Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | JAROSŁAW STANIEK: Najbardziej mnie inspiruje dwoistość
poniedziałek 25.06.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
JAROSŁAW STANIEK: Najbardziej mnie inspiruje dwoistość

Jarosław Staniek jest choreografem takich projektów, jak „Opentaniec”, „12 ławek”, „Footloose”, „Scat”, a także projektu undergruntowego „Chodnik 05”, który będzie miał premierę 18 listopada w Gliwickim Teatrze Muzycznym. W tym projekcie bogate życie osób, żyjących w podziemnych korytarzach, skontrastowane zostało z marazmem, jaki dotknął ludzi mieszkających „na powierzchni”.

Ultramaryna: Skąd pomysł, żeby to, co ciekawe, działo się pod ziemią?
Jarosław Staniek
: Nie wiem. Może z lęków. Może ze znudzenia światem „powierzchniowym”. Mam wrażenie, że ten świat coraz bardziej przypomina korporację. Pod pozorem wolności istnieje przymus i to sprawia, że mam potrzebę odreagowania. Szukam alternatywnego świata, gdzie coś się dzieje, ludzie chcą się od czegoś wyrwać. Chcę zwrócić uwagę na to, że jesteśmy w niewoli.

A inspiracje filmowe? „Metropolis” jest pewną wizją, która przez cały czas mnie inspiruje, ale jednocześnie też prześladuje. Co jakiś czas mam wrażenie, że to „Metropolis” faktycznie istnieje. Jest tam wątek, który ciągle do mnie powraca – dążenie do zagłady. Na początku jest sytuacja nierówności. Jest rasa władców nadzorujących ciężką pracę innych. Wydaje się nam to niesprawiedliwe i okrutne, ale w momencie, kiedy ci ostatni zdobywają się na pewnego rodzaju rewolucję – cały świat ginie. Rzeczy, które wydają się pozytywne, potem zmieniają swoje znaczenie. Najbardziej mnie w tym inspiruje właśnie dwoistość wszystkich podjętych działań.

A jakie ma to odzwierciedlenie w „Chodniku 05”? W moim spektaklu miłość jest czymś, o co walczą bohaterowie. Chcą w tym dziwnym świecie w jakiś sposób przeżyć miłość, jednak grupa nadzorców pilnuje, żeby uczucia nie wyszły na pierwszy plan – a właściwie żeby w ogóle się nie objawiały, bo jest to podstawa chaosu. W momencie, gdy wreszcie udaje się uczucia zamanifestować, okazuje się, że ci nadzorcy nie byli tacy do końca źli. Tak postrzegam dzisiejszy świat, bo przestaję być młodzieńcem i staję się dorosłym. Zaczynam sobie przypominać, co mówili mi rodzice, choć wtedy oczywiście się przeciw temu buntowałem. W sumie nie chciałbym, żeby moje idee młodości zwyciężyły w czystej formie. Tak naprawdę szybko się okazuje, że za wielkimi spontanicznymi zrywami, które chcą coś zniszczyć, rzadko idzie coś twórczego.

A jak wygląda strona techniczna spektaklu? Znany jest pan z różnych melanżów, czy i teraz pojawi się mieszanina gatunków? Tak, kanciasty, technoidalny taniec ludzi-marionetek biorących się z inspiracji „Metropolis” jest zestawiony z tangami, czyli muzyką płomienną i rozpalającą uczucia. Okazuje się, że to, co się wyrywa z tancerzy przy tych zadaniach, kostiumach i w ogóle w całym tym entourage’u, zaczyna mnie bardziej interesować niż tańczenie tanga jeden do jednego, jak to robią Argentyńczycy. Ostatnio, przygotowując się do „Chodnika 05”, oglądałem wiele podobnych „salonowych” występów. Dla mnie ma to wymiar show. Jest w jakiś sposób puste. To prawdziwe tango było dosyć brudne i dosyć „slumsowe”. Właśnie ten rodzaj energii próbuję przywrócić w tym spektaklu, schodząc do podziemia. Wydaje mi się, że jest coś perwersyjnego w górnikach tańczących tango. Szukam skrajności – wymierzanie kary zamienia się w pieszczotę, a z kolei rozkosz nie jest radością, a cierpieniem. Ten spektakl może być odbierany różnie przez różnych ludzi, bo staram się pokazać dwojakość każdego symbolu. Na przykład jest coś takiego, jak przerwa śniadaniowa. Pamiętam to jeszcze z czasów szkoły średniej. Zawsze wtedy miałem uczucie, że z jednej strony to jest bardzo mądre, bo ludzie muszą odpocząć i zjeść, ale z drugiej strony to jest strasznie poniżające.

Co jest poniżającego w śniadaniu? To, że właśnie teraz musimy jeść. A może ja nie chcę? W „Chodniku 05” jest scena „karmienia” pracowników, która dla niektórych może być sceną śmieszną, ale w rzeczywistości jest strasznie smutna. W ten sposób postrzegam świat macdonaldów. Jeżeli jada się w pracy, to znaczy, że się jest niewolnikiem.
—rozmawiała Pola Sobaś [Ultramaryna listopad 2005]






teksty
ŚLĄSKA FILMÓWKA: Katowicka Nowa Fala
Laurki mają to do siebie, że ociekają słodyczą i trudno w nie uwierzyć. Na szczęście z okazji 40. rocznicy istnien... >>>

SONBIRD: Śpiewamy w języku, w którym śnimy
Dawid, Kamil, Maciek, Tomasz – znają się jakby od zawsze, choć grają ze sobą dopiero trzy lata; koncertują n... >>>

SEÑOR COCONUT: Najlepszy bal na świecie
Atom TM, Atom Heart, Geeez’n’Gosh, Flanger, Señor Coconut – dziesiątki pseudonimów, kilka gru... >>>

RAFAŁ MILACH: Wątpię w fotografię
Zaczynał na Śląsku, teraz fotografuje od Islandii do Azerbejdżanu, wykłada w Czechach i wystawia od Berlina po Japon... >>>

JADWIGA JANOWSKA: Sztuka snapshotów
Dziś każdy jest fotografem. Wystarczy mieć konto na Instagramie, by tak o sobie myśleć. Nie każdy jednak potrafi... >>>
komentarze: 1

MIROSŁAW NEINERT: Poza bufetem
Aktor, reżyser. Kiedyś namiętnie palił fajkę, dziś od czasu do czasu zapala kubańskie cygaro. Z wyboru, duszy i se... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone