Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ZAWÓD: PRODUCENT
środa 26.07.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ZAWÓD: PRODUCENT

Piotr Ledwig to producent filmów „Emilka płacze” (2006) i „Ballada o Piotrowskim” (2007), które zdobywają liczne nagrody na festiwalach filmowych. Co ważne, obrazy te kreują autorską odważną wizję świata, poetycką, a zarazem realistyczną. Piotr jest wielkim pasjonatem kina. W ubiegłych latach organizował w Katowicach przegląd twórczości Jerzego Skolimowskiego. Od 2004 współpracuje z Teatrem Korez przy organizacji cyklicznych przeglądów filmów krótkometrażowych studentów szkół filmowych z Polski i zagranicy. W 2005 w ramach 8. Festiwalu Filmów Kultowych w Katowicach zorganizował przegląd filmów będących adaptacjami dzieł literackich Stanisława Dygata. Rozmawiamy z nim o tym, co to oznacza być producentem w dzisiejszych czasach.



Ultramaryna: Powiedz, dlaczego powstała Aurora Film Production i czym się zajmujecie jako firma produkcyjna?
Piotr Ledwig: Aurora powstała po to, żeby nasza „Emilka...” (film Rafała Kapelińskiego oraz Pawła Dyllusa) w ogóle mogła oficjalnie powstać. Musieliśmy mieć firmę, bo tego wymagały różne instytucje. Żeby móc otrzymywać faktury, kupując materiały do filmu czy żeby starać się o dofinansowanie. Poza tym firma pracuje, wyrabiając sobie markę. Widać wyraźnie czy to, co w niej powstało, gdzieś się pojawiło, czy miało jakąś emisję kinową, czy telewizyjną, czy było DVD w sprzedaży. To wszystko wpływa na potencjalną ocenę wniosku, kiedy starasz się o dofinansowanie.

Czyli zawód producenta filmowego polega w dużej mierze na tzw. montażu finansowym? Poza tym, że produkujesz film, zbierasz kasę, żeby go zrobić. A film jest najdroższą ze sztuk. No tak, filmy nie są tanie. Jak na taki krótki metraż – „Emilka...” trwała pół godziny – miała większy budżet niż przeciętny film o takim metrażu. Przy „Piotrowskim” wyglądało to inaczej: oszczędności z paru źródeł, do tego nagrody, które dostała „Emilka...”, plus duża pomoc paru firm, przyzwoite rabaty i zaufanie do mnie, które sobie wypracowałem przez parę lat pobytu w szkole, zaufanie do autora zdjęć Pawła Dyllusa, które zdobył jako artysta oraz, przede wszystkim, do Rafała Kapelińskiego – reżysera. To nie była gotówka. Nie wyglądało to tak, że ja wychodzę ładnie ubrany i idę przekonywać jakiegoś wielkiego bankowca, żeby nam dał milion złotych na film.

Czyli mitem jest inwestowanie prywatnych osób w polski film, w młodych twórców niezależnych? Nie ma tzw. mecenasów? Skończyło się chyba na filmie „Chopin – pragnienie miłości”, kiedy bank zainwestował i się to nie zwróciło... Ja przynajmniej się nie spotkałem z mecenasami. Ze sponsorami oczywiście – ale to nie jest za darmo. Nazywa się ich mecenasami, ale mecenas to w rozumieniu encyklopedycznym ktoś, kto „udziela wsparcia finansowego artystom, instytucjom kulturalnym lub naukowym bez żadnych zobowiązań ze strony obdarowywanej”. W moim rozumieniu mecenas to jest ktoś bezinteresowny i z reguły powinien być anonimowy. Ja z kimś takim nie miałem styczności.

W jakiej mierze pomagają wam nagrody? Możecie robić to, co chcecie? Robicie kino autorskie. Było parę nagród finansowych, pozwoliły trochę odetchnąć, ale to był nieznaczny wkład w koszt filmu. Przede wszystkim nagrody pomagają w ten sposób, że pozwalają zaistnieć w świadomości. Np. nasza nagroda w Gdyni. Każda kolejna nagroda pomagała. Przydało się to w różnych sytuacjach międzyludzkich. Kiedy dzwonisz do kogoś, jesteś w lepszej sytuacji, możesz się jakoś przedstawić, powiedzieć to i to zrobiłem, zobacz sobie, idziemy w takim kierunku, takie filmy chcemy robić.

Porozmawiajmy o kolejnych projektach. Czy będziesz współpracował dalej z Rafałem i Pawłem, czy jesteś człowiekiem do wynajęcia? Jestem człowiekiem do wynajęcia. Na szczęście Rafał dużo uwagi przywiązuje do przygotowań, do pre-produkcji i samej produkcji. Na każdym etapie jest to mocno przygotowana osoba, przywiązująca wielką wagę do każdego szczegółu. To się przekłada na całość danego projektu. Do tego dochodzi jeszcze geografia, czyli odległość między Polską a Londynem, bo Rafał mieszka w Londynie. Tak więc montaż to nie jest tak, jak w niektórych przypadkach, że wchodzi się na dwa tygodnie do montażowni i 24 godziny montuje i montuje. Zrobiliśmy z Rafałem dwa dokumenty. Obecnie montuje się dokument o polskim pilocie zestrzelonym nad Francją w czasie II Wojny Światowej. Po Gdyni zdecydujemy, z którym scenariuszem i projektem ruszamy.

Nie jesteś zły, że „Ballada o Piotrowskim” nie dostała się do jednego z dwóch konkursów w Gdyni? Miło by było być w głównym konkursie, ale jeszcze nie teraz. „Ballada o Piotrowskim” to 55-minutowy film. Na główny konkurs musimy poczekać. Teraz jest dobrze tak jak jest.

Jakie cechy powinien mieć producent filmowy działający w dzisiejszych czasach? Co ci pomaga? Nie wiem, co pomaga. Chciałem zawsze się zajmować kinem i to robię. Sprawia mi to przyjemność.

Czego nauczyła cię szkoła filmowa? Szkoła dała mi szansę nauczenia się o problemach, obowiązkach bycia kierownikiem produkcji. Na pierwszym roku, jak i na kolejnych latach, prawie każdy student – czy to z operatorki, czy reżyserii – sam nosił kable, brał lampy i poprzez własnoręczne dotykanie uczył się. Nie uczyłem się z katalogu lamp, tylko nosiłem je na niejednym planie. Szkoła dała szansę nauczyć się podstawowych problemów, jakie są na planie. Są sytuacje, których człowiek sobie zupełnie nie wyobraża, a są to rzeczy zupełnie normalne, np. wynajmujesz mieszkanie, kręcisz, chcesz mieć spokój, a tu kłótnia za ścianą albo ktoś puszcza głośno muzykę, zaczyna remont mieszkania itp... Tego się z książki nie nauczysz, to jest swego rodzaju praktyka.

Czyli musisz być swego rodzaju negocjatorem z rzeczywistością? Moim zadaniem jest danie komfortu pracy każdemu pionowi, reżyserowi przede wszystkim, operatorowi. To jest niestety trudne, bo środki są takie, jakie są i jest to sztuka kompromisu. Kierownik powinien umieć rozmawiać z ludźmi, począwszy od ciekawskiego podchmielonego pana na ulicy.

Jakie są najbliższe plany Aurory? Jako Aurora wspólnie z Rafałem musimy podjąć decyzję, z którym projektem ruszamy. Czekamy na jakieś efekty po Gdyni. Zobaczymy, jaki będzie odbiór „Piotrowskiego”, czy to nam jakoś pomoże w dystrybucji, czy w kolejnych krokach. Poza tym rozmawiamy na temat dwóch projektów: jeden to 20-minutowy film młodego zagranicznego reżysera oraz eksperyment filmowy pewnego cenionego polskiego twórcy.

Skąd w Polsce bierze się ten sztuczny podział na kino profesjonalne i kino offowe, niezależne? Z jednej strony to rozumiem, bo ktoś kończy szkołę filmową i jest filmowcem profesjonalnym, ktoś nie robił szkoły i jest w offie, ale są u nas dziwne klasyfikacje np. Matwiejczyk znalazł się w konkursie głównym, wy jesteście uważani za kino niezależne, co niekiedy jest równoznaczne z offem. To dziwny podział, prawda? Tak. Rafał skończył szkołę londyńską, Paweł operatorkę w Katowicach, ja produkcję w Katowicach, jak i reszta ludzi, która z nami pracowała. Są to ludzie od lat zajmujący się profesjonalnie filmem.

Tylko, że kino niezależne często jest u nas synonimem offu. Dla mnie off to amatorskie kino realizowane przez pasjonatów, bardzo skromnymi środkami. Podziały są sztuczne. Powstały w tamtym roku film „Dublerzy” jest to jak najbardziej kino niezależne, tylko że zrobione za duże pieniądze jakiegoś bogatego pana. Nikt nie mówi czy to jest zależne/ niezależne. „Testosteron” realnie też jest niezależnym filmem: 4 miliony i ani jednej złotówki państwowej.

Za granicą wasze filmy określane są hasłem „za tak niewielkie pieniądze taki dobry efekt”. W rzeczywistości wartość tych filmów jest o wiele większa, ale dzięki dobrej woli ludzi i instytucji, które chciały nam pomóc po prostu zrobić coś fajnego, nie kosztowały one tak wiele, jak powinny. Zarobek dla ludzi pracujących z nami nie był głównym priorytetem.

Jakie są szanse, żeby „Emilka płacze” oraz „Ballada o Piotrowskim” znalazły się w kinowej dystrybucji? „Emilka płacze” ma podpisaną umowę z dystrybutorem od roku, była w kinach, krążyła raczej na przeglądach, tydzień tu, tydzień tam, nie miała jakiejś oficjalnej regularnej dystrybucji. Na dystrybucję „Piotrowskiego” umowę chcemy podpisać z firmą Vivarto, ale to jeszcze nie zostało sfinalizowane. Koszty zrobienia kopii są ogromne, w przypadku „Emilki...” jest to ok. 100-120 tys., w przypadku „Piotrowskiego” podobnie, gdyż jest wykonany trochę inną techniką. Czekamy na decyzję – jeśli dystrybutor dostanie pewne dofinansowanie kopii, to filmy te będą miały szansę zaistnieć wspólnie na ekranach kinowych, chociaż symbolicznie, w paru kopiach. Mam nadzieję.

tekst: Adrian Chorębała | zdjęcie: Dorota Zyguła








KOMENTARZE:

2007-09-23 21:24
Fakt, początek "XY to..." zniechęca... Niestety "wywiad" to zbyt dużo powiedziane w kontekście tego tekstu... Czasami warto zastanowić się przed opublikowaniem materiału.
Agneza

2007-09-17 19:39
nie dość, że jest to kolejny art zaczynający się od "XY to", to na dodatek wywiad jest tak drętwy, że moje taborety kuchene są bardziej rozrywkowe. nuda, zieff i poczucie, że Pan Chorębała odwala chałturę i ma czytelnika głęboko, bo jak posądzać go o szacunek do czytelników, skoro jego teksty nie są nawet mierne, w reckach muzycznych myli pojęcia, albo stosuje je niewłaście, a już jego sztandarowy sposób rozpoczynania tekstów powinien oficjalnie zostać uznany za jego obowiązujący przydomek - Adrianie "to" Chorębało, wysil sie trochę, błagam i kolejny tekst zacznij inaczej, proszę, bo zęby bolą od czytania.
koralina


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgďż˝oďż˝ b��d na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeďż˝one      
hacklink wordpress free themes ankara sexs shop hacklink satış elektronik sigara çeşiteleri