Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | POGODNO: Przypadek szczególnej migracji ze Szczecina na Śląsk
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
POGODNO: Przypadek szczególnej migracji ze Szczecina na Śląsk

Pierwszą płytę zatytułowaną Pogodno, która zrobiła sporo pozytywnego zamieszania na polskiej scenie niezależnej, wydali w wytwórni Ryszarda "Tymona" Tymańskiego - Biodro Records. I gdyby nie dziwny splot okoliczności, byliby nominowani do Fryderyka w kategorii Fonograficzny Debiut Roku... Rozmawiamy z Jackiem Szymkiewiczem – wokalistą i gitarzystą zespołu Pogodno.
Ultramaryna: Zespół Pogodno powstał w 1996 roku w Szczecinie. Powiedz, jak to się stało, że przenieśliście się ze Szczecina do Tychów?
Jacek Szymkiewicz: Do Tychów przeprowadziliśmy się z Gdańska, do Gdańska przeprowadziliśmy się ze Szczecina, a teraz mieszkamy w Mikołowie. Ale też nie do końca, bo siedzimy (Kozłowski, Macuk i ja) trochę w Szczecinie, trochę w Mikołowie. Przeprowadzki były naturalnym odruchem na stan w jakim się znajdowaliśmy mieszkając tam, gdzie akurat mieszkaliśmy. Trochę to tak, jakby wyskoczyć z łódki na środku jeziora (bo widzi się, że łódka dziurawa albo płynie w złym kierunku). Chcesz czy nie, ale musisz pływać, bo się utopisz. Trochę ekstremalna szkoła życia, ale w sumie jeśli skuteczna (a to już nie mnie osądzać), to chyba dobra jak każda inna. No, a teraz jak starczy sił, to będziemy powoli wyhamowywać, choć jak będzie na pewno, to tego przecież nie wie nikt. Oby szczęśliwie.

Przez pierwsze lata waszej działalności byliście bardziej znani u naszych zachodnich sąsiadów niż w Polsce. Teraz już to się wyrównało. Czy sądzisz, że zmieniło się coś u nas jeżeli chodzi o scenę niezależną? Z tymi sąsiadami z zagranicy to nie jest do końca tak, że byliśmy w "dojczlandzie" bardziej znani niż w Szczecinie, po prostu pierwsze koncerty graliśmy u Niemców (jako mocno nieznany zespół), a dopiero po miesiącu zaczęliśmy grać (nadal jako nieznany zespół) w Szczecinie i okolicy. I tak pomału, krok po kroku, dzień po dniu z miasta do miasta. A jeśli chodzi o tzw. "scenę niezależną", to nigdy chyba nie było źle. Zespoły niezależne istniały cały czas, grały dobrą muzykę, a jeśli już tych kapel nie ma, to są nowe, często bardzo dobre. Jeśli już coś jest problemem to miejsca do grania, bo tych jest cały czas za mało i możliwości nagrania oraz wydania płyty. Choć i tak się dużo zmieniło, są nowe studia, w zasadzie płytę można teraz nagrać w domu (proszę pana te komputery to cud, a nie maszyny), a duże firmy fonograficzne otworzyły się na nowe historie i byłbym gnojem, gdybym miał narzekać, bo właśnie wydajemy płytę, którą nagraliśmy w piwnicy i złożyliśmy na komputerku u Marcina, a firmie się spodobało, więc... jak mawiają moi koledzy z zespołu "jest jak jest i chuj". Jeśli się ktoś uprze i będzie miał jeszcze łut szczęścia i kilka innych czynników, to co ma się nie dać, jak się da. Ale nie jest miętko... Bycie grajkiem to raczej ciężka praca, trzeba mieć dużo samozaparcia i to kochać, żeby miało to sens.

Wasza pierwsza płyta miała wielkie szanse na zdobycie Fryderyka w kategorii Debiut Roku 1999. Nie stało się tak z prozaicznego powodu - nagle okazało się, że nikt nie posiada egzemplarza albumu... Opowiedz coś o tej sytuacji. To chyba za mocno powiedziane, że były "wielkie szanse na zdobycie", nie przesadzałbym z tym stwierdzeniem. Chyba było tak, że biodrowcy (wytwórnia Biodro Records) chcieli wysłać płytę jako propozycję i nie mieli czego wysłać. I to jest trochę obciachowe, bo to w końcu firma fonograficzna i okazuje się, że nie mają płyty zespołu, który wydali i nie są w stanie wysłać tej płyty na Fryderyki, które są nagrodą przemysłu fonograficznego. Ale nie wiem jak to było naprawdę, bo nigdy nie miałem dobrego kontaktu z biodrowcami. Prawdę powiedziawszy o całej sprawie dowiedziałem się dzisiaj i to jest niezły cios dla mnie, ale jest jak jest i... Jak było naprawdę nie wiem i w sumie to było dawno i nieprawda.

Jesteście zespołem niezwykle aktywnym koncertowo. Zagraliście ponad 400 koncertów w Polsce i za granicą. Opowiedz o najdziwniejszym waszym występie. W zasadzie chodzi mi o tę zabawną sytuację w Gdańsku, bodajże w Czarnym Kocie. No tak... ta jazda w Czarnym Kocie to było coś. Lokal, w którym na galerii rezyduje kawiarenka internetowa, przy szatni stoją kolesie w skórach o aparycji naszych braci zza Buga, w środku wszystko czeka na dansik. Dwóch młodych kolesi w dresach i gość po czterdziestce z panną mają randkę i to koniec audytorium (kilku osób w kafejce internetowej nie liczę, bo byli w sieci, więc nic ich nie obchodziło). Zagraliśmy dwie piosenki i pan po czterdziestce podszedł do mnie, podał mi grzecznie kartę, na której było napisane, że dobrze by było gdybyśmy skończyli, bo strasznie hałasujemy. To był nasz pierwszy koncert w Trójmieście, cały sprzęt zwieźliśmy na plecach kolejką podmiejską, bo byliśmy zupełnie bez kasy i nie było nas stać na wynajęcie taxy. Graliśmy za bilety, których sprzedało się zero. Bolały nas ręce, bolały nas plecy, bolały nas serca. Zagraliśmy jeszcze jedną piosenkę i zabraliśmy się z powrotem kolejką obładowani jak wielbłądy. W sumie mało śmieszne, ale hartowały się nasze charaktery w ogniu ciężkich dni.

19 listopada wyszła wasza długo oczekiwana druga płyta. Skąd pomysł na taki arcydziwny tytuł Sejtenik Miuzik & Romantik Loff? Pomysł na nazwę płyty przywiózł ze sobą Kozłowski z Gryfina (skąd pochodzi) i jest to jeden z jego wielu magicznych tekstów – on jest w te klocki naprawdę niezły.

Wasz drugi album został wydany przez nowo powstały label Sony, stworzony w celu promowania muzyki niezależnej. Opowiedz o tej sytuacji. Z soniakami na razie (odpukać w niemalowane) jest ok. Lubią nas i my lubimy ich. Więcej będzie można powiedzieć jak wyjdzie płyta i się pobuja po Polsce. Oby szczęśliwie, czego życzy gnojek byczy.

Rozmawiał: Adrian Chorębała [Ultramaryna grudzień 2001]






teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet