkoda trudu całego uwielbianego prze ze mnie zespołu teatru.Cóż biedni mogli zrobić z tak fatalną adaptacją i pod okiem ...amatora, bo reżyser, to jednak zbyt duże słowo i wycofuję się z niego.Mnie też nie udało się przekonać premierowych widzów, że uczestniczyli w wielkim wydarzeniu.No chyba, że ktoś im to wmówi( a słyszałem o takich zapędach).
milhouse

2008-05-19 15:19
Po raz pierwszy zdarzyło mi się opuścić sztukę po dwóch aktach nie czekając na trzeci.... chyba czegoś nie zrozumiałem przez dwie i pół godziny wysiadywania w nowych fotelikach w Teatrze Rozrywki. Moje niezrozumienie mogłem podzielić z około 30 osobami, których spotkałem już na ulicy, którzy również do trzeciego aktu nie dotrzymali. Chyba muszę przeczytać książkę, żeby zlikwidować niesmak po sztuce, którą naprawdę próbowałem zrozumieć.
booobooo


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej dzień tygodnia zaczynający się na literę s:
teksty
JERZY JAN POŁOŃSKI: Nie pytaj mnie o cyrk
Obejmujący we wrześniu scenę Teatru Miejskiego w Gliwicach Jerzy Jan Połoński znany jest z tego, że nieignorującym... >>>

BARBARA RUPIK: Malarstwo zaklęte w filmie
Spośród ok. 2 tys. zgłoszeń prezentujących dorobek 366 szkół filmowych z całego świata do tegorocznego konkursu... >>>

ŚLĄSCY FREEGANIE: Nie konsumują życia. Żyją je.
Ile jedzenia wyrzucamy? Ile niepotrzebnych rzeczy kupujemy? Najpierw cyfry, które przemawiają do wyobraźni: wyprod... >>>
komentarze: 1

ANIA SUNDSTROM: Niepoważne instrumenty, poważne tematy
Ania Sundstrom w rodzinnym Bytomiu pojawia się rzadko, bo czas dzieli między muzykologiczne konferencje na całym świ... >>>

PAWEŁ KULCZYŃSKI: Rozmowa przy pierwszej kawie
Lautbild, Tropajn, Wilhelm Bras – nazwy kojarzące się z ciągłym poszukiwaniem nowych środków muzycznego wyrazu... >>>

KATARZYNA WITERSCHEIM: Śląsk na różowo
Trudno się nie zdziwić, gdy jedną z najciekawszych opowieści o historii Górnego Śląska, doskonale obrazującą tygiel... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2019, wszystkie prawa zastrzeżone