Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | Jak STASIO został męczennikiem
sobota 25.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
Jak STASIO został męczennikiem


Cenzura – kontrola w dziedzinie publicznego przekazywania informacji, ograniczająca wolność myśli i przekonań (…); odróżnia się cenzurę prewencyjną – przed upowszechnieniem dzieła i cenzurę represyjną – po jego rozpowszechnieniu (pociąga za sobą konfiskatę utworu […] ). Nowa Encyklopedia Powszechna PWN

Mało kto wie, że Stasio jest pierwszym w historii III Rzeczypospolitej MC, któremu z przyczyn obyczajowych wycofano ze sprzedaży płytę. Świadom wielkości swego wyczynu (sztuki tej nie dokonał nawet Liroy), ścigany przez łaknące kneblowania ust agendy rządowe i prywatne, ze swej kryjówki Stasio zwierzył się Ultramarynie ze swoich lęków, planów i korzeni.

Ultramaryna: Jak zaczęło się z twoją muzyką?
Stasio: Zaczęło się – mam już taką ustaloną datę – w 1996 r. Wtedy to zacząłem tworzyć pierwsze podkłady, a przede wszystkim pisać. Następnie standardowo: zgrywanie demówki, chodzenie po wytwórniach, ignorancja z ich strony, granie koncertów… W końcu zdarzył się wspólny koncert z El Dupą we Wrocławiu, gdzie poznałem wokalistę Hurtu – Maćka Kurowickiego, który założył sobie za cel życiowy (czy tam miesięczny), że Stasio musi wydać własną płytę. I tak oto na przełomie 2000/2001 nakładem wrocławskiej Luny Music ukazała się moja pierwsza, dystrybuowana przez Pomaton EMI, płyta pt. Rozbujnik.

Pogadajmy o niej chwilę… Na fali popularności hip-hopu zostałeś zaszeregowany przez rynek jako wykonawca z tego nurtu. Jak to oceniasz? To nie jest żaden ortodoksyjny hip-hop, ale raczej klimaty studenckie i tak chyba zresztą jest, jeśli spojrzeć na to, kto przychodzi na koncerty. Hip-hop był moją fascynacją, ale muzyka nie jest moją domeną i jestem tego świadom. W zasadzie w moim przypadku muzyka jest nośnikiem jakiegoś przekazu. Pierwsza płyta była eklektyczna i to dało się odczuć. Już wtedy wiedziałem, że następna płyta nie ma szans być hip-hopową. Rzecz polega na tym, że aby utrzymać się na tym rynku, choć nie mam tu zbyt wiele do powiedzenia, bo nie sprzedałem wielu płyt, trzeba się rozwijać do bólu, naprawdę cały czas poszukiwać.

Faktycznie, twoje teksty są dalekie od hip-hopowej sztampy… Ktoś powiedział mi, że są trudno zrozumiałe. To całkiem możliwe – jestem artystą początkującym, ale ucieszyło mnie, gdy ktoś inny słuchając już materiału na nową płytę powiedział, że teksty są o wiele bardziej uniwersalne. Moje nowe teksty są bardziej autentyczne, ale i wieloznaczne, nieco publicystyczne, będzie w nich więcej socjologii i mniej zabawy w politykę, bo przestaje mnie to już kręcić – na to można sobie pozwolić, gdy wydaje się płytę regularnie co roku. Poza tym świata nie zmienię – w moich tekstach jest co prawda dużo ironii, ale mam świadomość, że jest to walka z wiatrakami, traktuję to bardziej jako taki kabaret, satyrę. Chciałbym tylko, by ktoś powiedział, że teksty są dobre.

Jak doszło do nagrania utworu z El Dupą? Poznaliśmy się przez moją koleżankę ze studiów jeszcze zanim oni nagrali swoją płytę i – jak wspominałem – zagraliśmy wspólnie dwa koncerty w Zakopanem i Wrocławiu. Jakoś tak siłą rzeczy i naturalnie wypłynęło, że gdy oni wydali płytę i skontaktowaliśmy się ze sobą, powiedziałem że akurat ja też wydaję i fajnie by było coś razem nagrać… Słychać, że kawałek to dość duża improwizacja – tak zresztą się nazywa. Przyjechaliśmy do studia wieczorem, Olaf siedział tam, bo z tego co wiem chciał się jakoś udzielić, Kazika z początku miało nie być, ale akurat wtedy nagrywał songi Weilla i jakoś tak się stało, że w końcu zaśpiewał. Numer został zgrany błyskawicznie, w zasadzie w pół godziny.

Wierzysz w komercyjny sukces? Nie mam nic przeciwko komercji, jeśli toczy się wokół czegoś dobrego. Wierzę, że komercyjnie się uda… Wiadomo, że to jest śliska sprawa i potem człowiek pewnie inaczej już myśli, gdy może zrobić coś za więcej. Trzeba umieć czasem odmówić, dobrym przykładem jest tu Kult i Kazik, który cały czas egzystuje już gdzieś tam wysoko, wysoko, a jednak potrafi utrzymać ten sam poziom. Ważne jest, by się nie zagubić, by nie zostać potem odrzuconym przez własną publiczność, choć może taka jest właśnie mentalność Polaków, że najpierw kochają, a potem nienawidzą? Naprawdę nie mam nic przeciwko temu, by dostawać fajne pieniążki za to co robię, bo przez to mogę się rozwijać. Chodzi tylko o pewną niezależność w muzyce… Wierzyłem w Rozbujnika, wierzę że druga płyta odniesie sukces na tyle, bym mógł nagrać trzecią.

Czas zaspokoić ciekawość czytelników i naświetlić im sprawę Rozbujnika. Dodam tylko, iż poszło o utwór „Czarnuchu zapodawaj”, w którym wykorzystałeś sample z „What a wonderfull world” Louisa Armstronga. Taaak… po przyjeździe z wakacji dowiaduję się, że po miesiącu czy półtora dystrybucji płyty Universal, który właśnie ma prawa do „What a wonderfull world” wysłał pismo do Pomatonu, w którym oznajmia, że obrażam w tym utworze wyżej wspomnianego (co jest tym bardziej karygodne, iż jestem artystą młodym) oraz prosi o wycofanie płyty ze sprzedaży lub sprawa zostanie skierowana do sądu… i Pomaton wycofał się od razu. Od tamtego czasu, a było to w sierpniu zeszłego roku, ma ukazać się reedycja płyty, oczywiście już bez tego utworu…

Czy próbowałeś to jakoś nagłośnić? Zależało mi na zainteresowaniu kogoś tą sprawą, doszło nawet do tego, że byłem umówiony z „Polityką”, że napiszą o tym na 100 procent, ale jakoś się nie odezwali. Nie ma sensu naciskać dalej, bo po prostu wiem, co jest grane… Tak więc, jak na razie, jesteście pierwsi.

Nie masz poczucia, że z Rozbujnikiem sam coś zawaliłeś? Może gdybym nie był taki napalony, może gdybym skupił się nad detalami (zwłaszcza prawnymi), to może inaczej by to wszystko wyglądało. Ale jeśli chodzi o ogólny pomysł na płytę Rozbujnik, to taki istniał i dojrzałem do niej.

Jak zaawansowane są prace nad nowym materiałem? Teksty w zasadzie są, jeśli chodzi o muzykę to w 30 procentach – jak na razie mam szkielety kawałków. Na poprzednią płytę dałem wszystko, co miałem, a teraz chciałbym najpierw nagrać jakąś część materiału, a dopiero potem wybrać co lepsze utwory.

Bieżące plany? Przede wszystkim koncerty. Imprezy na rodzinnym Śląsku będą tak naprawdę pierwszym sprawdzianem popularności tutaj. Gdy grałem ostatnio koncert w Warszawie, przyszło wiele osób, które znały moje teksty na pamięć – mam nadzieję, że tu też tak będzie. Chcę pokazać, że Stasio jeszcze żyje, że robi coś nowego i tak naprawdę to dopiero początek. Na koncertach prócz starych utworów zagram jeszcze około sześciu nowych, przedpremierowych kawałków – o ile będzie jeszcze jakaś premiera.

Czego wszyscy ci życzymy!

Rozmawiał: Marcin Kowalski [Ultramaryna luty 2002]






teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone