Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | POGODNO: Przypadek szczególnej migracji ze Szczecina na Śląsk
czwartek 21.09.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
POGODNO: Przypadek szczególnej migracji ze Szczecina na Śląsk

Pierwszą płytę zatytułowaną Pogodno, która zrobiła sporo pozytywnego zamieszania na polskiej scenie niezależnej, wydali w wytwórni Ryszarda "Tymona" Tymańskiego - Biodro Records. I gdyby nie dziwny splot okoliczności, byliby nominowani do Fryderyka w kategorii Fonograficzny Debiut Roku... Rozmawiamy z Jackiem Szymkiewiczem – wokalistą i gitarzystą zespołu Pogodno.
Ultramaryna: Zespół Pogodno powstał w 1996 roku w Szczecinie. Powiedz, jak to się stało, że przenieśliście się ze Szczecina do Tychów?
Jacek Szymkiewicz: Do Tychów przeprowadziliśmy się z Gdańska, do Gdańska przeprowadziliśmy się ze Szczecina, a teraz mieszkamy w Mikołowie. Ale też nie do końca, bo siedzimy (Kozłowski, Macuk i ja) trochę w Szczecinie, trochę w Mikołowie. Przeprowadzki były naturalnym odruchem na stan w jakim się znajdowaliśmy mieszkając tam, gdzie akurat mieszkaliśmy. Trochę to tak, jakby wyskoczyć z łódki na środku jeziora (bo widzi się, że łódka dziurawa albo płynie w złym kierunku). Chcesz czy nie, ale musisz pływać, bo się utopisz. Trochę ekstremalna szkoła życia, ale w sumie jeśli skuteczna (a to już nie mnie osądzać), to chyba dobra jak każda inna. No, a teraz jak starczy sił, to będziemy powoli wyhamowywać, choć jak będzie na pewno, to tego przecież nie wie nikt. Oby szczęśliwie.

Przez pierwsze lata waszej działalności byliście bardziej znani u naszych zachodnich sąsiadów niż w Polsce. Teraz już to się wyrównało. Czy sądzisz, że zmieniło się coś u nas jeżeli chodzi o scenę niezależną? Z tymi sąsiadami z zagranicy to nie jest do końca tak, że byliśmy w "dojczlandzie" bardziej znani niż w Szczecinie, po prostu pierwsze koncerty graliśmy u Niemców (jako mocno nieznany zespół), a dopiero po miesiącu zaczęliśmy grać (nadal jako nieznany zespół) w Szczecinie i okolicy. I tak pomału, krok po kroku, dzień po dniu z miasta do miasta. A jeśli chodzi o tzw. "scenę niezależną", to nigdy chyba nie było źle. Zespoły niezależne istniały cały czas, grały dobrą muzykę, a jeśli już tych kapel nie ma, to są nowe, często bardzo dobre. Jeśli już coś jest problemem to miejsca do grania, bo tych jest cały czas za mało i możliwości nagrania oraz wydania płyty. Choć i tak się dużo zmieniło, są nowe studia, w zasadzie płytę można teraz nagrać w domu (proszę pana te komputery to cud, a nie maszyny), a duże firmy fonograficzne otworzyły się na nowe historie i byłbym gnojem, gdybym miał narzekać, bo właśnie wydajemy płytę, którą nagraliśmy w piwnicy i złożyliśmy na komputerku u Marcina, a firmie się spodobało, więc... jak mawiają moi koledzy z zespołu "jest jak jest i chuj". Jeśli się ktoś uprze i będzie miał jeszcze łut szczęścia i kilka innych czynników, to co ma się nie dać, jak się da. Ale nie jest miętko... Bycie grajkiem to raczej ciężka praca, trzeba mieć dużo samozaparcia i to kochać, żeby miało to sens.

Wasza pierwsza płyta miała wielkie szanse na zdobycie Fryderyka w kategorii Debiut Roku 1999. Nie stało się tak z prozaicznego powodu - nagle okazało się, że nikt nie posiada egzemplarza albumu... Opowiedz coś o tej sytuacji. To chyba za mocno powiedziane, że były "wielkie szanse na zdobycie", nie przesadzałbym z tym stwierdzeniem. Chyba było tak, że biodrowcy (wytwórnia Biodro Records) chcieli wysłać płytę jako propozycję i nie mieli czego wysłać. I to jest trochę obciachowe, bo to w końcu firma fonograficzna i okazuje się, że nie mają płyty zespołu, który wydali i nie są w stanie wysłać tej płyty na Fryderyki, które są nagrodą przemysłu fonograficznego. Ale nie wiem jak to było naprawdę, bo nigdy nie miałem dobrego kontaktu z biodrowcami. Prawdę powiedziawszy o całej sprawie dowiedziałem się dzisiaj i to jest niezły cios dla mnie, ale jest jak jest i... Jak było naprawdę nie wiem i w sumie to było dawno i nieprawda.

Jesteście zespołem niezwykle aktywnym koncertowo. Zagraliście ponad 400 koncertów w Polsce i za granicą. Opowiedz o najdziwniejszym waszym występie. W zasadzie chodzi mi o tę zabawną sytuację w Gdańsku, bodajże w Czarnym Kocie. No tak... ta jazda w Czarnym Kocie to było coś. Lokal, w którym na galerii rezyduje kawiarenka internetowa, przy szatni stoją kolesie w skórach o aparycji naszych braci zza Buga, w środku wszystko czeka na dansik. Dwóch młodych kolesi w dresach i gość po czterdziestce z panną mają randkę i to koniec audytorium (kilku osób w kafejce internetowej nie liczę, bo byli w sieci, więc nic ich nie obchodziło). Zagraliśmy dwie piosenki i pan po czterdziestce podszedł do mnie, podał mi grzecznie kartę, na której było napisane, że dobrze by było gdybyśmy skończyli, bo strasznie hałasujemy. To był nasz pierwszy koncert w Trójmieście, cały sprzęt zwieźliśmy na plecach kolejką podmiejską, bo byliśmy zupełnie bez kasy i nie było nas stać na wynajęcie taxy. Graliśmy za bilety, których sprzedało się zero. Bolały nas ręce, bolały nas plecy, bolały nas serca. Zagraliśmy jeszcze jedną piosenkę i zabraliśmy się z powrotem kolejką obładowani jak wielbłądy. W sumie mało śmieszne, ale hartowały się nasze charaktery w ogniu ciężkich dni.

19 listopada wyszła wasza długo oczekiwana druga płyta. Skąd pomysł na taki arcydziwny tytuł Sejtenik Miuzik & Romantik Loff? Pomysł na nazwę płyty przywiózł ze sobą Kozłowski z Gryfina (skąd pochodzi) i jest to jeden z jego wielu magicznych tekstów – on jest w te klocki naprawdę niezły.

Wasz drugi album został wydany przez nowo powstały label Sony, stworzony w celu promowania muzyki niezależnej. Opowiedz o tej sytuacji. Z soniakami na razie (odpukać w niemalowane) jest ok. Lubią nas i my lubimy ich. Więcej będzie można powiedzieć jak wyjdzie płyta i się pobuja po Polsce. Oby szczęśliwie, czego życzy gnojek byczy.

Rozmawiał: Adrian Chorębała [Ultramaryna grudzień 2001]






teksty
MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgďż˝oďż˝ b��d na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeďż˝one      
sisli escort escort bayan esenyurt istanbul escort istanbul escort sex hikayeleri kurtkoy escort maltepe escort maltepe escort ataşehir escort Kurtköy Escort pendik escort kartal escort kurtköy escort ataşehir escort ümraniye escort kurtköy escort kadıköy escort kurtköy escort kartal escort atesehir escort kurtkoy escort pendik escort maltepe escort tipobet ankara escort ankara escort avcılar escort beylikdüzü escort ataköy escort beylikdüzü escort avcılar escort ankara travesti istanbul travesti ankara escort kocaeli escort bursa üniversiteli escort ataköy escort ankara escort ankara escort Mecidiyeköy Escort ankara escort viagra hapı
hacklink wordpress free themes ankara sexs shop hacklink satış elektronik sigara çeşiteleri