Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MAREK MOŚ: Dyrygent to dla mnie rodzaj medium
piątek 26.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MAREK MOŚ: Dyrygent to dla mnie rodzaj medium

O komunikacji w muzyce i wielu innych poważnych zagadnieniach rozmawiamy z Markiem Mosiem – dyrygentem i szefem artystycznym Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy Aukso.

Marek Moś to jedna z największych osobowości artystycznych w europejskiej kameralistyce. Założyciel Kwartetu Śląskiego i pierwszy skrzypek tego zespołu, który w krótkim czasie stał się jednym z najwybitniejszych kwartetów smyczkowych w Europie. Występował z nim na najbardziej prestiżowych festiwalach i estradach, takich jak Konzerthaus w Wiedniu, Concertgebouw i Ijsbreker w Amsterdamie, Vrendburg w Utrechcie, Schauspielhaus w Berlinie, Tivoli w Kopenhadze, Tonhalle w Düsseldorfie, De Singel w Antwerpii, Merkin Hall w Nowym Jorku i Jordan Hall w Bostonie. Począwszy od roku 1998 jest dyrygentem i dyrektorem artystycznym Orkiestry Kameralnej Miasta Tychy Aukso. Niezależnie od swojej aktywności koncertowej i nagraniowej, wykłada w Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach.

Ultramaryna: Czy wybór drogi, którą pan przeszedł od pierwszych skrzypiec Kwartetu Śląskiego do dyrygentury i kierowania orkiestrą smyczkową Aukso to wyraz konsekwencji na artystycznej drodze, czy zbieg okoliczności?

Marek Moś: Myślę, że raczej zbieg okoliczności, chociaż do końca nie wiem czy to właściwe słowo. Bardzo wiele nauczyłem się grając na skrzypcach, spędzając długie godziny z instrumentem, pokonując swoje słabości, ucząc się języka muzycznego i pogłębiając go. W pewnym momencie pojawiła się myśl, aby przyjrzeć się muzyce z innej perspektywy. Nie miałem w sobie żadnego planu ani wyznaczonej z góry cezury czasowej, że do tego momentu gram na skrzypcach, a odtąd zakładam orkiestrę i zajmuję się dyrygenturą. W moim życiu wielką rolę odgrywa intuicja. Staram się wsłuchiwać w głos płynący z mego wnętrza. Oczywiście na powstanie zespołu złożyło się też to, że wróciłem do pracy w Akademii Muzycznej w Katowicach. Wielu muzyków orkiestry to moi studenci. Więc widzi pan, ta sytuacja jest pewnego rodzaju zbiegiem okoliczności. Samo życie jest przecież rodzajem planu i jego bieg wyznacza nam drogę.

Orkiestra przez pana prowadzona nie stroni od współpracy z artystami improwizującymi nie tylko na płaszczyźnie muzyki klasycznej. Aukso grało koncerty z jazzmanami: Tomaszem Stańko, Michałem Urbaniakiem, Leszkiem Możdżerem. Czy to wynika z pańskich fascynacji muzyką synkopowaną? Zawsze fascynował mnie ten rodzaj talentu muzycznego, jaki posiadają jazzmani. Ja tak nie potrafię. Z umiejętnością improwizacji trzeba się po prostu urodzić. Jednak chcąc zagrać wspólny koncert pomyślałem, że jedyne, co mogę zrobić, to tak przygotować zespół, aby był jak najlepszym partnerem dla jazzowych improwizatorów. Chciałem, aby młodzi ludzie doświadczyli innego rodzaju pracy towarzyszącej takiemu spotkaniu. By poznali inny rodzaj artykulacji niż ta obowiązująca w muzyce klasycznej. By umieli zagrać i wytrwać w żelaznym pulsie, który jest tak ważny dla muzyki jazzowej. Po prostu chciałem stworzyć orkiestrę, która byłaby rodzajem oparcia dla improwizującego solisty, nie odrzucając przy tym piękna i barw płynących z doświadczeń muzyki klasycznej. Z tych kontaktów i współpracy z wybitnymi polskimi jazzmanami jestem niezwykle zadowolony. Wzbogaca to mnie i wszystkich muzyków orkiestry Aukso.

Aukso posiada wizerunek bardzo dynamicznego i nowoczesnego zespołu – czy zatem zgodzi się pan z tezą wypowiedzianą przez Reinharda Goebela z Musica Antiqua Köln, że dziś muzyk klasyczny przemawia do ludzi, którzy w domu słuchają obok muzyki poważnej także hip-hopu, nowej muzyki elektronicznej, rocka i awangardowego jazzu? Jeśli zatem artysta chce, aby jego muzyka była współczesna i komunikatywna, a nie staroświecka, musi tak modelować różne aspekty swojej sztuki wykonawczej, by pomiędzy nią a tym, co słychać w radiu, telewizji i na płytach, było jakieś, choćby tylko dyskretnie zasugerowane, pokrewieństwo? Nie wiem, co miał na myśli Goebel, ale w pierwszym odruchu z tym, co mówi, nie mogę się zgodzić. Gdy biorę na warsztat np. utwór Mozarta, nie mogę i nigdy nie dokonuję tego typu kalkulacji: że oto, aby dotrzeć do słuchacza, mówię do niego jako „ziomal” Eminema czy zespołu Grammatik. Muzyka tych ostatnich wprawdzie jest mi znana. Dociera do mnie na co dzień. Słuchają jej moje dzieci. Czy jednak może być jakimkolwiek pomostem? Czy powinna być odniesieniem? Znalezienie się w kręgu muzyki Mozarta to nagłe przeniesienie się do innej epoki, dotknięcie stylu starego Wiednia. To przede wszystkim podświadome wyczuwanie smaku tamtych lat. Czy rock lub rap jest mi w stanie w tym pomóc? Wątpię.

Staram się wykonać swoją pracę najlepiej, jak umiem i w tym momencie tylko to jest istotne. To jest moja prawda. Czy to robię dobrze, czy źle, nie wiem, to mogą ocenić tylko słuchacze. Mogę powiedzieć: jestem tradycjonalistą. Co to jednak znaczy? Czy człowiek odwołujący się do tradycji to człowiek czujący inaczej? Czy to człowiek wyzuty z emocji? Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że na przestrzeni ostatnich 200 lat człowiek nie zmienił się w swojej emocjonalności. Przypuszczam, że w umysłach niektórych ludzi powstał mylny obraz przeszłości. Obraz ludzi grających i słuchających muzyki inaczej. To nieprawda. Myślę, że ludzie w czasach Mozarta odbierali muzykę tak samo głęboko jak my teraz, a może i głębiej. Muzyka klasyczna narzuca pewien rodzaj estetyki i są w niej zawarte granice, których nie wolno nam przekraczać. Natomiast to, co niedozwolone w muzyce klasycznej, często musi zostać przekroczone w muzyce współczesnej. Jeśli tego nie uczynimy, także rozmijamy się z prawdą.

A czym dla pana jest komunikacja ze słuchaczem? Muzykę kojarzę jako pewien szczególny rodzaj przekazu energii. A wygląda to tak: dyrygent generuje energię, która dociera do muzyka; muzyk dokłada swoją energię i suma energii wszystkich grających dociera do słuchacza. Jeśli jej przepływ jest właściwy, słuchacz powinien zostać nią porażony. Dopiero wtedy nasza interpretacja staje się czymś ważnym. Ważnym, bo może wpływać na ludzi, tzn. może zostawić w nich ślad. Jednak żeby ten ślad zostawić, potrzebna jest prawda. Dyrygent to dla mnie rodzaj medium.

Z jakimi problemami boryka się na co dzień Aukso? Chodzi mi o menedżment, właściwą promocję i mecenat różnych instytucji (finansowych, kultury, ministerstwa), choćby w dostępie do dobrej jakości instrumentów, które przecież sporo kosztują, a młodych muzyków nie stać na ich zakup z własnej kieszeni. Spotykają nas problemy, które nie obce są muzykom w całym kraju. Orkiestra Aukso nie jest zespołem etatowym, wiec troska o sprawy materialne jest tu tym większa. Dzięki władzom miasta Tychy mamy możliwość codziennej, wspólnej pracy. Stałym problemem jest jednak jakość instrumentów, na których gramy. Przypominam sobie, jak wyjeżdżaliśmy z Kwartetem Śląskim, zaraz po studiach, na międzynarodowe konkursy muzyczne. Zdziwienie moje budził fakt, że prawie zawsze rozpoznawano, iż przyjechaliśmy z Polski. Wyróżniało nas brzmienie instrumentów. Oczywiście ich fatalna jakość. Cóż, to nie była nasza wina. Polska była i jest krajem niezwykle ubogim jeśli chodzi o instrumenty smyczkowe.

Staram się jak mogę, jak widać dotąd nieskutecznie, aby namówić różnego rodzaju instytucje do zainwestowania pieniędzy w kolekcję instrumentów, która to kolekcja byłaby ich własnością. My bylibyśmy tylko ludźmi, którzy na tych instrumentach grają. Równocześnie stwarzając dla właściciela instrumentów rodzaj prestiżu i reklamy. Tego typu współpraca zdarza się i jest udziałem najwybitniejszych muzyków, którzy dysponują wielkimi możliwościami finansowymi, a jednak grają na instrumentach, których właścicielami są np. Bank Austriacki czy Bank Fiński. W świecie jest to przyjęte jako norma i sposób na dobrą lokatę kapitału, a przy okazji reklamę. Wydaje się, że to wszystko jeszcze przed nami. Może w niektórych gremiach już powstało zrozumienie tego problemu, ale nie pojawił się jeszcze precedens, który by to potwierdził.

Ile kosztują dobrej jakości skrzypce? Skrzypce Stradivariego kosztują ok. 4 mln dol. Do niedawna nie wierzyłem, że współcześni lutnicy mogą zbudować instrument dorównujący klasą instrumentom starych mistrzów. Jednak myliłem się, okazało się bowiem, że można taki instrument zbudować. Słyszałem takie współcześnie zrobione skrzypce, które brzmią świetnie i są oczywiście nieporównanie tańsze.

Właśnie ukazała się płyta „Leszek Możdżer & Aukso – Siedem miniatur na fortepian improwizujący i smyczki”, jak doszło do jej nagrania i kiedy rozpoczęła się wasza niewątpliwie interesująca współpraca? Płyta, która się ukazała jest owocem naszej sześcioletniej znajomości i przyjaźni. Aukso wystąpiło z Leszkiem po raz pierwszy na festiwalu Jazz Jamboree w 1998 roku. To rok powstania orkiestry. Bardzo się z tego powodu cieszę, że może ukazać się zapis naszej kilkuletniej współpracy. Leszek pisze cały czas nowe utwory i materiał z tej płyty jest dla niego, przypuszczam, już dość odległy muzycznie. Tym bardziej więc dziękuję mu za to, że zgodził się nagrać właśnie z nami tę płytę. Mam nadzieję, że ten rodzaj styku jazzu z klasycznym brzmieniem smyczków stanowi pewną wartość, do której będzie się odwoływał. Żyję nadzieją, że nasza współpraca będzie trwała i za kilka lat będziemy mogli nagrać kolejną płytę, być może już w innej, jednak ciągle jazzowo-klasycznej konfiguracji.

Mam też taką nadzieję i dziękuję panu za interesującą rozmowę.


rozmawiał: Andrzej Kalinowski
ultramaryna, grudzień 2004






teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone