Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | JACEK BOŃCZYK: Dobrze się dzieje
poniedziałek 17.12.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
JACEK BOŃCZYK: Dobrze się dzieje

Jacek Bończyk to w światku piosenki aktorskiej jedno z najważniejszych nazwisk. Pamiętny zwycięzca Przeglądu Piosenki Aktorskiej, doskonały interpretator piosenek Kaczmarskiego, francuskich poetów czy Młynarskiego, któremu poświęcił prowadzony przez siebie festiwal.

Reżyser takich teatralnych hitów, jak: „Zorro”, „Jak odnieść sukces w biznesie, zanadto się nie wysilając”, „Singielka”, „Młynarski obowiązkowo!” i „Walc kameralny, czyli Pan Wasowski mniej znany”. Od bieżącego sezonu nowy dyrektor artystyczny Teatru Rozrywki.

Ultramaryna: Właśnie jednym tchem połknęłam wywiad-rzekę z poprzednim dyrektorem Teatru Rozrywki, Dariuszem Miłkowskim – „Życie trzeba prowokować” Jolanty Król, do którego napisałeś przedmowę.

Jacek Bończyk: Jola mnie tym pomysłem zaskoczyła. Zabierałem się do tego jak pies do jeża, więc w końcu musiałem to machnąć w kwadrans.

Tym bardziej gratuluję. To błyskotliwy tekst z ciekawą puentą, którą jest twoja dawna rozmowa z bohaterem książki.
– Jacku, a nie myślałeś czasem, żeby zostać dyrektorem teatru?
– Nieee, to wykluczone.
– Ale dlaczego?
– Widzisz Darku… Ja nie jestem taki mądry jak ty.
– Pieprzysz.

Dokonało się, Dariusz Miłkowski miał rację i co teraz?
Teraz zaczęliśmy sezon „Młodym Frankensteinem”, czyli śmieszno-straszną historią, którą zapamiętałem jeszcze z dzieciństwa, bo widziałem wtedy czarno-biały film. Uwielbiam ten spektakl, nie dlatego że ja go zrobiłem, tylko dlatego że jest to cudowna zabawa i dla widzów, i dla aktorów. Z wielką przyjemnością wracamy do tego tytułu, a potem gramy repertuar, który określa, jaki profil teatru nas interesuje.

Czyli? „Jak odnieść sukces w biznesie, zanadto się nie wysilając”, później „Producenci”, potem przyjdzie czas wielkiego Koncertu Sylwestrowego w reżyserii Roberta Talarczyka. To już tradycja, więc oczywiście kilkadziesiąt razy w karnawale ten koncert powtórzymy. Zaczęliśmy też próby do pierwszej premiery: 18 listopada zapraszamy na musical „Zorro”, który napisałem wspólnie ze Zbyszkiem Krzywańskim, czyli gitarzystą Republiki.

Super! Ludzie w moim wieku i starsi pamiętają jeszcze czarno-biały film. Myślę, że w dobie superbohaterów warto sięgnąć po takiego super-superbohatera, niekoniecznie z USA i klocków Lego.

Kto zagra Zorra? Właśnie przyjąłem Maćka Kulmacza po Wydziale Aktorskim we Wrocławiu. Esmeraldą też będzie nowe nazwisko w zespole: Ewa Niemotko. Sierżanta Garcíę zagra Tomasz Jedz, który w „Młodym Frankensteinie” gra samego Potwora. Muzyka jest na pograniczu flamenco, Republiki i rocka. I jeszcze jedna bardzo ważna sprawa… Tak? Zdobyliśmy już prawa, więc pod koniec marca wystawimy „Cabaret”. Razem z Olą (Aleksandrą Gajewską – nową dyrektor Teatru Rozrywki) mamy poczucie, że ogólnie dobrze się dzieje. Sezon rozpoczęliśmy nowym hasłem: „Po wakacjach wracamy do Rozrywki”, a dziś mamy premierę naszej własnej piosenki. To początek potężnej kampanii wizerunkowej.

Tytuł piosenki? Roboczo: „Rozrywka”. Śpiewał cały zespół wokalny, zresztą też się przyłączyłem. Na razie jest w wersji popowo-wielogłosowej, ale ogłosiliśmy już wewnątrzteatralny konkurs na jej różne wersje: elektroniczną, gospelową, tango a capella…

Coś wiadomo o spektaklu z tekstem Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk? Że ciągle się pisze. Może zdążymy z nim w tym sezonie. Jak nie, to w następnym.

A bardziej dalekosiężne plany? Raz w roku chcielibyśmy mieć jedną dużą premierę z repertuaru musicalu światowego i jedną z muzyką i librettem napisanymi specjalnie dla naszego teatru. Zresztą to już się dzieje: taki musical kończą już dla nas pisać Michał Zabłocki i Czesław Mozil.

Sekunda, to jest musical o miłostkach w sanatorium, prawda? Tak, ale autorzy jeszcze go dopieszczają.

Świetnie. Słyszałam kilka numerów. To naprawdę porządny kawałek muzyki. Rozmawiam z Grzegorzem Wasowskim, Piotrem Bukartykiem, Andrzejem Poniedzielskim i Arturem Andrusem, którzy chętnie się otwierają na tego rodzaju rzeczy. Chcę, żeby wróciła praktyka dużych koncertów naszej orkiestry, bo mamy jej nowego szefa. Pan Jerzy Jarosik będzie u nas grał gościnnie, a szefem orkiestry został Mateusz Walach.

Zależy mi też na małej scenie. To idealne miejsce na recitale z dobrymi piosenkami. Niech to będą polskie utwory, ale też i na przykład z repertuaru Amy Winehouse. Planuję tam wystawiać małoobsadowe sztuki komediowe, bo chciałbym, żeby raz w roku Teatr Rozrywki zaoferował widzom jeden spektakl niemuzyczny. To powinna być dobra komedia albo świetna farsa, ale taka bez popeliny i taniego rechotu.

Jakie tytuły? Na pewno pojawi się tam „Biała lokomotywa” Edwarda Stachury i zaśpiewa swój recital Marta Tadla. Szykujemy się też do koncertu zaduszkowego. Nazywam go roboczo: „Poeci, których nam zabrakło”. Wystąpi w nim Maria Meyer i młodzież zaproszona do teatru. Zależy mi na tym, żeby jednocześnie działały obie sceny i wzajemnie się nie wykluczały. A tak było dotychczas. Chcę też ściągnąć dzieciaki, a właściwie, jak to się mówi po śląsku, całe „familie”.

O właśnie, co dla dzieci? Na razie mamy „Kota w butach” i „Bajkę o małym złomiarzu”, a szykujemy się do „Zorra”. Marzy mi się też „Piękna i Bestia”. Ja miałem zaledwie sześć lat, kiedy po raz pierwszy wprowadzono mnie do teatru, więc chciałbym, by w tych przebodźcowanych czasach ktoś dzieciakom czytał dobre bajki i przyprowadzał je do dobrego teatru. Zamarzyło mi się też, żeby można było na przykład przyjechać do nas rowerem. W ogóle są przy teatrze standy? Zaraz będą.

Będą miały jakiś ciekawy design? Tak, właśnie dostałem projekt.

To na koniec pytanie ciut w poprzek. Jakich spektakli na tej scenie byś nie chciał? Na pewno, w przeciwieństwie do tak wielkich scen jak Roma albo Teatr Wielki w Łodzi, nie będę się starał wystawiać np. „Nędzników”, bo przy widowni na 500-700 miejsc to nie ma sensu. I nie będę robił rewii, bo Koncert Sylwestrowy wystarczy. Tu będą różnorodne musicale z różnorodną muzyką.

Zależy mi też na podnoszeniu poziomu i na tym, żeby dać zespołowi możliwość współpracy z rozmaitymi artystami, bo to rozwija. Co jakiś czas pewnie odbędą się warsztaty – niech się tu pojawi jakiś mistrz świata np. gry na instrumentach dętych, a może udałoby się wyodrębnić z orkiestry big-band, który mógłby grać w teatrze, a raz na jakiś czas wyjść choćby do parku z numerami Sinatry czy Ellingtona?

Ale teraz muszę znaleźć sposób na to, żeby: a) utrzymać wierną publiczność Rozrywki i b) przyciągnąć nową. Co będzie dalej, na pewno powiem ci za rok o tej porze.



Ultramarynowym okiem
To najszczęśliwsze przejęcie władzy w polskim teatrze od kilku lat, nie tylko w kontekście mrożących krew w żyłach doniesień z Narodowego Starego Teatru w Krakowie i Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Przede wszystkim Jacek Bończyk jest świetnym fachmanem i utalentowanym artystą, specjalizującym się w najważniejszym dla Teatru Rozrywki gatunku. Zespół go ceni, lubi, zna jego zarówno autorskie, jak i aktorskie możliwości oraz słabości, bo do tych ostatnich (co też bezcenne!) Bończyk potrafi się uczciwie i odważnie przyznać.

Bez ogródek informuje, kiedy utrudnia mu pracę dawno zdiagnozowana depresja, zresztą wspólnie ze Zbigniewem Krzywańskim, który również mierzy się z tym problemem, przekuli tę przypadłość w inspirację, nagrywając płytę „Depresjoniści”, dedykowaną Grzegorzowi Ciechowskiemu.

Jeśli do tego peanu mamy dorzucić ziarnko goryczy, to trochę nas niepokoi, że Bończyk jeszcze nie odkrył najwspanialszej cechy chorzowskich teatromanów, która zupełnie zaprzecza stereotypowi prowincjonalnej publiczności.

Tutejsi widzowie lubią, gdy im czasem namieszać w głowach. To tu powstała szalona lokalna kultura wokół „Rocky Horror Picture Show”, tu gremialnie dziękowano Miłkowskiemu za sprowadzenie „Klątwy” Frljicia, tu doceniono najlepszy spektakl Strzępki i Demirskiego („Położnice szpitala św. Zofii”) i spuszczono zasłonę milczenia na ich najgorszy („Bierzcie i jedzcie”).

Z drugiej strony wiadomo, że nowy dyrektor uważnie nasłuchuje głosów swojej publiczności i właśnie szuka nowej formuły dla sceny kameralnej, więc niewykluczone, że jeśli nie w tym sezonie, to w następnym, pojawi się spektakl, który zasłuży na miano „Położnic…” tej dyrekcji. Z niecierpliwością i zaciśniętymi kciukami czekamy więc na obiecaną rozmowę za rok.

tekst: Pola Sobaś-Mikołajczyk | zdjęcia: Artur Wacławek
ultramaryna, październik 2018




>>> teatr-rozrywki.pl








KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej dzień tygodnia zaczynający się na literę s:
teksty
PRACOWNIA EDUKACJI ŻYWEJ: Jesteśmy ostatnim pokoleniem, dla którego natura jest naturalna
Coraz częściej podnosi się w publicznym dyskursie fakt, że przyroda w pozytywny sposób oddziałuje na człowieka. Modn... >>>

DANNY FIELDS: Danny mówi
Danny Fields – legenda zza kulis amerykańskiego przemysłu muzycznego, bohater tysiąca anegdot i licznych podpi... >>>

DAWID PODSIADŁO: Co przeżyte, to zaśpiewane
Z Dawidem Podsiadło, wokalistą będącym chlubą Dąbrowy Górniczej, rozmawiamy o osobistym charakterze właśnie wydane... >>>
komentarze: 15

JACEK BOŃCZYK: Dobrze się dzieje
Jacek Bończyk to w światku piosenki aktorskiej jedno z najważniejszych nazwisk. Pamiętny zwycięzca Przeglądu Piosenk... >>>

DZIELNICA BRZMI DOBRZE: Katowickie dzielnice brzmią bardzo dobrze
Tytuł Miasta Muzyki UNESCO zobowiązuje! Na szczęście w Katowicach dobrych dźwięków nie brakuje. Wystarczy tylko umieć je... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2018
10.08.2018
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2018
2.07.2018
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone