Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | LECH MAJEWSKI: Katowice pałer
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
LECH MAJEWSKI: Katowice pałer

Lech Majewski to artysta bezkompromisowy i wiecznie poszukujący. Jest reżyserem filmowym (m.in. „Wojaczek”), teatralnym (m.in. „Sen nocy letniej”) i operowym (m.in. „Carmen” i „Pokój saren”). Pisze wiersze, wydaje powieści (ostatnio „Hipnotyzer”). Zajmuje się plastyką i fotografią. Pracuje w wielu krajach, ostatnio najczęściej w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i we Włoszech.

Światowa premiera instalacji „KrewPoety” odbyła się 3 maja 2006 w Nowym Jorku, podczas otwarcia retrospektywnego przeglądu twórczości Lecha Majewskiego w Museum of Modern Art. Lech Majewski jest pierwszym Polakiem i jednym z najmłodszych artystów, którzy dostąpili retrospektywnego przeglądu twórczości. „KrewPoety” ewoluowała w międzyczasie w film „Szklane usta”. Film ten wchodzi na ekrany kin 13 kwietnia, przy tej okazji rozmawiamy z reżyserem.




Ultramaryna: Pana dzieła ulegają często transformacji – książka „Metafizyka” była podstawą do filmu „Ogród rozkoszy ziemskich”, opera „Pokój saren” stała się filmem, wideoinstalacja „KrewPoety” zaistniała jako narracja filmowa pod tytułem „Szklane usta”. Skąd u pana takie ciągłe poszukiwanie formy?

Lech Majewski
: A co jest ciekawszego w życiu niż ciągłe poszukiwania? Poszukiwania są najbardziej ekscytującą aktywnością w sztuce. To jest próba wyjścia poza schemat, układ, łatwiznę, która oszukuje nasze doświadczenie życia. Poruszają mnie prace, które wyszły poza schemat, rozszerzyły moje horyzonty i wrażliwość. Pierwsze spotkanie ze „Zwierciadłem” Tarkowskiego rozsadziło mi umysł. Jest taki piękny wers u Octavio Paza, który mówi: „Zamykam oczy i kajdany pękają”. Mówi o sile wyobraźni – kajdany przecież można rozumieć politycznie, kulturowo, a nawet jako sytuację w domu... Poszukuję, bo inne światy, inne wymiary istnieją. Tak jak z górami – one są. Jung powiedział: „Największe góry są w nas samych”, najtrudniejsza wspinaczka jest w nas. „Ogród rozkoszy ziemskich” czy „KrewPoety” jest dla mnie wchodzeniem w pewien świat i ów świat może być opowiedziany na różne sposoby, różnym językiem. Mam łatwość posługiwania się różnymi językami, dobrze czuję się w teatrze, operze czy w filmie, z pełną świadomością tego, że język w teatrze jest inny niż w kinie czy w galerii sztuki.

„Szklane usta” są wypowiedzią zakodowaną, jakie tropy poleciłby pan widzowi, żeby lepiej ją zrozumiał? Film ten prowokuje widza do sięgania głębiej, jest formą otwartą. Nie każdy posiada taką kompetencję kulturową, by dostrzec wiele odniesień. W jaki sposób mógłby pan pomóc widzowi? Nie widzę powodów ułatwiania. Widz już ma i tak ułatwioną percepcję do granic możliwości, gdy ogląda telewizję... Jak spojrzy pan na swoje życie, jest w nim dużo tajemnic, znaków zapytania. Oczywiście może się panu wydawać, gdy ma pan to przekazać komuś, że język jest ubogi, ale wystarczy, że pan zamilknie na dzień i pogrąży się w sobie, a zobaczy pan, że jest w nim skomplikowany gąszcz, który nie jest prosto interpretowalny... W „Szklanych ustach” jest kilka jawnych tropów. Film opowiada o dziewiętnastoletnim poecie, który przebywa w klinice psychiatrycznej. Widocznie nie daje sobie rady z sobą samym. Jest w złej kondycji psychicznej. Umarła mu matka. Przypomina sobie momenty dzieciństwa. Zarówno on, jak i matka, byli źle traktowani przez ojca, który żył drugim życiem. Te podstawowe dane są mitologizowane przez tego młodego człowieka. Mam wrażenie, że on siedzi w szpitalu i pisze wiersze o swoim życiu. A ja wchodzę kamerą w świat jego wierszy.

Dlaczego tak często wraca pan do figury/ postaci poety jako medium przekazującego treści? Bo poeta jest nerwem świata. Dzięki nerwom można czuć, że się istnieje. Gdyby pan zniszczył swoją tkankę nerwową, to by pan w ogóle nie wiedział, że pan jest. No ale neuroreceptory częściej przekazują ból niż przyjemność. Dla mnie poeta jest takim nerwem nas, świata, społeczeństwa. I jest zdecydowanie ciekawszym bohaterem niż facet, który lata ze spluwą i ma wykosić iluś ludzi.

Czy chodzi panu o to, że poeta przez swoją nadwrażliwość może przekazać więcej? Poeta nie oznacza jedynie „człowieka piszącego wiersze”. Poetą jest ktoś o cienkim naskórku, głębszym spojrzeniu na świat. Przez jego nadwrażliwość jestem w stanie wyrazić więcej niż przez ględzenie w telenowelach, gdzie ktoś przychodzi, pije herbatę i ględzi: a to złamał nogę, a to wyrzucili go z pracy, a to przyjmą go, a to jest w ciąży, a to nie będzie w ciąży... Można tak mnożyć i mnożyć.

Może dlatego w „Szklanych ustach” uciekł pan od dialogu? W ogóle od słów. To, że rozmawiam z panem teraz, jest jakimś nieporozumieniem. Właściwie po to zrobiłem „Szklane usta” – jak to sugeruje sam tytuł – żeby nic nie mówić, żeby milczeć. Bardzo trudno jest skonstruować dzisiaj film niemy.

Film jest sztuką opowiadania poprzez obrazy, to stanowi o jego sile... „Szklane usta” są próbą dojścia do istoty tego, czym jest film. Opowiadam obrazami, które są wieloznaczne, podczas gdy język zawęża. Wieloznaczność jest cechą immanentną obrazu. Mój film oraz instalacja „KrewPoety”, na bazie której film powstał, są prezentowane obecnie w różnych miejscach świata i niektórzy widzowie bardzo intensywnie przeżywają zawarte w nich obrazy.

Jak wyglądała pana praca z aktorami przy „Szklanych ustach”? Czy mają oni swój wpływ na to, jak wygląda ich postać, czy są tylko pewnym narzędziem. Wydawało się, jakby wpadali w trans i przekazywali treści jak medium. W trans to wpadł Siwczyk, kiedy reżyserowałem „Wojaczka”. Podoba mi się określenie „trans”. To dobrzy aktorzy i dobrze spełnili to, czego oczekiwałem od nich. Ich fizyczność była odpowiednia, ale dla mnie liczy się pewnego rodzaju wewnętrzne światło. Oni jak gdyby nieśli ze sobą swoje światy. Każdy, kto pracuje, przynosi z sobą coś swojego i to jest właśnie ten fantastyczny aspekt pracowania w kinie, bowiem korzysta się z wielu osobowości, pomysłów. Przy pracy zespołowej musi być jednak kapitan okrętu, czyli reżyser, bo inaczej okręt krążyłby bez celu.

„Szklane usta” to pana ponowna współpraca z Józefem Skrzekiem. Co dla pana jest najbardziej inspirujące w tej współpracy? To, że mam okazję współpracować z geniuszem. Dla mnie Skrzek jest genialnym muzykiem. Ludzie znają go przede wszystkim od strony SBB, a mało kto zna go od strony klasycznej, a przecież Józek skończył Wyższą Szkołę Muzyczną w Katowicach i jest wybitnym wirtuozem klawiatury. Gra tak, jakby duch w niego zstąpił; gra rzeczy niepowtarzalne, nie zapisane w nutach. Mam do niego głęboki szacunek. Tym bardziej, że lepiej znam tę jego stronę klasyczną, którą uważam za o wiele ważniejszą, niż tą rockowo-popularną.

Powiedział pan kiedyś „Lubię tych wszystkich, w których ukryta jest tajemnica naszej egzystencji”. Jest pan jednym z niewielu totalnych autorów filmowych (ale nie tylko filmowych). Czy istnieją dla pana współcześnie twórcy filmowi, w których dziełach odnajduje pan tą właśnie tajemnicę naszej egzystencji? Współcześnie najbardziej lubię Alejandro Gonzáleza Inárritu. Podziwiam „21 gramów” i jego mocowanie się z Bogiem i losem. W „Amores Perros” i „Babel” widzę ów dziwny ślad, który krąży wśród nas, ów splot wydarzeń, który rozcina nasze życie. I pytanie, gdzie w tym wszystkim jest Bóg. A swoją drogą, Benicio Del Toro pierwszą dużą rolę zagrał w moim „Basquiacie” (1996). I mogę powiedzieć, że odkryłem go dla kina...

A Michael Haneke? Haneke jest wstrząsający, tylko że zimny. Lodowaty. Kliniczny. I nie ma w nim elementu szaleństwa i cudowności. Tylko operacja na zimno, operacja lodowatym skalpelem. Przenikliwe to i bolesne, ale jego ostatni film nie zrobił na mnie wrażenia. Jestem zdecydowanym wrogiem powierzchownych operetek, Almodovarów, gdzie kobiety mordują facetów i wszyscy się z tego powodu cieszą i rozdają nagrody. Najlepszym filmem dla mnie, zadziwiająco bogatym, pomimo kategorii, jest oczywiście „Pulp Fiction”. To jest fantastyczne kino w każdą stronę, łamiące reguły, przekształcające, a równocześnie będące przedziwną, niemalże biblijną przypowieścią napisaną przez Tarantino o tym, co jest przewodnikiem przez dolinę cieni – czy przypadek, czy los. Film oddający relatywizm dzisiejszych czasów. Inne filmy Tarantino nie interesują mnie, ale „Pulp Fiction” jest arcydziełem... No i islandzki reżyser Dagur Kari, który zrobił „Noi Albinoi”... Taka trójka.

Mieszkał pan w Hollywood, w Wenecji, w Paryżu. Dlaczego wraca pan na Śląsk? Wracam w rodzinne strony. Choćbym nie wiem gdzie był, to wspomnieniami, życiem wewnętrznym jestem zakorzeniony tutaj. Tu się wszystko zaczęło, tu zostało zasadzone ziarno, tu są źródła, fascynacje. Ja się w tym mieszkaniu urodziłem i dlatego to jest miejsce, które jest mi najbliższe. Mogę mieszkać w różnych pięknych zakątkach świata, lecz jestem stąd. Nabieram sił, gdy przyjeżdżam tutaj. Staram się tu być, kiedy tylko mogę, bo to miejsce mnie odmładza i energetyzuje... Pamiętam taką rozmowę z Góreckim. Powiedział mi, że dostał w Nowym Jorku zamówienie na napisanie baletu, wynajęto mu luksusowy hotel, spacerował po Central Parku i ani nuty nie napisał. A potem przyjechał do Katowic i od razu napisał całość... Katowice power.

rozmawiał: Adrian Chorębała
ultramaryna, kwiecień 2007








KOMENTARZE:

2009-12-10 21:39
dzieki Panie Lechu , nie mogei nie chce uwolnic sie od GARDEN , to o nas, o ANI i o mnie + tyle sugestii,konotacji.Ja obecnie usiluje cofac czas Pan jest bardziej precyzyjny,czas to symetria nieustannie powielanej chwili? Nigdy JEJ nie pozegnam . Przepraszam
krzych


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet