Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | MISTRZ I MAŁGORZATA w Teatrze Rozrywki
czwartek 27.04.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
MISTRZ I MAŁGORZATA w Teatrze Rozrywki

Rozmawiamy z Łukaszem Czujem, reżyserem teatralnym znanym m.in. dzięki przedstawieniom "Tango Oberiu 1928", "Sen pogodnego karalucha", "Opowieści jedenastu katów", "Cafe Panika", "Ja jestem wamp". Obecnie przygotowuje w Teatrze Rozrywki musical "Bal u Wolanda. Diabolada z songami" na motywach "Mistrza i Małgorzaty" Michaiła Bułhakowa. Praremiera 13 marca.

Ultramaryna: Jakie masz wspomnienia z pierwszej lektury „Mistrza i Małgorzaty”?

Łukasz Czuj: Przed wielu laty odłożyłem tę książkę po rozpoczęciu lektury. Potem wracałem do niej parokrotnie – powoli odkrywając coraz to nowe jej oblicza. „Mistrz i Małgorzata” przypomina magiczny labirynt, w który wchodzi się powoli, ale potem można się w nim zagubić na wiele lat. Zwłaszcza, iż otwarta fabuła wciąż narzuca inne interpretacje, czyta się tę książkę nie jak powieść, lecz podręcznik kabały, za każdym razem odkrywając inne znaczenia, ukryte za opisanymi w niej zdarzeniami.

Czy jakaś z widzianych przez ciebie scenicznych adaptacji "Mistrza i Małgorzaty" szczególnie cię urzekła? Widziałem zaskakujący formalnie spektakl Oskarasa Korsunovasa z Litwy na wrocławskim festiwalu "Dialog" przed dwoma laty, oglądałem też drugą część "Mistrza i Małgorzaty" Krystiana Lupy z Starego Teatru - oba te spektakle były tak odmienne, a zarazem tak wyraziste w swoim odczytaniu Bułhakowa, że wciągały w swój teatralny świat, pozwalając jednocześnie widzom na własną interpretację. Oczywiście z częścią pomysłów obu tych reżyserów zgadzałem się całkowicie, inne mnie oburzały, denerwowały, ale to jest zupełnie naturalne. Ważne jest, iż obok tych realizacji nie można było przejść obojętnie, że prowokowały do myślenia.

Niewiele jest tak wdzięcznych teatralnie scen jak „Wieczór Czarnej Magii” w Teatrze Variétés. Możesz zdradzić, jak radzisz sobie z magią w Teatrze Rozrywki? Jeśli chodzi o magię w teatrze, a już szczególnie w Teatrze Rozrywki, to najbliższy jest mi sposób Wiesława Dymnego z Piwnicy pod Baranami, który próbował, by znikło krzesło przy użyciu zwykłej szmaty. Oczywiście bezskutecznie. Co nie oznacza, iż Żorż Bengalski nie straci głowy, a mieszkańcy Moskwy nie wezmą udziału w niezwykłej wyprzedaży w Paryskim Salonie Mody. Wszystko się wydarzy, ale tylko dla tych, którzy nie zapomnieli o własnej wyobraźni. Dla innych przygotowaliśmy promocyjne kupony do hipermarketów, gdzie nie takie cuda zdarzają się na co dzień!

Co cię skłoniło do zaangażowania do roli Wolanda Macieja Maleńczuka? Mam kilku idoli muzycznych i jednym z nich był od zawsze Maciej Maleńczuk. Mniej więcej od dnia, gdy zobaczyłem go w Krakowie na Floriańskiej, gdy w roku 1985 śpiewał na ulicy swoje ballady. Dyżurny heretyk, ekscentryk i charyzmatyczny rockendrolowiec – czyż może być lepszy kandydat do roli diabła? A jeszcze skoro zgodził się na to?

Na jakim etapie tworzenia koncepcji przedstawienia pojawił się ten pomysł? Na pierwszym. Masz diabła – masz Mistrza i Małgorzatę. Taka była moja koncepcja i trzymam się jej do dziś. Reszta jest szaleństwem, o które przy dokonaniu takiego wyboru wcale nie trudno.

W jakim stopniu napisane przez niego songi wpłynęły na kształt muzyczny przedstawienia? Maciek napisał swoje songi, ale są też w spektaklu piosenki, których nie napisał – czego pewnie publiczność nie zauważy. Muzyka jest niezwykle eklektyczna, by nie powiedzieć makabryczna. Rock, klasyka, ballada, opera – co chcecie, będziecie mogli usłyszeć. Spektakl ma podtytuł „diaboliada z songami” i to wszystko tłumaczy: nic nie będzie oczywiste, raz na zawsze ustalone. Będzie więc coś dla miłośników Haendla, coś dla słuchaczy Kiepury i oczywiście mnóstwo dla fanów Macieja Maleńczuka i kilka niespodzianek dla wiernych widzów teatru Łukasza Czuja.

Rozmawiała: Pola Sobaś [Ultramaryna marzec 2004]






teksty
PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone