Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MUMIO: W drodze
środa 13.12.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MUMIO: W drodze

Mumio to klasa sama dla siebie – nieprzewidywalny, trzyosobowy projekt kreatywny Jacka Borusińskiego oraz Jadwigi i Dariusza Basińskich, zwinnie wymykający się wszelkim definicjom. Po raz pierwszy zrobiło się o nich głośno, gdy w 1998 roku zdobyli Grand Prix festiwalu PAKA, a rok później drugą nagrodę Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Zaprezentowany wówczas spektakl dziś jest żywą klasyką.

Większość widowni zna każdy numer na pamięć, lecz na spektakl nie przychodzi ze snobizmu. Mumio oglądane i po kilka razy stale zaskakuje. Bywalcy opowiadają sobie anegdoty o improwizacjach, podczas których Dariusz Basiński udowadniał, że korzenie bluesa tkwią na Grenlandii, w Rosji albo w Chinach, rekordowej ilości podskoków i kopnięć w fortepian podczas pseudohiszpańskiej ballady o Panu Eugeniuszu, najdziwniejszej pozycji, w jakiej Jadwidze Basińskiej udało się odśpiewać arię o musze i najapetyczniejszym mlaśnięciu pani Serwusowej.

W podobnej stylistyce utrzymany jest następny spektakl – grana w pociesznych, zwierzątkowych kostiumach „Lutownica, ale nie pistoletowa, tylko taka kolba”. Jednak najszerszej publiczności Mumio znane jest dzięki kampanii reklamowej sieci Plus GSM przygotowanej we współpracy z agencją PZL. Ta seria absurdalnych historii w scenerii salonu sprzedaży zatrzęsła polskim rynkiem reklamy i mocno wpłynęła na język współczesnego Polaka.

Zespół chwali sobie pracę na wielu frontach – podczas gdy w fazę montażu przechodzi film „Hi-way” Jacka Borusińskiego, w którym męska część Mumia gra główne role, a żeńską można zobaczyć w dwóch epizodach; trwają już próby do trzeciego spektaklu i przygotowania do wydania drugiej płyty DVD.

ZRÓBMY PROJEKT PLASTYCZNY

Ultramaryna: Czy naprawdę jest pan przygotowany na „bluesową” improwizację na temat każdego kraju, jaki widz wymieni?


Dariusz Basiński: Zawsze uważałem, że będąc wyrwanym do odpowiedzi, nie można się poddawać, nie wolno milczeć. W razie niewiedzy trzeba improwizować. Kiedyś na języku rosyjskim w tzw. liceum, po wyrwaniu na tzw. środek machinalnie wstałem, po czym zorientowałem się, że ja żadnego fragmentu Oniegina nie przyswajałem. Zaimprowizowałem więc biedny tekst o zimie, bałwanie i sankach – tzw. pani była przerażona i całą lekcję zmarnowała na pogadankę z klasą na temat mojej osoby. Nie ukrywam, że język rosyjski, z wiadomych przyczyn, szczególnie zasługiwał wtedy na tego typu bojkot. Jednak muszę się przyznać, że kiedyś milczałem z godnością. Było to podczas egzaminu wstępnego na romanistykę, zapytano mnie wtedy o „Adama Asnyka – poetę czasów niepoetyckich”. Pamiętałem tylko, że miał brodę.

A gdyby na przykład dzisiaj wyskoczyło Burkina Faso?

Dariusz Basiński: Burkina Faso jest równie proste, jak wywołana dzisiaj [podczas spektaklu w Teatrze Korez – przyp. red.] Sri Lanka. Wątpię czy ktokolwiek na sali wie, jakim językiem posługują się na Sri Lance, a ja go znam. Tylko nikt nie jest w stanie sprawdzić czy ja go znam i dlatego mogę sobie pozwolić na to, żeby go znać. Myślę, że są takie kraje, których język jest trudny do imitowania, bo w ogóle nie umiemy sobie wyobrazić, jak mówią na przykład w Albanii. Czy to są bliższe brzmienia językowi tureckiemu, czy językom słowiańskim? Ale o Albanię mnie jeszcze nikt nie pytał.

O czym jest „Hi-way”?

Dariusz Basiński: Opowiada o dwóch osobach, które spotykają się po raz pierwszy w życiu i łączy ich wspólne wykonanie fuchy. Muszą nakręcić film instruktażowy prawdopodobnie dla jakiejś firmy z udziałem pewnego biznesmena. I w trakcie podróży do i od tego biznesmena toczy się miedzy bohaterami rozmowa, z której wynikają różne wizje. Zresztą można Marka zapytać, ponieważ gra w jednej ze scen ważną rolę.

Jaką postać kreuje pan w filmie?

Marek Świder: Gram dwie postacie. Pierwszą jest niejaki Darek, który razem ze swoim bratem usiłuje bliżej zapoznać dwie dziewczyny.

Z jakim efektem?

Marek Świder: Trudno powiedzieć, ale myślę, że z nie najgorszym. Z tym, że zabierają się do tego w sposób dość biedny, ale ostatecznie akcja kończy się zadowalająco. I jeszcze pojawiam się w teledysku z lat 60. w strojach z epoki.

Owe wizje to pomysły na potencjalne filmy? Może naprawdę można by je rozwinąć? Istnieje taki plan B?

Dariusz Basiński: Nawet plan A. Jeżeli będzie po temu sprzyjający czas, być może którąś z tych wizji chcielibyśmy poszerzyć.

W jakim byłaby klimacie?

Dariusz Basiński: Mieszczańskim.

Ciężko było zainteresować studia projektem „Hi-way”?

Jacek Borusiński: Nie. Rozmawiałem o nim tylko i wyłącznie z jednym producentem, a on stwierdził, że projekt jest interesujący i że będziemy go robić, jednym słowem droga marzeń. Na początku chcieliśmy ten projekt realizować niezależnie, potem trwały rozmowy z Telewizją i Piotrem Dzięciołem z Opus Film. Ostatecznie zdecydowała się i Telewizja, i Opus Film, więc film powstał w kooprodukcji.

Jak układa się współpraca z Opus Film?

Jacek Borusiński: Na razie (odpukać) jest sympatyczna, pełna zaufania i wzajemnego szacunku. Jest w niej też dużo miejsca na artystyczną wolność. Kiedy zaproponowałem trzon ekipy, producent miał prawo powiedzieć, że ma swoich ludzi i to oni będą przy tym filmie pracować, a jednak Piotr Dzięcioł na taki typ współpracy się zgodził – obdarzył mnie i ludzi, z którymi współpracuję bardzo dużym zaufaniem.

Zrealizowanie filmu na trasie Katowice-Warszawa jest dużym wyzwaniem. Często na ekranie się pojawiają prawdziwe plenery?

Jacek Borusiński: Tak. Oczywiście nie zapuszczaliśmy się pod samą Warszawę, bo to byłoby bardzo trudne logistycznie, więc część plenerów częstochowskich udaje okolice Warszawy. Za to zdjęcia „w drodze” rzeczywiście miały miejsce na trasie A1.

A tych jest sporo?

Jacek Borusiński: Zobaczymy po montażu. [śmiech] Nie wiadomo, jakie będą proporcje, bo rzecz dzieje się i na drodze, i w wyobraźni. Jaco, jeden z bohaterów filmu opowiada drugiemu, Pablowi, o swoich marzeniach – jakie filmy chce w życiu robić, jakie ma pomysły. Wchodzimy w świat wizji, potem ten świat wizji wchodzi w świat realny, także do końca nie wiadomo, co jest rzeczywistością.

Jak wyglądał proces tworzenia scenariusza?

Jacek Borusiński: Razem z przyjacielem, Pawłem Dyllusem, rzeczywiście odbyłem taką podróż. Stąd zresztą wzięło się imię postaci granej przez Darka – Pablo. Potem rozbudowałem ten pomysł o wizje opowiadanych filmów. Dopracowywałem pierwszą wersję scenariusza tak długo, że niewiele z niej zostało.

A co to za fuchę robił pan z przyjacielem?

Jacek Borusiński: Wywiad taki.

Z jakimś biznesowcem?

Jacek Borusiński: Tak, ale to jest nieistotne. To nie jest film socjologiczny. Ten wywiad tylko sprowokował bohaterów do opowiadania filmów i równie dobrze to mogło być cokolwiek.

Kto zastąpi Romana Polańskiego w roli przybysza z Zachodu?

Jacek Borusiński: To jest niespodzianka.

Ale jego nazwisko padnie podczas promocji filmu?

Jacek Borusiński: Tego jeszcze nie wiemy, bo nie wiem, jak będziemy ten film promować.

A do tego czasu skończy się kampania Plusa czy te dwie akcje będą się na siebie nakładać?

Jacek Borusiński: Tego nie możemy powiedzieć, bo jesteśmy związani umową.

Zabrzmiało poważnie.

Jadwiga Basińska: Wróg czyha.

Jacek Borusiński: To są żarty, ale wbrew pozorom te zapisy mają uzasadnienie.

No w końcu podobieństwa innych kampanii widać gołym okiem.

Jacek Borusiński: Wiadomo, że firmy reagują na to, co mówi konkurencja, więc możemy tylko powiedzieć…

Jadwiga Basińska: …że na razie chcemy współpracować dalej…

Jacek Borusiński: …ale z drugiej strony nie wiemy czy będziemy.

Jakie ma pani wrażenia z porównania gry na planie i na scenie?

Jadwiga Basińska: Ja się tam pojawiam na siedem sekund, więc trudno mówić o graniu. Oczywiście jakieś maciupkie doświadczenie mam. Wolę grać w Mumio, bo praca na planie jest szalenie ulotna. Ja nawet nie wiem czy coś się wydarzyło. Było tyle dubli. Nie wiem, co z nich zostanie wykorzystane, więc tak naprawdę nie wiem, co zagrałam.

Jacek Borusiński: Paradoksalnie, to, co dzieje się na planie, choć jest ulotne, pozostaje na wieki, a to, co dzieje się w Mumio, pozostaje tylko w odczuciu.

Jadwiga Basińska: Ale to odczucie jest znacznie bardziej intensywne, niż to, jakie mam po jednym dniu na planie.

A kiedy będzie można zobaczyć „Lutownicę…” na DVD?

Jacek Borusiński: My się będziemy starać, ale tych planów jest tak dużo, że terminarze nie wytrzymują. Dlatego bardzo chcieliśmy mocno przeprosić naszych widzów, że nie gramy za dużo, ale to nie dlatego, że się gdzieś lenimy, tylko dlatego że pracujemy nad tym filmem. Musimy mnóstwo propozycji z ciężkim sercem odwołać.

Jadwiga Basińska: Jeśli w miesiącu jest pięć dni wolnych, to bardzo trudno jest wtedy zrobić pięć spektakli, a i tak chłopcy starają się tam ze dwa wetknąć (ja na razie gram tylko w Katowicach) i naprawdę robią to dla publiczności.

Jacek Borusiński: Chodzi o to, że pojawiły się głosy w rodzaju: „zagrali reklamy, odwaliło im, nie grają spektakli”. Ale to nieprawda. Ostro działamy przy tym filmie. Darek już się zabrał do muzyki, montujemy i jeździmy na trasie Łódź-Katowice.

Jadwiga Basińska: No i bardzo chcemy zrobić kolejny spektakl.

Jaki on będzie?

Jacek Borusiński: Będzie bardziej teatralny. Będzie mniej grania śpiewanego, a więcej sytuacyjnego.

Jadwiga Basińska: Ojej, było już tyle wersji. Chyba jednak nie wiadomo, jaki będzie. Miał być robiony tylko z Jackiem i Darkiem z powodu mojego „urlopu dziecięcego”. Po czym powstała kwestia filmu, więc jednak spektakl zrobimy już w trójkę.

A kiedy się pojawi?

Jadwiga Basińska: Nie chcemy nic obiecywać. Kiedy Darek z Jackiem pracowali nad spektaklem, nagle pojawiła się możliwość zrealizowania filmu i należało z tej możliwości skorzystać, więc może znowu zaczniemy pracę i... coś się pojawi? Tak naprawdę nie chcielibyśmy tego.

Jacek Borusiński: Staramy się działać na różnych polach. Może powstać film, może powstać książka, może powstać wydawnictwo…

No właśnie, bo o książce już się kiedyś państwo zająknęli…

Dariusz Basiński: Jeszcze za wcześnie na ten temat. Mogę powiedzieć, że moje literackie działania pojawiają się raz na miesiąc w czasopiśmie, które się nazywa „Sukces”. Mam tam stronę, na której przedtem pisałem razem z Litwinem, a teraz razem z Gruzinem. I myślałem, aby podobną rzecz wydać w formie książkowej. Mam tych tekstów dość sporo. Gdyby nie czasopismo, to pewnie położyłbym większy nacisk na książkę, a tak można poczekać. Myślę, że przyjdzie na to właściwy czas. Nie zabiegałem o publikacje w czasopiśmie, to może i wydawnictwo samo się znajdzie.

Jacek Borusiński: Teraz do tego jeszcze czytamy w Trójce „Samoloty” Marka Stokowskiego.

Dariusz Basiński: Na razie nie mamy tylko projektu plastycznego. Ale ja robię rysunki w „Sukcesie”, to już jest blisko. Może pogadamy w przyszłości i zrobimy jakąś wystawę?

Może jakąś instalację?

Dariusz Basiński: Instalację nie. Brzydzę się instalacjami. Ale mam obraz Jacka. Jest, co prawda, w niedużym formacie – na żółtej naklejanej kartce biurowej – ale jest to piękny pejzaż śląski. Bardzo abstrakcyjny i geometryczny i bardzo mi się kojarzy ze Śląskiem, a ponieważ jestem Ślązakiem, więc go sobie powiesiłem w domu. Nie wiem wprawdzie, jaka byłaby cena, ale można by go sprzedać na jakiejś aukcji.


Rozmawiała Pola Sobaś [Ultramaryna grudzień 2005]






teksty
MACIEJ OBARA: Muzyka to nie bieg przez płotki
Pochodzi z Jeleniej Góry, ale to Katowice wykształciły go i dały mu przyjaźnie trwające do dziś. Stały się wrotami... >>>

MICHAŁ REJNER: Z bytomskiej ulicy na chicagowskie salony
Historia jak z amerykańskiego filmu. Nikomu nieznany malarz samouk otrzymuje propozycję wystawienia swoich obrazów w pre... >>>

JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone