Serwis Ultramaryna używa plików cookies. Odwiedzając nasze strony akceptujesz otrzymywanie cookies (ciasteczek). Warunki dostępu do plików cookies możesz określić w swojej przeglądarce.

ZAMKNIJ

Ultramaryna | WALEK NENDZA: Siedem paszportów
środa 19.09.18

START
LOKALE
FORUM
BLOGI
zgłoś imprezę   
  ultramaryna.pl  web 
WALEK NENDZA: Siedem paszportów

Prawdziwy człowiek gór. Wieloletni instruktor Polskiego Związku Alpinizmu, działacz Klubu Wysokogórskiego w Katowicach i współzałożyciel Harcerskiego Klubu Taternickiego, uczestnik wypraw himalajskich w latach 70. i 80. Przyjaciel Jerzego Kukuczki. Ślązak z dziada pradziada, harcmistrz, elektryk-zawodowiec, prywatnie: głowa rodziny i ukochany Dziadziuś. Ignacy „Walek” Nendza rozmawia z córką – Martą o górach i życiu.

Ultramaryna: Pamiętam, jak siedem lat temu razem rozmawialiśmy z Arturem Hajzerem >>> zobacz ultra_temat, styczeń 2011. Dopiero zainicjował program Polski Himalaizm Zimowy i z właściwym sobie poczuciem humoru, ale też z lekkim żalem mówił, że himalaizmem (zwłaszcza tym zimowym), nie interesuje się pies z kulawą nogą…

Walek Nendza: Teraz wiele osób w Polsce żywo interesuje się tematem. Artura nie ma już z nami od przeszło czterech lat, ale program odniósł sukces. Kiedy zaczynał, wielu mówiło mu, że nie da się tego zrobić i żeby dał sobie spokój. A Artur napisał rzeczowy program sportowy i dostał pieniądze z ministerstwa. Normalnie i legalnie. Podszedł bardzo profesjonalnie do tematu wyszkolenia nowej generacji wspinaczy. Bardzo nie lubię sformułowania „nie da się”.

Mam wrażenie, że zainteresowanie górami koresponduje z paradygmatem romantycznym. Tragedie wzbudziły emocje w narodzie… Na pewno. Lawina publikacji, które ukazały się po wypadkach na Broad Peaku, przebiła objętościowo całą tatrzańską literaturę przedwojenną. Różni ludzie pisali – kompetentni i niekompetentni, przyjaciele i tacy, którzy nie lubią środowiska górskiego…

Ale Lodowi Wojownicy robią swoje. Łomoczą. 10 z 14 ośmiotysięczników zostało zdobyte zimą przez Polaków, a wychowankowie Artura – Bielecki, Małek, Tomala – właśnie w tej chwili walczą o ostatni szczyt z nich – K2.

Mają szansę? Oczywiście. Gorąco wierzę w ich sukces, choć wyzwanie jest wielkie. Chłopaki są mocni i mają sportowe zacięcie, a kierownik wyprawy – Krzysztof Wielicki – to doświadczony w boju praktyk. Jest też Denis Urubko – prawdziwa maszyna górska, niesamowicie szybki i odporny. Prawdopodobnie najmocniejszy obecnie wspinacz świata. Ja mocno kibicuję wyprawie i mam nadzieję, że cała ekipa będzie miała szansę zaistnieć.

A kiedy już człowiek zdobędzie wszystkie ośmiotysięczniki zimą? Na pewno alpinizm stanie przed nowymi wyzwaniami. Jest tyle pięknych ścian i formacji, nowych dróg wystarczy jeszcze na kilka dobrych pokoleń. Temat się nie wyczerpie, a ludzie na pewno wymyślą coś nowego. Trochę przeraża mnie komercyjna strona zdobywania gór, która być może doprowadzi do tego, że ludzie będą lądować na szczytach helikopterami.

Obóz II, Makalu 1982

Takie czasy. Jak ja jeździłem w Himalaje, to list szedł półtora do dwóch miesięcy. Na dalszą odległość można było skorzystać z teleksu. Wyglądało to tak, że jedna maszyna do pisania znajdowała się w Delhi lub Bombaju, a druga, taka sama, w Warszawie. Taki bardziej rozwinięty telegraf. Dzisiaj uczestnicy wyprawy mogą przez internet na bieżąco informować o rozwoju akcji i otrzymywać informacje zwrotne z kraju.

Za moich czasów namioty szturmowe były na specjalną okazję, a w bazie mieszkało się w namiotach typu willa – takich samych, jakie się brało na Mazury. Trzeba je było tylko odpowiednio zaizolować od spodu i zabezpieczyć przed wiatrem…

Z jednej strony alpiniści jako grupa za czasów Gierka wpisani byli w propagandę sukcesu i po powrocie z wyprawy witano nas jak bohaterów. Z drugiej strony organizacja ekspedycji w tych czasach wymagała ogromnej pracy i karkołomnej logistyki. Za komuny miałem siedem paszportów – każdy pozyskiwany sposobem z innego źródła.

W trakcie organizacji wyprawy na Makalu w 1982 roku mieliśmy zamówioną bieliznę z wełnianej dzianiny, którą wykonywała dla nas fabryka Sandra w Aleksandrowie Łódzkim. W tym samym czasie zabiegaliśmy o możliwość korzystania z teleksu. Tadek Kozubek załatwił nam dostęp w Instytucie Metali Nieżelaznych, pewnego dnia odebrali krótką wiadomość, która na karteczce obeszła wszystkie wydziały, aż trafiła na biurko szefa Kozubka. Treść teleksu:
„Pan Kozubek
Proszę odebrać kalesony.
Sandra Łódź”

Można powiedzieć, że jesteś Ślązakiem-obieżyświatem. Od małego cały czas się gdzieś smykałem. Najpierw były Alpy Wełnowieckie – hałdy i tereny po biedaszybach pomiędzy katowickim Wełnowcem a Bogucicami, góra Dorotka w Będzinie, Beskidy, Sudety, Karpaty i dalej jakoś poszło (śmiech).

Ślązacy w ogóle sobie dobrze radzą w górach – jak zdobywaliśmy najwyższy szczyt Iranu, Demavand (5671 m n.p.m.), który jest nie do końca wygasłym wulkanem, z 14-tki uczestników na szczyt dotarli sami Ślązacy. Po drodze strasznie waliło siarkowodorem, a nam ten smród nie zaszkodził. Ja nawet na szczycie zjadłem puszkę mielonki, bo zgłodniałem.

W ilu byłeś krajach? W 60 – tak pi razy drzwi. I to nie tak, że wsiadasz w samolot i lądujesz na miejscu. Jak przejedziesz starem całą Azję kilka razy, to naprawdę doświadczysz wszystkiego. Na pustyni w nocy jest zimno jak cholera, a w dzień taki upał, że można zwątpić.

Przygoda, przygoda! Raz w drodze z Iranu do Iraku wymęczeni upałem na pace chłopaki chcieli się odświeżyć. W biegu się rozbierali i hyc do rzeki. Po chwili na brzegu zebrała się podekscytowana grupka Arabów… Przyglądałem się im – w końcu jeden z nich dyskretnie pokazał mi rękami gest krokodylej paszczy. Powrót na brzeg odbywał się w podskokach.

Albo jak w ‘72 działaliśmy w jaskiniach Rumunii i podzieliliśmy się na małe zespoły, aby na własną rękę dostać się do miasteczka Sibiu. My z Michałem Kuligiem złapaliśmy wołgę na stopa. Dosyć szybko dotarliśmy do celu, więc postanowiliśmy wyjechać na obrzeża miasta trolejbusem i biwakować na terenach zielonych. W nocy cały czas miałem wrażenie, że coś tupie w zaroślach. O świcie poszedłem na zwiady i okazało się, że kiblujemy w zoo (śmiech).

Jednocześnie korzenie masz mocno zapuszczone tu, na Górnym Śląsku. Jestem związany z tą ziemią. Z dziada pradziada. Najstarszy dokument, jaki posiadam, jest z 1817 roku. Twoja praprapraprababka była poddaną księcia von Plessa i żyła na ziemiach pszczyńskich. Urodziłem się w 1944 roku w starej chacie na Wełnowcu, który wtedy nazywał się Hohenlohehütte i był osadą przemysłową. Na Wełnowcu jest mój zakład pracy (dawny ZWUS), w którym się wyuczyłem zawodu i pracowałem przez 43 lata. Niedawno obchodził 90-lecie. Tutaj też mieszkam, zatem można powiedzieć, że jestem w tym samym miejscu.

Jednocześnie mieszkając tu, od zawsze eksplorowałem. Obok naszej chaty rósł kasztan, dalej rośnie. Wspinałem się na jego wierzchołek i prowadziłem obserwacje. Widziałem np. górę Dorotkę, ponieważ nie było jeszcze osiedla Tuwima, które teraz ją zasłania. Z dachu chaty zimą zjeżdżałem z pierwszymi lawinami. Wędrowaliśmy dużo z kolegami. Szczególnie lubiliśmy teren dzisiejszego Parku Śląskiego, tam, gdzie dziś znajduje się kotlina dinozaurów. Były fajne skałki odkryte podczas wydobycia gliny do cegielni.

Kąpaliśmy się w stawach, choć funkcjonował przesąd, że przed św. Janem (24 czerwca) nie wchodzi się do otwartych wód. Dlaczego? Bo utopce działają. A dopiero po św. Janie woda jest ochrzczona. My łamaliśmy to tabu. Kąpaliśmy się nawet w przeręblach. Dzieci tak działały, w dzisiejszych czasach to raczej niewyobrażalne.



Jurek Kukuczka podobnie… Też miał bandę podwórkową i grasowali po okolicy, ale mieli trochę inny rewir (Bogucice, Dąbrówka, Zawodzie aż po Szopienice), który pokrywał się z naszym na terenie Alp Wełnowieckich. To tu właśnie po raz pierwszy spotkałem Jurka. Miał 12 lat i był przebrany za Indianina, w towarzystwie dwóch kowbojów. Ja – o 4 lata starszy – miałem zbiórkę drużyny harcerskiej. Dwa lata później do mojego zakładu pracy przyszli uczniowie, wśród nich Jurek. Rzuciłem powitalne „Howgh!”, a on też mnie rozpoznał i odpowiedział: „Howgh!”.

Dzisiaj jest legendą. Czy ten fenomen sportowy jest do powtórzenia? Możliwe, że urodzi się ktoś taki. Na pewno Jurek Kukuczka był wyjątkowym zawodnikiem. Miał naturalne predyspozycje i był mentalnie przygotowany do chodzenia w góry już jako młody chłopak. W sensie psychy, wytrzymałości i woli walki. Jako 10-letni łebek zimą budował w Istebnej igloo i w nim biwakował. Bardzo lubił rywalizację. Nie wymiękał nigdy. 24 marca obchodziłby 70. urodziny. Z tej okazji w planie jest wiele uroczystości, imprez i prelekcji.

Jurek nie mógł odpuścić? Wiadomo, że sport to walka, w końcu wywodzi się z rycerstwa. Mamy dwa rodzaje walki: skierowaną i nieskierowaną. Ten drugi rodzaj wynika z wewnętrznego imperatywu, który pcha cię w górę. Sam sobie musisz udowodnić, że jesteś najlepszy. I to wcale nie są niskie pobudki. To czysta walka sportowa. Myślę, że to właśnie kieruje Denisem Urubko.

Z drugiej strony można nawiązać do tezy Zaruskiego, że taternikiem może być ten, który odczuwa przyjemność z samego faktu przebywania w górach. W pewnym sensie bliski tej idei był Reinhold Messner. Utrzymywał, że zdobywając Koronę Himalajów nie ścigał się z Kukuczką, bo wspinaczka jest dla niego formą twórczości. Ale jednak nie dał się prześcignąć (śmiech).

Klub Wysokogórski w Katowicach wychował wielu świetnych wspinaczy. Na pewno jest jednym z bardziej prężnych klubów w Polsce. Ma mocną ekipę wspinaczkową. Jest chyba jedynym klubem na świecie, który ma w swoim składzie dwóch zdobywców Korony Himalajów – Kukuczkę i Wielickiego. Z KW Katowice wywodzą się takie gwiazdy jak Rysiek Pawłowski czy Adam Bielecki (obecnie w szeregach klubu krakowskiego). Nasze kursy taternictwa trzymają wysoki poziom. Poza tym klub oferuje m.in. treningi z taśmami TRX, tai chi oraz jogę. Przede wszystkim jednak można tu rozwijać swoją pasję w doskonałym towarzystwie.

Wielu przyjaciół zostało w górach… Po śmierci Jurka, tragedii na stokach Khumbutse w ‘89, gdzie w lawinie zginęła czołówka polskiego himalaizmu i kiedy Wanda została na Kanczendzondze – Himalaje zniknęły na około 15 lat. Jeździłem wtedy na walne zjazdy Polskiego Związku Alpinizmu i było kilka takich, na których nie padło ani jedno zdanie o himalaizmie, a sprawom tatrzańskim poświęcano tyle co nic. Skupiano się za to na speleologii, boulderingu, a nawet na paralotniarstwie. Tak naprawdę dopiero Artur zrobił wielki come back.

Słoniu to był gość. Szkoda go bardzo. Każdy człowiek, z którym się zetkniesz, jest w tobie.

Dzięki Tatuś.

tekst: Marta Nendza | zdjęcia: arch. Walka Nendzy i Marta Nendza
ultramaryna, marzec 2018



Wiersz, który Walek napisał w 1979 roku pod Lhotse:

„Modlitwa wspinacza”

Wspinaczka
modlitwa ludzi wybranych
intymnych marzeń warowny gród
modlitwa słów niewypowiedzianych
błogosław Panie nasz górski trud.

W kurniawie, w deszczu, w huku lawiny
wszędzie widzimy Twoją moc
licząc bezsenne biwaku godziny
pozwól nam przeżyć i tę noc.

Skalistych świątyń zawieszony cień
za chwilę słońca uderzy nas blask
pozwól nam przeżyć szczęśliwie dzień
niech dosięgniemy ze szczytu gwiazd!















KOMENTARZE:

nie ma jeszcze żadnych wypowiedzi....


SKOMENTUJ:
imię/nick:
e-mail (opcjonalnie):
wypowiedz się:
wpisz poniżej jakie miasto jest stolicą Polski:
teksty
DZIELNICA BRZMI DOBRZE: Katowickie dzielnice brzmią bardzo dobrze
Tytuł Miasta Muzyki UNESCO zobowiązuje! Na szczęście w Katowicach dobrych dźwięków nie brakuje. Wystarczy tylko umieć je... >>>

PIOTR SCHMIDT: Chciałem sobie sprawić prezent
Zaczynał jako student Akademii Muzycznej w Katowicach. Teraz jest stypendystą University of Louisville w Kentucky (U... >>>
komentarze: 3

ØRGANEK I PRZYJACIELE: Bardzo długie rozmowy
Tomasz Organek – jeden z najbardziej charyzmatycznych polskich muzyków rockowych – został poproszony o p... >>>

JUSTYNA ŚWIĘS: Małe rytuały
Justyna Święs pięć lat temu stawiała swoje pierwsze kroki na scenie muzycznej. Nieśmiała dziewczyna o niesamowitym g... >>>

KUBA WIĘCEK: Jazz spoza szuflady
Zdobywca Fryderyka za jazzowy debiut 2017 roku oraz Mateusza Trójki, student prestiżowego Rhythmic Music Conservator... >>>

ŚLĄSKA FILMÓWKA: Katowicka Nowa Fala
Laurki mają to do siebie, że ociekają słodyczą i trudno w nie uwierzyć. Na szczęście z okazji 40. rocznicy istnien... >>>

SONBIRD: Śpiewamy w języku, w którym śnimy
Dawid, Kamil, Maciek, Tomasz – znają się jakby od zawsze, choć grają ze sobą dopiero trzy lata; koncertują n... >>>

RAFAŁ MILACH: Wątpię w fotografię
Zaczynał na Śląsku, teraz fotografuje od Islandii do Azerbejdżanu, wykłada w Czechach i wystawia od Berlina po Japon... >>>

JADWIGA JANOWSKA: Sztuka snapshotów
Dziś każdy jest fotografem. Wystarczy mieć konto na Instagramie, by tak o sobie myśleć. Nie każdy jednak potrafi... >>>
komentarze: 1
po imprezie
Ostatnio dodane | Ostatnio skomentowane
Off Festival 2018
10.08.2018
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2018
2.07.2018
Off Festival 2017
8.08.2017
Festiwal Tauron Nowa Muzyka 2017
7.07.2017
Gorillaz
20.06.2017
Podziel się z resztą świata swoimi uwagami, zdjęciami, filmami po imprezach.
o nas | kontakt | reklama | magazyn | zgłoś błąd na stronie | © Ultramaryna 2001-2018, wszystkie prawa zastrzeżone