Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MATTHEW BARNEY: Cremaster
piątek 28.07.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MATTHEW BARNEY: Cremaster

„Perfekcyjna sztuka przełomu tysiącleci!” – pisano o „Cremaster” amerykańskiego artysty Matthew Barneya, cyklu filmów, które są wszystkim, ale nie... filmami. Mimo, że dzieła te ogląda się w kinie, wydaje ogromne pieniądze na ich realizacje, mimo że mają one swoją obsadę i scenografię, to daleka droga dzieli je od świata kinematografii. To zapis wizjonerskich snów Barneya, wieloaspektowa opowieść o medycynie, architekturze, historii sztuki i seksie. Stany Zjednoczone doczekały się wreszcie swojej własnej, kompletnej mitologii – pełnej bestii, potężnych sił i herosów.

Mimo, że Matthew Barney (ur. w 1967 roku w San Francisco) ma na swym koncie także inne prace filmowe, jego nazwisko nieodmiennie kojarzone będzie już z cyklem „Cremaster”. To właśnie za jego sprawą artysta szybko trafił do panteonu największych gwiazd światowej sztuki, a najpoważniejsze instytucje ustawiły się cierpliwie w kolejce po jego prace. Nic dziwnego – każdy kolejny epizod (seria „Cremaster” złożona jest z pięciu, kręconych nie chronologicznie filmów – najpierw powstała 4. część, jako ostatnia 3.) rzucał na kolana krytyków, oczarowanych bezkompromisową, ponad-dyscyplinarną i skrajnie egocentryczną mitologią Barneya. Osoby, które bardziej interesują się muzyką niż artystycznym kinem zwróciły także uwagę na fakt, że Barney to życiowy partner Björk. Ich wspólne dziecko zostało zaplanowane, jak głosi plotka, jako rodzaj projektu artystycznego.

Zanim Barney zajął się jednak sztuką, studiował medycynę, co wydaje się mieć niebagatelny wpływ na jego epicki cykl filmowy. Cremaster to nazwa mięśnia, pozwalającego na wciąganie jąder do podbrzusza, w filmach tych znaleźć można także mnóstwo aluzji do cyklu rozwojowego embrionu i kształtowania się jego cech płciowych. Poza tym wizualny świat Barneya to wytwór systematycznie zaprogramowanego obłędu: fantastyczne stwory i ultranowoczesne bolidy, rzeźby z wazeliny, perkusista Slayera, Dave Lombardo akompaniujący rojącym się pszczołom, grupy cheerleaderek, Hiram Abiff, architekt z masońskiej legendy budujący nowojorski Chrysler Building, sterowce i monstra.

Ten świat nie ma żadnych limitów, jest alternatywną, samowystarczalną całością. W „Cremasterze” nic nie jest do końca oczywiste, Barney nie udaje nawet, że kręci filmy, które mogłyby dotrzeć do masowej publiczności. Kokietuje ekskluzywnego odbiorcę – erudytę i snoba, który gotów jest spędzić długie godziny na podziwianiu totalnego dzieła, zanurzonego w rozpasanym, barokowym przepychu. W jego filmach pojawiają się tajemnicze postacie, stwory niczym z tajnego laboratorium, gdzie latami przeprowadzono podejrzane genetyczne eksperymenty. Sam Barney wciela się jako aktor w satyra, barana, węgierskiego magika Houdiniego czy Giganta.

„Cremaster” złożony jest ze scen pełnych zniewalającego, mrocznego piękna, jednocześnie ciągną się one w nieskończoność, nie budując tradycyjnej filmowej narracji. Są to w większym stopniu labirynty symboli i znaków, mające swój kinowy ekwiwalent jedynie w przeładowanych artystycznymi aluzjami filmach Petera Greenawaya. Zresztą „Cremaster” to nie tylko pokazy na dużym ekranie – to także wystawy złożone ze zdjęć, scenografii, obiektów, symboli, projekcji. Każda część „Cremastera” ma swoje logo, towarzyszy mu monumentalna publikacja, a przedmioty użyte wcześniej jako elementy scenografii stają się artefaktami pożądanymi przez wpływowych kolekcjonerów na całym świecie. Dopiero od niedawna te quasi-filmowe wizje Barneya można oglądać w kinie, poza renomowanymi instytucjami artystycznymi. Pokaz w ramach cieszyńskiego festiwalu to niepowtarzalna okazja, by je zobaczyć, bez podróżowania np. do Guggenheim Museum. [Sebastian Cichocki, Ultramaryna lipiec/sierpień 2004]

Kalendarz projekcji filmów Matthew Barneya






teksty
STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgďż˝oďż˝ b��d na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeďż˝one      
hacklink wordpress free themes ankara sexs shop hacklink satış elektronik sigara çeşiteleri