Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | JUSTYNA ŚWIĘS: Małe rytuały
środa 19.09.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
JUSTYNA ŚWIĘS: Małe rytuały

Justyna Święs pięć lat temu stawiała swoje pierwsze kroki na scenie muzycznej. Nieśmiała dziewczyna o niesamowitym głosie na naszych oczach stawała się samoświadomą artystką o wielu twarzach.

The Dumplings – zespół, który współtworzy z Kubą Karasiem – otrzymał Fryderyka za debiut roku 2014, a Justyna cały czas zdobywa doświadczenie dzięki przeróżnym kolaboracjom. Objawieniem sceny klubowej okazała się jej współpraca z formacją Rysy, dzięki Wojtkowi Mazolewskiemu pokazała, że potrafi odnaleźć się w barwach jazzowych, a Voo Voo postawiło na liryczną, dziewczęcą stronę Justyny na płycie „Placówka 44”. Piosenki, które śpiewa Justyna można znaleźć na składankach Flirtini czy „Albo inaczej 2”.

Na wakacje rozmawiamy z Justyną o literaturze, jej związkach z teatrem, filmem, a także niedawnej współpracy z jednym raperem.

Ultramaryna: Wiadomo, że wakacje są dla muzyków sezonem bardzo pracowitym. Na początek chciałem więc przekornie zapytać o twój sposób na oderwanie od rzeczywistości – powiedz, co ostatnio czytasz?

Justyna Święs: Ostatnio wróciłam do czytania biografii. Przez długi czas tego nie lubiłam, ponieważ uważałam, że zagłębianie się w życie artystów odbiera nam obiektywizm w odbiorze ich sztuki. Zaczynasz patrzeć na dzieła przez pryzmat życia autorów…

Więc masz tak, że gdy czytasz biografię i artysta okazuje się niezbyt przyjemnym typkiem w życiu, to zmieniasz stosunek do jego twórczości? Tak akurat nie mam. Rozumiem, że ogólnie artyści są „zaburzeni”, nie muszą być święci i mają swoje złe strony. To bardziej kwestia tego, że nie chcę wiedzieć, że stracili kogoś i dana książka jest właśnie o tym. Wolę tłumaczyć to sobie subiektywnie, na własne przeżycia.

Jakie biografie miałaś ostatnio w ręku? Ostatnio zagłębiałam się w historię Leonor Fini. Nie znałam wcześniej zbyt dobrze tej postaci, ale książkę dał mi Łukasz Garlicki ze słowami: „przeczytaj ją, bo to o takiej samej wariatce jak ty!”. Zaczęłam ją więc – i się zachwyciłam.

Z biografiami miałam ten problem, że często są mocno subiektywne i nie oddają charakteru jej bohatera, ale charakter autora. To mnie denerwowało. A ta książka jest bardzo dobrze napisana, dużo można się z niej dowiedzieć również o życiu Salvadora Dali czy Pabla Picassa.

Teraz czytam dwutomową, mającą ponad dwa tysiące stron biografię Zbigniewa Herberta autorstwa Andrzeja Franaszka. Byłam kiedyś na spotkaniu z Franaszkiem i zafascynował mnie ten człowiek – przede wszystkim swoim błyskotliwym podejściem do życia Herberta i sposobem, w jakim o nim opowiadał. Skupia się na detalach: jak ustawiony był stół twórcy, przy którym pracował, na co miał widok z okna, czego dokładnie potrzebował do pisania.

Równocześnie czytam „Głód” Knuta Hamsuna, bardzo mocna powieść z elementami biografii autora. Powrót do tego typu literatury dużo daje mi teraz także przy mojej twórczości.

W jaki sposób? Trochę sobie podkradam od artystów, których w ten sposób poznaję – jakieś małe, bardzo skuteczne rytuały typu praca w wannie. Jak to mówił Herbert: do pisania potrzebna jest m.in. gorąca woda, i może jeszcze kilka drzew za oknem.

Czytasz też powieści? Wiem, że często sięgasz po klasykę. Tak, szczególnie po iberoamerykańską. Wracam do Marqueza, którego nie potrafię porzucić. Ostatnio przeczytałam kolejny raz „O miłości i innych demonach”, które mnie zainspirowało do stworzenia takiej piosenki-opowieści o 11 zwrotkach.

Nie umiem pisać tylko o sobie, o tym, co ja przeżywam. Uważam, że sięganie do literatury jest ciekawsze, można zawrzeć w tych tekstach ukryty sens.

Inspirujesz się literaturą, ale na co dzień spotykasz wielu ludzi, z którymi współpracujesz. Teraz porozmawiamy sobie o postaci, którą można nazwać: Justyna Święs – królowa kolaboracji muzycznych. (śmiech) O nie!

Powiedz proszę, jak doszło do współpracy z Mesem, czego efektem jest piosenka „Odporność” i ten piękny, nagrany do niej teledysk? Na początku między nami nie zaiskrzyło. Mieliśmy razem realizować pewien projekt sceniczny parę lat temu, ale nie wyszło. Przede wszystkim nigdy nie siedziałam w polskim środowisku hip-hopowym. Kompletnie. Nie wiedziałam, czym to się je i potrzebowałam czasu, by się wgryźć w temat.

Kiedyś spotkaliśmy się z Piotrem na jakiejś imprezie, zaczęliśmy poznawać się po raz drugi. I okazało się, że mamy dużo wspólnego – oboje lubimy czytać, odnajdujemy się w literaturze i tak dalej. Mes zapytał mnie wtedy, czy nie zechciałabym zaśpiewać na jego najnowszej płycie. Faktycznie udzielam się często w twórczości różnych artystów, ale tylko wtedy, kiedy jest to po części moje: sama piszę tekst albo muzykę lub wymyślam linię melodyczną. Nie potrafię zaśpiewać czegoś wymyślonego od początku do końca tylko przez autora danej piosenki.

W sumie Piotr sam to wyczuł, wysłał mi napisany przez siebie tekst i powiedział, że mogę dodać coś swojego. Ten utwór jest dla niego bardzo osobisty, więc chciałam wyśpiewać na końcu swego rodzaju podsumowanie o nim.

I to nie jest jedyna kolaboracja z Mesem, a raczej z jego wytwórnią Alkopoligamia. Znalazłaś się w doborowym towarzystwie na składance „Albo inaczej 2”, gdzie nie zaśpiewałaś swojego tekstu, ale Fisza „Czerwoną sukienkę”… Nie zaśpiewałam swojego tekstu, ale miałam swój wkład w tworzenie się tej piosenki, ponieważ siedziałam nad nią razem z Mariuszem Obierskim. Opracowywaliśmy ją tak szczegółowo i tak silnie zmieniliśmy ten tekst, że czuję, jakby została w nim bardzo duża część mnie. Mocno z nim walczyliśmy, skróciliśmy go z aż czterech kartek A4 do niecałej jednej.

Ostatnio zerknęłam do komentarzy na YouTubie pod „Czerwoną sukienką” i okazało się, że jest bardzo dużo negatywnych opinii na ten temat – „Fisz by się obraził” etc.

Poruszyłaś ciekawy temat. Jak po pięciu latach intensywnej działalności na scenie muzycznej podchodzisz do hejtu w stosunku do twojej osoby, twórczości w internecie? Jak sobie z tym radzisz? Zawsze się tym przejmowałam i nie ukrywam – dalej tak jest. Kiedyś nie miałam takiej pozycji w świecie muzycznym, więc mogło mi to podciąć skrzydła na zasadzie „coś mi się nie uda i będzie problem”. Teraz cały czas nad tym pracuję, bo powoli rodzi się we mnie coraz większa artystyczna pewność siebie.

Twoje kolaboracje zostawiają we mnie niedosyt. Były Rysy, Voo Voo, Mazolewski, Fisz, cały czas jest The Dumplings. Nie masz takiej myśli, że być może nadszedł czas, by nagrać coś bardziej osobistego, poza zespołem? Wiem, że masz swój osobny management artystyczny jako Justyna Święs… Te wszystkie kolaboracje umiejscawiają mnie w pewnych ramach. Nie jest to moje od początku do końca. Mam osobny management, ponieważ planuję wyjście solowe. I wiąże się to z zupełnie innym klimatem muzycznym. Będzie gitarowo, bluesowo, instrumentalnie, zero elektroniki. Surowo. Chciałam to oddzielić, ponieważ mój wizerunek jako wokalistki w The Dumplings jest bardzo silny, a czuję potrzebę pokazania się z innej strony…

Od wizerunku z The Dumplings odchodzisz także tworząc muzykę i grając na scenie w teatrze. Chodzi mi o twój udział w przedstawieniu „Mapa i terytorium” Houellebecqa w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku. Właściwie wyssałaś to z mlekiem matki, bo nie wiem, czy każdy wie, ale jesteś córką bardzo fajnych aktorów – Basi Lubos-Święs i Artura Święsa… Zabawne jest to, że siedziałam w teatrze od dziecka, ale nigdy w nim nie grałam – w odróżnieniu od mojej siostry, która ma 11 lat, a już tam występuje. Mi się to nie zdarzyło w tak młodym wieku. Patrząc na zmagania rodziców z zawodem, myślałam sobie: „nigdy nie będę aktorką! To tak ciężki kawałek chleba, że nie chcę się tym zajmować”.

Dopiero w 2016 roku Ewelina Marciniak zaprosiła mnie do współpracy przy spektaklu „Mapa i terytorium”. Dostałam propozycję, by w nim zagrać, a także zrobić z Wojtkiem Urbańskim muzykę. Pracowało się wspaniale, muzykę opracowywaliśmy na żywo z aktorami. Jednocześnie to nieziemsko stresujące. Po poznaniu teatru od wewnątrz potwierdziło się, że to strasznie trudna praca. Trudniejsza niż praca muzyka…

A jak byś porównała pracę w teatrze do tej w filmie? Masz na koncie rolę w filmie „Ewa” w reżyserii Adama Sikory i Ingmara Villqista, w którym zagrałaś córkę matki, którą grała twoja mama… To jest nieporównywalne. Ciężko mi się wypowiedzieć, ponieważ gdy zagrałam w tym filmie, miałam z 11 lat. Teatr natomiast jest fajny, bo jest żywy. Każdy spektakl jest inny, na bieżąco wprowadzamy jakieś zmiany. A jak stworzysz film, to on już jest. I z czasem zmienia ci się perspektywa i myślisz sobie, że zrobiłbyś to jednak inaczej. W teatrze jest możliwość tworzenia czegoś ciągle od nowa…

Z filmem łączy cię to, że bardzo fascynuje cię on także od strony realizacji… Od dawna interesowałam się robieniem filmów. W liceum bardzo chciałam iść na reżyserię, ale pojawiło się The Dumplings i zabrakło czasu na wszystko inne. To są czasochłonne studia – reżyseria czy medycyna, którą też chciałam zacząć, konkretnie onkologię. W moim domu rodzinnym jest pełno książek na ten temat. Nie udało się, nie było czasu, ale nie ukrywam, że mam pewne plany co do studiów medycznych. Nie bycia lekarzem, ale nie chcę zapeszać…

Wracając do filmu, jesteś także wytrawną kinomanką… Mówiąc szczerze, jestem człowiekiem, który rzadko sięga po nowości. Wiadomo, że wiem, co wychodzi w kinie czy literaturze w tym momencie, ale bardziej sięgam po klasykę. Chodzę do kina, ale częściej oglądam stare filmy w domu. Mam takie poczucie, że aby oglądać sztukę, która teraz powstaje, muszę nadrobić wszystko, co było kiedyś.

Lubię Felliniego, uwielbiam Buñuela. Obecnie jestem zafascynowana „Widmem wolności” (1974) w reżyserii tego ostatniego. To ponadczasowy film, często go oglądam. Opowiada on w przewrotny sposób o rzeczach, które są ciągle aktualne, jeśli chodzi o społeczeństwo.

Z bardziej współczesnych reżyserów bardzo lubię Lyncha. Warto powiedzieć, że aktualnie jako The Dumplings robimy płytę, która jest w klimacie lynchowskim. Natomiast film Gaspara Noégo, „Wkraczając w pustkę”, był bezpośrednim impulsem do napisania naszej wspólnej piosenki z Tomkiem Makowieckim, która znalazła się na drugiej płycie The Dumplings.

Jesienią zostanie wydana trzecia płyta The Dumplings, nad którą obecnie pracujecie. Dokładnie tak. Zaczęliśmy pracę w lutym, wtedy nagraliśmy 80% materiału, a teraz, latem, dopracowujemy go, dopieszczamy. Ten album będzie zupełnie inny niż to, co robiliśmy dotychczas. Wracamy z klimatów orkiestrowych do naszej pierwszej elektroniki.

Warto wspomnieć, że cała płyta będzie po polsku. Czas nam pokazał, że tworzenie w naszym języku jest bardzo ważne. Ja pokochałam go dzięki temu, że dużo czytam i studiuję go cały czas, jednocześnie nie będąc na studiach filologicznych (śmiech).

Kiedyś w wywiadach mówiłam, że po angielsku się łatwiej śpiewa i łatwiej pisze. Absolutnie nie. Angielski jest językiem, w którym można ogólnikowo opisywać wiele rzeczy, natomiast w polskim można używać bardzo fajnych niuansów słownych. Zarazem zauważyłam grając dla ludzi w Polsce, że zupełnie inaczej reagują oni na piosenki zaśpiewane w naszym języku.

Gramy już na koncertach dwa single z tej płyty. Nie wiem jeszcze, czy zaprosimy na nią jakichś gości, bo czujemy w tym momencie, że będzie ona dla nas kompletna, gdy nagramy ją tylko we dwójkę.

tekst: Adrian Chorębała | zdjęcia: Szymon Dudka
ultramaryna, lipiec-sierpień 2018










>>> The Dumplings @ Fb








KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
DZIELNICA BRZMI DOBRZE: Katowickie dzielnice brzmią bardzo dobrze
Tytuł Miasta Muzyki UNESCO zobowiązuje! Na szczęście w Katowicach dobrych dźwięków nie brakuje. Wystarczy tylko umieć je... >>>

PIOTR SCHMIDT: Chciałem sobie sprawić prezent
Zaczynał jako student Akademii Muzycznej w Katowicach. Teraz jest stypendystą University of Louisville w Kentucky (U... >>>
komentarze: 3

ØRGANEK I PRZYJACIELE: Bardzo długie rozmowy
Tomasz Organek – jeden z najbardziej charyzmatycznych polskich muzyków rockowych – został poproszony o p... >>>

JUSTYNA ŚWIĘS: Małe rytuały
Justyna Święs pięć lat temu stawiała swoje pierwsze kroki na scenie muzycznej. Nieśmiała dziewczyna o niesamowitym g... >>>

KUBA WIĘCEK: Jazz spoza szuflady
Zdobywca Fryderyka za jazzowy debiut 2017 roku oraz Mateusza Trójki, student prestiżowego Rhythmic Music Conservator... >>>

ŚLĄSKA FILMÓWKA: Katowicka Nowa Fala
Laurki mają to do siebie, że ociekają słodyczą i trudno w nie uwierzyć. Na szczęście z okazji 40. rocznicy istnien... >>>

SONBIRD: Śpiewamy w języku, w którym śnimy
Dawid, Kamil, Maciek, Tomasz – znają się jakby od zawsze, choć grają ze sobą dopiero trzy lata; koncertują n... >>>

RAFAŁ MILACH: Wątpię w fotografię
Zaczynał na Śląsku, teraz fotografuje od Islandii do Azerbejdżanu, wykłada w Czechach i wystawia od Berlina po Japon... >>>

JADWIGA JANOWSKA: Sztuka snapshotów
Dziś każdy jest fotografem. Wystarczy mieć konto na Instagramie, by tak o sobie myśleć. Nie każdy jednak potrafi... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2018
10.08.2018
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2018
2.07.2018
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone