Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | NIEWINNI CZARODZIEJE: Czarodziejskie sety
sobota 22.07.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
NIEWINNI CZARODZIEJE: Czarodziejskie sety

Niewinni Czarodzieje, jak sami deklarują, starają się wywołać u słuchaczy czysty zachwyt, zaskakując ich magią dźwięków, jakimi emanują, umiejętnie budowanym nastrojem, różnorodnością stylistyczną, wrażliwością i interakcją z uczestnikami prowadzonych przez nich imprez. Członkowie tego składającego się z muzyków i DJ'ów różnych orientacji stylistycznych kolektywu, starają się tworzyć nowe standardy jakości w tak wyeksploatowanej konwencji, jaką jest impreza klubowa. O inspiracjach, projektach bieżących i planach na przyszłość Ultramaryna rozmawia z członkiem NC, Maceo Wyro.

Ultramaryna: Przybliż w kilku słowach sylwetki członków waszego teamu.
Maceo Wyro: Envee – najlepszy młody producent nowej elektroniki w tym kraju; ma już na swoim koncie doświadczenia z muzyką filmową i teatralną; jego styl i brzmienie wciąż ewoluują; ma wyobraźnię i tworzy na poziomie europejskim bez żadnych kompleksów. Misty – młody adept sztuki hip-hopowej, pozostający poza zasięgiem wpływów tzw. „ziomali”. Interesuje go przede wszystkim ciekawy, undergroundowy hip-hop o funk/soul/jazzowym zabarwieniu. Nie stroni od scratchów i innych turntablistycznych patentów. Coraz bardziej daje się również porwać klimatom dancehall/ragga. Jealo – największy przystojniak w ekipie. Zarzucił granie 2stepów na rzecz bardziej wyrafinowanych form z pogranicza deep house i nu jazzu. Koneser i perfekcjonista. Maceo – muzyka zawsze była dla mnie najważniejsza, w każdej chwili wypełnia moje życie. Zawsze staram się szukać świeżych rozwiązań. Wolę narzucać trendy, niż za nimi podążać. Kluczem do wyboru płyt jest mój własny zmysł estetyczny. Ufam swojej intuicji. Kiedyś grałem na basie, teraz mam decki i sampler. Koledzy liczą się z moim zdaniem, a ja również mam szacunek do ich. Wszyscy razem doskonale się uzupełniamy.

Wybraliście swoją nazwę na cześć i chwałę filmu Wajdy. Dlaczego właśnie takie nawiązanie? No cóż, film można uznać za kultowy – oto w czasach ciężkiej komuny (lata 50. bodajże) w Warszawie funkcjonuje band jazzowy. W obsadzie same sławy: Łomnicki w roli perkusisty, Polański na kontrabasie, Komeda, Cybulski, Skolimowski... To wszystko były niesamowicie wyraziste postacie, w dzisiejszych czasach zdecydowanie nam takich brakuje. Również wątek miłosny Bazyliego i Pelagii mocno nas zainspirował.

Jak sami twierdzicie, „…jeszcze nie straciliście nadziei…”. Wiara czyni cuda, czy tak? Chodzi o odbiór naszej muzyki przez innych. Klabing w Polsce jeszcze cały czas raczkuje, choć powoli zaczyna być coraz lepiej. Ludzie muszą otworzyć się na nowe rzeczy, nie powinni się ograniczać. Bo kto powiedział, że w klubach ma być grane wyłącznie techno, house i drum’n’bass. My jako NC prezentujemy o wiele bardzie eklektyczne podejście do tematu – mieszamy style w sposób, który jest na tyle logiczny i spójny, że przy odrobinie dobrej woli każdy jest w stanie się w to wkręcić. Staramy się poszerzać horyzonty naszych słuchaczy, a przy okazji sprawić, że nie będą się nudzili. Zamiast kursować przez całą noc z klubu do klubu, bardziej opłaca im się zostać na naszej imprezie, gdzie muzyka cały czas się zmienia i nigdy nie wiadomo, co nastąpi za chwilę. Uprawiamy swoistą manipulację nastrojem, żonglujemy bitami uważając, by żaden nie wypadł nam z rąk. W efekcie słuchacz zyskuje poczucie ciągłości. Z nami podróżuje się bezpiecznie, pomimo tego że nasz lot odbywa się poprzez bardzo różne strefy.

Tworzycie symultaniczną mieszankę specjalizacji, ty akurat jesteś DJ’em. Co z twojego punktu widzenia rozwija bardziej, produkcja czy didżeing? Jedno i drugie. Doświadczenie DJ’skie na pewno pomaga w produkcji, i odwrotnie. Poza precyzją w samym mixowaniu, ważne jest też ogólne obycie z nową muzyką. Dzisiejszy producent nie może tworzyć w oderwaniu od światowych nurtów. Argument bycia oryginalnym mnie nie przekonuje. Robiąc tylko swoje, nie oglądając się na innych, można wpaść w niezłą pułapkę – wydaj ci się, że jesteś wyjątkowy, a tymczasem okazuje się, że twoje pomysły zostały już dawno wykorzystane przez innych. Tak dzieje się z wieloma twórcami w Polsce. Trzeba iść z duchem czasu i upewniać się, że to co robisz jest świeże.

Jak od strony technicznej wygląda twoja współpraca z producentem podczas live act’u? Póki co jest to współpraca DJ’ów z muzykami i wokalistami, którzy grają i śpiewają do płyt winylowych, bądź do podkładów przygotowanych na komputerze, a następnie odtwarzanych na imprezach z CD-Rów. Jednak od przyszłego roku zamierzamy ruszyć z pełnym składem na żywo. Sekcja rytmiczna, dęta, samplery i wokale. To dopiero będzie się działo!

Niedawno odbyła się u nas impreza prowadzona przez kolektyw Kings Of Sofa, składający się w części z byłych – podobnie jak ty – członków teamu Radiostacji. Czy zamieszanie narosłe wokół stacji pomogło ci jakoś wypromować własne projekty, wspierasz się tym? Nigdy nie wspierałem się Radiostacją, nie grałem na ich imprezach i nie bywałem na bankietach. Robiłem po prostu swoje autorskie radio w ramach ich czasu antenowego. Dzięki Radiostacji udało mi się dotrzeć z moją ukochaną muzyką do wielu ludzi w całej Polsce i z tego się najbardziej cieszę. Nigdy jednak nie wspierałem się samą etykietką Radiostacji. Tym bardziej nie zamierzam tego robić teraz, gdy stacja w dotychczasowej formie przestała właściwie istnieć. Myślę już raczej o następnym kroku, bo szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia na dłuższą metę bez własnej audycji...

To, co gracie, to już w zasadzie szczyt wyrafinowania, jeśli chodzi o współczesną muzykę taneczną. W naszych realiach raczej nigdy nie będą to brzmienia masowe, tego typu muzyka – chociaż stricte alternatywna – nie posiada tak dużego potencjału komercyjnego jak np. hip-hop, i trudno będzie jej przeniknąć do rodzimego mainsteramu. Czy nie lepiej zatem próbować wypromować się na Zachodzie? Oczywiście, że lepiej. Cały czas podejmujemy kroki w tym kierunku. Nawiązujemy cenne kontakty i już pojawiają się ich pierwsze efekty. Do wiosny powinniśmy być już w stanie pochwalić się czymś konkretnym. Póki co koncentrujemy się na naszym rynku, bo tu jest ogromne pole do popisu i miło jest wyskoczyć z czymś zupełnie nowym, czego nikt do tej pory nie robił.

Jak oceniasz jakość „nowych brzmień” w Polsce, zarówno pod względem estetycznych jak i możliwości promocji? Tak naprawdę to brakuje elektroniki na poziomie światowym. Chlubne wyjątki (Sienkiewicz, Skalpel) sprawdzają się poza krajem, zaś ci co siedzą tylko tutaj i łapią koniunkturę na zasadzie „na bezrybiu i rak ryba”, nie mają żadnych szans na osiągnięcie czegokolwiek poza Polską. Nie chodzi nawet o brak szans na wydawanie dobrej muzyki; jej po prostu praktycznie nie ma! Wszyscy musimy się jeszcze wiele nauczyć...

Czy uważasz, że Futro z tym co gra, osiągnęło już apogeum sukcesu możliwego nad Wisłą? Nie koniecznie. Wygląda na to, że powoli przechodzą ze sceny klubowej na popową, i tak chyba będzie lepiej.

Jakie różnice widzisz pomiędzy warszawską sceną klubową a tym, co dzieje się w innych częściach kraju? Mam wrażenie, że promocja w stolicy jest rozdmuchana i nieadekwatna do realnej popularności gatunków klubowych w pozostałych ośrodkach. Scena klubowa w Warszawie jest pełna zawiści. Brakuje wymiany doświadczeń na temat muzyki, a raczej każdy traktuje każdego jak konkurencję. Najlepszym sposobem na przełamanie takiego myślenia jest właśnie założenie kolektywu przez ludzi o wzajemnych upodobaniach. W końcu scena polega na wspólnym propagowaniu jakiegoś stylu muzycznego, nie mogę więc być zazdrosny o to, że ktoś inny robi to co ja, bo jeśli robi to dobrze, to działa w słusznej sprawie i należy mu pomóc. Tak rozumiem zjawisko sceny. Jeśli chodzi o inne miasta, to może z promocją jest faktycznie gorzej, za to ludzie są o wiele bardziej chłonni i spontaniczni. Najważniejsza jest kreatywność i otwarty umysł. Reszta przyjdzie sama!

OK., zatem życzę sukcesów i do zobaczenia na imprezie.

Rozmawiał: Marcin Kowalski [Ultramaryna styczeń 2003]

Niewinni Czarodzieje zagrają 8 marca (przed Tomem Wielandem) w Jazz Clubie Fantom w Bytomiu. Ultramaryna jest patronem medialnym imprezy.






teksty
STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>

FRELE: Pół żartem, pół serio
Miało być śmiesznie, a zaczęło robić się poważnie. Za sprawą śląskiej przeróbki hitu Adele „Hello”, nagranej... >>>

DZIECKO + SZTUKA = GŁOWA PEŁNA POMYSŁÓW
Czym jest edukacja kulturalna dla dzieci dzisiaj? Czy musimy polegać tylko na zaangażowanych nauczycielach, by wpro... >>>

MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgďż˝oďż˝ b��d na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeďż˝one      
hacklink wordpress free themes ankara sexs shop hacklink satış elektronik sigara çeşiteleri