Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | ROBOTOBIBOK: Jass jest nasz
sobota 27.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
ROBOTOBIBOK: Jass jest nasz

Spotkałem się niedawno z muzykami grupy w celu wyjaśnienia sobie kilku podstawowych zasad rządzących światem Robotobiboka. Myślałem, że będzie to klasyczny wywiad - o ile nie z liderem grupy, to przynajmniej z głównymi bohaterami zjawiska. Szybko okazało się, że to nie taka prosta sprawa, bo ROBOT to potwór i niczym siedmiogłowa hydra mówi na raz wszystkimi swoimi głowami i to w kilku różnych językach mentalnych o wysokim strumieniu energetycznym każdy. Oto fragmenty zapisu...

Ultramaryna: Muzyka dla was to nie tylko kwestia warsztatu instrumentalnego, to coś znacznie więcej, to pewien styl życia i działania. Współtworzycie Grupę Postaw Twórczych imienia Franka Zappy, o co w tym wszystkim chodzi?

Jakub Suchar (perkusja): Ja zmierzam do tego, by stać się osobą świadomą, jednak nie jestem Buddystą.

Adam Pindur (saksofon): Właśnie jem cukierka, bo mnie boli gardło.

Marcin Ozóg (kontrabas): Chodzi mi o to, aby granie sprawiało coraz większą przyjemność za każdym razem, kiedy gram i tyle.

Maciej Baczyk (gitara, ARP Odyssey): Ja po prostu gram na instrumencie muzycznym i nie gloryfikuję go. Interesuje mnie on raczej jako narzędzie do wyrażenia jakichś myśli. Mógłbym też grać np. na pudełku od zapałek.

Artur Majewski (trąbka): Czekam, obserwuję różne rzeczy w muzyce, szukam.

Kto, waszym zdaniem, słucha dziś jazzu i czy ta muzyka w ogóle jeszcze gdzieś ewoluuje, czy może jest tak, że to raczej muzeum figur woskowych z kilkoma pomnikami z brązu w postaciach Milesa, Coltrane’a, Dolphiego czy Mingusa?
Jacek Suchar: Nie mam pojęcia, kto dziś słucha jazzu i w ogóle mnie to nie interesuje. Myślę, że mówienie na ten temat nic nie spowoduje. I nie chodzi tu wcale o jazz. Chodzi o to, że w Polsce ludzie są przyzwyczajeni do słuchania muzyki tylko takiej, którą im się proponuje w mediach – jak do picia jogurtu. Wiesz, łatwo wziąć, otwierasz pokrywkę, wypijasz, czujesz się przez chwilę świetnie i już o nic więcej nie chodzi. U nas kultura muzyczna jest niższa niż w Europie. A jazz? Wielu kojarzy się z muzyką dobrej jakości graną przez dobrych muzyków i z trudną, ambitną dyscypliną sztuki. To, że ludzie przestali tego słuchać moim zdaniem wynika też z tego, że wielu dobrych muzyków popadło w jakiś schemat i gra w kółko to samo. Robotobibok gra muzykę, którą lubimy i chyba przypadkiem jest to, że akurat teraz się to podoba, bo my nie gramy pod publiczność, gramy intensywną muzykę, gdzie nawet nie ma czasu na brawa po solówce, staramy się odwrócić uwagę od braw, chcemy żeby wiele się działo w każdym momencie kompozycji. Utwory Robota są też zamkniętymi historiami i każdy z nas opowiada te historie po swojemu.

W jaki sposób wiążecie swoje granie z nurtem jassowym?
J.S.: Nie należymy do jassu, to jass należy do nas.

A jakie są wasze pierwotne preferencje muzyczne oraz aktualne fascynacje?
Maciej Bączyk: Dla mnie pierwotne to była Sandra, Halloween i Ice Mc. A z aktualnych to trzy razy pod rząd słuchałem zespołu Peaches, który gra muzykę w nurcie elektro punka. Z kolei spośród zespołów, które używają gitar i syntezatorów, to Radiohead robi na nas wrażenie w całości. Podoba nam się ich perfekcyjne podejście do produkowania brzmienia. Z muzyki improwizowanej ostatnio zachwycaliśmy się Ellery Eskelinem, oglądaliśmy koncert na wideo i robi to na nas duże wrażenie – jak gra on na saksofonie i w ogóle jak cały jego zespół improwizuje. Podoba mi się też to, co robi Jim Black – sposób, w jaki gra na bębnach.

Jak Wam się grało w Teatrze Muzycznym w Gliwicach na dużej scenie? Większość koncertów gracie przecież w klubach.
J.S.: Jest przepaść między koncertem w klubie, a dzisiejszym w Teatrze Muzycznym [wywiad przeprowadziliśmy po koncercie w Gliwicach - przyp. red.]. Przepaść w każdym sensie. Wczoraj zagraliśmy koncert, na który nie spodziewaliśmy się, że przyjdzie tyle ludzi i będą do nas nastawieni w sensie energetycznym. Wszyscy byli wtedy blisko na wyciagnięcie ręki. Tutaj [w Teatrze Muzycznym] musieliśmy stanąć tak daleko z tyłu, cała ta scena przed nami, jakieś 4-5 m. Później przerwa i dopiero rzędy foteli. Ludzie patrzyli na nas, jakbyśmy przylecieli z kosmosu.

No przecież o to chodzi w waszej muzyce, a poza tym na wasz koncert przyszło sporo ludzi, większość miejsc była zajęta.
J.S.: Być może. Ale koncert źle brzmiał, bo akustyka była kiepska. Prawie się nie słyszeliśmy.

To porozmawiajmy o czymś przyjemnym, jak tam święta?
J.S.: Jest taki moment każdego roku, że czuję, iż zbliżają się święta, bo na progu swojego mieszkania znajduję mnóstwo różnych pism. Niedawno oglądałem takie czasopismo ze sklepu Ikea i w nim zauważyłem dwie postaci, które w sposób bardzo zawoalowany sprzedają jakąś ideę, że trzeba być tolerancyjnym i że wszyscy świetnie się czują w meblach Ikea na święta. Jest tam mianowicie takie zdjęcie: wśród dziewcząt siedzących w kuchni i piekących ciasta siedzi karlica!!! I jeszcze jedno zdjęcie: młody mężczyzna ze swoją matką grają w warcaby, a obok siedzi tyłem osoba, która waży jakieś 250 kg!?

Wiesz, bo to jest szwedzki wymiar świąt, dziewczęta właśnie wyszły z sauny.
J.S.: I karlica również. Ale powiem ci, że święta mimo to, że pachnie ciasto i atmosfera jest fajna i świecą się lampki na choince, to są zawsze strasznie nerwowym czasem dla mnie.

Co sądzicie o tym, co powiedział awangardowy kompozytor muzyki współczesnej Karlheinz Stockhausen o ataku na wieże WTC w NY?
M.B.: A co powiedział?

Nazwał ten zamach „największym dziełem sztuki, jakie kiedykolwiek istniało”. Wywołało to w świecie oburzenie, kilka koncertów Stockhausena odwołano.
M.B.: Mocno pojechał! Wiesz, to nie jest nic dziwnego, bo katastrofa zawsze zachwyca. Jak np. była powódź we Wrocławiu, to była dokładnie taka sama jazda, wszyscy siedzieli przed telewizorami, wychodzili na dach wieżowca, puszczali sobie muzę w walkmanie i patrzyli, jak zalewa całe osiedle. To jest tak zwana estetyka katastrofy.

A jak przebiegała wasza podróż do Nowego Jorku, wylecieliście przecież w dniu katastrofy?
M.B.: Mieliśmy w Stanach zagrać 6 koncertów, w tym kilka z Happy Pills, Something Like Elvis i Programem. W miastach: Princetown, Bostonie, New Jersy i dwa w New Yorku w klubach: Knitting Factory i Warsaw. Ja pierwszy raz w życiu leciałem samolotem. Zajarałem się tym wszystkim potwornie. Postanowiłem z lotu takim dużym jumbo-jetem zrobić sobie ceremonię, założyłem słuchawki z jakimś rzężącym techno, wczułem się w klimat startu, poderwania do lotu, śledziłem cały czas na ekranie cyfry, które podawały jaką mamy prędkość i wysokość. Pod nami było mnóstwo wody i nie było nic napisane. Chwilę później leciał film o tym, jak się wypełnia kwestionariusz osobowy i w pewnym momencie poszedł ten komunikat, że będziemy wracać z powrotem, bo był atak terrorystyczny na Stany Zjednoczone.

J.S.: Jednak jeszcze przez godzinę nie zawracaliśmy, samolot szukał wolnego korytarza powietrznego, to było bardzo niepokojące.

A.M.: Jakaś kobieta dostała zawału serca, bo miała rodzinę w Pentagonie.

J.S.: Naszemu menadżerowi w jednym momencie przemokły buty, miał je całkowicie mokre, a Maciek korzystał z okazji i pił duże ilości alkoholu.

Podobno Bin Laden ukrył się gdzieś w Trójkącie Bermudzkim?
Marcin Ożóg: W Trójmieście!!! Prędzej w Trójmieście bermudzkim, właśnie tam jedziemy, ale się nie boimy, już raz przecież spotkaliśmy się z tym panem.

Rozmawiał: Andrzej Kalinowski [Ultramaryna styczeń 2002]






teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone