Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | METROPOLIS?
poniedziałek 29.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
METROPOLIS?

Wyobraźcie sobie, że pewnego pięknego dnia budzicie się i naraz odkrywacie, że zostaliście mieszkańcami jednego z największych miast w Europie. Za Waszymi oknami wznoszą się niebosiężne wieżowce, na podniebnych torowiskach śmiga superszybka kolej, którą w najdalszy zakątek miasta dojedziecie w piętnaście minut. Jest to miasto przyjazne dla ludzi, nowoczesne, prężne, przyciągające turystów i wielkie inwestycje. Miasto nastawione na przyszłość i rozwój. Miasto Katowice.

Powyższy akapit nie pochodzi z kolejnego tomu „Opuścić Los Raques” autorstwa Macieja Żerdzińskiego, wyspecjalizowanego w opisywaniu futurystycznych wizji Katowic i naszego regionu, a jest jednym z najnowszych pomysłów włodarzy naszych miast. 11 lutego bieżącego roku w Świętochłowicach odbyła się dyskusja z udziałem przedstawicieli okolicznych miast, na której przyjęto podstawowe założenia dotyczące konsolidacji aglomeracji śląskiej w jedno olbrzymie miasto o charakterze metropolitalnym. W wyniku tego połączenia powstałby obszar miejski rozciągający się na obszarze 1300 km kwadratowych, na którym mieszkałoby, według różnych obliczeń, od dwóch i pół miliona do trzech milionów ludzi. Przyjęto roboczą nazwę tej konurbacji: Górnośląski Związek Metropolitalny.

Powstaje w związku z tym planem jedno ważne pytanie – po co? Prezydenci miast w trakcie wspomnianego spotkania stwierdzili, że tak duży organizm miejski miałby kilka podstawowych celów: pozyskiwanie wielkich inwestycji, które mogłyby podnieść koniunkturę i atrakcyjność regionu, zmiana wizerunku Śląska jako obszaru nienadającego się do życia, stworzenie nowych miejsc do pracy i egzystencji. Wszystko to brzmi dość logicznie, niesie ze sobą wiele zalet, tylko zdaje się, iż nikt nie zadał sobie drugiego z najistotniejszych pytań, czyli jak to zrobić?

Wyobraźcie sobie, że w odstawkę musiałyby pójść wszystkie lokalne konflikty, że wiecznotrwała „święta wojna” pomiędzy Śląskiem a Zagłębiem miałby zostać rozwiązana za pomocą odgórnego nakazu, że odwieczne niechęci pomiędzy mieszkańcami Świętochłowic a Chorzowa, Bytomia a Gliwic zostałyby skasowane jednym podpisem na odnośnej ustawie. Czysta utopia, w dodatku utopia groźna, gdyż grozi po prostu eskalacją tych konfliktów i ich narastaniem.

Kolejny ważny element skrupulatnie pomijany przez włodarzy to choćby kwestia zarządzania tym tworem. Czy władzę powinien sprawować tu jeden człowiek, stojący ponad pozostałymi prezydentami miast, sprowadzonymi wtedy do dużo mniej prestiżowej roli prezydentów dzielnic i gmin, czy tez powinien powstać kolejny szczebel administracyjny, coś w rodzaju Rady Prezydentów, która podejmowałaby wszystkie ważne decyzje? Inne pytanie – jak miałoby wyglądać finansowanie tego molocha? Czy decyzję o remoncie bocznej uliczki w Jaworznie miałby podejmować człowiek, którego urząd mieści się w centrum Katowic i który w Jaworznie prawdopodobnie nigdy nie był? Pytań tego typu jest całe mnóstwo, począwszy od banalnych – jak nazwać to megamiasto, bo należy się liczyć z tym, że miejscowości o dużo większym historycznym dziedzictwie od Katowic, jak chociażby Bytom, Chorzów czy Gliwice mogłyby poczuć się dotknięte tracąc swoje odwieczne nazwy i stając się częścią tego dość sztucznego tworu, po pytania naprawdę ważne i wymagające skomplikowanych i wieloletnich prac o sposób zarządzania tym olbrzymim organizmem.

W całej tej dyskusji nie należy również pomijać problemu lokalnych tożsamości, przez wielu Ślązaków traktowanych bardzo poważnie, jako bardzo mocny wyznacznik tego, kim są i kim się czują. Dla przybyszy z zewnątrz cały obszar GOP-u i owszem może wydawać się jednym miastem, pozbawionym jakichś szczególnych wyróżników, które pozwalałyby się zorientować, że przekraczając tę ulicę przeszliśmy z Chorzowa do Katowic, ale dla rdzennych mieszkańców tego terenu te podziały są nadal ważne i dość sporo dla nich znaczą. I to są rzeczy, których w żaden sposób nie da się załatwić odgórną decyzją, których nie da się załatwić, bo pan prezydent tak powiedział i tak ma być (tupnięcie nóżką).

Dlatego też najważniejszym problemem, z jakim przyjdzie się zmierzyć twórcom tego projektu, będzie próba zmiany mentalności mieszkańców, próba wyciagnięcia ich z odwiecznych lokalnych uwarunkowań, próba chociażby przekonania kibiców Ruchu Chorzów, że kibice GKS-u przestają być ich odwiecznymi przeciwnikami, a są mieszkańcami tego samego miasta.

O tym właśnie postanowiliśmy porozmawiać z Michałem Stanglem, architektem i urbanistą, autorem kilku artykułów omawiających rozwój aglomeracji miast śląskich.

METROPOLITALNOŚĆ
Ultramaryna: Jak wyobraża pan sobie połączenie śląskich miast w jeden spójny i sprawnie działający organizm?


Michał Stangel: Myślę, że proces ten powinien postępować z dwóch stron – odgórnie i oddolnie. Odgórnie, czyli za pomocą rozwiązań administracyjnych i infrastrukturalnych, które są niezbędne. Najważniejszy jest tu moim zdaniem rozwój komunikacji: rozbudowa Trasy Średnicowej, ale przede wszystkim organizacja sprawnego i jednorodnego transportu zbiorowego, modernizacja dworców kolejowych, organizacja szybkiej kolei miejskiej. Drugi ważny element to działania oddolne i zmiana sposobu myślenia ludzi.

A w jaki sposób chciałby pan wpłynąć na ludzi, zmienić ich mentalność, która – co tu dużo ukrywać – od czasów historycznych oparta jest dość mocno na lokalnych konfliktach, by przywołać chociażby odwieczną wojnę na stereotypy pomiędzy Śląskiem a Sosnowcem? Myślę, że czynnikiem stabilizującym historyczne animozje jest silny napływ ludzi ze Wschodu. W drugim i trzecim pokoleniu ludzie ci – tak jak ja sam – czują się związani ze Śląskiem, ale nie uczestniczą już w tych konfliktach. Widziałbym też rozwiązanie w zmianie poziomu, na jakim mieszkańcy regionu definiują swoją tożsamość. Przypomina mi się takie afrykańskie przysłowie, które mówi: „Sam walczę ze swoim bratem, razem walczymy przeciw rodzinie, razem z rodziną walczymy przeciwko klanowi, razem z klanem walczymy przeciw całej Afryce”. Myślę, że teraz, w czasach Internetu i globalizacji, od tożsamości „miejskiej” ważniejsza jest lokalna, dzielnicowa oraz ta definiowana bardziej globalnie, nie w skali miejscowości, ale w skali regionalnej; w skali jakiegoś większego „organizmu miejskiego”.

No tak, ale cały czas nie tłumaczy to, w jaki sposób przekonać mieszkańca na przykład Chorzowa, że powinien czuć się od teraz również mieszkańcem Katowic czy jak się będzie nazywał ów organizm. Ciągle przecież jesteśmy w sytuacji, gdy ta odrębność jest podkreślana na każdym prawie kroku. Jeździmy do Katowic, załatwiamy tam różne sprawy, pracujemy, bawimy się w klubach, ale cały czas nie jesteśmy katowiczanami. Jakie metody przekonania mieszkańców miast ościennych widziałby pan, w jaki sposób sprawić, by nagle wszyscy ci ludzie zrozumieli, że są rzeczy ważniejsze niż własna ulica czy dzielnica i że powinni czuć się częścią większej całości? To jest dobre pytanie, na które niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Proces ten w bardzo dużym stopniu już zachodzi, zwłaszcza wśród ludzi młodych, którzy wychodzą poza swoje środowisko w poszukiwaniu szkół, pracy i rozrywki. Zmiana myślenia wymaga lat i wielu małych kroczków, które w końcu mogą doprowadzić do tego, że te 3 miliony ludzi mieszkających na tym obszarze kiedyś powie o sobie: „jesteśmy mieszkańcami metropolii i jesteśmy z tego dumni”. Jednak nawet chociażby w Londynie, złożonym z wielu małych „wiosek i miasteczek”, wewnętrzne animozje na poziomie dzielnic bywają nadal silne. Ale ponad tym istnieje kategoria myślenia o sobie jako o londyńczyku.

A idąc tą wspomnianą metodą małych kroczków, od czego rozpocząłby pan budowanie tej właśnie ponad lokalnej, globalnej tożsamości mieszkańca Metropolii Katowickiej? Myślę, że można by zacząć od stworzenia wizji inicjatyw, które spinałyby te wszystkie miasta w jedną całość, wymagały współpracy. Mogłaby to być na przykład organizacja regionalnej wystawy typu EXPO czy znaczącej imprezy sportowej, odbywającej się jednocześnie we wszystkich częściach metropolii. Na małą skalę to się już dzieje, np. co roku Festiwal Sztuki Tanecznej odbywa się w wielu punktach aglomeracji, w tym w budynkach poprzemysłowych. Większe imprezy wymagałyby rozwiązań infrastrukturalnych, jak wspomniana sieć komunikacyjna, która umożliwiłaby szybkie przeniesienie się z jednej areny wydarzeń na drugą. Ale organizacja takich imprez mogłaby właśnie być powodem do uzyskania środków na rozwój infrastruktury. Z drugiej strony widziałbym tu miejsce do działania dla organizacji, której celem byłaby edukacja na temat regionu, promocja i dofinansowanie wspólnych, metropolitalnych inicjatyw kulturalnych i debaty nad rozwojem aglomeracji. Na Śląsku działa wiele fundacji itp., ale wydaje się, że działania prowadzone „pod wspólnym szyldem” mogłyby być bardziej skuteczne – stworzyć ciągłość i wywołać „efekt synergii”. Przykładowo, tego typu instytucją jest warszawski Instytut imienia Stefana Starzyńskiego, który zajmuje się popularyzowaniem historii miasta i organizowaniem debaty na temat jego przyszłości. Miejmy nadzieję, że taką rolę będzie pełnić powstające Muzeum Śląskie. Myślę, że taka instytucja powinna jednak mieć filie w różnych miastach aglomeracji, zlokalizowane tak, by łatwo było się między nimi poruszać; na przykład w pobliżu dworców kolejowych.

No dobrze, przyjmijmy, że udało się załatwić już wszystkie problemy administracyjne, mamy szybką komunikację, mamy imprezy jednoczące różne miasta, mamy doskonałych zarządców metropolii. Jakby pan próbował przekonać zwykłych mieszkańców naszej okolicy do tego, że bycie obywatelem metropolii jest dla nich lepsze od tego, co mają teraz? Myślę, że moglibyśmy uzyskać wiele „korzyści skali” z pożytkiem dla mieszkańców – dobrze skomunikowany, wspólny obszar metropolitalny oznaczałby m.in. większy rynek pracy i większy wybór usług. „Wielkomiejski styl życia” oferowałby więcej możliwości rekreacji, bogatszą ofertę kulturalną i rozrywkową. Myślę też, że życie w metropolii, z której można być dumnym, pozytywnie wpływa na tożsamość i samopoczucie.

tekst: Marceli Szpak, współpraca Settembrini [ultramaryna, kwiecień 2006]

Autor pragnie podziękować użytkownikom forum internetowego Grupa Katowickie Wieżowce, skąd zaczerpnął wiele pytań i pomysłów do niniejszego artykułu.

podyskutuj na ten temat






teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone