Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | GRZEGORZ KEMPINSKY: Killing your babies
środa 13.12.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
GRZEGORZ KEMPINSKY: Killing your babies

20 stycznia w Teatrze Śląskim miała miejsce premiera „Sinobrodego” Dei Loher. Wcześniej rozmawialiśmy z reżyserem przedstawienia, Grzegorzem Kempinskym.

Ultramaryna: O czym jest ten dramat – o miłości czy o słowach, którymi ją sobie stwarzamy?
Grzegorz Kempinsky
: Ten dramat jest pewnego rodzaju przypowieścią i morał, jaki z niego płynie, jest taki, że w pewnym sensie jesteśmy ślepi na miłość, a miłość jest ślepa nie tylko w potocznym rozumieniu. Tkwi w nas jakieś jej pragnienie, ale nie potrafimy ani określić, ani tym bardziej dookreślić, czym ta miłość miałaby być. Dlatego poruszamy się po omacku.




A nie widzisz wśród postaci dramatu żadnej, której udałoby się miłość idealną osiągnąć? Nie jest tak w przypadku Julii? Nie, ona wcale nie jest spełniona. Cóż z tego, że jest gotowa z miłości umrzeć, jeżeli to nie jest obopólne!

Ale jej wystarcza jej własna miłość. Nie, nie wydaje mi się, że wystarcza. Absolutnie się z tym nie zgodzę. Gdyby tak wyglądała miłość idealna, to postać Niewidomej, czyli jakiś rodzaj nadpostaci, jakiś rodzaj Boga, nie pojawiałaby się w dalszych losach Henryka. Bo to przecież nie jest tylko dramat o nieudolności Henryka, ale także nieudolności tych kobiet albo raczej dysfunkcjonalności różnych modeli związków. Dla mnie to nie są różne kobiety. Idziemy przez życie i tak naprawdę w różnych opakowaniach, w różnych sreberkach w środku znajdujemy ciągle tę samą czekoladkę.

Kolejne wejścia kobiet będą się jakoś różnić czy chcesz je ujednolicić, zrobić z nich jedną kliszę? Oprócz analizy merytorycznej są jeszcze prawa dramaturgii, prawa teatru i co najważniejsze – prawa widza. Nie można sobie pozwolić na nudę i jednowymiarowość. Ta przestrzeń się cały czas zmienia, ta kobieta się cały czas zmienia, ten mężczyzna też w kontekście tych spotkań się cały czas zmienia, więc nie jest to suche powtarzanie ciągle tej samej sytuacji. W filmie pewnie bym tak zrobił, bo jeśli na przykład oglądamy „Kolację” Scoli i jest tam pokazana ta sama sytuacja z różnych punktów widzenia, to widać, że narzędzia filmowe dają możliwość pójścia za bohaterem i sprawienia, że ciągle jest to atrakcyjne. Obawiam się, że w teatrze widz szybko by się taką formą znudził.

Próbowałem zbudować ten dramat w ten sposób, że na początku jest jakaś Ona i jakiś On. I oni przez rodzaj nakładania się czasoprzestrzeni, nie wiadomo czy jest to retrospekcja, czy introspekcja, czy psychodrama, poszukują jakiegoś modelu współistnienia między kobietą a mężczyzną, który dałby im ten spokój zwany miłością. Tak to odczytałem i w związku z tym skreśliłem jedną z kobiet i usunąłem koniec.

Kto w takim razie będzie grał wszystkie kobiety? Ewa Kutynia. Tylko postać Niewidomej będzie kreować Jadwiga Janecka. Ich partnerem będzie Grzegorz Przybył.

Którą postać ominąłeś? Krystynę, tę, która liczy przypadkowych mężczyzn.

Pożegnałeś się z nią bez żalu? Ten dramat pełen jest urokliwych słów, więc z wielkim smutkiem rozstałem się z jedną sceną pełną pięknych zdań. Ale ja pracuję nad sztuką, tak jak układa się list i w pewnym momencie stwierdziłem, że wszystko już zostało powiedziane. Gdybym tej sceny nie usunął, nie zachowałbym się jak rasowy reżyser i w efekcie miałbym kilka zakończeń, czego nie cierpię. W filmie takie wycinanie najlepszych scen na poziomie montażu nazywa się „killing your babies”.

A jak się w takim razie kończy sztuka? Zobaczysz. Myślę, że bardziej otwarcie. Punkt wyjścia jest tu zarazem punktem wejścia. Jest to jakaś pętla czasowa, a nawet poszedłbym dalej – w rozmowach z aktorami tłumaczyłem, że tak naprawdę ma to strukturę wstęgi Moebiusa. Zaczynasz w pewnym punkcie i niby do niego wracasz, ale tak naprawdę nie jest to już ten sam punkt.

rozmawiała: Pola Sobaś
zdjęcie: Krzysztof Lisiak/ Teatr Śląski

Ultramaryna, styczeń 2007






teksty
MACIEJ OBARA: Muzyka to nie bieg przez płotki
Pochodzi z Jeleniej Góry, ale to Katowice wykształciły go i dały mu przyjaźnie trwające do dziś. Stały się wrotami... >>>

MICHAŁ REJNER: Z bytomskiej ulicy na chicagowskie salony
Historia jak z amerykańskiego filmu. Nikomu nieznany malarz samouk otrzymuje propozycję wystawienia swoich obrazów w pre... >>>

JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone