Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MOŻDŻER: Najważniejszy jest dla mnie duchowy rozwój
piątek 28.07.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MOŻDŻER: Najważniejszy jest dla mnie duchowy rozwój


Rozmawiamy z Leszkiem Możdżerem, wybitnym pianistą jazzowym.

Ultramaryna: Właśnie minęło 10 lat od twojego debiutu na scenie z grupą Miłość. Chciałbym poprosić cię o krótkie podsumowanie tego czasu – czyli jakie zdarzenia, spotkania i współprace ukształtowały twój styl?

Leszek Możdżer: Dwa podstawowe filary, na których oparłem swój rozwój, związane są z osobowościami artystycznymi Ryszarda „Tymona” Tymańskiego i Zbigniewa Namysłowskiego - od tych spotkań wszystko się zaczęło. Później były spotkania równie emocjonujące, ale trwające krócej w czasie, więc siłą rzeczy mniej wpływające wprost na to, co myślę i co robię. Lester Bowie, David Friesen, Archie Shepp, Billy Harper, Buster Williams i ostatnio David Liebman to artyści muzycy, z którymi miałem przyjemność występować, co dużo mi dało i pozytywnie, bo twórczo, zapłodniło. No i cóż, minęło nagle 10 lat, przez cały ten czas zajmowałem się muzyką, a ostatnio zwróciłem uwagę również na świat mediów. Dzisiejszy świat jest światem medialnych przekazów i komunikatów, i jak się okazuje, jeżeli nie ma cię w mediach, to nie ma cię w ogóle. Zaczynam powoli kumać, o co idzie gra w show biznes. Nie wystarczy po prostu grać koncerty i tworzyć sztukę, trzeba też wykonywać szereg działań głupich i zupełnie idiotycznych, aby zaistnieć w mediach. Po prostu musisz jednocześnie tworzyć i promować swoją sztukę, budować swój medialny wizerunek.

Gdzie aktualnie poszukujesz artystycznego spełnienia i ekspresji, w jakim kierunku podążasz? Najważniejszy jest dla mnie duchowy rozwój, jak również doświadczanie i uczenie się życia, bycie szczęśliwym, to dla mnie rzeczy priorytetowe. Oczywiście mam taką ambicję, żeby ze sceny padały spod moich palców i z głowy mądre rzeczy i mam takie wrażenie, że nie przyłożyłem ręki do czegoś trefnego. Raczej tam, gdzie pchałem dotychczas swoje paluchy, to powstawały rzeczy wartościowe.



W jednym z ostatnich wywiadów zamieszczonym w poczytnym miesięczniku pop-kulturalnym przeczytałem, że męczy cię to, iż musisz „wystawać na głupich bankietach, pić wódkę z niby-mecenasami kultury”, czasem grać chałtury. Czy to naprawdę tak dotkliwe obowiązki, przecież od stuleci są one wpisane w kanon artystycznego życia? Chciałbym zdementować to, co powiedziałem, tego wywiadu udzieliłem po paru piwach. Nigdy nie skaziłem się jakąś totalną chałturą, raczej zdarzały się koncerty, które były źle zorganizowane. Lubię występy, które budują atmosferę święta. Chałtura zdarza się wówczas, kiedy nie czuję tej atmosfery, kiedy na scenę wychodzę jak do pracy, gram i za to dostaję pieniądze. Chciałbym spotykać się z publicznością i przekazywać jej zawsze coś ważnego od siebie. Grając koncert chcę też coś udowodnić, że jestem świetny i że ta publiczność dokonała dobrego wyboru głosując na mnie w rankingach „Jazz Forum”, i przychodząc na mój koncert. Ale gram wszędzie gdzie mnie zapraszają i nie zawsze mam wpływ na dobrą organizację koncertu, jednak jadę i gram, bo przecież - jak wszyscy - muszę płacić rachunki. Natomiast, jeśli chodzi o bankiety, to nie piję dużo alkoholu, ale nie jest to dla mnie jakimś problemem i mogę tryknąć się kieliszkiem z kimkolwiek. Natomiast nie bywam na rautach i bankietach, i mało mnie one bawią. Owszem, pokręciłem się trochę po Warszawie, ale szybko wróciłem do Gdańska i wolę teraz siedzieć u siebie i „kombinować” po swojemu.

Raz mówisz, że jesteś partyzantem w świecie polskiego jazzu, innym razem, że zrywasz z partyzantką. O co w tym wszystkim chodzi? A może jest tak, że aby zachować kreatywność trzeba w jakiejś mierze iść pod prąd obowiązującym modom i trendom? Z tego, co się zorientowałem to pieniądze, które mogę zarobić, zarabiam nie na swoich projektach, lecz będąc wynajmowanym przez innych. Przynajmniej ja jestem na takim etapie twórczości. Natomiast jak robię coś swojego to z reguły dokładam do interesu. Jednak to mnie buduje i wiem, że czasem trzeba wziąć mniej kasy, ale być szczęśliwym, że zrobiło się coś naprawdę swojego. Ciągle szukam takiej równowagi, to są trudne tematy, można powiedzieć: życie to niełatwa jest gra.

Opanowałeś znakomicie wiele technik pianistycznych, jesteś świetny rytmicznie, słynne są twoje dźwięki z preparowanego fortepianu [przedmiotami codziennego użytku: długopisami, zapałkami, papierowymi kubkami, kluczami, dżinsową kurtką itp. - przypis A.K.]. Co robi pianista, gdy czuje się zmęczony swoją techniką, czy może to przedwczesne pytanie? To jest pytanie o to, kim jestem i o to czy muszę skrywać się za gęstwiną wirtuozowskich pasaży, czy nie. Ja powoli przestaję musieć ukrywać się za swoją techniką, jednak jeszcze nie jest tak, że jestem od niej całkowicie wolny. Rzeczywiście mam dość dużą sprawność na klawiaturze i przyznaję szczerze i sumiennie, że zdarzało mi się nie raz ukrywać pod wirtuozowską techniką swoje poczucie zażenowania... braku pomysłu... braku pokory. Wychodząc na scenę toczę walkę z samym sobą, często podstawiam sobie haka i walczę później o to, aby się po nim nie wywalić. Staram się tak właśnie grać - dużo ryzykować. Ale są też takie momenty bezsilności czy słabej dyspozycji, a nawet lęku. Po prostu najzwyczajniej w świecie boję się i wtedy właśnie zaczynam grać szybko. Jednak powoli już się z tego leczę.

Ostatnio często grywasz i komponujesz większe formy muzyczne. Napisałeś i doprowadziłeś do wystawienia trans-operę „Sen nocy letniej”, występujesz z kameralną orkiestrą smyczkową, grasz „Psalmy Dawidowe” na chór i zespół jazzowy, wspomagasz swoim fortepianem Zbigniewa Preisnera. Czyżby to ucieczka od samotności w jazzie? Jest to dla mnie potrzeba rozwoju i eksplorowania nowych obszarów muzyki. Poprzez kontakt z teatrem, który jest światem łączącym w sobie bardzo wiele dziedzin, mam okazję spotkać się z choreografem, który jest artystą, scenografem, który też jest artystą, z poetą, z tłumaczem, aktorami, tancerzami... z dużą grupą ludzi, którzy są artystami. Gdybym pozostał tylko przy jazzie spotykałbym się twórczo z gronem 30–40 osób w tym kraju. Ale przecież przyjemnie jest się spotkać także z innymi artystami, z ludźmi reprezentującymi inne dziedziny sztuki. Nie chcę kisić się wciąż w jednym sosie - jestem człowiekiem poszukującym. Zawsze będę próbował różnych rzeczy, to mi bardzo dużo daje, a swoją karierę planuję na długie lata.

Czym kierujesz się pisząc swoje kompozycje? Kieruję się bardzo prostym kryterium: czy mi się to podoba. Kieruję się własnym gustem i własnym poczuciem estetyki. Komponuję, na ile w danym momencie potrafię, bo przecież wiadomo, że jest to język i warsztat, który się ciągle rozwija. Staram się sięgać do granic swoich aktualnych umiejętności. Komponuję muzykę taką, jak wyobrażam sobie, powinna brzmieć dobra muzyka i jak ja widzę wartości w muzyce. Nie kalkuluję, aby łatwo czymś zjednać sobie publiczność. Kieruję się własnym wyczuciem smaku – ZAWSZE.

A czego aktualnie słucha Leszek Możdżer? Ostatnio sonat J. S. Bacha na fortepian i skrzypce, dużo też słuchałem muzyki klubowej, transowej i robionej na komputerach. Jednak nie satysfakcjonuje mnie ta muzyka w tej chwili, dlatego, że słyszę tam 8 taktów powtarzanych w kółko, są to polepione, właściwie zupełnie przypadkowe dźwięki i struktury. One czasem bardzo fajnie brzmią i to było fascynujące przez pewien czas, jednak szybko zrozumiałem, że są to dość proste zabiegi. Natomiast Prokofiew, który potrafił pięknie połączyć flet z klarnetem, przyprawić to kontrabasami i delikatnie polać sosem sekcji smyczkowej, to jest dla mnie teraz smak – słucham teraz dużo muzyki poważnej. Prokofiew jest u mnie na topie, słucham też Steva Reicha i Egberto Gismonti. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzi satysfakcjonuje słuchanie tego samego w kółko, co słychać w polskim radio i TV. Ja chciałbym zawsze włączając odbiornik usłyszeć coś, czego nigdy wcześniej nie słyszałem. Zastanawiam się jak to jest? Czy to ludzie nakręcają media czy media ludzi - może prawda, jak to zwykle bywa, leży gdzieś po środku.

Co najbardziej przeszkadza w byciu pianistą jazzowym w Polsce, w nagrywaniu płyt, ich wydawaniu i sprzedawaniu, a także w graniu koncertów? Przeszkadza to, że ludzie słabo znają się na muzyce, a krytycy, którzy piszą o muzyce wysłuchali niewystarczającej ilości płyt. Ludzie decydujący o kulturze nie potrafią odróżnić rzeczy wartościowej od bezwartościowej. Przeszkadza również brak wyższych potrzeb, ponieważ społeczeństwo jest głodne. Potrzeba sztuki jest potrzebą wyższą, ale by ona mogła zaistnieć musi być zaspokojona potrzeba podstawowa. Nie wiem, dlaczego tak się stało, że ciągle jeszcze w Polsce nie żyje się w dobrobycie i godności. Co jeszcze przeszkadza? Brak dobrych fortepianów, dobrych sal koncertowych, brak kompetentnych menadżerów i profesjonalnych agentów kultury, ale również i to, że po 22.00 trudno się wydostać np. z Bielska-Białej, by pojechać do Gdyni. Przeszkadza, że bilety samolotowe są generalnie za drogie. Boli mnie też, że moi przyjaciele, zawodowi artyści, którzy śpiewają, tańczą, grają czasami nie mają na żarcie. Boli mnie to, chociaż prywatnie nie mogę narzekać.

Co jest dla ciebie najważniejsze w bezpośrednich spotkaniach z ludźmi? Zwracam uwagę na wszystko, uczę się szacunku dla każdego człowieka, ciągle uczę się żyć, obserwuję bacznie wszystkich ludzi, których los postawił na mojej drodze. Każdy z nas jest na swój sposób mistrzem życia i od każdego można się czegoś ciekawego dowiedzieć. Ostatnio uczę się także asertywności, staram się być gościem, który nie daje się tak łatwo okradać. To jest dla mnie bardzo ważne, dlatego, że jestem bardzo otwartym kolesiem i trochę naiwnym, a trzeba się szanować i być uważnym, aby nie rozdawać siebie, jak nie ma się na to ochoty.

Reżyser „Blokersów”, Sylwester Latkowski, nakręcił film pt. „Pub 700”, którego jesteś głównym bohaterem. Co to za obraz, jaką historię opowiada? Dziwna sprawa... ten film wydaje mi się teraz zbyt negatywny. Dużo w nim jest narzekania, że w Polsce jest źle, ale przecież i tak wszyscy wiedzą o tym, że jest syf, więc ciągle mam wątpliwości, czy warto mówić o tym głośno. Osobiście wolałbym mówić o tym, że warto walczyć o to, aby było pięknie, pomimo tego, że nie jest. Róbmy coś i bądźmy dumni z tego, że jesteśmy Polakami. Ja jestem z tego dumny i mam taką ambicję, żeby tworzyć mimo wszystko w Polsce. Sylwester czeka teraz na moją muzykę do tego filmu, ja natomiast mam potężny zgryz, bo nie do końca utożsamiam się z tym filmem, a jest to film dokumentalny o mnie. Jestem człowiekiem bardziej natchnionym i złożonym niż to przedstawiono w filmie. Będę próbował jeszcze coś w nim zmienić poprzez swoją muzykę, bo z drugiej strony jest to dość ważny film opowiadający o tym, jak wygląda tu i teraz zawodowe uprawianie twórczości, więc chyba lepiej, aby on się ukazał. Twórczość dla mnie to jednak także wolność, czyli jednak coś pięknego i wartościowego, a tego w tym filmie nie ma.

rozmawiał: Andrzej Kalinowski
ultramaryna, marzec 2002






teksty
STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgďż˝oďż˝ b��d na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeďż˝one      
hacklink wordpress free themes ankara sexs shop hacklink satış elektronik sigara çeşiteleri