Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | KORBWÓD
piątek 26.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
KORBWÓD

Grupa Korbowód pochodzi z miasta Mysłowice, a jej początki sięgają wczesnych lat 90. Zespół tworzą: Michael Almond (gitara, głos), Leszek Mitman (bas, gitara, progr., głos), Zygmunt Koperczak (perkusja) i Grzegorz Bimczok (klawisze, sampler, efekty). Charakterystyczne brzmienie Korbowodu to zdelay'owane, ambientowe gitary, transowe rytmy i kwaśna elektronika - grupa łączy muzykę gitarową z efektami dub. Zespół ma na swoim koncie dwa CDR'y - "Back To The Funny Farm" z 1997 r. oraz "Home" z 2000 r. Utwór Korbowodu pt. "Sen" znalazł się na przygotowanej przez Pawła Kostrzewę, wydanej przez Polskie Radio składance "Trójkowy Ekspres - Nowe Twarze", zespół wyprodukował także teledysk do tego utworu. Niedawno ukazała się debiutancka płyta grupy "W stronę C". Album wyszedł nakładem niezależnej firmy Gigant Records. Ultramaryna jest patronem medialnym wydawnictwa.



Ultramaryna: Skąd pomysł na nazwę i skąd takie jej rozwinięcie (Corp.ofwood)?
Michael Almond: Pomysł na nazwę powstał całkiem przypadkowo, na jednym z pierwszych koncertów naszego składu. Jeszcze bez żadnej nazwy, podczas wykonywania refrenu utworu pt. „Korowód” jeden z naszych kumpli doznał nagłego przebłysku i wydarł się na całą salę – „Korbowód!!! Korbowód!!! k.... to jest Korbowód!!!” I tak już zostało...
Leszek Mitman: Brzmienie nazwy „Corporation Of Wood” - w skrócie "Corp.ofwood" - jest bardzo zbliżone do „Korbowód”, tak wymówiłby ją przeciętny przedstawiciel anglojęzycznej części świata, stąd właśnie wzięliśmy pomysł na eksportową wersję „Korporacji”.

Istniejecie ponad 10 lat, czy czujecie się częścią mysłowickiej sceny muzyki niezależnej? W Mysłowicach działa wiele zespołów tworzących muzykę opartą na stylistyce gitarowej: Twisterella, Usta Bilizowane, Delons, Gutierez (nie wspominając Myslovitz i Negatywu). Czy znacie się? Istnieje jakaś współpraca między zespołami, gracie wspólne koncerty?
MA: Fakt, zespołów w Mysłowicach jest dużo więcej niż w innych miejscowościach, ale szczerze mówiąc w chwili obecnej nie widzę tutaj żadnej konkretnej sceny lub czegoś w tym rodzaju. Koncerty, tym bardziej wspólne, należą w naszym mieście do zupełnej rzadkości. Oczywiście prawie wszyscy się znamy, spotykamy się na ulicy czy w knajpie. Ale nie ma między nami jakiejś specjalnej wymiany czy współpracy, tak jak to było siedem, czy osiem lat temu.
LM: Zdajemy sobie sprawę z pewnego ogólnego podobieństwa w brzmieniu mysłowickich zespołów, które przez wielu ludzi z zewnątrz wrzucane są tendencyjnie do jednego gara. Bierze się to po prostu z silnych w tym mieście, od kiedy pamiętam, inspiracji muzyką gitarową, głównie tą brytyjską. Od wewnątrz wygląda to jednak zupełnie inaczej - myślę, że nasza muzyka dość wyraźnie odróżnia się od wspomnianych przez ciebie zespołów. Możliwe, że mamy tu jakiś pieprzony Manchester, ale ja nic o tym nie wiem.

W waszej muzyce słychać przenikanie się gitarowego brzmienia z muzyką elektroniczną o wysokim stężeniu psychodelii. Jak wyglądała droga do osiągnięcia tej fuzji, czy wasza koncepcja muzyki zmieniła się z czasem, czy jesteście wierni jednemu brzmieniu i konsekwentnie podążacie tą drogą?
LM: Podstawą naszego rozwoju było i jest eksperymentowanie oraz szerokie zainteresowania muzyczne i różnorodne źródła inspiracji, sięgające o wiele dalej niż tzw. stylistyka gitarowa. Generalnie wiemy dość dokładnie, jak ma brzmieć nasza muzyka, udało nam się chyba skrystalizować nasz własny „sound”, ale nie mamy zamiaru zatrzymać się na „Stronie C”, chcemy rozwijać się dalej.

Co jest dla was najważniejsze w muzyce? Nastrojowość, psychodeliczne klimaty o improwizującym charakterze czy jesteście wyznawcami piosenkowego podejścia do kompozycji?
LM: Najważniejsze jest dla nas osiąganie stanu równowagi pomiędzy tymi elementami, piosenkowe struktury staramy się nasączać kwasem. Jednak myślę, że nasza muzyka jest bardziej transowa niż piosenkowa, jeszcze wyraźniej słychać to na koncertach.

W jaki sposób opisalibyście swoją muzykę osobie, która nigdy nie zetknęła się z twórczością Korbowodu?
MA: Nie lubimy jej opisywać słowami, zawsze proponujemy słuchanie i zapraszamy na koncert.

Jesteście zespołem, którego kompozycje mają w sobie duży pierwiastek oniryzmu, czy sny wpływają na wasz sposób komponowania?
MA: Nie tyle sam sen, bardziej pogranicze jawy i snu jest tym miejscem, z którego czerpiemy nasze pomysły, większość z nich powstaje w efekcie improwizacji, ułożonych potem w formy utworów.

W jaki sposób Korbowód rozumie swoją niezależność? I w jaki sposób udało wam się w końcu wydać płytę, która pomimo, że będzie waszym pierwszym oficjalnym albumem jest już waszym trzecim wydawnictwem?
LM: W naszym działaniu nie kierujemy się chęcią zysku, nie staramy się schlebiać czyimkolwiek gustom. Każdy z nas ma swoją pracę - granie nie jest i pewnie nigdy nie będzie naszym źródłem utrzymania, jest jedynie potrzebą ducha, dlatego w muzyce możemy robić wszystko dokładnie tak, jak chcemy od A do Z - od kompozycji i tekstów po brzmienie i produkcję.
MA: W końcu wzięliśmy wszystkie sprawy we własne ręce - za własne pieniądze nagraliśmy materiał na płytę, sami zajęliśmy się produkcją teledysku, okładką, promocją, znaleźliśmy wydawcę i... udało się. Było z tym bardzo dużo pracy, ale nic nie przychodzi łatwo.

Dlaczego płyta nazywa się „Strona C”?
LM: Mam wiele skojarzeń związanych z tą nazwą, ale nie chcę ich nikomu narzucać. Interpretację tytułów i tekstów całkowicie pozostawiamy odbiorcom - niech trochę puszczą wodze swojej wyobraźni...

Opowiedzcie o gościach, którzy zagrali na waszej płycie. Jaki mają wpływ na ostateczny charakter waszego albumu?
LM: Duży wpływ na brzmienie tej płyty miał Adam Celiński (Studio Radioaktywni w Częstochowie), bardzo pomógł nam zrealizować nasze pomysły, rozumieliśmy się z nim bez słów. Bardzo oryginalne moim zdaniem skrecze DJ Haema z PFK wzbogaciły „Eye'N'Eye” i „Gomi No Sensei”. Prawdziwym, rasowym brzmieniem Hammonda uraczył nas w kilku numerach Marcellino Marconi z Habakuka. Wokalnie zasilił nas Paweł Trocha, z którym grałem już w dwóch projektach - Iluminatus i Tazaaru. Jego niesamowity głos można usłyszeć m.in. w „Nego” oraz w „Eye'N'Eye”.

Jaki koncert, trasa koncertowa zespołu najbardziej pozostała wam w pamięci? Jaką widzicie różnicę w graniu koncertów w Polsce i za granicą?
MA: Szczególnie zapamiętałem ubiegłoroczny koncert w mysłowickim Zniczu na rzecz fundacji Choice To Choose. Imprezę zorganizował mój brat Maciek, który grał kiedyś z Korbowodem na bębnach. Zagraliśmy razem z Delonsami, Twisterellą, Guiterezem i Myslovitz - niezły przekrój muzyki z naszego miasteczka. Atmosfera była naprawdę świetna. Co do koncertów za granicą to bardzo miło wspominam nasz wyjazd do Szwajcarii, zagraliśmy dwa świetne koncerty w Zurichu. Wtedy też mieliśmy okazję poczuć różnicę pomiędzy koncertami u nas i na Zachodzie - przede wszystkim profesjonalne nagłośnienie i światła, kluby pełne otwartych na naszą muzykę ludzi, no i oczywiście gaża też inna.

Jaki ustrój panuje w zespole? Kompozycje powstają zespołowo, czy są wymyślane przez paru muzyków? Co powstaje wcześniej słowa czy muzyka? Kto jest autorem tekstów?
LM: Oczywiście jesteśmy zwolennikami demokracji, ale w rozsądnych granicach - jeśli któryś z nas ma pełną wizję utworu, reszta się poddaje.
MA: Część utworów powstaje podczas wspólnego jammowania. Częściej jeden z nas, przeważnie ja lub Leśmian, przynosi na próbę ogólny zarys kompozycji, który potem razem dopracowujemy. Teksty piszemy obaj, często niezależnie od muzyki, później adaptujemy je do konkretnych pomysłów.

―rozmawiał Adrian Chorębała






teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone