Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | WIĘCEJ NIŻ LITERATURA: wywiad z Mariuszem Sieniewiczem
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
WIĘCEJ NIŻ LITERATURA: wywiad z Mariuszem Sieniewiczem

Mariusz Sieniewicz – pisarz, wymieniany obok Kuczoka i Odiji jako jeden z najważniejszych polskich autorów z rocznika lat 70. Deklaruje: „Literatura to zawsze i przede wszystkim doświadczenie – własne lub zasłyszane. Lub sen – coś, co jest niby odległe, ale ma jednak zakorzenienie, umocowanie w rzeczywistości. To coś, co wyciąga cię z kolein normalności i wskazuje zaszyfrowany sens.”

Takie są jego powieści – nieoczywiste, pełne tropów i odniesień. Jedna z nich, „Czwarte niebo” (2003), doczekała się nominacji do Nagrody Nike. Już debiut prozatorski Sieniewicza „Prababka” (1999) zebrał bardzo pozytywne recenzje, a ostatnie jego dzieło, zbiór opowiadań z kluczem „Żydówek nie obsługujemy” (2005) zwraca uwagę wyrazistym autorskim stylem. Jak napisała Kinga Dunin w recenzji tej książki: „Sieniewicz to rzadki przykład polskiego pisarza, który wykracza poza utarte szlaki myślenia, jednocześnie nie tracąc kontaktu z najbardziej palącymi problemami współczesności.” 7 grudnia w cyklu „Więcej niż literatura” odbędzie się spotkanie z Mariuszem Sieniewiczem, które poprowadzi Dariusz Nowacki.

Ultramaryna: „Żydówek nie obsługujemy” jest powieścią współczesną, ale porusza uniwersalne tematy, jakimi są inność czy własna tożsamość. To, co jednak przebija przez tę książkę, to podskórny lęk, który otumania czytelnika i każe mu myśleć kategoriami skrzywdzonych. Czego najbardziej boi się Mariusz Sieniewicz? I czy pisanie dla ciebie jest swego rodzaju terapią, oswajaniem lęków?
Mariusz Sieniewicz: Obawiam się ludzi, którzy na pytanie o własną tożsamość odpowiadają kategorycznie twierdząco, a jednocześnie budują świat wedle tejże odpowiedzi. I nie wiem czy to jest kwestia strachu, to raczej poczucie zagrożenia, niebezpieczeństwa, dyskomfortu egzystencjalnego. A tym wszystkim napawa mnie wypowiadanie się w liczbie mnogiej, gdy ktoś mówi w imieniu grupy, wspólnoty, a ta najczęściej okazuje się stadem. Boję się rycerzy moralności, których Polska wydaje się być wciąż idealnym inkubatorem. Z jednej bowiem strony mamy dzisiaj do czynienia z łabędzim śpiewem indywidualizmu, zagłuszanym przez kulturę masową, z drugiej – z narastającą ideologizacją życia. Raczej nie oswajam lęków, są lepsze na to sposoby. Staram się, poprzez pisanie, tymi lękami, znakami zapytania podzielić się z czytelnikiem.

Twoja proza nacechowana jest widocznymi inspiracjami rosyjskiej literatury. Czym spowodowane jest to, że bohaterowie „Czwartego nieba” posiadają tą szaloną rosyjską duszę? Jeśli w bohaterach „Czwartego nieba” dostrzegasz „szaloną rosyjską duszę”, to miło. Zawsze wybierałem wschodnią mentalność, jakoś tak masochistycznie, pomimo tradycyjnych resentymentów w tym względzie. Kultura Zachodu mi nie odpowiada. Nie czuję jej, jest nazbyt wyfiokowana, sztuczna, a przy tym chłodna. Gdzie, jeśli nie w literaturze rosyjskiej, rozprawia się o Bogu, wartościach, gdzie, jeśli nie tam, rzuca się metafizyczne kotwice w niebo. Fascynacja jest zawsze zorientowana na własne braki. I tak jest w moim przypadku.

Skąd takie nasączenie groteską w „Żydówkach”? W żaden inny sposób nie można już opisywać rzeczywistości. Tej zewnętrznej i tej wewnętrznej. Czysty realizm został zbanalizowany, czysty surrealizm doprowadza do ślepej uliczki. Groteska jest dla mnie idealnym narzędziem do opisu świata, w którym żyję. Jest idealnym wytrychem, którym można otworzyć powierzchniowość współczesnego życia i dotrzeć do jego sensów i bezsensów. To taki potencjometr balansu.

Czy wierzysz w to, że literatura powinna być zaangażowana społecznie? Czy jako młody polski pisarz uważasz, że ważne jest nie tylko jak, ale przede wszystkim po co piszesz? Literatura „zaangażowana społecznie” trafiła do poręcznej szuflady, została przeżarta przez medialne tryndy i mody, a sam jej opis nie wyszedł poza schematy wypracowane za PRL-u. A ja pojmuję zaangażowanie społeczne w takim sensie, w jakim zaangażowany był Camus, w jakim zaangażowani są Jelinek, Houellebecq, Andruchowycz, Pielewin. Czy komuś przyszłoby do głowy, by „polskimi narzędziami” zaangażowania rozbierać „Moscoviadę” lub „Mały palec Buddy”? Oczywiście, że w moim przypadku jest tak, że najpierw muszę sam wiedzieć czy mam coś w ogóle do powiedzenia. Forma, czyli owo „jak?” jest wynikiem pytania „o czym?”. Język przychodzi z wewnątrz, z głębi pytania „po co?”

Czy istnieje twoim zdaniem coś takiego jak pokolenie literackie roczników 70., czy to tylko slogan wymyślony przez krytyków? Nie ma takiego pokolenia. Ja przynajmniej nie czuję takiej więzi, może w początkach, przy debiutach, ale raczej w kategoriach nadziei na wyrazistą generację. Jednak, jak się okazało, to była chwilowa forma medialnego odróżnienia się od twórców urodzonych dekadę wcześniej.

Czujesz się patriotą lokalnym? Co jest takiego w Olsztynie, co cię tam zatrzymuje? Każdy ma takie centrum wszechświata, na jakie zasługuje. A poza tym, nie wyobrażam sobie wyjazdu, bo na co i w imię czego? Kasy? Tzw. kariery? Realizacji, samorealizacji? Co może mi zagwarantować inne miasto, czego nie mam w Olsztynie? Czasami, ale tylko czasami, nachodzi mnie ochota, by wyjechać, ale w ogóle z kraju. Nasza „polska mentalność” staje się coraz bardziej uciążliwa, nieznośna. Choć, jak znam siebie, zaraz bym sobie zarzucał jakąś dezercję.

Co w twoim przypadku zmieniła nominacja do Nike? Otworzyła ci drogę na salony, pokazała nowe możliwości? Nic nie zmieniła. Widziałem te drzwi do salonów, ale sam sobie je chyba zatrzasnąłem przed nosem. Może zagwarantowała chwilę większej uwagi, może więcej ludzi sięgnęło po moje książki, ale w moim życiu wszystko pozostało takie samo. Ucieszyłem się jedynie, że w gronie jurorów znaleźli się tacy, dla których „Czwarte niebo” jest godne lektury. Próżność na chwilę wybucha i po chwili gaśnie.

Czym zajmujesz się poza pisaniem? Obecnie jestem „etatowcem”, wypełniając ezoteryczną funkcję „asystenta dyrektora ds. programowych” w olsztyńskim Teatrze Jaracza. Czytam teksty dramaturgiczne, piszę noty do sztuk, czasami funkcjonuję jako „dziewięćdziesięciokilogramowe ciało doradcze”, no i chwilami – wedle wieloletnich pracownic Teatru – knuję i intryguję z sekretarzem literackim w naszej wspólnej kanciapie i nawołuję do zmian.

Powiedziałeś przewrotnie: „Jako grafoman jestem świadomy swoich ograniczeń.” Czy miewasz takie momenty, kiedy czytasz własne utwory i dostrzegasz w nich fragmenty, które po pewnym czasie napisałbyś zupełnie inaczej, czy uważasz, że napisana rzecz powinna istnieć w niezmienionej formie, będąc przez to świadectwem twoich pisarskich możliwości w danej chwili? Wiele rzeczy, które piszę, po tygodniu, dwóch ląduje w koszu. „Prababkę”, debiutancką powieść, napisałbym zupełnie inaczej. Mam świadomość własnych ograniczeń, własnej gamoniowatości rozpiętej między możliwościami języka a chciejstwem uczuć, doświadczeń, zamysłów. Po co zostawiać coś jako świadectwo własnych pisarskich możliwości, skoro ja i tak wiem o tym, bez potrzeby dokumentowania. Pocieszam się jedynie tym, że skoro widzę w swoim pisaniu braki, to nie tracę dystansu do siebie, do własnego pisania. Dystans wyostrza widzenie, jego brak – zamula świat, więc i literaturę.

Nad czym teraz pracujesz? Jak długo trzeba będzie czekać na twoją kolejną książkę? Nad powieścią, która dotyczyć będzie ludzkich fetyszy, doskonałości ludzkiego ciała, które ma nie podlegać przemijaniu, a biesi się, przemija, starzeje, więdnie. Aha, i o rozpaczliwej, pazernej walce o piękno człowieka, który staje się coraz brzydszy w swej sztuczności. Chciałbym całą rzecz zakończyć w przyszłym roku, więc może w 2007 rzecz zamknie się w okładkach.―Adrian Chorębała






teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet