Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MAJÓWKA: Piknik w WPKiW
sobota 27.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MAJÓWKA: Piknik w WPKiW



Nadeszły ciepłe dni. Dla radykalnych urbanofilów przygotowaliśmy propozycję – majówka w centrum aglomeracji, czyli piknik w WPKiW.

Nasze poszukiwania idealnego trawnika piknikowego zaczynamy od zaparkowania przy centrum handlowym AKS. Bądź co bądź, ale samochód w parku to poważne faux-pas. A zaoszczędzonego dzięki temu piątaka (tyle płaci się za wjazd samochodem do Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku) wydajemy później na dodatkowe piwo lub soczek, tak, by jednak pieniądz w parku został. Skansen zostawiamy sobie na dzień powszedni – mniej wtedy ludzi i łatwiej poczuć atmosferę nie tyle etnograficznego przeżycia, co bycia w miejscu tak innym, że wręcz wakacyjnym.

Podążamy prosto drogą w dół. Zerkamy od czasu do czasu w prawo na Stadion Śląski, pogrążeni w refleksji nad przydatnością tego obiektu dla piłki i społeczeństwa w ogóle. Ośrodek harcerski po lewej polecam miłośnikom egzotycznej fauny: można pooglądać strusie, świnki bodajże wietnamskie, ale też swojskie konie. Nie znajdziemy tam jednak ustronnego miejsca na piknikowanie, więc kontynuujemy marsz w dół. W milczeniu mijamy skrzyżowanie z głównym szlakiem rowerowym i podążamy prosto. Po lewej oddajemy hołd radzieckiej kobiecie w kosmosie, czyli Walentynie Tierieszkowej, która była uprzejma odwiedzić nasz park i zasadzić drzewo. Czarne myśli o Stadionie Śląskim i Związku Radzieckim rozjaśniają się na widok przebijającej zza drzew po prawej restauracji „Przystań” – remont postępuje, widać duch najsłynniejszego jej gościa – Fidela Castro czuwa nad jej losem.

Dochodzimy do skrzyżowania z ceglaną drogą, gdzie nastaje czas decyzji. Idziemy utartym szlakiem w prawo podążając za głosem wyjącego Filipińczyka (najbliższe atrakcje to Sankodrom i publiczne mecze szachowe) czy mniej uczęszczaną drogą w lewo? A może prosto? Proponuję kilka kroków do przodu. Na początku rowerowej trasy niebieskiej znajduje się największa (nieoficjalnie) w Europie Środkowej naturalna rampa dla bmx-ów. Chłopaki bmx-owcy co prawda backflipów jeszcze nie robią, ale można popatrzeć. Rampa to początek głębokiego wąwozu, który kilkadziesiąt metrów dalej kończy się Stanowiskiem Rozrodu Płazów – to malowniczy staw pełen żab. Tu proponuję zawrócić do ceglanej drogi i skręcić w prawo. Gdy już dojdziemy do torów kolejki wąskotorowej, można zabawić się w filmowego „Dróżnika” i dalszy spacer kontynuować po nasypie kolejowym – koniecznie w prawo. Polecam szczególnie wieczorami lub w bezchmurną noc podczas pełni. Idąc wtedy wąską kolejową ścieżką, w pewnym momencie już zupełnie ciemną z powodu gęstej roślinności, dochodzimy do legendarnego miejsca, zwanego „Światełkiem w tunelu”. Co prawda to tylko zakręt, gdzie kończą się krzewy i drzewa, a zaczyna rozjaśniona światłem księżyca łączka, ale wrażenie światełka w tunelu z filmu „Linia życia” naprawdę jest silne.

Wychodzimy na starym peronie kolejki przy ulicy Wschodniej. Jeśli ktoś nie zdecydował się iść torami, to do wspomnianego peronu dochodzi asfaltową drogą wokół stawu, który na szczęście po dramatycznych przeżyciach związanych z nielegalnym odprowadzaniem ścieków już doszedł do siebie. Proponuję krótki wypad na Wschodnią. Spuszczamy zasłonę milczenia na estetykę nowobogackich willi (acz ta prosta, z ciemnej cegły, trochę w skandynawskim stylu jest całkiem ładna) i przyglądamy się prawdziwemu familokowi – ostatniej perełce po dawnej kolonii robotniczej. Przeliczamy czy stać by nas było na remont mieszkania w takim familoku, głośno wyrażamy opinię, jak fajnie byłoby mieszkać przy parku, po czym wracamy w stronę torów kolejki wąskotorowej z postanowieniem znalezienia lepiej płatnej pracy. Idąc ścieżką wzdłuż torów wychodzimy na Trawnik nr 1. Otoczony lasem daje gwarancję spokojnego piknikowania z dala od tłumów.

Jeśli Trawnik numer 1 nie przypadł nam do gustu bądź daleko w jego północno-zachodnim krańcu dostrzegamy parę, której aktywność wskazuje na potrzebę intymności, podążamy dalej ścieżką wzdłuż torów lub po torach. Jeśli pójdziemy po torach, dojdziemy pod rozpięty nad kolejowym wąwozem most. Za bajtla byłem pewien, że to na tym moście kręcono wszystkie filmy wojenne o polskich partyzantach, a przynajmniej wszystkie sceny wysadzania w powietrze mostów kolejowych i niemieckich pociągów z amunicją. Jeśli z Trawnika nr 1 pójdziemy ścieżką wzdłuż torów, to na most wejdziemy jak normalni ludzie. Możemy wtedy odbić na Bytków i zwiedzić telewizję, acz nie wiem czy jest tam coś interesującego poza miłym uśmiechem pani Hanny Blokesz, więc ceglaną drogą podążamy w dół w stronę planetarium. Mijamy obserwatorium, podziwiając jego piękno i ceglaną drogą dochodzimy do barierek ograniczających ruch samochodowy. Jeśli skręcimy w prawo do Łani – dojdziemy do Trawnika nr 2.

Trawnik nr 2 ma tę przewagę nad innymi trawnikami, że jest kulturalniej, bo przebywa się wśród rzeźb. Moja ulubiona rzeźba to naga, tęższa kobieta w dziwnym nakryciu głowy. Kiedyś dawałem sobie rękę uciąć, że to ten sam posąg, który Thorgal widział w Krainie Qa. Jakby ktoś nie wiedział która to, informuję, że Matka Thorgala stoi przy wschodnim krańcu trawnika. Druga zaleta Trawnika nr 2 to bliskość Łani. No i brak par potrzebujących intymności. Gdy piknikowy koszyk zrobi się pusty, zaoszczędzonego na parkowaniu piątaka można szybko wykorzystać. Największa wada trawnika to tłum. Z psami. Czujki trzeba rozstawić na każdym rogu piknikowego kocyka.

Z Trawnika nr 2 można szybko przejść do Trawnika nr 3. Wycofujemy się tą samą drogą, którą przyszliśmy. Przechodzimy ceglaną uliczkę (tę do planetarium) wzdłuż barierek i dochodzimy do restauracji Jeleń – której to kłopoty bądź zamierzony stan hibernacji, mam nadzieję, niebawem miną. Przed ogródkiem piwnym skręcamy w prawo i stromymi kamiennymi schodkami schodzimy do Trawnika nr 3. Trawnik nr 3, z jednej strony zwieńczony stromym podejściem do restauracji, z pozostałych otoczony drzewami, oferuje nam ciszę, spokój i bezpieczeństwo. Można się rozłożyć. Na kocyku snujemy opowieści o czasach świetności pobliskiego kąpieliska Fala i popisujemy się przed dziewczynami wspomnieniami skoków z wieży i trampoliny. Spieramy o to, które miejsce na Elce jest najbardziej dogodne do wykonania skoku w dół. Potem następują wspominki o pierwszych spacerach z ojcami i pierwszym łyku piwa w ogródkach przy licznych Sybillach. Z łezką w oku przywołujemy meleksy i barakowozy z flipperami w Wesołym Miasteczku i postanawiamy przejechać się na skręcanym właśnie rollercosterze, jak tylko go uruchomią. Niektórzy z nadzieją w głosie wypowiadają życzenie, by do Wesołego zgodnie z obietnicami dojechała jeszcze tego sezonu winda-huśtawka do swobodnych lotów w dół. Niektórzy – ci, co nie lubią, gdy pod nogami nie czuć podłogi – deklarują, że do samolotu owszem mogą wejść, ale nie widzą powodu ani żadnej przyjemności z używania takiej windy, i wcale przez to nie są ubożsi w doświadczenia, i kto w ogóle wywołał temat lęku wysokości, i po co takie rzeczy wywlekać na światło dzienne. Każdy ma słabości. Jesteśmy tylko ludźmi!

Z Trawnika nr 2 udajemy się w dół, skręcamy przed ogrodzeniem Fali w lewo i wzdłuż płotu, szeroką asfaltową ścieżką idziemy aż do ogrodzenia zoo. Tam znowuż w prawo w dół i wychodzimy na równiny. Możemy udać się na Trawnik nr 4 na piknikowe poprawiny. Wybieramy w tym celu dowolne miejsce w rosarium. Przypominam, że piknikuje się na trawie. Każde wtargnięcie na plantację róż jest niezalecane. Pod względem jakości samego trawnika rosarium nie ma sobie równych w parku. Najgęstsze i najbardziej zadbane trawniki oferują wygodę i florystyczne przeżycia estetyczne. Niestety nie tylko my podzielamy zachwyt nad pięknem kwiatów i niestety nie wszyscy potrafią odczytać znak przed wejściem do rosarium: „psy prowadzimy na smyczy”. Odurzeni zapachami róż, podbudowani schludnością kwiatowego kompleksu i skonstatowaniem ze zdziwieniem faktu, że złomiarze nie rozkradli po raz drugi rzeźby Gustlika i Karolinki udajemy się w stronę Chorzowa, by zamknąć koło naszego spaceru.

Coś jednak nas ciągnie w stronę knajp i lądujemy w jednym z ogródków knajpianej doliny. Trochę narzekamy, że w dzień to nie ta sama atmosfera, co po północy w letni weekend i zaczynamy wygłaszać domysły, co było zamiarem budowniczych obiektu obok Kapelusza. Wygrywa koncepcja szklarni. Robotnicy po pijaku źle odczytali plany i zamiast całość przykryć szkłem, dali blachę. Nie było już kasy na zmiany, więc zostało. Potem padają deklaracje, kto w życiu nie pójdzie na plażę przy Kapeluszu, a kto jak najbardziej i z przyjemnością. Okazuje się, że plaża ma więcej zwolenników niż przeciwników i że i tak wszyscy przyjdą. Z przyjemności, z ciekawości bądź z musu, by przyjemność zrobić swojej dziewczynie. Przy okazji planów powstania plaży wygłaszamy pochwałę inicjatywy prywatnej i przewagi jej wyobraźni nad państwową.

Przechodzimy trawnikiem na tyłach Kapelusza, kontemplując abstrakcyjność formy ścian działowych luźno porozrzucanych wzdłuż głównej drogi wjazdowej do parku. Przechodzimy tą drogę i podążamy prosto na Pola Marsowe. Tu nachodzi nas wątpliwość, dlaczego Festiwal Open’er nie może odbywać się na Stadionie Śląskim, z Polami Marsowymi jako zapleczem kempingowym. Ale wątpliwości rozwiewa głos, mówiący coś o wyobraźni gospodarzy naszych śląskich miast.

Dochodząc do parkingu CH AKS głośno wypowiadamy uwagę, że jednak było pięknie i co by nie mówić, to mamy szczęście, że jest coś takiego, jak WPKiW.

Na koniec chłopaki postanawiają nauczyć się gry w szachy, by na emeryturze w pogodne dni zasiadać przy stoliku nad parkowym kanałem i godzinami gapić się w leniwie przesuwające się pionki.

tekst: Grzegorz Kopaczewski | zdjęcia: Aga Psiuk
ultramaryna, maj 2007


>>> mapa parku








KOMENTARZE:

2007-06-01 17:56
dzieki za dobry, przywolujacy mnostwo wspomnien tekst.
bartlomiej cichy

2007-05-28 17:14
super tekst. po przeczytaniu mam ochotę odwiedzić park po raz 127 w swoim zyciu, bo najwyraźniej nie wszystko tam znam.
cochese


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone