Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
piątek 16.04.21

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
GRAŻYNA AUGUŚCIK: Mam się dobrze

Rozmawiamy z Grażyną Auguścik, wokalistką, aranżerem, kompozytorem, producentem i liderem własnego zespołu w jednej osobie. Przez amerykańskich krytyków muzycznych zgodnie uznana została za nową gwiazdę światowego jazzu.
Ultramaryna: W corocznej ankiecie magazynu „Jazz Forum” zostałaś uznana przez czytelników za wokalistkę jazzową nr 1 w Polsce, wyprzedzając nawet bardzo popularną – nie tylko w świecie jazzu – Annę Marię Jopek i dystansując Urszulę Dudziak. Twój ostatni album również został wyróżniony w kategorii Album Roku – znalazł się na 4. miejscu. Nie będę jednak pytać o komentarz do tego wydarzenia, ale o twój stosunek do tego typu ankiet?
Grażyna Auguścik: Byłam bardzo zaskoczona zarówno w tym, jak i w ubiegłym roku. Nie wiem skąd takie wyróżnienie, nie koncertuję w Polsce od dość długiego czasu i ten wybór dokonany przez czytelników chyba jest wynikiem docierania coraz częściej do kraju moich ostatnich płyt – oficjalną dystrybucję mam dopiero od tego roku, więc jestem mile zaskoczona. Cieszę się także z listów, które dostaję od moich polskich fanów i komentarzy w internecie.

16 lat temu zdecydowałaś się na budowanie swojej artystycznej kariery w Ameryce. W Polsce wciąż istnieje przekonanie o tym, jak trudno jest przebić się europejskim muzykom na tamtym, bardzo dynamicznym rynku. Powiedz, czy Tobie się to udało albo czy to wciąż jeszcze nieosiągnięty cel. Czy może jest tak, że czasy się zmieniły i to amerykański jazz przeżywa regres i szuka inspiracji np. w europejskich tradycjach muzycznych?
To ciągły proces, który trwa i będzie trwał. Rynek amerykański jest ogromny, codziennie powstaje masa muzyki i panuje bardzo duża konkurencja. Jeśli mówić o jakiejś niedyspozycji jazzu, to jest to ogólna tendencja na świecie. Nie mam specjalnie porównania czy jazz jest rzeczywiście taki dynamiczny w Europie, wiem, że w Stanach ma się dobrze – tak jak było kiedyś. To nie ma żadnego znaczenia czy w Europie coś się dzieje, muzyka w Stanach żyje własnym rytmem i ma tam wciąż swój olbrzymi krąg odbiorców – rynek muzyczny, który rządzi się swoimi prawami. To, że się pochodzi z Europy, szczególnie Wschodniej czy z innej części świata, wcale nie ułatwia życia. Trzeba zaproponować coś innego, aby można było być zauważonym i zaistnieć na amerykańskim rynku muzycznym. Czy ja tak naprawdę istnieję na nim? Myślę, że wypracowałam sobie pewną pozycję i to pomimo tego, że nie stoją za mną żadne koncerny płytowe i duże pieniądze. Jestem z tak zwanej niezależnej niszy, tak jak większość moich kolegów jazzmanów. Jakoś sobie dajemy radę i potrafimy z grania muzyki improwizowanej żyć, wiec myślę, że mam się dobrze.

Wydaje się, że Twoją muzykę kształtuje nie tylko puls jazzowy – ile jest w niej jazzu, a ile innych inspiracji?
Właściwie wyszłam od jazzu, znam dobrze jego podstawy i ta muzyka jest bazą. Myślę, że nią pozostanie. Natomiast przez to, że wywodzę się z innej kultury i pochodzę z innej części świata, mam w sobie inny rytm, inaczej odbieram muzykę i inaczej ją interpretuję. Miejsce mojego pochodzenia ma też duży wpływ na to, jak ją przekazuję. Niezmiernie ważne jest też miejsce, w którym się teraz znajduję - konglomerat wszystkich kultur i obecność muzyków ze wszystkich stron świata, z którymi gram. Wszystko to wywiera wpływ na to, jak moja muzyka się kształtuje. Poza tym jestem osobą bardzo otwartą, słucham bardzo dużo różnej muzyki i to jest taki ciągły proces, który we mnie ewoluuje. Nie zamykam się w jednej stylistyce, jestem ciekawa tego, co się dzieje na świecie, tego, gdzie aktualnie podąża muzyka. No i sam jazz jest przecież takim gatunkiem sztuki, który zawsze asymiluje wszystkie nowe trendy i tendencje muzyczne.

Czy melodyka twojego ostatniego albumu, tak bardzo inspirowanego polskimi pieśniami ludowymi, jest poszukiwaniem oryginalności na amerykańskim rynku muzycznym, czy może raczej jest wyrazem tęsknoty i powstała z potrzeby serca?
Całe moje muzykowanie wypływa z wielkiej potrzeby serca. Natomiast, jeśli chodzi o muzykę ludową, to towarzyszy mi ona od lat i bierze w naturalny sposób udział w wielu moich projektach. Czuję się bardzo dobrze w tej muzyce, lubię tę estetykę i odczuwam organicznie swoją tożsamość, którą wyrażam właśnie poprzez obecność melodyki ludowej w wielu moich kompozycjach i improwizacjach. Nie robię tego na siłę, pod tak zwaną publiczkę czy zgodnie z obowiązującą modą. Śpiewam, co lubię, na co w danym momencie mam ochotę, do czego dojrzałam i co czuję. Wierzę, że prawda i szczerość w muzyce zawsze się obroni.

Rozmawiał: Andrzej Kalinowski [Ultramaryna kwiecień 2004]






teksty
RAHIM: Zapalić w ludziach iskrę do walki o siebie
17 listopada w księgarniach pojawi się biografia Rahima „Ludzie z tylnego siedzenia”. Był to dla nas w... >>>

VELVETEVE: Kobieta orkiestra z własnym muzycznym show
Eva ma na nazwisko Aksamit oraz adekwatną do tego barwę głosu. Choć muzyczną fascynację obudziła w niej Whitney Ho... >>>

KULTURA W CZASACH PANDEMII: Czy będziesz wiedział, co przeżyłeś?
Tytułowe pytanie pochodzi z wydanego blisko ćwierć wieku temu zbioru esejów Marii Janion. To ona w latach 90. bard... >>>

IGGY NOT POP: Znam swoje miejsce w szeregu
Wychował się w Katowicach, ale obecnie mieszka w Nowej Hucie. Jest raperem, autorem tekstów i gościem, któryR... >>>

CITY BREAK: Lipsk
Buntgarnwerke nad Białą Elsterą, zdjęcie: Harald Goebl Za sprawą niedawnego półfinału Ligi Mistrzów, do które... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2021, wszystkie prawa zastrzeżone