Ta strona używa plików cookies.
Polityka Prywatności    Jak wyłączyć cookies?
AKCEPTUJĘ
niedziela 2.10.22

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
DOMINIK STRYCHARSKI: Komponuję opowieści

Dominik Strycharski, rocznik 1975. Gra, komponuje, improwizuje, śpiewa, prowadzi warsztaty. Jest autorem muzyki w teatrze i filmie. Zajmuje się muzyką współczesną i elektroniczną. Rozwija nowoczesną technikę gry na flecie prostym. Wydał kilkadziesiąt płyt. Współpracuje z DJ’ami i jazzmanami. Jest twórcą zespołu Core, występuje solo jako Doministry. Synek z Bytomia, na co dzień mieszka w Warszawie.

Z Dominikiem Strycharskim rozmawiamy o dźwięku, sztuce, Paszporcie „Polityki” i Górnym Śląsku. Wspominamy bytomskiego Fantoma i analizujemy, jak od grania na flecie z DJ-ami przechodzi się do gry na scenie z aktorami, nierzadko również z fletem w dłoni. Dyskutujemy o muzyce jako produkcie… i muzyce, która powstaje właśnie dlatego, że nie jest na zamówienie.

Ultramaryna: Czym dla ciebie jest dźwięk?

Dominik Strycharski
: Najważniejszym składnikiem rzeczywistości. Mojej. Jest znacznie lepszym sposobem komunikacji ze światem niż język, niż cokolwiek innego. To moja podstawowa forma aktywności od zawsze – najlepiej wyrażam się w muzyce i dźwięku, ponieważ bezpośrednim oddziaływaniem na słuch da się moim zdaniem przekazać najwięcej emocji i treści. Jeśli jako ludzie nadajemy dźwiękowi formę, gdy go tworzymy, on staje się kosmosem, w którym najlepiej się porozumiewamy.

Pamiętasz swoją pierwszą kasetę? U mnie najważniejsze były winyle, ojciec miał ich całą kolekcję. Wspólnie ich słuchaliśmy. Pierwsza muzyka z winyli, którą pamiętam, to Elvis Presley – ojciec był jego fanem – a także The Ventures i The Shadows, czyli rockowa muzyka instrumentalna, mająca swoje początki w surf rocku. Potem doznałem wstrząsu, gdy usłyszałem „Oxygen” Jean-Michela Jarre’a. Z ojcem słuchałem też Electric Light Orchestra – zespół, którego hardkorowym psychofanem jestem do dziś. Wtedy lubiłem słuchać ich sam, w nocy.

A jakbym miał mówić o kasetach, to najpierw powiedziałbym o swoim pierwszym walkmanie. To na nim słuchałem kaset. Pierwszej nie pamiętam, ale pamiętam zestaw trzech, które zawsze nosiłem ze sobą. To był Led Zeppelin „Houses of the Holy”, pierwsza płyta The Doors, a także Tom Petty and the Heartbreakers „Into the Great Wide Open”.

Potem pożegnałem się z tymi romantycznymi dźwiękami – oczywiście, lubię je do dzisiaj, ale wtedy zacząłem słuchać bardziej avantowych formacji, jak Sonic Youth, Fugazi czy King Crimson. Nagrywałem też audycje z muzyką współczesną z radiowej Dwójki – mam ogromną kolekcję kaset z tymi nagraniami! I jeszcze Witold Lutosławski z „III Symfonią”, „Łańcuchem III” i „Partitą”! Dzięki niemu zakochałem się w muzyce współczesnej totalnie – w muzyce komponowanej na orkiestrę, muzyce kameralnej.

A jak wspominasz czas w bytomskim klubie Fantom? To są początki – nasze, czyli „Ultramaryny” i twoje. Spotykaliśmy się w Fantomie dość często… Pojawiłem się tam dzięki ekipie DJ-ów: Jacek Latoń, Sławek Joachimiak, DJ Matjazz, Kicu i wielu innych. Chłopaków poznałem chyba jeszcze przez Złotego Żuka. W Fantomie robiliśmy tzw. live acty – w weekendy sety DJ-skie do tańca, do których ja grałem na flecie. To była końcówka lat 90. Potem nagraliśmy wspólnie z Jackiem kilka płyt, zrobiliśmy też dużo supportów dla gwiazd EDM. Na przykład na Nowej Muzyce graliśmy przed DJ-em Krushem.

Po Fantomie była Hipnoza – bardzo dużo koncertów, Adam Pomian robił je regularnie – nie tylko stricte taneczne, ale też taneczno-instrumentalne, nujazzowe, z elementami ambientu, na styku koncertu i zabawy. To był taki klubowy lifestyle – w Bytomiu Fantom, w Katowicach Hipnoza, w Krakowie Absurd założony przez kilku przyjaciół, który znajdował się przy Rynku, na Grodzkiej, w bramie. Wszędzie tam graliśmy. W Krakowie nawet w Krzysztoforach, przed kimś z USA. W Prozaku, na Placu Dominikańskim w Krakowie, grałem deep house’y na flecie, potem także ze śpiewem, z DJ-em Harmonym.

Do tego dochodzi oczywiście scena jazzowa, animowana tam też bardzo mocno, poza Adamem, przez Andrzeja Kalinowskiego.

Opowiedziałeś o klubach. Występy muzyczne to jednak nie to samo, co występy sceniczne. Jak to się stało, że trafiłeś na scenę, i to teatralną? Scena pojawiła się u mnie równolegle, dlatego że spotykałem się z amerykańską tancerką. Ona pokazała mi teatr współczesnego tańca – i tak trafiłem do Śląskiego Teatru Tańca w Bytomiu. Do dwóch jej spektakli zrobiłem muzykę – i to był rok 1998. W obu grałem na flecie muzykę na żywo.

Potem zaprosił mnie do współpracy Sławek Krawczyński, niezależny reżyser. Zrobiłem z nim osiem, może dziesięć spektakli. Założył Teatr Bretoncaffe – to były de facto cztery osoby: Sławek, Anna Godowska, Anita Wach i ja. Współpracowały z nami zresztą inne osoby ze środowiska tańca współczesnego, m.in. Tomasz Wygoda, Janusz Skubaczkowski, Magda Jędra. Ponieważ Sławek miał bardzo różne ambicje, zaczął także pisać spektakle dramatyczne, a ja robiłem do nich muzykę. Wtedy, w latach 90. poznałem Michała Zadarę, który zaprosił mnie parę lat później do „Odprawy posłów greckich”. To była moja pierwsza realizacja w teatrze instytucjonalnym.

Od tego czasu zrobiłem około 95 spektakli – i robię je do dzisiaj. Współpracowałem z Janem Peszkiem, Wojtkiem Klemmem, Kubą Roszkowskim, Bartoszem Szydłowskim, Łukaszem Kosem, Wojtkiem Urbańskim, Pawłem Łysakiem, Pawłem Świątkiem, Natalią Sołtysik, Katarzyną Raduszyńską, Anną Badorą i wieloma innymi. Dzięki tej historii, a także m.in. dzięki „Jądru ciemności”, które z Pawłem Łysakiem zrobiliśmy na słuchawki, dostałem Paszport „Polityki”. Jestem w teatr zanurzony bardzo, bardzo głęboko.

Jasne, w końcu dostałeś Paszport „Polityki” w kategorii „teatr”! Tyle że w filmie też cię słychać! Mój pierwszy film to był krótki metraż pt. „Mandragora” realizowany przez Anię Biernacik w łódzkiej Filmówce. Potem zrobiłem „Symfonię fabryki Ursus” z Jaśminą Wójcik – powstała z niego płyta, były koncerty, a w tym roku wyjdzie winyl. Teraz przygotowuję z Agnieszką Elbanowską „Chcesz pokoju, szykuj się do wojny” – film, który na pewno wejdzie na ekrany w tym roku. I robię drugi film z Jaśminą Wójcik. W filmie jestem i chcę być. To zawsze było moje marzenie, które teraz realizuję.

OK, rozmawialiśmy już o klubach, teatrze, filmie… Gdzie jeszcze można cię znaleźć? Robię słuchowiska! I to od dekady! Z Natalią Sołtysik, z Wojtkiem Klemmem, a także jako reżyser „Mojej podróży do Rosji”, przygotowanej dla Krytyki Politycznej na podstawie książki z reportażami Antoniego Słonimskiego.

Nie pracujesz za dużo? Rzeczywiście, przez większość doby poświęcam się pracy. Codziennie coś robię – składam, ćwiczę, komponuję. Wiem, że poświęciłem inne aspekty życia dla dobra muzyki. Sam chciałem. Tak miało być. I nie narzekam na to, przynajmniej na razie.

A czy w tym ferworze pracy jesteś w stanie wskazać trzy najważniejsze projekty, jakie do tej pory zrobiłeś? Nie jestem wspominkowy, rzadko myślę o tym, co było. Dopiero gdy o tym mówię, to widzę, że mam parę biografii w jednej. Nie wybiorę projektów, bo każdy jest dla mnie ważny, ale opowiem o trzech – dla mnie bardzo istotnych – faktach. Pierwszym jest sposób, w jaki przygotowuję muzykę teatralną. Uważam, że rozwinąłem technikę pracy głosu z elektroniką – i to jest unikalna umiejętność, którą stosuję w teatrze. Ona bardzo organicznie wiąże się z pracą aktorów z tekstem! Drugi fakt to flet, czyli to, jak potrafię go zastosować w muzyce. I to w muzyce, która nie jest „muzyką dla fletu”. Flet prosty jest instrumentem muzyki dawnej, a ja używam go w repertuarze bardzo współczesnym, gram na nim to, co grają saksofoniści czy trębacze; potrafię zastosować zalety fletu do takiej właśnie muzyki, mimo że ten instrument ma zupełnie inne przeznaczenie. Przyznam się jednak, że ta przygoda była początkowo bardzo bolesna. Flet nie przekazywał moich emocji, nie był ekspresyjny, nie był narzędziem improwizującego muzyka. Długo pracowałem nad tym, jak zmienić technikę gry, by stała się ekspresyjna. I mam nadzieję, że dochodzę do tego!



Od kiedy grasz na flecie? Od 1992 roku. To jest okrągłe 30 lat.

Wtedy postanowiłeś zostać muzykiem? Tak. Miałem 17 lat i podjąłem decyzję, że będę muzykiem.

A trzeci fakt? Pierwszym była technika pracy z muzyką na teatralnej scenie; drugim technika ekspresji na flecie. Co nam zamknie triadę twoich dotychczasowych osiągnięć? Mój Dziennik Muzyczny na SoundCloudzie, który tworzy dokładnie 500 utworów. Właśnie w nim zapisuję różne pomysły wyzwolone od nacisku rynku, nie spełniam niczyich wymagań. To jest muzyka uwolniona od zapotrzebowania i formalnych ram, umiejętność odcięcia się od muzyki jako od produktu. Na co dzień oczywiście muzyka jako produkt jest ważna… ale dźwięk istnieje także, a może przede wszystkim, poza zamówieniem. W Dzienniku Muzycznym znajduje się wszystko to, co tworzę dla siebie, bawiąc się dźwiękiem, muzyką, odkrywaniem emocji i nowych form. Bardzo to lubię.

Co pomyślałeś, gdy dowiedziałeś się o nominacji do Paszportu „Polityki”? Ucieszyłem się z tego, że mnie widać w środowisku teatru. Że to, co robię, ma szerszy odzew niż melodia na scenie, że robi się z tego szersze zjawisko. Pomyślałem też o tych wszystkich, którzy NIE otrzymali nominacji. O tym, jak bardzo wszyscy walczymy o bycie zauważonym i jak bardzo ciężko jest znaleźć swoją ścieżkę. Że będę miał zapewne kilka-kilkanaście propozycji współpracy więcej. I że będę partnerem w tej pracy – mój dźwięk, moja muzyka nie ilustruje spektakli, ona je współtworzy. I to jest ścieżka nie tylko dla mnie, ale i dla innych kompozytorów muzyki czy to teatralnej, czy to filmowej. Rola muzyki jest GIGANTYCZNA. To muzyka niesie sens!

Na rozdanie Paszportów przyszedłeś w koszulce z herbem Bytomia… Chodzi o to, że jestem obywatelem świata, ale nie zapominam, skąd pochodzę. Pamiętam, skąd jestem. Trzydzieści lat na Górnym Śląsku dało mi bardzo dużo. Ślązacy to ludzie, u których jak zapracujesz na szacunek, to go masz na zawsze. Ludzie, których poznałem na Śląsku, mieli ogromny wpływ na moją drogę. Kocham Warszawę, mieszkam w Warszawie, ale pierwsze artystyczne kroki stawiałem właśnie na Górnym Śląsku.

W Hipnozie zagrałem chyba ze sto eventów i koncertów. Adam Pomian oraz Andrzej Kalinowski tak programowali koncerty, że wtedy, w latach 2002-2015, to był jeden z najlepszych klubów w Polsce. Ilość. Rozmach. Odwaga. Ja nie jestem jakimś wielkim patriotą lokalnym, ale to, co odróżnia Śląsk od reszty kraju, to jest jego pracowitość. Nikt w Polsce za tę pracowitość lat 60., 70. czy 80. się nigdy Śląskowi nie odwdzięczył.

Mam wrażenie, że śląskie miasta są zostawione trochę same sobie. Polska to nie tylko Warszawa, Polska to także Bytom. Śląsk jest autentyczny, nie jest nadęty. I nadal jest pracowity. Tak na Górnym Śląsku, jak i w Warszawie mam swoje szlaki. Ale na galę „Polityki” chciałem założyć koszulkę z Bytomiem właśnie dlatego, by pokazać, że istnieje coś poza Warszawą.

Gdybyś miał opowiedzieć o swojej muzyce, co byśmy usłyszeli? Nie ilustruję wydarzeń, komponuję opowieści. To właśnie jest wartość, którą ja dodaję od siebie. W taki sposób przekazuję emocje. Ja wypowiadam się dźwiękiem, nie słowami. Ktoś inny używa scenografii, światła, kostiumu, narracji czy optyki. Ja używam dźwięku, to jest mój sposób komunikacji ze światem. Pracuję z zawodowcami i z amatorami, zawsze partnersko. To są nasze wspólne lekcje.

tekst: Magdalena Gościniak | zdjęcia: Karolina Jóźwiak, Mateusz Walczak, Dominik Strycharski
ultramaryna, marzec/kwiecień 2022



>>> Dominik Strycharski na Facebooku













teksty
NATALIA DINGES: W procesie przemieszczania
Aktorka i choreografka. Współpracowała z większością teatrów na południu Polski (Katowice, Bielsko-Biała, Tychy, S... >>>

NOWE MIEJSCE: Wiśniewski w Katowicach
Wkrótce nadarzy się okazja do wzniesienia toastu w miłym towarzystwie. 1 października w Katowicach otwiera się pie... >>>

VITO BAMBINO: Vito na urodziny Kato
10 września po raz kolejny Katowice w unikatowej formie będą świętować swoje urodziny. Jak na Miasto Muzyki UNESCO p... >>>

OLA SYNOWIEC I ARKADIUSZ WINIATORSKI: Marsz w długim cieniu rzucanym przez mur
Mur graniczny pomiędzy Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi Wszystkie osiągnięcia ludzkości są konsekwencją dwóch... >>>

MICHAŁ CHMIELEWSKI: O zagubieńcach i outsiderach
Michał Chmielewski trzy miesiące po skończeniu Szkoły Filmowej im. Krzysztofa Kieślowskiego w Katowicach zadebiutowa... >>>

ANNA I KIRYŁ REVKOVIE: Nawet wojna nie zatrzyma kreatywności
Z Anną i Kiryłem Revkovami – muzykami jazzowymi z Ukrainy – rozmawiamy o ich drodze do Katowic, sztuce... >>>

SABINA BEDNARZ: Świat według Sabinki mieści się w walizkach
Z okazji Dnia Dziecka poprosiliśmy o wywiad najświeższą crew, jaka kiedykolwiek trafiła na łamy Ultramaryny. Sabina... >>>

DOMINIK STRYCHARSKI: Komponuję opowieści
Dominik Strycharski, rocznik 1975. Gra, komponuje, improwizuje, śpiewa, prowadzi warsztaty. Jest autorem muzyki w te... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Upper Festival 2019
5.09.2019
Fest Festival 2019
26.08.2019
Off Festival 2019
9.08.2019
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2019
27.06.2019
Off Festival 2018
10.08.2018
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.


Ultramaryna realizuje projekt pn. „Internetowa platforma czasu wolnego” współfinansowany przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju
Regionalnego w ramach RPO WSL na lata 2014-2020. Celem projektu jest zwiększenie innowacyjności, konkurencyjności i zatrudnienia w przedsiębiorstwie.
Efektem projektu będzie transformacja działalności w stronę rozwiązań cyfrowych. Wartość projektu: 180 628,90 PLN, dofinansowanie z UE: 128 035,50.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2022, wszystkie prawa zastrzeżone