Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MŁODA POLSKA PROZA I POEZJA
wtorek 21.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MŁODA POLSKA PROZA I POEZJA







Ostatniego lutego został wydany przewodnik po młodej kulturze: „Tekstylia Bis”. Słownik składa się z haseł opisujących zjawiska z zakresu najnowszego filmu fabularnego, kina niezależnego, animacji, dokumentu, teatru, dramatu, poezji, prozy, fantastyki, malarstwa, rzeźby, instalacji, performance, akcji, fotografii, street artu, net artu, architektury, dizajnu, muzyki współczesnej, hip-hopu, muzyki alternatywnej, komiksu. Tak się składa, że redaktorkami działu literatura były dziewczyny ze Śląska: Marta Cuber (proza; na powyższej ilustracji z prawej strony) i Anna Kałuża (poezja; z lewej strony) – specjalistki od młodej literatury. Skorzystaliśmy z okazji i porozmawialiśmy z nimi na temat młodej polskiej prozy i poezji.

Ultramaryna: W jaki sposób wybierałyście hasła do słownika „Tekstylia Bis”?
Marta Cuber
: Kierowałyśmy się kryterium ilościowym. Naszym zamiarem było przedstawić czytelnikowi jak najwięcej autorów mających na swoim koncie przynajmniej dwie książki. Pamiętałyśmy także o debiutantach.
Anna Kałuża: Ale przede wszystkim nie chciałyśmy pominąć tych, którzy są już dłużej na rynku literackim. W zasadzie pisanie słownika było pracą kronikarzy raczej niż krytyków.

Wymieńcie najbardziej charakterystyczne cechy współczesnej literatury.
MC
: Współczesnej czy najmłodszej? Gdy idzie o ostatnią, mam nieodmienne wrażenie, że prawie wszystkie jej wady i zalety wymusiły krytyka literacka i publicystyka. Młodzi są zatem gniewni i zacietrzewieni, bo to przystoi młodości, starają się angażować w kwestie ważne społecznie, bo tego się od nich wymaga. Bardziej dlatego, że nie powinni być obojętni wobec codzienności, a nie dlatego, że chcą być inni niż poprzednicy, młodsi pisarze wybierają realizm, lecz coraz częściej z domieszką ironii i groteski. Ale przecież zaraz obok mamy książki, które zupełnie nie przystają do tego obrazu, np. „Lalę” Dehnela. Tym jednak, co łączy młodą literaturę z literaturą współczesną w szerszym rozumieniu, więc także starszą, jest ciążenie ku tematyce społecznie istotnej, ale zawsze z jakimś znakiem zapytania, z zastrzeżeniem, jak w „Ostatniej wieczerzy” Huellego.
AK: W najmłodszej poezji polskiej mamy kilka wariantów pisania. Niektórzy uznają, że dominuje estetyzujący i stylizacyjny (Jacek Dehnel, Agnieszka Kuciak, Tomasz Różycki), ale nie sadzę, by tak właśnie było. Przy okazji estetyzujących linii warto wspomnieć o autorach pastiszów, wyrafinowanych i erudycyjnych gier językowych, aluzyjnych skrętów: Tomaszu Majeranie i Adamie Zdrodowskim. Natomiast tacy poeci, jak Roman Honet, Radosław Kobierski, Bartłomiej Majzel opowiadają się zdecydowanie po stronie antyestetyki: eksponują brzydotę gnicia, umierania, obrazy trupiego ciała. Zdecydowanie odmienną propozycję składają ci, którzy wykorzystują języki ulicy, „zanieczyszczone”, slangowe, reklamiarskie i „garażowe”: Adam Kaczanowski, Marcin Hamkało, Bartosz Muszyński, Grzegorz Olszański. Eksponują codzienną, społeczno-polityczną wersję rzeczywistości. Wspomina się też często o dość silnym nurcie religijnym. Michał Tabaczyński, autor hasła o takiej właśnie poezji, zauważył nawet, że religijność obok lingwizmu to jedyna wyraźnie programowa linia pisania. Mam jednak wątpliwość czy nie nazbyt pochopnie piszemy o religijności, podczas gdy zasadniej byłoby mówić o wykorzystaniu słownika religijnego, który zawsze jest osłabiany pastiszowością i nie może być brany na poważnie. Tak dzieje się w poezji Pawła Sarny, Wojtka Brzoski, Radka Wiśniewskiego. Dla nich przeciwwagę stanowić ma poezja pop: Adama Pluszki, Piotra Macierzyńskiego i Jasia Kapeli, ale czy tak jest faktycznie? Moim zdaniem nie. Niesamowite są w najmłodszej poezji dziewczyny, które albo śmiało fantazjują, jak Justynna Bargielska lub wprowadzają oniryczne krajobrazy, jak Julia Fiedorczuk czy Klara Nowakowska.

Czy waszym zdaniem Śląsk wyraźnie odznacza się na mapie polskiej młodej literatury?
MC
: W prozie, inaczej niż w poezji, genealogia ma dla pisarzy mniejsze znaczenie: nie tworzą grup, enklaw, także dlatego, że taka jest natura rodzaju literatury, jaką uprawiają – nie stadna, ale samotnicza. Z tego powodu trzej prozaicy, wywodzący się ze Śląska: Kobierski, Kuczok i Pluszka, nie stworzyli silnej śląskiej jakości, a jednak „załatwili” swoje sprawy ze Śląskiem sprytnie, prywatnie i odważnie: Kobierski w „Harar”, Kuczok w „Gnoju”.
AK: Mam kłopot z regionalizmami. Tak się złożyło, że po roku 1989 powstała grupa Na Dziko, która postawiła sobie za zadanie wyprowadzenie poezji ze Śląska. Wielu znanych piszących: Krzysztof Siwczyk czy Grzegorz Olszański, to nadzikowcy. Oni pociągnęli młodszych: Pawła Lekszyckiego, Wojtka Brzoskę, Ryszarda Chłopka. Krytycy wspominają, że Śląsk pojawia się na różne sposoby w ich wierszach, i jeśli by tak było, to faktycznie Śląsk się wyróżnia. Na takiej samej zasadzie, jak poezja olsztyńskich poetów, Poznaniaków albo Trójmiasta. Terytorialne porządki, jak każde porządki, nie funkcjonują jednak na dłuższą metę i nie mogą być rozstrzygające dla poetyk.

Jaką funkcję społeczną może dzisiaj pełnić literatura? A jak to wygląda w rzeczywistości...
MC
: Społeczna rola literatury nie jest tym, czym była kiedyś. Nikt dziś nie pisze „O poprawie Rzeczypospolitej” jak w XVI wieku Frycz Modrzewski. Załatwia się te sprawy subtelniej, bo społeczeństwo czytając powieść, nie chce obcować z gazetą. Tym zresztą różni się zaangażowanie młodych pisarzy, na ogół zdystansowanych, ironicznych, chętnie mówiących o fenomenie emigracji zarobkowej, od zaangażowania autorów starszych, którzy są bardziej dosadni albo znowu wyjątkowo sentymentalni, albo też traktują literaturę jak mównicę w sejmie (jak w przypadku prozy prawicowej). Młoda proza takiej dosłowności nie znosi.
AK: Taką samą jak każdy inny rodzaj pisania. Mam coraz większe wątpliwości czy wyróżniać literaturę jako odrębny rodzaj ludzkiej aktywności i rezerwować dla niej osobne zajęcia i osobne funkcje w społeczeństwie. Angażując się w cokolwiek, a zawsze się angażujemy i jednocześnie dystansujemy, nie ominiemy ani politycznej układności, ani anarchistycznej dezynwoltury. W tym sensie poezja estetycznie poprawna może być komunikacyjnie zadziorna i pomijana społecznie.

Wymieńcie proszę po pięć najważniejszych, waszym zdaniem, pozycji w młodej literaturze.
MC
: „Harar” Kobierskiego. „Paw królowej” Masłowskiej. Pierwsze opowiadania z „Fototapety” Witkowskiego. Jego „Lubiewo”. I zbiór opowiadań Magdy Fres „Do piekła kuchenną windą” za bardzo celny język i interesującą bohaterkę.
AK: Nie wymienię autorów. Mogę jedynie powiedzieć, że najbardziej cenię tych, którzy rozumieją, iż dysponując większą różnorodnością języków, skuteczniej ominą pułapki konwencji i związane z nimi mechanizmy szybkiej obsługi interpretacyjnej utworów.



POEZJA. Odpowiada Anna Kałuża

Wspominasz o poezji pop. Czy jest szansa, by takie pisanie wniknęło w język popkultury? Tak, jak kiedyś wiersze Świetlickiego, które stały się częścią mowy codziennej?
Anna Kałuża
: Myślę, że strategia takich poetów jak Świetlicki polegała na tworzeniu sformułowań, których mowie potocznej brakowało. Natomiast poeci, których skłonni bylibyśmy nazwać popowymi, właśnie stamtąd czerpią matryce, wykorzystują coś, co już funkcjonuje, co jest zadomowione i znane. Tu ruch inspiracji jest odwrotny, popkultura nie potrzebuje tych poetów, to oni potrzebują jej.

Jak przekonać czytelnika, że współczesna poezja nie jest nudna? Pisać o niej w ciekawy sposób, nadążając za przemianami języków, którymi posługujemy się na co dzień oraz za tymi, których używa się w innych dziedzinach sztuki.

Która ze współczesnych propozycji estetyk w poezji jest najbliższa życiu? W najłatwiejszy sposób znosi barierę między sztuką wysoką a dostępną propozycją? Należałoby odpowiedzieć najpierw co oznacza „życie”, a potem dopiero ustalać, co może od pewnej definicji życia być bliższe i dalsze. Ale dla mnie to jest w ogóle złe postawienie sprawy, bo zakłada, że istnieje życie na zewnątrz jako coś oddzielnego, do czego możemy dodawać sobie różne estetyki. Powiedziałabym raczej, że żadna nie jest bliżej ani dalej, każda już jest w środku, wewnątrz, i język odległości niezbyt fortunnie tu działa, nawet jako metafora. Jeśli natomiast chodzi o barierę między sztuką wysoką i jak to nazywasz, „dostępną”, to ich relacja jest także skomplikowana. To są kategorie modernistyczne, stosowanie ich do poezji najmłodszej wprowadza niemałe zamieszanie. Tak naprawdę trudno byłoby powiedzieć, co jest sztuką wysoką: poezja Dehnela? Ale na jakiej zasadzie? Dlatego, że odwołuje się do pewnego typu wiedzy, której posiadanie kiedyś nobilitowało? W czasie ogólnego dostępu do Internetu żadna wiedza nie wyróżnia. Dehnel mógłby być w pewnych warunkach określony nawet jako poeta popu, podobnie jak Różycki. Mimo że obaj nie sięgają wprost po tego typu gadżety, to trudno uznać, że na przykład odniesienia mitologiczne są ze świata sztuki tzw. wysokiej. Nie wskazałabym więc na żaden nurt, który usuwałby taką barierę, bo to już się stało i nie ma poezji wysokiej (nawet jeśli za taką chcieliby uważać swoje wiersze niektórzy poeci).

Jakie zadania ma dzisiaj krytyka poezji? Przede wszystkim pokazać, że poezja nie jest żadną samotną wyspą, i funkcjonuje jak każdy inny rodzaj pisarstwa.

Co sądzisz o slamach – czy ta propozycja podawania poezji ma szansę na trwałe jej rozpowszechnienie, czy jest to tylko chwilowa moda z Zachodu? Nie stawiałabym sprawy w tak dramatyczny sposób: ani to moda chwilowa, ani wielka szansa. Po prostu kolejny sposób uprawiania poezji, jeden z wielu możliwych.

Czy w Polsce można mówić o polityce wydawniczej w kontekście wydawnictw? Czy to, co proponuje Ha!art, Portret czy Biuro Literackie wyraźnie się od siebie odróżnia autorskim charakterem? Tak, zdecydowanie. Dodałabym jeszcze politykę Wydawnictwa Zielona Sowa, które też jest wyraźnie sprofilowane na debiutantów, ale o nieco innej estetyce niż ci, których wydaje Ha!art. Biuro natomiast rzadziej będzie promowało debiutantów, choć ostatnio to się zmieniło. Pojawiło się także dużo lokalnych inicjatyw, cały ten wydawniczy krajobraz ulega ciągłemu przeobrażaniu. Na przykład uruchomiono poetycką serię Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu. Wiele publikacji wyszło także pod patronatem Staromiejskiego Domu Kultury w Warszawie w serii Biblioteka Nocy Poetów, którą wszyscy kojarzą z neolingwizmem. Działa też wydawnictwo Mamiko w Nowej Rudzie.



PROZA. Odpowiada Marta Cuber

Jaką rolę pełni dzisiaj krytyka? Tylko obiektywnie relacjonuje czy ma szansę na subiektywny pogląd?
Marta Cuber
: Dzisiejsza krytyka poszła na znaczne ustępstwa w stosunku do mocnej i wyrazistej poprzedniczki z lat 90. Stała się bardziej populistyczna, cierpi na syndrom rozmydlenia i jednakowości (wielu piszących posługuje się podobnym językiem), z większym oporem ustanawia nowe zjawiska w kulturze. Nie można jej jednak przypisać obiektywnego relacjonowania, bo takie w ogóle nie istnieje i nie jest znane naturze: zawsze mówimy z pozycji indywiduum, nawet wtedy, gdy jesteśmy głosem zbiorowości. Dzisiejsza krytyka, zwłaszcza ta wysokonakładowa, zbliżona do recenzenctwa, nie jest też jednak wyjątkowo subiektywna. Te wszystkie kropki i gwiazdki, jakie rozdaje, służą szybkim i automatycznym zaszeregowaniom, jakich żąda odbiorca. Krytyka ma coraz mniej czasu, by się spierać i być naprawdę sobą, zdecydowanie częściej jest zwyczajną promocją różnych intratnych kwestii.

Widzisz pewnie zależności między wydawnictwami a krytykami? Nierzadko się zdarza, że krytycy piszą wewnętrzną recenzję książki w wydawnictwie, a później już pod nazwiskiem recenzję w prasie... Takie zależności istnieją od zawsze i są w zasadzie naturalne. Kwestią dobrego tonu i pewnej klasy jednak pozostaje, by ich nie nadużywać i nadmiernie nie eksponować. To, że krytyk pełni w wydawnictwie może i ważniejszą rolę niż w prasie, bo w dużej mierze decyduje czy książka stanie się publicznym faktem, to jedno. Krytyk nie jest jednak szefem działu promocji, i warto o tym pamiętać. Oczywiście zachowanie, o którym wspomniałeś, być może w przyrodzie się zdarza, ale wówczas jest równie nieprofesjonalne, co drukowanie tej samej recenzji w kilku różnych czasopismach.

Które z wydawnictw wydających młodą prozę ma najlepszy pomysł na jej promocję i dlaczego? Istnieje dziś pewien standard wydawania i promowania młodej literatury i dobrze realizują go różne wydawnictwa. Nie jest to jednak standard szczególnie różny od tego, podług którego wydaje się każdą inną literaturę. Problem w tym, że specjalna promocja młodej literatury nie jest już w zasadzie potrzebna. Po pierwsze dlatego, że ta literatura jest coraz starsza, po drugie – dlaczego ma wiecznie „wjeżdżać” na rynek na specjalnych prawach?

Rok 2006 został okrzyknięty rokiem świetnych debiutów prozatorskich : Łoziński, Żulczyk, Czerski, Kościów, Dehnel (chociaż weteran w poezji), Strachota, Karpowicz, by tylko wymienić tych najgłośniejszych. Czy można mówić o wielkim boomie piszących, czy jest to tylko fakt medialny i co roku jest taki wysyp dobrych książek, tylko że teraz dobrze je nagłośniono? Najszczególniejsze w ubiegłym roku jest właśnie to, że jest ubiegły i jeszcze świetnie go pamiętamy, natomiast nie kojarzymy zupełnie, kto debiutował pięć, sześć lat temu. Może wtedy wczorajsze „świetne debiuty” byłyby mniej świetne, zwłaszcza że o tym, jakie są naprawdę, będą decydować czytelnicy za dziesięć, dwadzieścia lat. Wiele udziału w tym, że ta proza stała się głośna, ma sama promocja, więc czyjś interes i kapitał, jaki w tych książkach złożono. Od strony „czysto literackiej” są to przecież tomy budzące emocje, rozżalenie i także silny sprzeciw.

Co powiesz o zjawisku zwanym „pisaniem Masłem” czy naśladownictwu stylu Masłowskiej, co obrodziło po wydaniu „Wojny polsko-ruskiej” stadem epigonów? Mówienie o „stadzie epigonów” Masłowskiej jest raczej na wyrost, bo w końcu kto jest w stanie ją naśladować? Nawet fascynacja czytelników jej debiutancką książką, którą Drotkiewicz nie bez ironii nazwała właśnie „mówieniem Masłem”, miała dosyć kapryśny i niejednolity przebieg. Nikt nie pokochał tej twórczości bez zastrzeżeń. Inna sprawa, że pewni autorzy wymyślili sobie, iż niezrozumiałość tekstu stanowi rękojmię jego sukcesu, ale chyba kwestia czy nakład takich powieści, jak „Warszawskie wersety” Sufina albo „Bocian i Lola” Nahacza został wyczerpany i czy są dodruki, jest tu najwymowniejsza.

Co cię najbardziej denerwuje w młodej prozie? W czym widzisz jej największe wady? Nie lubię snobizmu, który w tej prozie rzeczywiście czasem się pojawia i świadczy o złym smaku autorów, a zaraz potem pewnej ostrożności spod znaku „chciałabym, a boję się”. Ale nie łączę tego ze zdenerwowaniem, bo to nie standard.

tekst: Adrian Chorębała | ilustracja: Łukasz Jastrubczak
ultramaryna, marzec 2007



***
Marta Cuber (1980) zajmuje się krytyką literacką i pracuje w Zakładzie Literatury Współczesnej UŚ, gdzie napisała rozprawę doktorską o prozie Leo Lipskiego. Pisze o książkach do „Polityki”, „Res Publiki Nowej”, „Twórczości”, „Śląska”. Mieszka w Knurowie.

Anna Kałuża – krytyk literacki, pracuje w Zakładzie Historii Literatury Współczesnej UŚ. Współpracuje, pisząc recenzje poetyckich książek, z „FA-artem”, „Studium”, „Twórczością”, „Nowymi książkami”. Mieszka w Jaworznie.









KOMENTARZE:

2007-04-03 20:59
Tekstylia Bis jest słownikiem równie potrzebnym, co zrobionym na szybko, a jak wiadomo pośpiech jest złym doradcą. Świetnie, że ktoś się zajął opanowaniem tak dziewiczego teranu jak kultura roczników 70 i późniejszych, szkoda, że zabrakło solidnej redakcji. Jesli chodzi natomisat o dział literacki to chylę czoła przed oaniami redaktorami, bo pracę wykonały ogromną, chociaż momentami niedokładną:). Ale się nie czepiam, zawsze jest szansa na wydanie drugie poprawione...
obserwator


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet