Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | HERBALISER: Zielarze z wielkiej wyspy
wtorek 21.11.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
HERBALISER: Zielarze z wielkiej wyspy

Herbaliser to Ollie Teeba i Jake Wherry oraz zespół muzyków jazzowych, którzy grają z nimi praktycznie od samego początku istnienia grupy. Współpracują także z wieloma raperami, którzy nagrywają partie wokalne na ich płyty (m.in. z Roots Manuva i Bahamadia). Ich nietypowe brzmienie jest efektem szerokiego instrumentarium, z którego korzystają podczas pracy nad płytami i na koncertach. Nagrywają dla jednej z najlepszych wytwórni brytyjskich – Ninja Tune, znanej z nowoczesnej i odważnej muzyki. Ich ostatni, czwarty z kolei album Something Wicked This Way Comes, jest konsekwencją nowego podejścia do muzyki, zakładającego zbliżenie brzmienia studyjnego do tego, co można usłyszeć podczas ich koncertów.

Ultramaryna: Jak opisałbyś różnice pomiędzy waszą wersją hip-hopu, a na przykład hip-hopem amerykańskim?
Ollie Teeba: Nasza wersja hip-hopu to po prostu nasza muzyka. Myślę, że nasz hip-hop nie jest nawet podobny do większości brytyjskiego hip-hopu. Najistotniejsze w tej muzyce jest chyba to, żeby umieć przekazać swoją odmienność i zaakcentować swoje pochodzenie. Trzeba włożyć coś z siebie i reprezentować swój region. W amerykańskim hip-hopie słyszy się to cały czas. W Anglii wielu muzyków jest pod silnym wpływem amerykańskiego hip-hopu, ale niezwykle ważne jest, by nie zapominali skąd pochodzą i wkładali do tej muzyki swoją duszę. I chyba tak się dzieje. Brytyjczycy zwierają w hip-hopie wiele swojej kultury i własnych, unikalnych akcentów. My zawsze byliśmy inspirowani amerykańską muzyką, jednak oprócz tego słuchaliśmy także innych gatunków, jak choćby jazzu, co na pewno wyraźnie słychać w naszej i ogólnie w brytyjskiej muzyce. Poza tym, my nie stykamy się z takimi samymi problemami jak Amerykanie. Nie pochodzimy z gett lub niebezpiecznych przedmieść i nie mieliśmy tak ciężkich przeżyć jak wielu amerykańskich raperów. Dlatego nasza muzyka nie jest tak ostra i agresywna. W Anglii nie ma tylu problemów co w Stanach. Pomiędzy tymi kulturami jest wiele różnic, przede wszystkim Brytyjczycy żyją wspólnie bez większych konfliktów, podczas gdy w Ameryce jest ich mnóstwo. W tym państwie nadal jest wiele poważnych problemów, nadal panuje tam segregacja i rasizm, choć w zawoalowanej formie. Czarni nie są oczywiście niewolnikami, jednak nadal traktuje się ich oraz wszystkich kolorowych, jako tą gorszą część społeczeństwa. Trzyma się ich na dystans, żeby zbyt daleko nie zaszli. I to wszystko przekłada się na muzykę i różnice pomiędzy Anglią a Ameryką.

Co sądzisz o nowoczesnym angielskim hip-hopie, jak choćby Roots Manuva, z którym współpracowaliście czy The Streets? Jesteśmy wielkimi fanami Roots Manuva, to świetna muzyka. Czy The Streets to hip-hop? Nie jestem do końca przekonany, choć wielu sądzi, że tak właśnie jest. Dla mnie jest to coś na pograniczu hip-hopu i uk garage. Ale to bardzo ciekawa muzyka. The Streets ma bardzo brytyjskie brzmienie i mówi, że tak powiem „naszym” językiem. Brytyjczykom zajęło sporo czasu znalezienie własnego głosu, języka w hip-hopie, żeby móc mówić o nas samych. I teraz za sprawą wielu nowych grup wreszcie się to udaje. Całkiem sporo ludzi słucha teraz angielskiego hip-hopu, mimo iż wcześniej słuchali amerykańskiego. To bardzo dobre dla naszej muzyki. Myślę, że to bardzo dobry okres dla brytyjskiego hip-hopu, bo wcześniej nikt nie dostrzegał tej muzyki, a Anglia kojarzyła się raczej z muzyką elektroniczną i rockową.

Wasza muzyka określana jest mianem instrumentalnego hip-hopu. Jak radzicie sobie na koncertach, jeśli nie możecie grać z muzykami studyjnymi? W zasadzie w większości przypadków gramy właśnie z naszymi muzykami, no może z wyjątkiem setów dj’skich. Podczas komponowania muzyki używamy wielu sampli, jak zawsze zresztą, ale jednocześnie korzystamy z pomocy naszych przyjaciół, wspaniałych muzyków. Będąc w studio nagrywamy żywe partie instrumentalne, a potem manipulujemy nimi w komputerze i obrabiamy je niczym sample. Czasem wykorzystujemy te fragmenty podczas koncertów i tak nadrabiamy brak reszty składu. Z naszymi muzykami gramy w zasadzie od samego początku. Rozumiemy się bardzo dobrze, ponieważ mamy ten sam gust muzyczny. Nasze brzmienie na żywo zaczęło w pewnym momencie wpływać także na nasze brzmienie w studio, czego efektem jest nasz ostatni album.

Czy wasi fani rozpoznają różnicę pomiędzy waszą muzyką na żywo i tą nagrywaną w studio, i czy im się to podoba? Oczywiście, że im się podoba! Nasza ostatnia płyta jest najbliższa temu, co gramy na żywo. Wcześniej te różnice były rzeczywiście dość istotne. W tej chwili się to wyrównało i mamy w miarę jednolite brzmienie na koncertach, jak i w studio. Jednak należy pamiętać o tym, że było to celowym założeniem i taki właśnie efekt chcieliśmy uzyskać. Zawsze staramy się dać naszym słuchaczom coś więcej niż tylko to, czego mogli już posłuchać na płycie. Dlatego wcześniej (i teraz także) nasze koncerty są bardzo energetyczne i żywiołowe.

Czego możemy zatem spodziewać się po waszym koncercie w Katowicach? Niestety to będzie tylko set didżejski, więc nie będziecie mogli poznać naszego całego, dziewięcioosobowego składu i usłyszeć jak gramy w rzeczywistości. Jednak jestem pewien, że wszyscy będą się świetnie bawić.

Myślę, że wiele osób jest w stanie rozpoznać charakterystyczne brzmienie Ninja Tune, nawet bez większej znajomości danego zespołu. Czy sądzisz, że takie homogeniczne brzmienie wytwórni nie jest ograniczeniem dla samych zespołów? W pewnym sensie rzeczywiście muzyka proponowana przez Ninja Tune ma podobny styl i są pewne zbieżne elementy pomiędzy wszystkimi zespołami. Jednak nie można powiedzieć, że wszystkie zespoły w Ninja Tune grają tę samą muzykę, ponieważ tak nie jest. Wszyscy jesteśmy inni w sensie muzycznym i dlatego muzyka Ninja Tune jest niezwykle zróżnicowana. Ninja Tune należy, moim zdaniem, do najbardziej zróżnicowanych stylistycznie i muzycznie wytwórni płytowych w Wielkiej Brytanii. Istotnie, są pewne elementy wspólne, szczególnie w inspiracjach jazzem, co słychać prawie u wszystkich muzyków z Ninja Tune, jednak każdy te inspiracje inaczej wyraża i stąd biorą się te ciekawe różnice pomiędzy nami.

Czy masz wykształcenie muzyczne? Nie. Byliśmy zbyt biedni, żeby pozwolić sobie na lekcje muzyki. [śmiech]

Czego słuchasz poza muzyką nowoczesną? Bardzo lubię muzykę klasyczną, szczególnie Beethovena. Bardzo lubię też muzykę filmową, co chyba słychać w muzyce Herbalisera. Uważam, że najlepszą ścieżką dźwiękową w historii jest muzyka do filmu „Bedazzled” z lat 60., skomponowana przez Dudleya Moore’a, niezwykle zabawnego aktora i komika, ale także wspaniałego muzyka. Szukałem tej płyty przez prawie dziesięć lat i w końcu znalazłem ją w sklepie w Chicago. Kosztowała tylko 5 dolarów. Kiedy wróciłem do Anglii, właściciel sklepu dla kolekcjonerów płyt także wyszukał tą płytę dla mnie, ale zażądał za nią 175 funtów.

Wasza muzyka znalazła się na kilku ścieżkach dźwiękowych do filmów i gier komputerowych. Który z filmów najbardziej ci się podobał? Chyba najlepszy był „Przekręt” Guy’a Ritchiego. Jeśli idzie o gry, to nagraliśmy ścieżkę dźwiękową do „NBA Streets”. Nie była to jednak muzyka specjalnie napisana do tej gry. Był to miks naszego autorstwa. Jednak nie taki zwykły, bowiem do produkcji muzyki użyto w tej grze specjalnego programu, który sprawia, że w zależności od tego, co dzieje się na ekranie, muzyka zmienia się automatycznie i dostosowuje się do twoich ruchów i tempa akcji. Zatem za każdym razem, kiedy grasz, będziesz słyszał inną muzykę.

Jak oceniasz współczesną muzykę brytyjską? Nie bardzo śledzę wszystkie gatunki, które w tej chwili się rozwijają. Nie wiem nic o nowoczesnym techno czy trance, bo po prostu tego nie słucham. Natomiast to, co dzieje się w hip-hopie i na przykład uk garage, uważam za bardzo pozytywny przejaw i jestem z tego bardzo zadowolony. Angielski pop jest oczywiście fatalny i jest to jedno wielkie nieporozumienie. Zbyt wiele plastikowych boysbandów i wokalistów, którzy nie potrafią śpiewać. Trochę inaczej jest pod tym względem w Stanach. Tam pop jest często na bardzo wysokim poziomie. Amerykanie są bardzo dobrzy w tego typu produkcjach i potrafią sprawić, że tego taka muzyka jest przekonująca i wpada po prostu w ucho. My niestety tego nie potrafimy.

Jaki jest twoim zdaniem najlepszy klub hip-hopowy w Anglii? Niestety niezbyt często mamy okazję chodzić do klubów, bo zazwyczaj gramy koncerty. Jeśli tylko mamy czas wolny, wolimy spędzać go w domu. Ale jest rzeczywiście jedna bardzo fajna impreza o nazwie „Scratch” w londyńskim klubie Fabric. Tamtejsi DJ’e są bardzo dobrzy, grają klasyczny hip-hop oraz ten bardziej współczesny, trochę undergroundowy. Warto się tam wybrać, jeśli tylko będziecie mieli okazję.

Rozmawiał: Kordian Wesołowski [Ultramaryna styczeń 2003]






teksty
JAKUB FOCHTMAN: Architekt od samochodów
Student architektury na Politechnice Śląskiej zdobywcą pierwszej nagrody w konkursie „Renault. Passion for Design... >>>

LARP: Czarodziejka? Gwiazda rocka? Możesz być każdym
Całe życie wierzyłaś w swój list z Hogwartu. Mimo setek dowodów na to, że świat opanowany jest przez mugoli, nigd... >>>

POGODNO: Zwariowany hałas i absurdalne zbitki słów
„Sokiści chcą miłości”, a świat potrzebuje takiej muzyki, jaką nagrali na ostatnim albumie artyści... >>>

MATYLDA SAŁAJEWSKA: Bez dychotomii, za to z masą wątpliwości
Wrażliwa, odważna, bezkompromisowa. Żyje w życiu i nie oddziela pracy od nie-pracy. Sztuka i byt są dla niej nier... >>>

NOTTOOEASY: Głos nowej generacji
Mają po 18 lat. I pomysł na swoją muzykę. Nottooeasy jest trzyosobową brygadą, specjalizującą się w nieoczywistyc... >>>

MAREK TUREK: Niewywiad
Marek Turek to twórca niezwykle konsekwentny, który od lat skrupulatnie buduje sobie własną niszę w świecie pol... >>>

BUKOWICZ: Od heavy metalu do Joy Division
Czasem, żeby powstało coś wartościowego potrzeba mnóstwa wolnego czasu. Tak było w przypadku Jakuba Buczka, któ... >>>

STADION ŚLĄSKI: Jak na Śląskim rocka się grało
Monsters Of Rock, 1991 (zdjęcie: Andrzej Grygiel/ Pastsilesia) Trzyma się nie gorzej od Micka Jaggera, a lista iko... >>>

MARTYNA CZECH: Malarstwo jako nałóg
Martyna Czech to jeden z najmocniejszych debiutów malarskich ostatnich lat. Jest laureatką niezwykle prestiżowego i najs... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone       tipobet