Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | JAROSŁAW STANIEK: Najbardziej mnie inspiruje dwoistość
wtorek 28.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
JAROSŁAW STANIEK: Najbardziej mnie inspiruje dwoistość

Jarosław Staniek jest choreografem takich projektów, jak „Opentaniec”, „12 ławek”, „Footloose”, „Scat”, a także projektu undergruntowego „Chodnik 05”, który będzie miał premierę 18 listopada w Gliwickim Teatrze Muzycznym. W tym projekcie bogate życie osób, żyjących w podziemnych korytarzach, skontrastowane zostało z marazmem, jaki dotknął ludzi mieszkających „na powierzchni”.

Ultramaryna: Skąd pomysł, żeby to, co ciekawe, działo się pod ziemią?
Jarosław Staniek
: Nie wiem. Może z lęków. Może ze znudzenia światem „powierzchniowym”. Mam wrażenie, że ten świat coraz bardziej przypomina korporację. Pod pozorem wolności istnieje przymus i to sprawia, że mam potrzebę odreagowania. Szukam alternatywnego świata, gdzie coś się dzieje, ludzie chcą się od czegoś wyrwać. Chcę zwrócić uwagę na to, że jesteśmy w niewoli.

A inspiracje filmowe? „Metropolis” jest pewną wizją, która przez cały czas mnie inspiruje, ale jednocześnie też prześladuje. Co jakiś czas mam wrażenie, że to „Metropolis” faktycznie istnieje. Jest tam wątek, który ciągle do mnie powraca – dążenie do zagłady. Na początku jest sytuacja nierówności. Jest rasa władców nadzorujących ciężką pracę innych. Wydaje się nam to niesprawiedliwe i okrutne, ale w momencie, kiedy ci ostatni zdobywają się na pewnego rodzaju rewolucję – cały świat ginie. Rzeczy, które wydają się pozytywne, potem zmieniają swoje znaczenie. Najbardziej mnie w tym inspiruje właśnie dwoistość wszystkich podjętych działań.

A jakie ma to odzwierciedlenie w „Chodniku 05”? W moim spektaklu miłość jest czymś, o co walczą bohaterowie. Chcą w tym dziwnym świecie w jakiś sposób przeżyć miłość, jednak grupa nadzorców pilnuje, żeby uczucia nie wyszły na pierwszy plan – a właściwie żeby w ogóle się nie objawiały, bo jest to podstawa chaosu. W momencie, gdy wreszcie udaje się uczucia zamanifestować, okazuje się, że ci nadzorcy nie byli tacy do końca źli. Tak postrzegam dzisiejszy świat, bo przestaję być młodzieńcem i staję się dorosłym. Zaczynam sobie przypominać, co mówili mi rodzice, choć wtedy oczywiście się przeciw temu buntowałem. W sumie nie chciałbym, żeby moje idee młodości zwyciężyły w czystej formie. Tak naprawdę szybko się okazuje, że za wielkimi spontanicznymi zrywami, które chcą coś zniszczyć, rzadko idzie coś twórczego.

A jak wygląda strona techniczna spektaklu? Znany jest pan z różnych melanżów, czy i teraz pojawi się mieszanina gatunków? Tak, kanciasty, technoidalny taniec ludzi-marionetek biorących się z inspiracji „Metropolis” jest zestawiony z tangami, czyli muzyką płomienną i rozpalającą uczucia. Okazuje się, że to, co się wyrywa z tancerzy przy tych zadaniach, kostiumach i w ogóle w całym tym entourage’u, zaczyna mnie bardziej interesować niż tańczenie tanga jeden do jednego, jak to robią Argentyńczycy. Ostatnio, przygotowując się do „Chodnika 05”, oglądałem wiele podobnych „salonowych” występów. Dla mnie ma to wymiar show. Jest w jakiś sposób puste. To prawdziwe tango było dosyć brudne i dosyć „slumsowe”. Właśnie ten rodzaj energii próbuję przywrócić w tym spektaklu, schodząc do podziemia. Wydaje mi się, że jest coś perwersyjnego w górnikach tańczących tango. Szukam skrajności – wymierzanie kary zamienia się w pieszczotę, a z kolei rozkosz nie jest radością, a cierpieniem. Ten spektakl może być odbierany różnie przez różnych ludzi, bo staram się pokazać dwojakość każdego symbolu. Na przykład jest coś takiego, jak przerwa śniadaniowa. Pamiętam to jeszcze z czasów szkoły średniej. Zawsze wtedy miałem uczucie, że z jednej strony to jest bardzo mądre, bo ludzie muszą odpocząć i zjeść, ale z drugiej strony to jest strasznie poniżające.

Co jest poniżającego w śniadaniu? To, że właśnie teraz musimy jeść. A może ja nie chcę? W „Chodniku 05” jest scena „karmienia” pracowników, która dla niektórych może być sceną śmieszną, ale w rzeczywistości jest strasznie smutna. W ten sposób postrzegam świat macdonaldów. Jeżeli jada się w pracy, to znaczy, że się jest niewolnikiem.
—rozmawiała Pola Sobaś [Ultramaryna listopad 2005]






teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone