Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | SEÑOR COCONUT: Najlepszy bal na świecie
niedziela 20.05.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
SEÑOR COCONUT: Najlepszy bal na świecie

Atom TM, Atom Heart, Geeez’n’Gosh, Flanger, Señor Coconut – dziesiątki pseudonimów, kilka grup, niepoliczalna ilość nagrań, a za tym wszystkim jeden człowiek – Uwe Schmidt: producent, kompozytor i jeden z współtwórców nowego oblicza europejskiej muzyki elektronicznej.

Tworząc od połowy lat 80., miał swój udział w narodzinach minimalowego techno i współpracował z największymi nazwiskami elektronicznej awangardy, od Namlooka po Tetsu Inoue. 20 lat temu wpadł zaś na pomysł, który okazał się jego największym życiowym sukcesem – połączenie ambitniejszych odmian muzyki elektronicznej z latynoskimi rytmami, które każdego zmuszą do tańca. Korzystając z okazji, jaką jest pierwszy występ Señora Coconuta na festiwalu Tauron Nowa Muzyka, zadaliśmy artyście kilka pytań.

Ultramaryna: Muzyka Señora Coconuta towarzyszy nam już od ponad 20 lat. Spodziewałeś się, że będzie to jeden z twoich najtrwalszych projektów muzycznych?

Uwe Schmidt: Najciekawsze, że tworząc Señora Coconuta niczego nie oczekiwałem. Szczerze mówiąc, z początku nie traktowałem tego nawet jako jakiegoś „projektu”. Nie myślałem o wydawaniu albumów pod tym szyldem, przekonany, że to tylko taki mój dziwny pomysł, który nie przyniesie żadnych konkretnych efektów. Kiedy jednak wypuściliśmy „El Baile Alemán”, wszystko się zmieniło. Nadal jestem ogromnie zaskoczony tym, co się później wydarzyło.

Przez lata tworzyłeś najróżniejsze odmiany muzyki tanecznej. Skąd się wziął pomysł na łączenie elektroniki z latynoskimi rytmami? Na przełomie 1992/93 roku zrobiłem sobie całkowity urlop od muzyki i spędziłem pół roku w Kostaryce. To tam miałem okazję posłuchać latynoskiej muzyki w jej naturalnym, odwiecznym środowisku. Wcześniej nie bardzo się w tym orientowałem, ponieważ jeśli takie brzmienia pojawiały się w Niemczech, to raczej w kontekście egzotycznych nagrań z „Trzeciego Świata”, a strasznie nie znosiłem takiego podziału. Dopiero w czasie tego pobytu odkryłem całe bogactwo muzyki latynoamerykańskiej. I pomyślałem, że ciekawie byłoby to włączyć do repertuaru. Tak właśnie narodził się Señor Coconut i nurt electrolatino.

Co jest dla ciebie trudniejsze: granie solo i bezpośrednia transmisja własnych idei muzycznych do umysłów słuchaczy czy aranżowanie muzyki na orkiestrę, filtrowanie jej przez wrażliwość innych wykonawców? Wydaje mi się, że obie rzeczy są trudne, ale na dobrą sprawę nieporównywalne. Wymagają zupełnie innego podejścia i przynoszą całkiem odmienne wyzwania.

Myślę, że wiele zależy od tego, w jakim momencie „rozwoju artystycznego” się właśnie znajdujesz, która z tych form występów w danym momencie bardziej ci leży i odpowiada muzyce, którą właśnie tworzysz. Ale jeśli spojrzeć na to w kategoriach wydatków energii w celu osiągnięcia jakiegoś sukcesu, to na pewno praca z zespołem wymaga znacznie więcej wysiłku i nakładu pracy niż granie solo.

Pierwsze dwa albumy Señora Coconuta to hołd dla największych klasyków muzyki elektronicznej: Kraftwerka i Yellow Magic Orchestra. I nagle rok 2006 – wypuszczasz „Around The World”, antologię największych popowych hitów zaaranżowaną w stylu electrolatino. Dlaczego cieszący się sporym uznaniem kompozytor i producent postanawia nagle grać cudzą muzykę? Idea coverów zawsze była dla mnie fascynująca, bo jeśli spojrzeć na całą sprawę z perspektywy historycznej, muzyka stale podlegała wielu reinterpretacjom. Były przecież takie czasy, kiedy grało się tylko „cudzą muzykę” – niezliczone wersje utworów ludowych i wykonania klasycznych kompozycji.

Kiedy zaczynałem się zajmować muzyką, budziło moje olbrzymie zdziwienie i zaskoczenie, że u progu lat 90. kultura, w której żyłem, muzyka elektroniczna, którą pomagałem tworzyć, jest całkowicie odcięta od muzycznych korzeni. Nie potrafiłem się z tym pogodzić i zacząłem szukać sposobów, by nawiązać dialog z tą nie tak odległą przecież przeszłością muzyczną, wprowadzić ją do mojej twórczości.

Jeszcze przed założeniem Señor Coconut próbowałem swoich sił w „kowerach” wydając „Pop Artificielle”, gdzie przenicowałem kilka popowych i rockowych klasyków w elektronicznych aranżach. Electrolatino Señora Coconuta było kolejnym krokiem na tej drodze, ponieważ od samego początku traktowałem ten projekt jako kolejny eksperyment z muzyką elektroniczną, choć większość fanów odbiera to zupełnie inaczej. Dla nich to live band.

Podsumowując: granie cudzych kawałków to dla każdego muzyka świetna okazja do nauki i rozwoju.

Wielu ludzi, także w Polsce, reaguje z niechęcią na latynoskie aranże takich klasyków jak „Smoke On The Water” czy muzyki The Doors, twierdząc, że to brak szacunku i bezczeszczenie humorem „świętych kawałków”. Czy mógłbyś im wytłumaczyć, jaką rolę odgrywa humor w muzyce? Moim zdaniem WSZYSTKIE ludzkie emocje czy też „nastroje” mają swoje miejsce w muzyce, przede wszystkim dlatego, że to podstawowa forma ludzkiej ekspresji. Raczej dziwnym jest wykluczanie z muzyki jakiegoś ich zakresu, w tym wypadku humoru. Dodatkowo psychologia podpowiada, że tak naprawdę tylko humor potrafi podważyć nasze ego, więc jest dla mnie dość jasne, jaki typ ludzi wypowiada się przeciw humorowi w muzyce.

Tradycyjne pytanie przedfestiwalowe: czego możemy się spodziewać po występie w Katowicach? Jestem pewien, że będziemy mieli najlepszy bal na świecie!

tekst: Marceli Szpak




Señor Coconut wystąpi na Festiwalu Tauron Nowa Muzyka Katowice 2018

>>> zobacz festiwalowy harmonogram: koncert otwarcia 28.06 + 29.06 + 30.06 + koncert zamknięcia 1.07

>>> Señor Coconut na festiwalnowamuzyka.pl








KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
SEÑOR COCONUT: Najlepszy bal na świecie
Atom TM, Atom Heart, Geeez’n’Gosh, Flanger, Señor Coconut – dziesiątki pseudonimów, kilka gru... >>>

RAFAŁ MILACH: Wątpię w fotografię
Zaczynał na Śląsku, teraz fotografuje od Islandii do Azerbejdżanu, wykłada w Czechach i wystawia od Berlina po Japon... >>>

JADWIGA JANOWSKA: Sztuka snapshotów
Dziś każdy jest fotografem. Wystarczy mieć konto na Instagramie, by tak o sobie myśleć. Nie każdy jednak potrafi... >>>

MIROSŁAW NEINERT: Poza bufetem
Aktor, reżyser. Kiedyś namiętnie palił fajkę, dziś od czasu do czasu zapala kubańskie cygaro. Z wyboru, duszy i se... >>>

MATEUSZ ZNANIECKI: Lubię, gdy scena mnie zaskakuje
Aktorstwa uczył się w łódzkiej filmówce. Ćwiczył deklamację wiersza, gdy w tym samym czasie w głowie rodziły się pie... >>>

WALEK NENDZA: Siedem paszportów
Prawdziwy człowiek gór. Wieloletni instruktor Polskiego Związku Alpinizmu, działacz Klubu Wysokogórskiego w Katowi... >>>

KAROLINA OŚKA: W poszukiwaniu różnorodności
Klasycznie przeszła liczącego 1000 metrów wysokości Freeridera na kultowym El Capitanie, ma za sobą pierwsze polsk... >>>
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Colin Stetson
19.12.2016
Julia Marcell
21.11.2016
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone