Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
czwartek 26.11.20

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
LETNI OGRÓD TEATRALNY 2005: Buszując w trzcinie

Wszystko wskazuje, że powoli wracają czasy świetności LOT-u. To, że do zeszłego roku ten festiwal popadał w biesiadę, związane było przede wszystkim z brakiem przedstawień, które można by było dostosować do specyficznych warunków dziedzińca GCK-u. Trendy w teatrze zmieniają się powoli, ale kierunek, jaki obrały ostatnio, zdaje się wyjątkowo sprzyjać katowickiej imprezie. Pojawiło się wiele kameralnych przedstawień, tworzonych w ciekawych warszawskich knajpkach. Za rok pewnie będzie można w nich przebierać, a już tego lata można na Placu Sejmu Śląskiego zobaczyć pierwszą jaskółkę tzw. „teatralnego clubbingu”. „Przyjęcie” Mike’a Leigh stworzone zostało przez Teatr Nowy Praga w klubie Fabryka Trzciny.

Czego spodziewać się po sztuce Leigh najlepiej chyba wiedzą wielbiciele nostalgicznego kina. Dla tego angielskiego reżysera i scenarzysty banalna sytuacja jest pretekstem do obnażenia bohaterów, zdzierania z nich kolejnych masek i wyduszenia z nich wszystkich tajonych pretensji i żalu.

Innym ciekawym odkryciem mijającego sezonu są „wariacje bernhardowskie”. O ich autorze, ukrywającym się pod pseudonimem przemysław f. wiadomo tylko, że zawodowo zajmuje się muzyką. Zresztą nawet gdyby tej informacji nie podał miesięcznik „Dialog”, drukując listę nagrodzonych sztuk, na której „wariacje...” zajmują pierwsze miejsce, łatwo byłoby się tego domyślić. Bohaterami sztuki są frustraci, przygotowujący się do występu, który nigdy nie nastąpi. Dyskutują o sztuce, układach, niespełnieniu, ale to nie branżowe tematy najlepiej świadczą o wykształceniu autora. Muzyczny pazur czuć przede wszystkim w strukturze „wariacji…” – zmieniającym się rytmie, różnicach napięcia, afabularności.

Ma się też czym pochwalić teatr Korez. „Cholonek” w pełni zasługuje na miano spektaklu kultowego. Jego bohaterowie są koślawi i jednowymiarowi jak postaci z makatek, ale przy tym zabawni i wzruszający. Przyzwyczaili się sobie wybaczać małe i nieco większe przywary i nawet nie zauważyli, kiedy na ich małych podłostkach, chciwostkach i ambicyjkach zaczęła żerować Historia, a ta nie ma w zwyczaju się patyczkować. Ludzi, którą jeszcze wczoraj wyróżniła mieszkaniem po żydowskich sąsiadach, następnego dnia może zmusić do patrzenia na śmierć jedynaka, ukamieniowanego przez dzieci, tylko dlatego, że miał na imię Adolf.

Miłośnikom aktorskiej wirtuozerii polecam dwa spektakle: „Zwierzenia pornogwiazdy” Teatru Ludowego i „Małpy” Wrocławskiego Teatru Pantomimy. Monologi Bogosiana to jak zwykle cały bukiet postaci rysowanych grubą kreską. Tym razem centrum, wokół którego krążą, jest pornobiznes. Oczywiście można temu tekstowi wiele zarzucić (od moralizatorstwa poczynając), ale lepiej przymknąć oko na jego naiwność i docenić celność dowcipu oraz aktorską sprawność Tomasza Schimscheinera. W „Małpach” precyzyjnie odwzorowane gesty zamkniętych w klatce zwierząt są językiem, jakim opowiada się o historii wrocławskiego teatru i o życiu każdej grupy zamkniętej w dosłownym czy też przenośnym znaczeniu.

Tradycyjnie w ciemno rekomenduję spektakl Teatru Provisorium i Kompanii Teatr. Ostanie przedstawienie tych grup, „Do piachu”, wielokrotnie pojawiało się na Śląsku i w niczym nie uchybiło legendzie głośnego „Ferdydurke”. Nie wątpię, że i tym razem będzie podobnie. Lublińscy artyści mają rzadką umiejętność balansowania w swoich żartach na granicy obsceny i jednoczesnego przemycania półgębkiem brutalnych prawd. Ciekawie zapowiadają się też wieczory muzyczne. Wprost trudno o większą rozpiętość gatunkową. Na jednym biegunie znalazł się recital Joanny Szczepkowskiej, na drugim – koncerty Marii Peszek z Elektrolotem, Tymona Tymańskiego, grupy Osjan i Formacji Chłopięcej Legitymacje.

Trzymam kciuki, aby LOT utrzymał obrany kierunek. Pamiętam jeszcze skupienie, jakie towarzyszyło prezentowanym przed schodami GCK-u „Mężowi i żonie”, więc wiem, że wystawianie wybitnych przedstawień pod (prawie) gołym niebem ma sens. Pozostaje mi tylko ściskać kciuki, aby i w przyszłym roku było na co zapraszać. —Pola Sobaś

Ultramaryna lipiec/sierpień 2005






teksty
RAHIM: Zapalić w ludziach iskrę do walki o siebie
17 listopada w księgarniach pojawi się biografia Rahima „Ludzie z tylnego siedzenia”. Był to dla nas w... >>>

VELVETEVE: Kobieta orkiestra z własnym muzycznym show
Eva ma na nazwisko Aksamit oraz adekwatną do tego barwę głosu. Choć muzyczną fascynację obudziła w niej Whitney Ho... >>>

COUCH SURFING: Ze szpaczej budki 1
Co ze sobą począć, gdy za oknem pandemia, jesień, mrok o 16.00, a oferta kulturalna w mieście ograniczona jest do spotka... >>>

KULTURA W CZASACH PANDEMII: Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?
Tytułowe pytanie pochodzi z wydanego blisko ćwierć wieku temu zbioru esejów Marii Janion. To ona w latach 90. bard... >>>

IGGY NOT POP: Znam swoje miejsce w szeregu
Wychował się w Katowicach, ale obecnie mieszka w Nowej Hucie. Jest raperem, autorem tekstów i gościem, któryR... >>>

CITY BREAK: Lipsk
Buntgarnwerke nad Białą Elsterą, zdjęcie: Harald Goebl Za sprawą niedawnego półfinału Ligi Mistrzów, do które... >>>

ARTUR ROJEK: Na czołowe, sam na świat
Pamiętacie piątek trzynastego marca? To właśnie wtedy w życie weszło ministerialne rozporządzenie wprowadzające st... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2020, wszystkie prawa zastrzeżone