Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | JIMI TENOR: Much more psychodelic than any of the drugs
niedziela 25.06.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
JIMI TENOR: Much more psychodelic than any of the drugs

Naprawdę nazywa się Lassi Lehto. Publiczność zna go jednak pod chwytliwie brzmiącym pseudonimem Jimi Tenor. Uważany przez krytyków i publiczność za muzyczne cudowne dziecko, balansuje z wdziękiem pomiędzy mainstreamem i nieokiełznanym retro-elektro-eksperymentem. Swoją karierę zaczynał pod koniec lat 80. od industrialnej formacji The Shamans. W latach 90. przeniósł się do Berlina, a później adekwatnie do swojego warholowskiego image ulokował się z pracownią na nowojorskim Manhattanie i próbował szczęścia jako artysta. W międzyczasie nagrywał swoją muzykę i zaczął przejawiać coraz większe zainteresowanie zmutowanym, elektronicznym jazzem.

Pierwszym dużym sukcesem Tenora był utwór „Take Me Baby” z płyty „Sähkömies” (1994). Pozycję muzyka ugruntowały albumy dla angielskiego Warpa – „Intervision”, „Organism” i „Out Of Nowhere”. Ten ostatni, jak dotąd najambitniejsze dzieło Fina, został nagrany w dużej części w Polsce – Tenorowi i jego kompanii towarzyszyła orkiestra Teatru Wielkiego w Łodzi. Na swojej najnowszej płycie „Beyond The Stars”, nagranej dla berlińskiej wytwórni Kitty-Yo, Jimi Tenor bardziej niż kiedykolwiek wcześniej odwołuje się do muzycznego dziedzictwa lat 70.: soulu, jazzu, funky. Wspomaga go w tym między innymi afro-beatowa supergrupa Rhythmtaxi i fiński chór Pro-Canto. Przed jedynym koncertem w Polsce, jaki będzie miał miejsce w katowickiej Hipnozie, zadaliśmy Lassiemu a.k.a. Jimiemu kilka pytań:

Ultramaryna: Przeprowadziłeś się niedawno z Hiszpanii z powrotem do Finlandii, do rodzinnego miasteczka Lahti. Odczuwasz w związku z tym jakąś zmianę, która zaszła w twoim myśleniu o muzyce?
Jimi Tenor: Wygląda na to, że przeprowadzka do Lahti była dobrym posunięciem. Stałem się przez to bardziej twórczy. Udało mi się zbudować studio we własnym garażu i dzięki temu mam je pod nosem. Nie muszę, tak jak w Barcelonie, dojeżdżać metrem, co zajmowało mnóstwo czasu.

Czy czasem nie zamierzasz zająć się teraz komponowaniem leniwych, relaksujących soundtracków? Jesteś teraz bardziej skoncentrowany na pracy czy może wręcz przeciwnie? Jeśli chodzi o leniwe soundtracki, to jest dokładnie odwrotnie. Piszę właśnie muzykę do filmu klasy „b”. Coś pomiędzy komedią a horrorem. Twórcy chcą, żeby muzyka była ciężka i ponura.

Ostatnio słucham dosyć często twojej najnowszej płyty „Beyond The Stars”. Jest bogata, bardzo intensywna, pełna niuansów i energii. Zaprosiłeś do pracy przy niej wielu gości i ich udział jest znaczący. Zastanawiam się, jak chcesz przenieść tę muzykę na scenę grając samemu. Nie zamierzam niczego przerabiać. Na mój solowy występ składają się fragmenty ze wszystkich moich albumów, rzeczy, które nadają się do grania w pojedynkę. Nie lubię grać samemu skomplikowanych piosenek. Maszyny pełnią rolę beat-boxów, a ja improwizuję.

Pamiętasz nagrywanie płyty w Polsce? Czy Łódź nie wydała ci się miejscem przytłaczającym? Kiedy byłem tam kilka miesięcy temu wydawało mi się, że chwilę temu miała tam miejsce jakaś katastrofa. Łódź przypominała mi fińskie miasto Tampere oraz Lahti, gdzie teraz mieszkam. Oczywiście tutaj w Finlandii jest więcej pieniędzy, jednak jakieś podobieństwo jest widoczne. Podobało mi się w Łodzi, bo to miejsce zupełnie różne od Europy Zachodniej.

Kontynuując temat, bierzesz pod uwagę zrobienie jeszcze raz czegoś w rodzaju „Out Of Nowhere”? Mam na myśli stworzenie utworów na chór, orkiestrę, zwrócenie się w stronę współczesnej muzyki symfonicznej. Czasami myślę, że tak... Ale robienie muzyki filmowej jest czymś bardzo podobnym. Reżyser filmu usłyszał „Out Of Nowhere” i dzięki temu dostałem tę pracę. Powinienem doszkolić się z zakresu aranżacji i orkiestracji. Nie jestem pewny czy starczyłoby mi cierpliwości na tak duże przedsięwzięcie. Ale kto wie? Lubię wyzwania, chociaż bywają one takie męczące. Orkiestry symfoniczne bywają mało elastyczne. Sztywna i ścisła jest nie tylko atmosfera, ale i muzyka. Pracowałem już z dużymi zespołami, co było bardzo proste, bo muzycy instynktownie wiedzieli, czego szukam. Z orkiestrą jest zupełnie inaczej. Nie znam dobrze ich języka, przez co nie mogę czuć się w tym świecie zupełnie swobodnie. Ale to oczywiście może się zmienić.

Czy możesz powiedzieć coś o chórze Pro-Canto? Naprawdę pochodzi z twojego miasta? Brzmi naprawdę niezwykle. Tak, to lokalny chór z Lahti. Jego dyrektor uczył mnie w szkole muzyki. Zapytałem czy nie mogliby zaśpiewać czegoś na mojej płycie. Spotkaliśmy się w nocy przed nagraniem i opracowaliśmy wszystkie aranżacje. Sądzę, że śpiewanie trudnego i wymagającego repertuaru to dla nich nic nowego.

Wziąłeś udział w wystawie „Dressing Ourselves”. Nosisz ubrania, które zaprojektowałeś? Ja sam najczęściej noszę zrobione na zamówienie kostiumy sceniczne albo kupuję ciuchy w sklepie z używaną odzieżą i je przerabiam.

A tak przy okazji: jaka tkanina najlepiej pasuje do twojej muzyki? Każda, na której znajduje się powtarzający się wzór. Błyszczące materiały również są w porządku.

Widziałem trochę twoich zdjęć i filmów. Bardzo mnie interesuje czas, który spędziłeś w Nowym Jorku w latach 90. pracując w swoim studio w Empire State Building. Porzuciłeś całkowicie pomysł bycia artystą wizualnym czy może dalej w tajemnicy uprawiasz sztukę? Robię wciąż sporo zdjęć. Czasem staję się bardzo aktywny i naprawdę dużo fotografuję, ale bywają tygodnie, kiedy nie robię tego w ogóle. W Nowym Jorku robiłem zdjęcia bez przerwy. Nie uprawiałem fotografii ulicznej, robiłem zdjęcia inscenizowane. Moim wielkim idolem był wtedy Joel-Peter Witkin, ale oczywiście nie miał on żadnego wpływu na to, co robiłem.

Jeszcze jedno pytanie, które zawsze chciałem zadać: co jest „dużo bardziej psychodeliczne niż jakiekolwiek narkotyki”? [„Much more psychodelic than any of the drugs” to refren z jednego najbardziej diabolicznych utworów Tenora – „Muchomo” na płycie „Organism” – przyp. red.] To ma związek z „naturalnym hajem”. Albo może zostawmy temat otwarty. Sugerowałbym użycie wyobraźni albo trans, który można uzyskać poprzez wielokrotne powtarzanie jakiejś czynności.

Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia w Katowicach!

Rozmawiał Sebastian Cichocki [Ultramaryna luty 2005]






teksty
FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone