Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MAX CEGIELSKI: Ja nie zbawiam ludzkości
niedziela 19.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MAX CEGIELSKI: Ja nie zbawiam ludzkości

Człowiek.
Ultramaryna: Mając za sobą pracę w telewizji i radio, dwie dobrze przyjęte powieści, płytę z doskonałymi recenzjami oraz klasyczny epizod narkotyczny, czujesz się ikoną młodzieży polskiej początku XXI wieku?
Max Cegielski
: Niestety nie jestem już młodzieżą, skończyłem 30 lat. Pamiętam dobrze czasy przed 89 rokiem, więc nie mam zbyt wiele wspólnego z urodzonymi później, należę do innego pokolenia. Ikony pojawiają się na okładkach, ja nie. Myślę, że czasy idoli na masową skalę skończyły się. Jest zbyt wiele nisz i podziałów, żeby coś innego od Mandarynek i Wisienek mogło zaistnieć w szerszym kontekście. Takie czasy i nie ma w tym nic złego. Mnie w zupełności wystarczy to, co robię, na małą skalę. Zajmuję się tym, co mnie interesuje, jakoś z tego żyję.

Skąd pomysł, żeby wyjechać do Indii? Dlaczego nie na przykład kontynuacja staropolskiej drogi ucieczki przed światem: wódka, gitara, Bieszczady? Azja jest dalej niż Bieszczady i to wystarczy. Zawsze myślę, że w polskie góry zdążę pojeździć, jak będę starszy i nie będę już miał siły na Azję. Jeśli szuka się samego siebie, można to robić nawet w domu. Inne kultury są po prostu lepszym, większym lustrem. Lepiej widać. W Azji są większe przestrzenie, góry wyższe.

Wiedząc, że dla większości polskich heroinistów twoja droga ucieczki jest zamknięta - chociażby z powodów finansowych, byłbyś w stanie zaproponować inny sposób wyjścia z nałogu? Zanim wyjechałem spędziłem rok w ośrodku. Przedtem odwyk itp. Taka jest kolejność i taką drogę polecam. Dalekie wyjazdy dopiero na końcu. W Azji jest zbyt dużo łatwo dostępnej i taniej heroiny, żeby jechać tam na odwyk, to byłby jakiś absurd. Gdybym nie odbył całego kursu w Głoskowie, nie czyścił kibli i nie doił krowy, nie poradziłbym sobie w Azji.



Książki.
Czy pisząc „Masalę” i „Apokalipso” miałeś wrażenie tworzenia współczesnych przypowieści, moralitetów pisanych ku przestrodze?
Nie miałem. Gdybym chciał pisać moralitety, zostałbym księdzem. Obydwie moje książki są dosyć lekkie w konsumpcji, szczególnie druga. Nigdy nie pretendowały do niczego innego, nic nie udawały. Jeśli ktoś odbiera je jako przestrogę, to jego sprawa. Ja nie zbawiam ludzkości tylko piszę.

Pisanie bierze się najczęściej z nałogowego czytania, więc podejrzewam, że w twoim przypadku było tak samo. Czy mógłbyś opowiedzieć coś o najważniejszych książkach, jakie przeczytałeś? Moim ulubionym przykładem idealnego połączenia reportażu z badaniami historycznymi są „Błękitne przestrzenie” Horwitza. Książka ukazała się ostatnio w Polsce. Amerykański dziennikarz podróżuje po Pacyfiku, śladami wypraw Kapitana Cooka. Cytuje jego dzienniki pokładowe, wspomnienia oficerów. Na miejscu sprawdza, jak wyglądają obecnie „odkryte” przez niego wyspy. Po prostu świetna rzecz. Przez ostatnie miesiące interesują mnie głównie dzienniki podróży, z początku naszego wieku i jeszcze starsze. Genialne na przykład są podróże Ibn Batuty. Świat muzułmańskiego średniowiecza był przemierzany wzdłuż i wszerz, współczesna „globalizacja” nie umywa się do islamskiej sprzed wieków. Fascynujące jest porównywanie tych opisów sprzed stuleci ze współczesnością.

„Masala” opisuje próbę samozbawienia, „Apokalipso” ostrzega przed unicestwieniem. O czym byłaby twoja trzecia powieść, jeśli miałbyś ochotę ją napisać? Kończę właśnie pisać nową książkę pt. ”Pijani bogiem”, która ukaże się w przyszłym roku w serii Terra Incognita wydawnictwa WAB. To bardziej reporterska i mniej autobiograficzna rzecz niż poprzednie. Pracowałem nad nią przez trzy lata: jeżdżąc do Pakistanu i studiując na Uniwersytecie. Badając mistycyzm muzułmański – sufizm naukowo i empirycznie. „Pijani bogiem” opisują ludowe formy islamu w Azji i Europie, to przewodnik po różnych sektach i odłamach. Głównymi bohaterami jest dwóch bębniarzy, którzy grają transową, religijną muzykę. Pojawia się też Nusrat Fateh Ali Khan. Część akcji rozgrywa się 11 września 2001, opisuję, jak zareagowali na tę tragedię muzułmanie w Azji. Idę więc śladem „masalowym”, a nie „apokaliptycznym”, ale nie chodzi tu o „samozbawienie” tylko o to, jak żyją ludzie w Pakistanie.



Muzyka.
Tworząc w pewnym sensie całkiem nową jakość w polskiej muzyce klubowej, spodziewałeś się aż tak dobrego i entuzjastycznego przyjęcia, było nie było, totalnie egzotycznych rytmów?
Masala to nie ja, tylko duża grupa osób. Większość muzyki stworzył Rafał Kołaciński – DJ Praczas i występujący na płycie instrumentaliści. Ja jestem raczej „producentem”, organizatorem, teoretykiem i ideologiem projektu. Sam nie robię muzyki, tylko tworzę jej konteksty, ewentualnie zbieram „sample” po świecie. Przez lata słuchaliśmy dźwięków korzennych i ich współczesnych aranżacji z Londynu. Nie chodziło jednak o kopiowanie „Asian underground” – całej tej sceny łączącej elektronikę z roots, bhangrą, qawwali. Pomysł mieliśmy taki sam – zderzyć tradycję i nowoczesność, tyle, że na polskim gruncie, w naszym lokalnym kontekście. Masala obchodzi za chwilę trzecie urodziny. Tyle lat minęło od naszej pierwszej wspólnej imprezy w Punkcie. Przyjęcie było dobre od początku, album był tego kontynuacją.

Wpisując się w multikulti, Masala ma jednocześnie dość silny przekaz antyglobalistyczny, łatwy również do odczytania w twoich powieściach i reportażach. Czy uważasz, że przy pomocy muzyki tanecznej można w jakiś sposób wpłynąć na świadomość i poglądy odbiorców? Kiedyś tak uważałem, dziś już nie jestem tego taki pewien. Jak to zwykle bywa, swoi robią dla swoich, uświadamia się ideologicznie już uświadomionych. Może przesadzam trochę. Zawsze po imprezach Masali ktoś spyta się o płyty, o wykonawców, sprawdzi coś sobie w sieci, dowie się nowych rzeczy. Każdy z nas zwiedził trochę świata. Wiemy doskonale, że „globalizacja” jest tylko dla wybranych, inni siedzą w domu i umierają z głodu albo kaleczą sobie ręce na drutach kolczastych. Bogaci są coraz bogatsi, biedni coraz biedniejsi. „Inny świat jest możliwy” – tak, wierzę w to i mam nadzieję, że ludzie po kontakcie z Masalą zobaczą przynajmniej, że w ogóle istnieje jakiś świat poza Polską i Europą.

Mając nadzieję, że Masala nie okaże się projektem jednopłytowym, chciałbym zapytać o plany: następną płytę, występy na festiwalach oraz o to, co dalej planuje Max Cegielski, gdyż zostało coraz mniej form twórczej aktywności, których jeszcze nie wykorzystywałeś. Teraz film, komiks, teatr, a może całkowita ucieczka przed sławą i mediami? Ja siedzę od miesiąca na wsi i piszę „Pijanych bogiem”, na razie interesuje mnie tylko skończenie tego materiału. Cały czas pracuję dla Kanału Kultura TVP. Od września ruszają nowe odcinki sobotnich „Korzeni kultury”. Będzie więcej dokumentów z Azji, rozmów o świecie Islamu. Mam nadzieję, że pokażemy koncert Nusrata Fateh Ali Khana – ś.p. mistrza qawwali. W styczniu chyba uda mi się w końcu pojechać z powrotem do Pakistanu i do Indii.
Praczas z chłopakami nagrywa nowe rzeczy. Jeszcze w tym roku powinna ukazać się ich epka Masali, bardziej chilloutowa od albumu. Na wydanie czekają wciąż remiksy "hitów" z płyty. Trwają też prace nad zupełnie nowym materiałem. Praczi ostro działa, z Panem Duże Pe i różnymi raperami ze świata. Wkrótce także wielka balanga urodzinowa, będzie wielu gości.
Działamy, nie zastanawiamy się nad tym czy to ucieczka, czy nie. Po prostu to, co robimy, chcemy pokazywać ludziom, a wtedy trzeba też „zaistnieć medialnie”.

Dziękujemy za wywiad.

rozmawiał: Marceli Szpak [Ultramaryna wrzesień 2005]






teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet