Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | KINGS OF SOFA: Leniwa alternatywa
poniedziałek 29.05.17

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
KINGS OF SOFA: Leniwa alternatywa

Kings of Sofa jest nowym, działającym od sierpnia tego roku kolektywem didżejskim, założonym przez byłych współpracowników Radiostacji – Bronka i Karolinę Dumale oraz Kuratora & Kustosza. Oferta muzyczna ekipy to łagodne brzmienia chillout’owe, dążące do nadania pojęciu tego gatunku właściwego wymiaru i charakteru. Będąc uczestnikami imprezy prowadzonej przez Kings of Sofa, możecie spodziewać się różnorodności odcieni współczesnej elektroniki, muzycznej przestrzeni i relaksu. Kolektyw jest jak na razie jednym z nielicznych tego typu projektów działających na naszej rozklekotanej scenie, tym bardziej interesujący wydaje się przyjazd ekipy na Śląsk.

Ultramaryna: W jedynym info na wasz temat, jakie udało mi się znaleźć, przeczytałem o kultywowanej przez was koncepcji „chill out’u”, moglibyście rozgadać się jakoś na ten temat?
KoS: Jedynym? Musimy zatrudnić nowego szefa PR’u! A tak serio, działa już nasza strona www.kingsofsofa.org - na razie w formie szczątkowej, ale z czasem nabierze wyglądu. Natomiast jeśli chodzi o koncepcję stylistyczną, muzyka proponowana przez nasz kolektyw jest na tyle różnorodna, że nie sposób zawęzić ją wyłącznie do samego „chill out’u”. W czasie granych przez nas imprez, znajdujemy miejsce na elektro, dub, deep house, reggae, vienna sound, click house i wiele innych gatunków muzycznych, dla których nie szukajmy określeń, bo nie jest to istotne. Ważne natomiast jest, że nie zamykamy się w jednym gatunku, że nasza propozycja satysfakcjonuje osoby chcące posiedzieć na imprezie przy drinku ze znajomymi oraz tych, którzy chcą poruszać się trochę na parkiecie. „Chill out” kojarzy nam się z miejscem, które jest alternatywną formą uczestnictwa w imprezie klubowej, miejscem komfortowym (wygodnie, miękko, w pozycjach „plażowych”, drink, faja itd.), z baardzo dobrym nagłośnieniem oraz adekwatną propozycją muzyczną i wizualną – relaksującą, otwierającą horyzonty, penetrującą nowe, niszowe obszary, a nie powielającą tego, co można usłyszeć tydzień w tydzień w dziesiątkach klubów tanecznych. Innymi słowy, idealny chill out to przeniesienie atmosfery „domowej imprezki” z fajnego apartamentu do wnętrza klubowego: zabawa, pogaduchy, klimatycznie, wygodnie, bezpiecznie, itd. Idealnym przykładem może być klub Eighteen Street Lounge w Waszyngtonie prowadzony przez załogę z Thievery Corporation – stworzony w 3-piętrowym apartamencie z kilkoma barami, kominkiem, 200 miejscami do siedzenia/leżenia w domowej wręcz atmosferze...

Taaa..., tym bardziej, że na waszym śląskim koncercie nie będzie parkietu. Czy odcinacie się tym samym definitywnie od taneczności na rzecz kontemplacji? Nie, chodzi raczej o połączenie tych elementów. Oczywiście jest to możliwe tylko w przypadku rezygnacji z ostrego, pompującego bitu na rzecz chociażby housowych clicków, przy których z równym powodzeniem można sobie podrygiwać, jak i rozmawiać przy stoliku. Na pewno sfera duchowa ma dla nas olbrzymie znaczenie, ale taniec wyzwolony przez dźwięki o charakterze odbiegającym od standardowych, parkietowych produkcji house’owych jest jak najbardziej mile widziany i wręcz oczekiwany – nie ma dla nas bardziej budującego widoku, niż ten, kiedy zatopiona w fotelach i sofach publika pod wpływem groove’u i pulsującego basu zaczyna tańczyć nie rozglądając się za dancefloor’em i kompanią do tańca. Taniec przy muzyce jaką proponujemy jest raczej wyrazem wewnętrznej potrzeby interakcji z dźwiękiem, niż chęcią pokazania się czy oczarowania kogoś. Nie jest on celem, lecz bardziej środkiem ekspresji. Dla własnych potrzeb posługujemy się nieco przewrotnym terminem „horizontal dancing zone”, który w jakiś sposób oddaje nasze podejście do tańca. Reasumując: na naszych imprezach jest miejsce dla wszystkich, tańczących i/lub nie, z wyjątkiem „głuchych”.

Czy planujecie stworzenie jakości fonograficznej (płyta), dążycie w ogóle w kierunku urynkawiania? Chyba trochę za wcześnie, by o tym myśleć. Gramy wspólnie dopiero pół roku, w dużym stopniu jesteśmy dopiero w trakcie tworzenia jednolitego wizerunku. Na dzień dzisiejszy raczej nie, ale w przyszłości... Ponadto słowo urynkowienie w żaden sposób nie pasuje do założeń, dzięki którym zaczęliśmy wspólnie grać. Projekt powstał przede wszystkim z myślą o dobrej zabawie i utrzymywanie się z grania nie jest naszym celem. Oczywiście miło jest, gdy granie przynosi wymierne, finansowe profity, ale i tak środki te przeznaczane są na nowe płyty i sprzęt. Póki co planujemy rozbudowanie formuły występów na żywo – dodania do standardowych setów didżejskich sampli, zewnętrznych efektów pogłosowych, żywych bębnów itp. niż własnych produkcji, bo to już zupełnie inna „para kaloszy”… Od dłuższego czasu planujemy natomiast nagranie płytki – miksu „Kings of Sofa” dla potrzeb promocyjnych kolektywu i własnej satysfakcji z posiadania czegoś namacalnego, ale mówimy tu oczywiście o amatorskiej produkcji w domowym mini-studio. „Urynkowienie” brzmi na dzień dzisiejszy zbyt futurystycznie...

Pytam o to każdego, może wniesiecie coś nowego do polemiki – wasza impresja na temat sytuacji na polskim rynku fonograficznym w kontekście new beats? Smolik, Futro i może z pięć innych formacji to żenujący wynik jak na 40-milionowe państwo. Poza tym wyżej wymienione produkcje polskie nie są projektami niezależnymi, ale elementem rynku fonograficznego, tego mainstreamowego. Porównując nas z innymi „rozwijającymi się”: np. Węgrzy tworzą nagrania remiksowane później przez poważne postacie współczesnej sceny muzycznej. Jacek Sienkiewicz żeby wydać płytę w poważnej oficynie, wyemigrował na jakiś czas do Berlina… Generalnie jednak widać na tym rynku coraz więcej projektów, coraz więcej zaczyna się tu dziać. Co prawda większość to wydawnictwa CD i jest to raczej spowodowane warunkami finansowymi, a nie jakością samej muzyki. Możliwe jednak, że już w przyszłym roku będzie można kupić kilka polskich tytułów klubowych na czarnych krążkach, bo jak na razie prym wiedzie tu polski hip-hop.

Zatem do zobaczenia na imprezie.

Rozmawiał: Marcin Kowalski






teksty
MIUOSH: Miasto, muzyka, rodzina
Spełniony artysta – już nie tylko rapowy, szczęśliwy mąż i dumny ambasador regionu. Z Miuoshem rozmawiamy o p... >>>

GGRUPA: Grunt to dobry pomysł
Paweł Lipiński i Mateusz Frankowski Pierwsze miejsce w konkursie magazynu „eVolo” na wieżowiec przyszł... >>>

PAWEŁ DYLLUS: Ekipa to jest klucz
Paweł Dyllus, operator. Absolwent Wydziału Radia i Telewizji, wielokrotnie nagradzany za zdjęcia do filmów Julii Rus... >>>

ALEKSANDRA TERPIŃSKA: Najwyżej będę robić filmy niepopularne
Aleksandra Terpińska to jedna z najciekawiej zapowiadających się absolwentek reżyserii Wydziału Radia i Telewizji UŚ... >>>

NIESTRUDZENI PRZYJACIELE ROŚLIN
Jedna i ta sama roślina może być chwastem i ozdobą, trucizną i lekarstwem. Nasze związki z roślinami bywają subteln... >>>

THE PARTY IS OVER: Trip-(c)hop i trip-baba
Impreza dopiero się rozkręca – wbrew nazwie, pod jaką ukrywają się Daria Ryczek i Michał Wajdzik. Muzyczny du... >>>

MARIUSZ KAŁAMAGA: Licencja na rozśmieszanie
Kto rano wstaje – ma szansę usłyszeć go na falach eteru. Czasami wygląda też z telewizora, a bardziej wtajemnic... >>>

ANNA CIEPLAK: Nie demonizujmy gimbazy
Pisze tylko wtedy, gdy ma coś do opowiedzenia. Na co dzień jest społeczniczką zaangażowaną w aktywizację lokalnej wsp... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Katowice Tattoo Konwent
30.09.2016
Tauron Nowa Muzyka 2016
2.09.2016
Off Festival 2016
8.08.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2017, wszystkie prawa zastrzeżone