Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | TYMON TYMAŃSKI: Jestem za emocją i prostotą
środa 29.03.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
TYMON TYMAŃSKI: Jestem za emocją i prostotą

Wywiad z Ryszardem Tymonem Tymańskim.

Ultramaryna: Niepostrzeżenie minęły prawie trzy lata od naszej ostatniej rozmowy. Przez te wszystkie miesiące zagrałeś niemało koncertów i skomponowałeś trochę nowej muzyki. W twoim bezpośrednim otoczeniu zaszło sporo zmian. Wtedy, kilka miesięcy po śmierci Jacka Oltera i świeżo po rozstaniu z Mikołajem Trzaską, mówiłeś o kontynuacji swoich zespołów, o potrzebie stałości. Tymczasem od półtora roku nie istnieje już Miłość, a Kury grają pożegnalną trasę koncertową. Może to dobry moment na kolejne podsumowanie? Chciałbym cię o to teraz poprosić.

Tymon Tymański: Śmierć Jacka Oltera była dla mnie szczególnym przeżyciem, spędziłem z nim wiele czasu na scenie, ponieważ był on podporą prawie wszystkich moich zespołów. Jacek sprawiał, że nasze koncerty cechowała klasa. Jako muzyka wyróżniała go niespotykana artystyczna kreatywność i inwencja. Był to straszliwy cios zarówno dla sceny muzycznej w Polsce, jak i dla mnie osobiście. W Kurach zastąpił go Jacek Stromski, który może nie rozwinął się zbytnio w tym zespole, ale później sam stworzył dwie, trzy kapele wykonujące nowoczesną muzykę improwizowaną, jak np. Skakanka, która grała ska i muzykę około jazzową. Następnym perkusistą był krewki Irlandczyk, Rory Walsh, który wprowadził do kapeli wiele zamieszania, ale muzycznie niewiele zmienił. Aktualnie za perkusją zasiada Kuba Staruszkiewicz, który jest niezwykle solidną firmą. Jednak ja wciąż poszukuję „zawodnika” jeszcze bardziej ofensywnego. Poza tym zespół Kury to właściwie duet, który wyczerpał już pewną konwencję. Myślę w tym momencie o moim układzie z Piotrem Pawlakiem - ja się teraz poruszam bardziej w nurcie postmodernistycznie rozumianych piosenek oraz jazzu, a Piotr dryfuje w stronę muzyki minimalnej, elektrotechnicznej oraz pracy w studio. Nie mieliśmy nigdy okazji pokłócić się o sprawy liderowsko-towarzyskie ani też o pieniądze z prostego powodu: ich po prostu nie było. Pomiędzy nami wszystko jest jasne, ja robię jazz i śpiewam piosenki, a Piotr ma swój gatunek muzyki. Może gdyby zaistniał wyrazisty i kreatywny trzeci element np. perkusista robiący muzykę komputerową, nowocześnie „lupujący”, ktoś kto dużo słucha nowej muzyki i jest niezwykle aktywny artystycznie, może to by coś zmieniło.

Czy to, co mówisz oznacza, że jesteś zawiedziony kondycją alternatywnej muzyki w Polsce i trochę też zniechęcony? Nastąpiła wyrazista zmiana warty, jeżeli chodzi o około jazzową scenę improwizowaną, która była skupiona wokół Trójmiasta, Bydgoszczy, trochę też Częstochowy i Śląska. Linia: Ścianka, Kury, Kobiety, Pogodno, grupy Mazzolla czy Gralaka - są to wszystko wyjątki na polskiej scenie muzycznej. Zespoły przyjaciół. Jednak po kilku bardzo aktywnych latach pojawił się kryzys, pewien rodzaj zmęczenia, co dało pole manewru liderowskim i niezależnym poczynaniom poszczególnym instrumentalistom. To wydaje się zresztą normalna kolej rzeczy. Ja sam zainteresowałem się młodymi muzykami, którzy też już trochę wychowali się na naszej muzyce. Poznałem mnóstwo muzyków o dziesięć lat od siebie młodszych, mam od nich sporo propozycji wspólnego grania, np. ze strony muzyków Pink Freuda, Baaby czy braci Oleś. To jest ta pokoleniowa zmiana warty. Oni interesują się kimś od siebie starszym, kimś kto ma więcej doświadczenia i charyzmę, a ja posiłkuję się ich energią i świeżością spojrzenia na muzykę. Ten moment wymaga ode mnie chwilowej „odsapki”, chwilowego zatrzymania się i nie jest do końca tylko moim indywidualnym wyborem. Po prostu trochę tak się stało wskutek zbiegu różnych okoliczności życiowych, przez śmierć Jacka, przez to, że wszyscy liderzy, wszyscy ci muzycy, z którymi grałem trochę się zatrzymali. Nagle, po trzydziestce ludzie zakładają rodziny albo np. idą na odwyk. I tak po prostu jest, niezwykle trudno jest utrzymać doskonałą formę przez sześć czy dziesięć lat z rzędu. To jest tak, że masz przez tych kilka lat dobrą formę, a potem następuje moment pewnego zmęczenia materiałem. Nie są to jednak gorsze lata, bo przecież każdy z nas po swojemu buduje coś nowego.

Podobno zamierzasz wydać jeszcze jedną płytę Kur. Tak, wydamy jeszcze jedną płytę po tej trasie grudniowej. Mamy nawet roboczy tytuł Martwe gitary. Chciałbym, aby brzmiała bardzo nowocześnie, nawet w stosunku do 100 lat undergroundu. Elektroniczne brzmienia i skomputeryzowane dźwięki gitar chcę kontynuować idąc nawet w kierunku braku tekstu, braku przekazu zupełnie. To będą takie wariacje awangardyzujące. Jednak najważniejsze są dla mnie teraz dwa składy: Tymon Tymański Ensemble i Transistors, które konsekwentnie rozbudowuję. Warto pamiętać, że Miłość i Kury wymagały od trzech do sześciu lat budowania gruntu towarzysko-muzycznego, który musiał się ograć na koncertach. Miłość dopiero po trzech latach wspólnego grania zaczęła się jawić jako ciekawy artystycznie zespół. Z kolei pierwsze koncerty Kur to były nagrania dla dwudziestu słuchaczy, bardzo hermetyczne. Dopiero po pięciu latach grania koncertów i sukcesie Polovirusa (w 1999 roku), stały się zespołem totalnie rozpoznawalnym.

W jednej ze swoich piosenek na ostatniej płycie Kur brałeś w obronę Ryśka Matuszewskiego, przywódcę mało znanego Bractwa Zakonnego Himawanti. Teraz, jak się dowiaduję z prasy, z tej wspólnoty ludzie coraz liczniej odchodzą, a ojcowie duchowi grożą im sankcjami i represjami. Grożą zamachami i śmiercią także sędziom, prokuratorom i dziennikarzom. Śledztwo przeprowadzone przez dziennikarzy "Newsweeka" i TVN potwierdza, że to zagrożenie jest realne. Pomyliłem się ze swoim poparciem dla tej wspólnoty. Nie chcę się tutaj tłumaczyć, ale sam z siebie tego tekstu nie napisałbym. Kilka lat temu pojawiła się na moim koncercie grupa ludzi (było to w zabrzańskim JAZ-ie), których znałem z koncertów na Śląsku. Opowiedzieli mi o tej historii, o szykanowaniu guru tej wspólnoty, chodziło właśnie o Ryśka Matuszewskiego. Po zapoznaniu się z materiałami prasowymi na ten temat, które otrzymałem niezależnie od kilku osób, poszukałem też dokładnych informacji o jego aresztowaniach i ubezwłasnowolnieniu w „psychiatryku”. Wyglądało to wszystko dosyć tragicznie i pomimo tego, że nie jestem fanem hinduizmu, bahti jogi czy politeizmu to poczułem, że warto tutaj bronić człowieka i jego pomysłu na życie. Byłem dość zdeterminowany tym bardziej, że wydawało mi się, iż w stosunku do tego człowieka i jego grupy, działa jakiś tam rodzaj ostracyzmu ze strony Kościoła czy władz częstochowskich. Jak czas pokazał nie wziąłem w obronę właściwego człowieka. Chociaż uogólniając, to gdyby ten tekst dotyczył jakiegoś anonimowego, np. Ryszarda Mialiszewskiego, czyli nosił tytuł "Wypuśćcie Ryśka Mialiszewsiego", to byłby tekstem słusznym. Bo sama idea jest przednia - po prostu należy bronić innowierców i ludzi należących do jakichkolwiek mniejszości, którzy są narażeni na szykanowanie albo na nietolerancję. Osobiście jednak jestem daleki od radykalnego sposobu działania. Wprawdzie walczę trochę z kościołem katolickim, jednak chodzi mi bardziej o stosowaną przez Kościół ideologię i politykę, o rodzaj obecności w przestrzeni medialnej. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, aby godzić w chrześcijaństwo albo odbierać mu sensowność i wrażliwość. Uważam, że chrześcijaństwo to bardzo poważna i głęboka sprawa, chociaż istnieją pewne fakty historyczne, które pozwalają wątpić w wiarygodność i szczerość instytucji Kościoła. Jednak jestem ogólnie za chrześcijaństwem i Kościołem. Uważam, że w pustyni metafizycznej, w jakiej się znalazł świat taka energia jest potrzebna. Jeżeli teza chrześcijaństwa jest taka, że Bóg jest miłością i celem życia jest poświęcenie się dla innych, wyrozumiałość, współczucie, tolerancja, życie zgodne z sumieniem – to także całkowicie jest i moja teza. Choć przyznaję, mam pewne wątpliwości co do autentyczności jakichkolwiek objawionych przez Boga przekazów pisemnych.

Coraz częściej można cię spotkać w telewizji i to nie tylko w programach muzycznych. Czy sam starasz się zaistnieć przed publicznością popularnych programów rozrywkowych? W jaki sposób zapraszają ciebie do TV? W TV powstała bardzo aktywna sytuacja zapotrzebowania na jakieś nowe twarze i charyzmatyczne postaci medialne. Jest to związane z działalnością różnych talk-show, programów rozrywkowych, ale też trochę publicystycznych, w których pojawiają się różni oryginalni prowadzący, którzy przyciągają uwagę widzów. Nadzwyczajna popularność tych programów spowodowała, że coraz szybciej sięga się na zaplecze po nowe i ciekawe osoby. W ten sposób została uruchomiona machina, która potrzebuje wciąż nowych twarzy i osobowości „na przemiał”. Ja dostałem w ciągu dwóch, trzech miesięcy szereg propozycji udziału w talk-show i to nawet na zasadzie prowadzenia takiego programu. Jednak w wielu wypadkach odmówiłem. Na przykład odmówiłem bycia jurorem w "Idolu", z czego jestem dumny, pomimo tego, że była to propozycja kusząca finansowo. Uważam bowiem, że jest to jedno wielkie oszustwo i nie promuje żadnych nowych twarzy, oprócz osób zasiadających w jury programu. Od innej stacji dostałem propozycję prowadzenia z pewnym raperem programu rozrywkowego, nad którą się zastanawiam. Ale także otrzymałem propozycję pisania felietonów do poczytnej gazety. W sytuacji gdy muzyka, którą gram, nie do końca się dobrze sprzedaje, a rynek muzyczny przeżywa poważny kryzys, te propozycje stają się kuszące, ciężko czasami jest odmówić. Zastanawiam się bardzo mocno nad udziałem w tych programach, chociaż szczerze mówiąc czuję, że na dziesięć propozycji powinienem odrzucić wszystkie dziesięć. Niektóre z nich są wręcz niemoralne i zawsze wynikają tylko z takiego taniego zapotrzebowania konsumpcyjnego. W rzeczywistości bowiem chodzi tylko o „przemiał”, o szybkie „spicie krwi” z osoby, zrobienie szybkiej kasy i dalej kolejny reality show, kolejne gwiazdy na piętnaście minut lub nawet na minutę.

Zapewne dla zrównoważenia swojej obecności w mediach skomponowałeś ostatnio sporo muzyki na potrzeby teatru? Owszem tak. Ostatnio miałem propozycje zrobienia muzyki do "Matki" Witkacego w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego, młodego reżysera z Warszawy. Spektakl był realizowany dla gdańskiego Teatru Wybrzeże, miałem na to wyjątkowo mało czasu, a musiałem skomponować muzykę i jeszcze napisać tekst monologu drugiego głównego (poza postacią Matki) bohatera, dla Leona Węgorzewskiego. Ten tekst napisany przez Witkacego, który pierwotnie był dosyć anachronicznym i nudnym monologiem, dotyczył jakiegoś sprzeciwu indywiduum wobec mechanizacji życia i jego uspołecznienia podszytego w tle komunizmem. Musiałem go przetworzyć na współczesny protest człowieka przeciwko „techno i porno”. To była bardzo ciekawa sytuacja, bardzo trudna i pełna zagwozdek, ale wspólnie z reżyserem i aktorami wyszliśmy z tego obronną ręką. Sztuka została świetnie odebrana przez publiczność i miała dobre recenzje. W pracy dostałem mocno w kość, ale satysfakcja była duża, pomimo tego, że musiałem robić muzykę klubową i quasi-artystyczną, to nie przeszkadza ona w przedstawieniu. Przy okazji wspólnie z reżyserem „odświeżyliśmy” Witkiewicza, dopisując współczesny kontekst do tekstu dość już anachronicznego. Było to duże wyzwanie i myślę, że uwieńczone zostało sukcesem. Przyznam też szczerze, że płaci się za takie zadania, jak muzyka do filmu czy teatru, całkiem przyzwoicie.

Skoro mowa o muzyce użytkowej, to czego aktualnie słuchasz w wolnych chwilach? Staram się dużo słuchać jazzu, ciekawi mnie to, co ostatnio robi John Zorn i jego podopieczni z Tzadik Records. Szczególnie podoba mi się saksofonista Daniel Zamir i zespół Satlah. Nowoczesna, improwizowana muzyka żydowska jest bardzo ciekawa, co prawda nie wszystko przyswajam bezkrytyczne, to jednak pewne płyty są naprawdę „w dziesiątkę”. Podoba mi się też muzyka Dave’a Douglasa, Dave’a Hollanda i Jimma Blacka. Dużo słucham także europejskiego jazzu. Dziś muzyka improwizowana z Europy jest ewidentnie w przewadze, wobec klasycznego amerykańskiego jazzu opartego na bluesie, który jest stagnacyjny i nudny.

Jak zabrzmią Kury na swojej ostatniej trasie, czy to będzie rodzaj bilansu z całości czy może masz na te koncerty jakiś specjalny pomysł? Myślę, że nie będziemy tutaj specjalnie szokowali nowymi brzmieniami. Zagramy uczciwie wszystko, co do tej pory było na naszych płytach, to znaczy od avantrockowego początku z Kabloxsu [Kablox – pierwsza płyta Kur wydana przez Music Corner w 1995 - przyp. red.] poprzez polskie pastisze pomieszczone na Polovirusie [P.O.L.O.V.I.R.U.S. - Biodro rec. 1988] aż do techno-ideowych „jazd” i improwizacji na hip-hopującym 100 lat undergroundu [Biodro rec. 2001]. Jest jak jest i chcemy to elegancko podsumować. Jeśli chodzi o mocniejsze brzmienie Kur, to ostatnio oddałem inicjatywę Piotrowi Pawlakowi, ponieważ Piotr ma na to pomysł. Ja teraz lubię w muzyce, tak jak to jest u The Beatles, połączyć pieprz z miodem, nie sam pieprz czy samą sól i gorycz. To się zdarza robić muzycznie Piotrowi, ale są to licencia poetica różnych artystów. Piotr wspaniale pracuje w studio, jest bardzo kreatywny i to dzięki niemu czad brzmiał tak dynamicznie, przy okazji produkcji ostatniej płyty. Zamierzam poprosić go o zajęcie się stroną produkcyjną mojego składu jazzowego Tymon Tymański Ensemble, również o to, żeby zrobił parę miksów w nowoczesnym, post-jazzowym klimacie.

Twoje ostatnie teksty nieco złagodniały, stały się mniej publicystyczne i społecznie zaangażowane, za to wydają się być bardziej melodyjne i wesołe. Kryje się za tym bardzo ciekawy aspekt, który ma związek ze zmęczeniem przekazem politycznym. Po przekroczeniu trzydziestki doszły w mojej głowie do głosu tendencje radykalne, które chciałem wyrazić. Dla mnie był to rodzaj sprawdzianu, egzaminu, takiego sposobu odpowiedzi światu. Żyjemy w kraju, który przeżywa bardzo radykalne zmiany i ciągle jest zawieszony nad przepaścią z dylematem: albo wejdziemy do unii albo wszystko pójdzie do dupy. To znaczy, że często borykamy się z problemami, które proszą o teksty interwencyjne. Wokoło mówi się też wciąż o niesprawiedliwości, korupcji, biedzie, o czymś ważnym społecznie. Więc ja też chcę się wypowiedzieć - napisać artykuł, piosenkę, czasem wręcz chcę o tym po prostu krzyczeć. Forma zawsze tutaj jest rzeczą budzącą kontrowersje, ponieważ zależy od tego, ile się ma lat w danym momencie. Jeżeli ma się dwadzieścia, trzydzieści lat, to ta forma często się zmienia. Im jesteś starszy, im masz więcej doświadczeń, to już nie musi być krzyk, ale może być rozsądna wypowiedź, może to być też zwyczajne machnięcie ręką. Niektóre moje teksty z tego czasu to był taki krzyk rozpaczy na tym świecie. W tej chwili sądzę, że nie ma sensu mocno się angażować społecznie, widzę że w polityce nastąpiła kolejna zmiana warty i będą następowały dalsze. Nie ma dla mnie sensu żadna głębsza refleksja nad tym. To, co się teraz dzieje, jest kolejną pomyłką, fanaberią finansowo-polityczną i nawet jak zaglądam do gazet to czytam je tylko z uwagi na kulturę, muzykę, naukę. Polityka przestała mnie interesować. Uważam, że dużo ciekawiej jest zając się wnętrzem, sprawami nam bliskimi, sprawami samego siebie i wzajemnych relacji miłości, nienawiści, śmierci. A to, że moja wypowiedź ma teraz zabawową formę, to i owszem, paradoksalnie wynika trochę z goryczy poddania się. Szczerze mówiąc, nie wiem czy w Polsce taki zespół jak Kury ma rację bytu. W Polsce granie muzyki bardzo ambitnej i zaangażowanej socjalnie, trochę się nie opłaca. Jednak chciałbym być tu dobrze zrozumiany, nie chcę się całkowicie poddawać i to nie jest tak, że jeśli Kury i jakieś ambitniejsze rzeczy nie przechodzą, to zacznę grać proste i łatwe przebojowe piosenki. Ja zawsze bardzo lubiłem taką muzykę, jaką grali The Beatles albo The Clash i odwołuje się teraz do takiego sposobu grania, ponieważ całe życie szukam syntezy i też trochę dzięki Robertowi Brylewskiemu, ta synteza zaczęła do mnie teraz mocno przemawiać i wpływać na moją muzykę. Chcę teraz uproszczenia przekazu i czegoś bardziej wesołego. Zauważyłem to na koncertach z Transistors, że jest to ludziom coraz bardziej potrzebne. Ja też mam taką potrzebę zagrania muzyki, mniej hedonistycznej, bardziej przyjaznej i zabawnej. Co wcale nie oznacza, że musi ona być lekko zagrana. Teraz interesuje mnie muzyka, która ma głęboki przekaz, ale charakteryzuje się syntezą gatunków, a zarazem prostotą formy. Choć mogę zaskoczyć wszystkich, którzy czytają te słowa, bo może się okazać, że nowa płyta Kur będzie bardzo radykalna, taka tylko dla pięciu osób w Polsce. Nie mniej jednak, jeśli chodzi o moją muzykę w całości, bardziej od awangardy interesuję się teraz problemem syntezy gatunków. Tak, ostatnio nie jestem mocno za awangardą, jestem za emocją i prostotą. Jestem na takim etapie życia, że przemawiają do mnie bardziej proste emocje.

Czyli duchowość, biozłącza i energetyczność komunikatów nie są już dla ciebie tak ważne? Owszem zawsze są ważne, ale teraz zamierzam poświęcić więcej czasu prostym sprawom i zwykłym emocjom.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Andrzej Kalinowski [Ultramaryna grudzień 2003]

Dyskografia Kur:
1995 – Kablox - niesłyna histaria
1999 - P.O.L.O.V.I.R.U.S.
1999 – Na żywo w Pstrągu
2000 – Napijmy się oleju
2001 – 100 lat undergroundu






teksty
NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone